Kushner i Witkoff niczego nie zyskali? Pokoju wciąż nie ma na horyzoncie

Steve Witkoff i Jared Kushner gościli w sobotę w Moskwie, a w niedzielę w Kijowie. Rozmawiali zarówno z Władimirem Putinem, jak i z Wołodymyrem Zełeńskim. Nie wygląda jednak na to, by efektem tych rozmów miało być jakieś porozumienie. Mówił o tym ukraiński politolog, Jewhen Mahda.
Witkoff i Kushner „przypominali mi takich wysłanników, którzy mieli pokazać, że Stany Zjednoczone jednak nie zapomniały o wojnie rosyjsko-ukraińskiej, ale żaden ich wysiłek nie pozwala mówić, że zakończenie tej wojny stało się bliższe” – powiedział Mahda w rozmowie z PAP.
- Oznacza to, że Trump przed wyborami środka kadencji prezydenckiej w USA nie będzie mógł powiedzieć, że zakończył wojnę rosyjsko-ukraińską. Niestety, on tego nie rozumie. Wizyta Witkoffa i Kushnera nie przyczyniła się do tego, by to zrozumiał – dodał.
Zdaniem eksperta rozmowy z Witkoffem i Kushnerem potrzebne były tak samo Trumpowi, jak Putinowi i Zełenskiemu.
- Putinowi, aby pokazać, że może podporządkować sobie Amerykanów. Trump potrzebuje ich, aby pokazać, że Stany Zjednoczone pozostają potężnym państwem i mogą na coś wpływać. Zełenski natomiast nie może unikać tych rozmów, ponieważ w zachodnim rozumieniu każda wojna powinna zakończyć się negocjacjami – wyjaśnił.
Rozmówca PAP zaznaczył, że na świecie istnieje silne oczekiwanie zakończenia wojny albo przynajmniej wstrzymania działań zbrojnych i ukraiński prezydent musi brać to pod uwagę.
– Nawet fakt, że obecnie okupowanych jest około 20 proc. terytorium Ukrainy, wydaje się nie być dla Zachodu argumentem. Na świecie istnieje duże zapotrzebowanie na zakończenie wojny rosyjsko-ukraińskiej, a przynajmniej na jej wstrzymanie. Zełenski musi na to reagować – zaznaczył.
Według eksperta Witkoff i Kushner nie przywieźli do Kijowa konkretnej propozycji pokojowej.
Administracja prezydenta USA przedstawiła w listopadzie 2025 roku Ukrainie liczący 28 punktów plan pokojowy. Media pisały wówczas, że obligowałby Kijów m.in. do nieprzystępowania do NATO, ograniczenia liczebności wojsk do 600 tys. żołnierzy oraz oddania Rosji części terytorium.
Zdaniem Mahdy projekt został najprawdopodobniej przekazany Witkoffowi przez pochodzącego z Kijowa rosyjskiego negocjatora Kiriłła Dmitrijewa. Politolog uważa, że Kreml próbuje oddziaływać na Trumpa, wykorzystując jego ambicję, zainteresowanie korzyściami gospodarczymi oraz pragnienie zapisania się w historii jako przywódca, który doprowadził do pokoju.
W jego ocenie znaczenie miał również fakt, że choć podczas wizyty amerykańskiej delegacji miało obowiązywać ograniczenie ataków powietrznych, Witkoff i Kushner zdecydowali się przyjechać do Kijowa pociągiem z Polski, a nie przylecieć samolotem bezpośrednio z Moskwy.
– Powiedziano im jasno: Rosja niczego wam nie gwarantuje. W ten sposób Putin chciał pokazać, że to właśnie on dyktuje reguły gry. Jest to zresztą również odpowiedź na pytanie, po co Putinowi były te rozmowy – stwierdził politolog.
Przypomniał, że przed wizytą amerykańskich wysłanników Rosjanie uderzyli w kijowskie lotnisko Żulany oraz Boryspol pod Kijowem. Jego zdaniem oba lotniska mogły być przygotowane do przyjęcia amerykańskiej delegacji, jednak po atakach podróż koleją była bezpieczniejszym rozwiązaniem.
– Jestem przekonany, że zarówno lotnisko Boryspol, jak i Żulany były gotowe przyjąć ten samolot, ale przecież w przeddzień wizyty uderzono zarówno w Żulany, jak i w Boryspol – podsumował Mahda.
Źródło: PAP






