Łukasz Warzecha: Język włączający pani Kotuli

Warzecha_1024x1024.jpg
Autor:
Łukasz Warzecha
Warzecha-ratownictwo-medyczne-ankiety (1).jpg
Oprac. PCh24.pl

– Mam chyba zawał…

– Dobrze, spokojnie, zaraz sprawdzimy. Jak osoba sobie życzy, żeby się do osoby zwracać?

– Zawał mam! Ratujcie mnie…

Zróbmy to razem!

– Zaraz zaczniemy akcję ratunkową. Ale najpierw musimy ustalić te podstawowe sprawy. Czyli jak się zwracać?

– Boli mnie po lewej…

– Może podpowiem: czy osoba identyfikuje się jako płeć męska, żeńska, osoba obupłciowa, osoba aseksualna, osoba z niezgodnością płciową. Ono, jenu, jego, jej?

– Duszno mi, duszę się…

– Niech się osoba skupi, naprawdę potrzebujemy tych informacji.

Tak za jakiś czas mogą wyglądać rozmowy między ratownikami a chorymi, jeśli służba zdrowia potraktuje poważnie wytyczne – a właściwie dlaczego by nie miała? – przesłane przez panią minister do spraw równości Katarzynę Kotulę w specjalnym piśmie, adresowanym do Naczelnej Izby Lekarskiej, Krajowej Izby Ratowników Medycznych oraz Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. Pani Kotula – która, przypominam, pracuje za nasze pieniądze – poinformowała środowisko lekarskie, że powinno zacząć stosować „język włączający” w celu „poszanowania godności pacjentów” oraz ich upodmiotowienia. Mnie się dotąd wydawało, że najbardziej podmiotowy jest ten pacjent, który trafiwszy do placówki zdrowia czuje, że dobrze się nim lekarze zajmują, fachowo go diagnozują i po prostu o niego dbają. Wydawało mi się, że najmniejsze w takiej sytuacji znaczenie ma to, czy pacjent słyszy, że jest niepełnosprawny czy może, że jest „osobą z niepełnosprawnością”. A jeśli do szpitala po wypadku trafia transwestyta, to najmniej go interesuje, czy ratownik, a potem lekarz będzie do niego mówił „panie Pawle” czy „pani Halinko”. Ale co ja tam wiem. Ja się nie znam, za to pani Kotula, niedoszła magister anglistyki, zna się dużo lepiej.

Jakie są zatem wytyczne? Pani Kotula powołuje się na najnowszą klasyfikację chorób WHO (której wdrożenie w Polsce jest w okresie przejściowym do 2027 r.), w ramach której transpłciowość usunięto z listy chorób. WHO jest, jak wiadomo, organizacją upolitycznioną, która jednocześnie wyznacza, co chorobą jest, a co nie jest. Swoją drogą drzemią w tym wielkie możliwości, moim zdaniem niewykorzystywane przez WHO. Można by na przykład uznać, że malaria chorobą nie jest i od razu zniknie ponad 260 mln chorych, a świat stanie się zdrowszy. Na tej samej zasadzie uznanie, że transpłciowość nie jest zaburzeniem psychicznym – czyli że wszystko gra z facetem, któremu się roi, że jest kobietą i odwrotnie – czyni świat zdrowszym z automatu.

Teraz transpłciowość ma się nazywać „niezgodnością płciową”. Jak stwierdza sama pani Kotula w liście: „Światowa Organizacja Zdrowia wprowadziła nową jednostkę diagnostyczną, jaką jest »niezgodność płciowa«, zdefiniowaną jako utrzymująca się wyraźna niezgodność między doświadczaną przez osobę płcią oraz płcią przypisaną”. Zabrakło mi jeszcze wskazania, co to jest „płeć przypisana”, bo jako żywo nie kojarzę takiej kategorii. Czy może chodzi po prostu o to, że ktoś się urodził mężczyzną albo kobietą?

Nie można też mówić „osoba upośledzona”. Ma być „osoba z niepełnosprawnością intelektualną”, bo – według pani minister – w ten sposób niejako odłącza się przypadłość od osoby, a gdyby się nie odłączało, to wówczas stosuje się „terminy silnie stygmatyzujące i krzywdzące, mogące negatywnie wpłynąć na funkcjonowanie tych osób”. Ja w swojej naiwności znów przypuszczałem, że na funkcjonowanie tych osób negatywnie wpływa głównie ich niepełnosprawność umysłowa, a nie to, jak o niej mówi lekarz, ale co ja tam wiem.

Na tej samej zasadzie nie wolno mówić „osobny niepełnosprawne”. Mamy teraz mówić „osoby z niepełnosprawnością”. Sądzę, że takiemu niepełnosprawnemu bez nogi ta noga szybko odrośnie, jeśli tylko lekarze zastosują się do wytycznych pani Kotuli.

Zachęcam, aby docenić, jak słuszną linię ma nasza władza. Na polskie terytorium wlatują drony, przed nami podobno jakieś mrożące krew w żyłach miesiące związane z rosyjskimi planami ekspansji, mimo podpisu pana prezydenta ropa i gotowe paliwa na rynkach wciąż są rekordowo drogie, deficyt budżetowy na przyszły rok ma przekroczyć 280 mld zł, polski dług publiczny według unijnej metodologii przekracza już nasz konstytucyjny próg 60 proc. do PKB, zaczyna się dyskusja o powszechnych szkoleniach wojskowych – a mimo to rząd się nie poddaje i rozumie, że może są sprawy ważne, czyli wszystkie te wcześniej wymienione, ale są też ważniejsze, czyli język włączający w służbie zdrowia. Zresztą sądzę, że gdy tylko lekarze zaczną się stosować do wskazanych w liście zaleceń, oceny służby zdrowia natychmiast podskoczą. Co prawda na SOR nadal będzie się czekać sześć godzin, nadal będą tam pracować różne Dawidy Kacprzyki, nadal najbliższy dostępny termin na operację stawu będzie o 14.15 19 marca 2048 roku – ale za to wszedłszy do gabinetu pacjent będzie się czuł inkluzywnie i godnie.

Zastanawiam się tylko, jak zgodnie z nowymi wytycznymi mówić o pani Kotuli. Czy „osoba ze znaczącym i nieusuwalnym niedowładem intelektualnym” będzie dość inkluzywne?

Łukasz Warzecha

Warzecha_1024x1024.jpg
Autor:
Łukasz Warzecha
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: