„Moje ciało, moja decyzja”? Nie w przypadku Dziewic Konsekrowanych. O podwójnych standardach czytelników Onetu

Jak się ponownie okazuje, środowiska mające usta pełne haseł o tolerancji i akceptacji, nie potrafią uszanować wyborów dotyczących kwestii religijnych. Tym razem, za przykład służą czytelnicy lewicowo-liberalnych mediów z „Onetem” na czele.
W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, w katedrze na Wawelu odbyły się uroczyste śluby Dziewic Konsekrowanych. Kolejne trzy kobiety w wieku 30-50 lat oddały swoje życie Chrystusowi, składając m.in. śluby czystości.
Znaczenie drogi powołania do stanu dziewic wyjaśnia Katechizm Kościoła Katolickiego: „Wyrażając święty zamiar wierniejszego pójścia za Chrystusem, dziewice zostają poświęcone Bogu przez biskupa diecezjalnego według zaaprobowanego obrzędu liturgicznego oraz mistycznie poślubione Chrystusowi, Synowi Bożemu, i włączone w służbę Kościoła. Przez ten uroczysty obrzęd (Consecratio virginum) dziewica staje się osobą konsekrowaną, transcendentnym znakiem miłości Kościoła do Chrystusa, eschatologicznym obrazem tej niebieskiej Oblubienicy i przyszłego życia" (KKK 923).
Przy okazji relacjonowania tego wydarzenia przez Onet.pl, ze strony czytelników medium doszło do potężnego ataku chrystofobii. Rzekomo tolerancyjne środowisko, noszące na sztandarach hasła „wyzwolenia kobiet”, w tym przypadku nie wahało się jednak zmieszać ich z błotem, atakując je w najbardziej chamski i wulgarny sposób.
„Trzeba mieć porządne kiełbie we łbie żeby bawić się w takie sprawy…”, „Czy to przypadkiem nie jest jakąś chorobą psychiczną?”, „W razie rezygnacji czy zajścia w ciążę też poproszę o relację...”, „I tak patykiem by je nikt nie dotknął”, „Kolekcja wibratorów pewnie ogromna”, „Będą niepokalane poczęcia”, „chyba KONSERWOWANE”, „masochistki”, „wariatki” – to tylko część z niewybrednych komentarzy, które ukazały się pod artykułem na Facebooku.
Podczas gdy od przeciwników np. agendy LGBT czy tzw. prawa do aborcji wymaga się rezygnacji z „języka nienawiści”, te same zasady widocznie nie obowiązują w przypadku krytyki Kościoła katolickiego. Jak widać, rzekoma „tolerancja” tych środowisk polega jedynie na niezabranianiu konkretnych praktyk. Jednak już w przypadku ich oceny, najwyraźniej można bezkarnie puścić wodze fantazji.
Choć na prześladowania, z zakazami włącznie, też przyjdzie czas. Nad sprzyjającą atmosferą już pracują media, odpowiednio formując rzesze oddanych czytelników.
PR






