Morderstwo z uśmiechem. Nowa oferta lewicy dla Polaków

Media społecznościowe. Uśmiechnięta Magdalena Biejat w tysięcznej, desperackiej próbie „normalizowania” czegoś, co normalne nigdy nie będzie, obchodzi „Dzień Bezpiecznej Aborcji”.
Parlamentarzystka założyła bluzę z niby-żartobliwym, kolorowym napisem: „Wspieram prawa kobiet i występki kobiet”. Gdyby ktoś się jeszcze nie domyślił, o jakie „występki” dokładnie chodzi, wyjaśnia to tło bluzy. Czarny to przecież ulubiony kolor zwolenniczek tego procederu. W ich przypadku – nieuświadomiony wyrzut sumienia i wyraz żałoby po uśmierconych dzieciach, własnych bądź cudzych. Dla wzmocnienia „rozrywkowego” efektu grafice towarzyszy jeszcze na Facebooku latynoska muzyczka.
Ta makabryczna reklama zaprasza do finansowania dzieciobójstwa. Można dołożyć się do sztucznego poronienia czyjegoś maleństwa, które nie dostanie nawet szansy narodzin.
Zadowolenie wicemarszałek Senatu, niedawnej kandydatki w wyborach na fotel Prezydenta RP, może wynikać z wielu powodów. Oto tuż obok polskiego Sejmu od wielu miesięcy funkcjonuje placówka eugeniki stosowanej. Służy do selekcji ludzi. Kobiety chcące pozbyć się żywych skutków swoich nieuporządkowanych zabaw seksualnych, mogą tam dostać tabletki wczesnoporonne i pozbyć się „problemu”. „Aborcyjny Dream Team” chwali się wysyłaniem kobiet na tak zwane zabiegi nawet do Kolumbii i wzywa posłanki do działań na rzecz rzekomych „praw”. To oczywiście jawna kpina z państwa i z prawa elementarnego – do życia.
W Polsce pomocnictwo w zabijaniu dzieci nienarodzonych jest bowiem teoretycznie nielegalne, ale dobrze wiemy, jak działa tutejsze państwo, czy też jego atrapa. Od wielu, wielu lat rządzą nami zwolennicy selekcji ludzi. Jedni mniej, inni bardziej otwarcie wspierają mordowanie niewinnych dzieci i jeszcze ubierają to w szatki dobroczynności.
W tej anty-cywilizacji można przyznać komuś status człowieka albo nie – według uznania. Diabelska przewrotność wydaje się przy tym górować dziś nad zaangażowaniem osób i środowisk próbujących dotrzeć do mas z przekazem, że tak nie wolno, że chodzi o ludzkie życie; że czymś przecież różnimy się od barbarzyńskich ludów składających Molochowi ofiary z dzieci.
Dzisiejsza, wyrażona promiennym uśmiechem radość lewicowej „polityczki” bierze się więc pewnie w jakiejś mierze z mniemania, że nic jej z tego powodu nie grozi.
Szkoda, że uśmiechom tak prominentnej parlamentarzystki nie towarzyszy choćby trochę głębsza refleksja. Widać chwilowe korzyści z tej paranoicznej demonstracji skutecznie przesłaniają rzeczywistość.
Wicemarszałek Biejat i jej koleżanki chcą przekonać, iż od etapu wmawiania, że aborcja jest ratunkiem dla kobiet w zagrożeniu życia, przeszliśmy już do aborcji na życzenie, taniej usługi, wręcz relaksacyjnego zabiegu. Zuchwałość ta jest o tyle uzasadniona, że przecież nie tak dawno naród gremialnie głosował na obecnie rządzącą koalicję, wprost zapowiadającą jeszcze przed wyborami legalizację wczesnego dzieciobójstwa. Udało się więc moralnie znieczulić nie tylko samych siebie, ale i dominującą część ludności zamieszkującej polskie terytorium.
Tyle, że niemieccy naziści Hitlera też jedynie wykonywali prawa ustanowione przez swoje państwo. „Użyteczni idioci” poprzedniego komunizmu również myśleli, że Związek Sowiecki będzie trwał wiecznie i mogą się w nim wygodnie urządzić, szerząc kłamliwą propagandę, wydając „wrogów ludu”, żegnając się z rozumem i tradycyjną moralnością.
Czy ich ówczesne mniemania i uzasadnione wtedy poczucie bezkarności wpłynęły na to, jak dziś oceniamy ich działalność? Czy „odczłowieczanie” Słowian, Żydów, duchownych, „kułaków”, „panów” naprawdę odebrało im ludzką godność, a sprawcom dało wieczny moralny immunitet?
Osłaniane przez Tuska, Żurka i Trzaskowskiego aborterki mają swoje pięć minut triumfu. Zapisują też kolejny rozdział w swoim haniebnym i nieludzkim dziele. Roztaczanie wesołej aury nad makabryczną działalnością ADT to już wyższy poziom nawet nie zezwierzęcenia, ale i skrajnego zaślepienia i już w zasadzie nieskrywanego, praktycznego satanizmu.
Roman Motoła






