Nadchodzi „judaizacja” Palestyny. Żydzi chcą przejąć terytorium

Stojący na czele resortu finansów radykalny żydowski polityk chce żydowskiego przejęcia tradycyjnie palestyńskich ziem. W mediach społecznościowych zadrwił on z Arabów, często doświadczających niesprawiedliwej przemocy osadników.
Minister finansów Izraela Becalel Smotricz ogłosił w czwartek plan „judaizacji” terenów na północy i południu kraju, gdzie mieszka wielu Arabów, przez zwiększenie tam obecności Żydów. To element programu jego nacjonalistycznej partii Religijny Syjonizm przed październikowymi wyborami parlamentarnymi.
Celem planu jest osiedlenie „dodatkowego miliona Żydów” na Negewie i w Galilei (południowy i północny region Izraela), wybudowanie tam 40 nowych osiedli, dziesiątek gospodarstw rolnych, stref przemysłowych i dających zatrudnienie zakładów - wyliczył Smotricz.
Lider skrajnie prawicowej partii zarzucił arabskim obywatelom Izraela, że „okupują” północ i południe państwa, co zagraża „żydowskiej obecności” na tym terenie. W wiadomości w serwisie X umieścił też wygenerowany przez AI filmik pt. „Ahmed ma się czego bać”, na którym dwóch Arabów ostrzega się wzajemnie, płacząc, przed planem Smotricza.
Minister podkreślił, że plan wobec Negewu i Galilei to część „osadniczej rewolucji”, którą promował już w Judei i Samarii. To oficjalne izraelskie określenie na terytoria znane w innych językach jako Zachodni Brzeg Jordanu lub Cisjordania. Zamieszkiwane w większości przez Palestyńczyków tereny zostały zajęte przez Izrael podczas wojny sześciodniowej w 1967 r. i są od tego czasu okupowane.
Izrael wciąż rozbudowuje swoje osadnictwo na Zachodnim Brzegu. Osiedla są uznawane przez większość państw świata za nielegalne. Smotricz, który sam jest osadnikiem, jest gorącym zwolennikiem rozbudowy osiedli. Palestyńczycy od dawna uważają ekspansję żydowskiego osadnictwa za próbę faktycznej aneksji i przeszkodę w budowie swojego przyszłego niepodległego państwa. Wiele rodzin arabskich doznaje przemocy ze strony uzbrojonych i bezkarnych osadników, sięgających po terror jako narzędzie ekspansji.
Wybory parlamentarne w Izraelu odbędą się 27 października. Przesądzą o politycznej przyszłości rządzącego z przerwami od 2009 r. premiera Benjamina Netanjahu.
Według sondaży zarówno obecna koalicja, jak i blok skupiony wokół lidera opozycji Gadiego Eisenkota nie mogą liczyć na większość w 120-osobowym parlamencie. By zdobyć większość i przejąć rządy opozycja musiałaby więc współpracować z sojuszem ugrupowań arabskich, który może zdobyć ok. 10 mandatów.
(PAP)/oprac. FA






