Nie zaatakujemy NATO i UE...o ile nie zostaniemy sprowokowani. Rosja "uspokaja" sąsiadów

Rosja jest gotowa potwierdzić w ramach umowy, że nie zamierza atakować ani Unii Europejskiej, ani NATO - podał wiceszef rosyjskiego MSZ Siergiej Riabkow. Gdyby jednak z jakichś powodów doszło do konfliktu z państwami bałtyckimi lub Polską, w opinii Riabkowa "na pewno" stałoby się to winy jej sąsiadów.
Oświadczenie Kremla jest odpowiedzią na sugestie agencji Reuters, według której imperialistyczny kierunek polityki rosyjskiej prowadzi w konsekwencji do konfrontacji z krajami NATO i UE. Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow zadeklarował, że Moskwa "jest gotowa potwierdzić w ramach umowy, że nie ma zamiaru atakować ani Unii Europejskiej, ani sojuszu wojskowego NATO".
Wiceszef MSZ Rosji stwierdził jednocześnie, że mimo wszystko istnieje ryzyko starcia Rosji z NATO, ale jeśli do tego dojdzie, to "jedynie z powodu wrogich działań Europy". Powtórzył też, że Moskwa nie planuje ataków na zachodnie państwa.
W weekend Reuters, powołując się na sześć swoich źródeł, podał, że celem prezydenta Rosji jest zajęcie całej Ukrainy, ale i "odzyskanie części Europy, które należały do dawnego imperium radzieckiego". Jednym z elementów rozłożonego w czasie planu ma być konsekwentne zwiększanie liczebności rosyjskich wojsk na Białorusi. W zeszłym tyglodniu media informowały o rozmieszczeniu rosyjskich systemów rakietowych w miejscowości Oriesznik na Białorusi, znajdującej się w obwodzie mińskim, 200 km od polskiej granicy.
Źródło: interia.pl / rmf24.pl
PR






