O. Leonard Bielecki OFM: W świętym Franciszku zachwyca jego przepis na życie

Dla Franciszka kluczowym kryterium podejmowanych decyzji była zgodność z nieomylną wolą Pana. Został świętym. Jego duchowość jest inspirująca dla ludzi w różnym wieku, bez względu na przestrzeń dziejową, różnice kulturowe czy językowe – mówi o. Leonard Bielecki OFM, przełożony Prowincji św. Franciszka Zakonu Braci Mniejszych w Poznaniu.
W czym tkwi fenomen świętego Franciszka z Asyżu?
Polega on na nieprawdopodobnej wręcz wierności Ewangelii. Owszem, ten święty kojarzy nam się z radością, ubóstwem, modlitwą, braterstwem, szacunkiem do przyrody etc. Ale to wszystko wynika tylko z tego, że on naprawdę żył Ewangelią. Dokładnie tak jak jest napisane.
Święty Franciszek nie otrzymał stygmatów, by było widać, że jest święty. Stygmaty były zewnętrznym znakiem jego wewnętrznej relacji z Panem. Jeśli ktoś jest nam bardzo bliski, to otwieramy przed nim serce do tego stopnia, że możemy podzielić się nawet tym, co bolesne.
Jak najlepiej naśladować Franciszkowe odnoszenie się do przyrody?
Świat stworzony jest naszym naturalnym środowiskiem. Jesteśmy jego częścią. To nie tylko kwestia przyrody. To także my sami. Można zadać pytanie, czy jesteśmy w stanie zachwycić się fenomenem człowieka, który jest obok nas. Czasem łatwiej zachwycić się psem czy drzewem niż dojrzeć piękno w zmarszczkach na twarzy. Oczywiście, że mamy szansę umieć się fascynować światem, który jest wokół nas. Wszystko zaczyna się do decyzji.
Skoro z natury troszczymy się o własne życie i staramy się je chronić, to jak zrozumieć zachwyt św. Franciszka nad „Siostrą Śmiercią”? Da się go w ogóle pojąć?
Franciszek nadał śmierci bardzo szczególny status. Zauważmy, że wprowadza ją niejako do swojej rodziny. Mówi wręcz, że jest ona jego siostrą. Nie boi się jej, nie unika. Można powiedzieć, że oswoił śmierć. A przecież kojarzy się ona z czymś drapieżnym i niechcianym. Drapieżnym ponieważ rani i boli; niechcianym, bo jest nieodwracalna. Właśnie dla człowieka naszych czasów to jest tak bardzo niewiarygodne, że istnieje coś, na co można nie mieć wpływu. Może dlatego tak wielu ludzi stara się być wręcz nieśmiertelnymi. A śmierć jest wpisana w nasze życie, jednak jako formuła przekroczenia pewnej granicy, za którą znajduje się nowa rzeczywistość naszego istnienia. Jeśli człowiek tęskni za miłością i może się z nią spotkać, to zaczyna wyczekiwać tego spotkania. „Siostra Śmierć” zaś chwyta nas za rękę i prowadzi do spotkania z Miłością wszechogarniającą.
Współcześnie raczej boimy się odejścia, bólu, cierpienia, pożegnań...
No tak. Po pierwsze, strata zawsze boli. Nota bene, dlatego tak trudno nam się nawrócić, ponieważ musimy coś stracić. Owszem człowiek jest gotowy na stratę jeśli widzi w tym zysk. Mogę czegoś nie zjeść jeśli mam lepiej wyglądać; mogę czegoś teraz sobie odmówić jeśli potem kupię coś, na co odkładam pieniądze; mogę obejść się bez wielu rzeczy jeśli pomogę tym, których kocham; mogę stracić to życie, zgodzić się na śmierć jeśli widzę, że po drugiej stronie jest coś bardziej wartościowego. Mogę chcieć być z Jezusem i też cierpieć, bo rozłąka jest bolesna. Nie jest to łatwe. Można stać nad grobem bliskiej osoby, być człowiekiem głęboko wierzącym, a jednak przeżywać smutek rozstania. To się nie wyklucza. Ale można w tym rozdarciu mieć też pokój w sercu i o to właśnie chodzi – by móc dojrzale i z pokojem w sercu przejść z jednego świata w drugi. Przecież śmierć jest tak samo naturalna jak narodziny. Skoro się urodziliśmy, to musimy umrzeć, jednak wierzymy, że umrzeć to nie znaczy zostać unicestwionymi. Jak wspomniałem, umrzeć to znaczy przejść.
Ludzie XXI wieku cierpią również na kryzys relacji. Święty Franciszek mówił o braterstwie. Jak to wygląda w praktyce?
Różnie [śmiech] Dla świętego Franciszka braterstwo wynika z faktu, że jesteśmy równi godnością. To takie proste: jesteśmy braćmi. Nikt i nic nie daje mi prawa, by się czuć lepszym od kogoś. Oczywiście można mieć więcej zdolności, zrobić coś lepiej, ale to mnie nie czyni lepszym człowiekiem. Braterstwo to przede wszystkim szacunek i brak pogardy. Czyż to nie jest fundament każdej relacji? A przecież każdy chce czuć się zauważony i ważny.
Kim jest współczesny franciszkanin?
Co do istoty nie powinien się różnić od tego, który wędrował ze świętym Franciszkiem. Ma być bliski Bogu i ludziom, wierny Ewangelii, wychwalający Boga za dobro, które Pan nam wyświadcza, czyli ma być wdzięczny. Nasze życie co do koncepcji jest dość proste, a przez to i fascynujące.
Wiele się mówi o ubóstwie, szczególnie kiedy oceniamy duchownych. Jak realizować tę cnotę w kulturze konsumpcjonizmu i sukcesu?
Pewnie są dwie drogi. Pierwsza, którą czuje wiele osób świeckich, to minimalizm. Przecież ostatecznie niewiele jest nam do życia potrzebne. Druga droga to wolność od posiadania tego, co mam. Czyli: czy muszę to mieć? Jeśli już mam, to czy mam wolność, by się tego pozbyć?...
Ojcze Prowincjale, co dziś dla całego Zakonu oznacza Jubileusz 800-lecia śmierci świętego Franciszka?
Myślę, że odpowiedź powinniśmy odnaleźć w decyzji papieża Leona XIV, który ogłosił Rok Świętego Franciszka dla całego Kościoła. Dlaczego? Nie obchodzilibyśmy tego jubileuszu, gdyby nie chodziło o człowieka spełnionego. Co to oznacza w jego przypadku? Wypełnienie woli Boga do grobowej deski. Dla świętego Franciszka kluczowym kryterium podejmowanych decyzji była zgodność z nieomylną wolą Pana. Został świętym. Jego duchowość jest inspirująca dla ludzi w różnym wieku, bez względu na przestrzeń dziejową, różnice kulturowe czy językowe. Wspomnienie jego śmierci to jak zapewnienie, że idąc drogą duchowości franciszkańskiej można dojść do ostatecznego celu, jakim jest szczęście wieczne. Śmierć świętego Franciszka ukazuje nam również nowe spojrzenie na to, co nieuniknione. Kres naszego życia nie jest unicestwieniem czy nawet odejściem. W duchowości franciszkańskiej mówimy o przejściu. Każdy z nas będzie musiał przejść w inny wymiar istnienia. Będziemy żyć dalej, ale inaczej.
Jakie wyzwania stoją dziś przed Prowincją w dobie spadku powołań w Europie?
Takie jak zawsze – robić swoje. Przecież powołań nie wyprodukujemy, a Pan Bóg wie co robi. Postawił nas właśnie na osi historii takiej, a nie innej. To co można zrobić, to być wiernym mimo wszystko… Resztą zajmie się Opatrzność Boża.
Co Ojca Prowincjała zachwyca w Biedaczynie z Asyżu?
Odpowiedź to materiał na książkę. Odpowiem najkrócej jak potrafię: autentyczność, wierność, zaufanie Bogu, prostota. Czyli przepis na święte życie.
Rozmawiała Marta Dybińska






