Paweł Chmielewski: Bóg jest z nami. Lepanto wydarzy się znowu

Bóg – choć o tym nie wiedzieli – był z Grekami pod Salaminą, a z Rzymianami na Kapitolu. Był z Juanem de Austria w Lepanto. Bóg jest dziś z nami, kiedy zmagamy się z wewnętrzną chorobą rewolucji i masowej islamskiej migracji. Nawet wbrew naszej woli, przetrwamy, bo Rzym musi przetrwać. Losy Europy nie zależą od nas; zależą od Pana - pisze Paweł Chmielewski.
W 390 roku przed Chrystusem Galowie najechali Rzym. Tytus Liwiusz uczy, że Wieczne Miasto ocalało wyłącznie dzięki wydarzeniu o niemal cudownym charakterze.
Rzymianie, którzy długo prowadzili niezwykle rozsądną politykę zagraniczną i odnosili wielkie triumfy militarne, zostali nagle jakby ogłupieni. Podejmowali fatalne decyzje polityczne, które sprowokowały Galów do ataku. Walcząc z barbarzyńcami ponieśli druzgocącą klęskę nad rzeką Alią. Galowie byli tak zaskoczeni łatwością zwycięstwa, że podejrzewali nawet podstęp wojenny. W końcu zrozumieli jednak, że osławiony przeciwnik popełnił po prostu niewytłumaczalne błędy. Ruszyli na Rzym, a tam zdębieli po raz drugi: brama była otwarta. Barbarzyńcy poszli więc naprzód, paląc, niszcząc i grabiąc dobytek Rzymian.
Wydawało się, że to już koniec. Wojska prowadzone przez Brennusa stanęły przed szansą zdobycia całego Rzymu i położenia kresu rozwijającej się rzymskiej cywilizacji. Tylko jedno stało na przeszkodzie: wzgórze kapitolińskie, jedyne miejsce, którego Rzymianie bronili.
Galowie podjęli próbę zdobycia Kapitolu, dążąc do całkowitego triumfu. Udałoby im się, gdyby nie gęsi. Jak pisze Liwiusz, to właśnie te zwierzęta zauważyły galijskich wojowników i głośnym gęganiem zaalarmowały obrońców, pozwalając na odparcie szturmu. To dziwne wydarzenie ocaliło Rzymian. Wkrótce losy kampanii się odwróciły. Ostatecznie Galowie wycofali się z Rzymu. Kilka wieków później to Galia została podbita przez Rzymian, co pozwoliło rzymskiej cywilizacji zakotwiczyć się również w barbarzyńskich krajach za Alpami.
7 października 1571 roku flota Świętej Ligi mierzyła się z flotą turecką na Morzu Jońskim. Przewaga strony islamskiej była znacząca. Europejczyków niewiele dzieliło od klęski. Święty papież Pius V powierzył losy bitwy Panu Bogu, samemu oddając się gorącej modlitwie i prosząc o to samo wiernych. Wiatr zmienił nagle swój kierunek, znacząco utrudniając Turkom manewrowanie. Przegrali, ocalając być może świat chrześcijański przed zagładą przez wojska półksiężyca.
Takich wydarzeń w dziejach Zachodu było oczywiście o wiele więcej. Bitwa pod Salaminą, która złamała ofensywę barbarzyńców ze wschodu; błąd Hannibala, który zaniechał ataku na Rzym po bitwie pod Kannami; wiktoria wiedeńska wojsk chrześcijańskich pod dowództwem Jana Sobieskiego; Bitwa Warszawska, która zatrzymała pochód armii czerwonej…
Człowiek, który nie wierzy w Opatrzność, będzie tłumaczył wszystkie te wydarzenia na sposób czysto naturalny. Ten, kto rozumie zależność ludzkich dziejów od wyroków Nieba, dostrzeże jednak coś więcej: boski plan dotyczący Rzymu, plan dotyczący Zachodu.
Pan Bóg wiele razy dopuszczał sytuacje krańcowe, w których Europa nieomal przestawała istnieć. Z woli Opatrzności te ciężkie doświadczenia nie przynosiły jednak nigdy zagłady, przeciwnie, stawały się raczej momentami odrodzenia. Zachód nie jest tylko jedną z wielkich ludzkich cywilizacji, które powstają, rozwijają się i giną. Zachód jest wieczny, bo jego misją jest nieść światu Jezusa Chrystusa.
Dziś ta misja zostaje zdradzona, a Zachód obraca się przeciwko Bogu. Zamiast nieść Chrystusa, niesie często diabła. Czy to oznacza, że to już koniec, a Boże wybraństwo zostało przeniesione na inne ludy, na inną cywilizację?
Nie, bo Rzym jest wieczny. Pan Bóg objawił się w Jezusie Chrystusie pod panowaniem rzymskiego cesarza. Poprzez Ewangelię mówił do człowieka w języku greckim, w pierwszym i nieśmiertelnym języku Zachodu. Na stolicę swojego Kościoła wybrał właśnie Rzym i zechciał, by Ewangelia była głoszona na całym świecie w łacińskim języku Rzymian. Nie można oddzielić Objawienia Bożego od Zachodu. Bóg jest niematerialny, ale materialnym nośnikiem Jego Słowa w Chrystusie jest zachodnia cywilizacja.
Jeżeli wierzymy, że papież Pius V jest świętym i przebywa teraz w Królestwie Bożym zjednoczony z Panem, to jego pokorna modlitwa o ocalenie Europy trwa nadal u stóp samego Chrystusa. Święci Zachodu są zbawieni i żyją w Bogu; święci Zachodu orędują za Europą, a Europa, pomimo swojego upadku, pozostaje wybranym przez Boga wehikułem Ewangelii.
Bóg – choć o tym nie wiedzieli – był z Grekami pod Salaminą, a z Rzymianami na Kapitolu. Był z Juanem de Austria w Lepanto. Bóg jest dziś z nami, kiedy zmagamy się z wewnętrzną chorobą rewolucji i masowej islamskiej migracji. Nawet wbrew naszej woli, przetrwamy, bo Rzym musi przetrwać. Losy Europy nie zależą od nas. Od nas zależy jednak to, jak długo będziemy znosić cierpienie i upokorzenie. Im szybciej zdecydujemy się współpracować z Bożą łaską, tym szybciej wewnętrzni i zewnętrzni barbarzyńcy odejdą, a cała Europa przyłączy się do radosnego okrzyku Hosanna, wyśpiewywanego w kościele Matki Bożej na chronionym przez Pana Kapitolu.
Paweł Chmielewski









