Paweł Chmielewski: Czy AfD obejmie władzę w całych Niemczech?

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
epa13218237.jpg
PAP/EPA/FILIP SINGER

Zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalcie wywołuje lawinę komentarzy na całym świecie; ale przepaść dzieli wiktorię w jednym z landów byłej NRD od realnej zmiany polityki całego kraju.

Sytuacja w Saksonii-Anhalcie

Alternatywa dla Niemiec liczyła na inny układ. W niedzielę 6 września mieszkańcy Saksonii-Anhalt zagłosowali wprawdzie tłumnie na partię Alice Weidel i Tino Chrupalli, która w ich landzie jest reprezentowana przez Ulricha Siegmunda. Siegmund to młody, 36-letni polityk, budzący powszechną sympatię. Prowadził bardzo energiczną kampanię i przekonał wyborców, że jest autentyczną alternatywą. Dlatego AfD zyskała aż 43,8 proc. poparcia. Wynik jest znakomity i Siegmund nie może sobie nic zarzucić. Problem leży gdzie indziej. Do landowego parlamentu dostało się po prostu zbyt wiele partii, by Alternatywa mogła zbudować samodzielny rząd.

W Landtagu Saksonii-Anhaltu będą jeszcze zasiadać chadecka CDU, socjaldemokratyczna SPD, Zieloni, postkomunistyczna Lewica oraz specyficzna, nacjonalistyczno-lewicowa BSW. Kłopot stworzyła właśnie ta ostatnia partia. Otrzymała zaledwie 5,3 proc. głosów, ale to wystarczyło do przekroczenia progu wyborczego. Gdyby poparło ją dosłownie kilka tysięcy wyborców mniej, Siegmund mógłby z automatu uważać się za nowego premiera landu. W obecnym układzie sytuacja polityczna jest o wiele bardziej skomplikowana – potrzebna jest koalicja.

Zróbmy to razem!

Wydaje się możliwe, że AfD utworzy rząd właśnie z nacjonalistyczno-lewicową BSW; albo że stworzy rząd mniejszościowy tolerowany przez to ugrupowanie. Szefowa BSW, Sarah Wagenknecht, wymieniła już kilka zasadniczych celów, jakie chce zrealizować w Saksonii-Anhalcie jej ugrupowanie: zmiana kursu w polityce energetycznej, koniec sankcji na Rosję, lepsze kształcenie i gruntowna reforma mediów publicznych. AfD nie będzie mieć problemu, by dogadać się z BSW w takich kwestiach, jak polityka energetyczna czy Rosja; większą trudność mogą stworzyć kwestie edukacyjne. Być może przeważy jednak pragmatyzm. Alternatywą dla współpracy AfD z BSW jest tylko absurdalna koalicja wszystkich ugrupowań przeciwko AfD. Byłoby to nie tylko niestabilne, ale również nierealistyczne pod kątem spójności programowej.

Czy AfD pójdzie po zwycięstwo w całych Niemczech?

Jak mieszkańcy Saksonii-Anhaltu rozwiążą te problemy, to ich sprawa. Z szerszej perspektywy najbardziej interesujące pytanie brzmi: czy zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalcie to zapowiedź nieuchronnego przejęcia rządów przez partię w całym kraju?

Bynajmniej. Wybory do Bundestagu odbędą się dopiero w 2029 roku. Nawet jeżeli AfD umocni się na pozycji ogólnokrajowego lidera, nic nie wskazuje na to, by miała objąć stery państwowe. Obecnie partia może liczyć na poparcie 27-28 proc. wyborców. To więcej niż inne ugrupowania, ale przecież zdecydowanie za mało do stworzenia rządu. Alternatywa musiałaby w jakiś sposób przenieść swoją gigantyczną popularność ze wschodniej części Niemiec na zachodnią. Na to się tymczasem nie zanosi z kilku zasadniczych przyczyn. Po pierwsze, AfD musiałaby znacząco poprawić swoje notowania w dwóch kluczowych zachodnich landach – Nadrenii Północnej-Westfalii oraz Bawarii. W pierwszym z nich, zamieszkałym przez ponad 18 mln ludzi, Alternatywa ma dziś 17 proc. poparcia, prawie dwukrotnie mniej niż CDU. W zamieszkałej przez ponad 13 mln ludzi Bawarii AfD notuje podobny wynik, 18 procent – niekwestionowany prym wiedzie tam chadecka CSU z wynikiem 39 procent. Trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym społeczności tych dwóch bogatych i świetnie rozwiniętych landów przerzucają nagle swoje głosy na partię radykalnego protestu, jaką jest Alternatywa. To możliwe chyba tylko w sytuacji jakiegoś gospodarczego trzęsienia ziemi, usuwającego ekonomiczny grunt spod nóg mieszkańców obu landów.

Po drugie, odsetek wyborców mających korzenie migracyjne cały czas rośnie. Przykładowo w Hesji, gdzie leży Frankfurt, aż 32,7 proc. mieszkańców to nie są etniczni Niemcy; podobnie rzecz wygląda w Badenii-Wirtembergii czy Nadrenii-Palatynacie. Władze wielu dużych zachodnich miast Niemiec prowadzą też agresywną politykę nadawania obywatelstwa, czyniąc spore rzesze Syryjczyków czy Irakijczyków pełnoprawnymi obywatelami RFN. Jadąc na ostrej retoryce antymigracyjnej, AfD nigdy nie zdobędzie głosów tych ludzi – a wśród etnicznych Niemców nie wszyscy przecież będą popierać Alternatywę, bo są wśród nich również przekonani centryści czy lewicowcy.

Realne scenariusze

Bardziej prawdopodobne jest zatem pewne wzmocnienie pozycji, tak, że stworzenie po kolejnych wyborach rządu bez udziału AfD będzie po prostu trudne – i odda kraj pod bardziej lewicowe rządy. Alternatywa żywi się przede wszystkim spadkiem popularności chadecji. Osłabiona CDU będzie musiała oddawać coraz więcej pola socjaldemokratom, Zielonym czy postkomunistycznej Lewicy albo BSW. Biorąc pod uwagę wspomniany wyżej czynnik migracyjny, takie rządy mogą wpłynąć na przyspieszenie zmiany składu etnicznego społeczeństwa Niemiec i uczynić zwycięstwo AfD zupełnie niemożliwym.

Jedyną relatywnie realistyczną perspektywą na dojście przez AfD do władzy jest jej sojusz z konserwatywnym skrzydłem CDU. To jest możliwe, ale potrzeba czasu. Jeżeli Alternatywa ustabilizuje się w kilku landach i z racji na swoją popularność stanie się po prostu zwykłym elementem niemieckiej polityki, to chadecja może podjąć decyzję o rezygnacji z polityki „zapory ogniowej”, czyli kategorycznego odrzucania współpracy z AfD. Ewentualny rząd CDU-AfD nie byłby jednak prawdopodobnie zbyt radykalny, a zatem nie stworzyłby pola do żadnego wielkiego politycznego przełomu.

Mówiąc krótko, nic nie wskazuje na to, że Niemcy doczekają się swojego „Trumpa”. Gdyby zresztą się go doczekały – w co trudno uwierzyć – ważne pozostaje pytanie o rzeczywistą suwerenność Berlina. Trzeba pamiętać, że choć RFN są najpotężniejszym krajem w Unii Europejskiej, to pozostają ściśle zależne od Stanów Zjednoczonych – nie tylko militarnie, ale również technologicznie i ekonomicznie. Dlatego  niemiecka rewolucja AfD, zanim hipotetycznie się wydarzy, musi mieć jeszcze „placet” w Waszyngtonie.

Paweł Chmielewski

 

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: