Paweł Chmielewski: Synodalna rewolucja. Kluczowe pole bitwy: Antwerpia

Ordynariusz Antwerpii, Belg Johan Bonny, ogłosił, że rozpoczął przygotowania do wyświęcenia na księży żonatych mężczyzn. Od decyzji papieża w jego sprawie zależy, czy w Antwerpii rozpocznie się prawdziwa synodalna rewolucja w Kościele.
Dyskusja o celibacie
Dyskusja o wyświęcaniu żonatych mężczyzn na księży nie jest nowa – toczy się od wielu dekad. Po II Soborze Watykańskim w europejskich i amerykańskich środowiskach postępowych często postulowano zniesienie obowiązku celibatu. Przyszli księża powinni sami decydować, czy chcą żyć w małżeństwie czy nie, uważają reformiści. Te pomysły zostały podniesione między innymi przez Niderlandzki Synod Duszpasterski, który obradował w latach 1966-1970. O zniesieniu celibatu dyskutowano również na niemieckim Synodzie Würzburskim w latach 1971-1975. Kiedy papieżem został Jan Paweł II, dyskusja zaczęła zamierać. Ojciec Święty nie przewidywał zmian w celibacie; na podobnym stanowisku stał jego następca, Benedykt XVI. Dyskusja o żonatych księżach wróciła na salony Kościoła katolickiego w 2013 roku, wraz z pontyfikatem papieża Franciszka. Jorge Mario Bergoglio pozytywnie oceniał celibat, ale był otwarty na dyskusję w tej sprawie.
Punktem szczytowym stał się w 2019 roku słynny Synod Amazoński – zgromadzenie biskupów i świeckich poświęcone sytuacji w regionie Amazonii. Choć na spotkaniu w Rzymie dyskutowano o położeniu indiańskiej ludności tubylczej, prymarną rolę odgrywali biskupi, teologowie i działacze z krajów niemieckojęzycznych – byli to albo misjonarze, albo też duchowni urodzeni w germańskich rodzinach w krajach Ameryki Południowej, zwłaszcza w Brazylii. Dyskutowano między innymi propozycję, którą rozwijali Niemiec bp Fritz Lobinger, były ordynariusz diecezji Aliwal w RPA, oraz Austriak ks. Paul Zulehner, profesor socjologii religii z Wiednia. W koncepcji Lobingera-Zulehnera szło o tworzenie „kolektywów kapłańskich” – grup złożonych z osób o różnym stopniu włączenia w sakrament święceń, które wspólnie prowadziłyby duszpasterstwo na danym obszarze. Elementem tego pomysłu była zgoda na wyświęcanie żonatych mężczyzn, tak zwanych viri probati – dosłownie „sprawdzonych mężów”. Ludzie zaangażowani lokalnie w życie kościelne, mający ustabilizowane życie rodzinne, o dużym autorytecie – właśnie oni mogliby przejść specjalny kurs i otrzymać sakrament święceń. Uczestnicy Synodu Amazońskiego poparli pomysł wyświęcania viri probati i w dokumencie finalnym poprosili o to Ojca Świętego. Franciszek opublikował posynodalną adhortację „Querida Amazonia” w lutym 2020 roku. Ukazała się z około dwutygodniowym opóźnieniem; watykaniści pisali, że papież pierwotnie zgodził się na wyświęcanie viri probati, ale cofnął decyzję pod naciskiem „emerytowanego” papieża Benedykta XVI. Józef Ratzinger na krótko przed zaplanowaną publikacją „Querida Amazonia” opublikował wraz z kardynałem Robertem Sarah książkę pt. „Z głębi naszych serc”, gdzie stanął w obronie celibatu kapłańskiego.
Pomimo Synodu Amazońskiego nic się zatem nie zmieniło, ale rozhuśtana dyskusja o zmianach w celibacie nie zamarła. Temat został podjęty przez niemiecką Drogę Synodalną, a poprzez nią trafił również na agendę rozmów globalnego Synodu o Synodalności. Ani Franciszek, ani Leon XIV nie zdecydowali się już na jakikolwiek ruch. Nie oznacza to jednak, że faktycznie nic się nie zmieni. Kościół synodalny, który zbudował Jorge Mario Bergoglio, jest pełen niespodzianek – i funkcjonuje na odmiennych zasadach, niż Kościół lat minionych.
Jak Belgowie wywalczyli zmianę w sprawie homoseksualizmu
Dyskusji o celibacie towarzyszyło w Kościele wiele innych, na przykład o błogosławieniu par tej samej płci. W Austrii i Niemczech na poziomie lokalnym wprowadzano takie rozwiązania już dawno – decydowali o tym proboszczowie. O ile błogosławieństwa nie były szczególnie nagłaśniane, na ogół nikt nie reagował. Mniej więcej pod koniec lat 90. rozpoczęła się teologiczna dyskusja nad zmianą oceny aktywności homoseksualnej, nabierając mocy wraz z postępem legalizacji najpierw związków, a później tzw. małżeństw jednopłciowych w kolejnych krajach świata Zachodu. Propozycję pozytywnej oceny homoseksualizmu przedstawiano gruntownie na niemieckiej Drodze Synodalnej i to już w 2019 roku. W maju 2021 roku w Niemczech przeprowadzono wielką akcję „Liebe gewinnt”, w ramach której pokazywano w mediach działaczy kościelnych o tożsamości homoseksualnej. Kampania odniosła duży sukces społeczny i pozwoliła na normalizację homoseksualizmu w Kościele. Wypadki w Niemczech pilnie obserwowano w Belgii. We wrześniu 2021 roku grupa biskupów z Flandrii ogłosiła wytyczne dotyczące błogosławienia par tej samej płci w ramach nowatorskiej kościelnej liturgii. Twarzą zmiany był biskup Johan Bonny, ordynariusz Antwerpii. Bonny uczestniczył jako obserwator w niemieckiej Drodze Synodalnej; sam określił się kiedyś jako przedstawiciel „germańskiego katolicyzmu”, nastawionego na wyciągnie ostatecznych konsekwencji z przyjętych założeń. Stolica Apostolska nie zaakceptowała belgijskich wytycznych, ale też nikt jej o to nie prosił. Biskup Bonny zakomunikował, że po rozmowach między biskupami z Belgii a papieżem Franciszkiem zapanował konsensus co do milczącej zgody. Jorge Mario Bergoglio miał stwierdzić, że jeżeli żaden z biskupów nie ma problemu z tymi wytycznymi, to on pozostawia sprawę w ich rękach.
W ten sposób biskupi belgijscy stali się awangardzistami rewolucji w odniesieniu do homoseksualizmu. W grudniu 2023 roku Stolica Apostolska ogłosiła deklarację „Fiducia supplicans” dotyczącą błogosławienia par tej samej płci. Nie podjęto tam belgijskiej optyki dotyczącej błogosławieństw w ramach liturgii; przeciwnie, wskazano, że tak nie należy postępować. Niemniej jednak kardynał Victor Manuel Fernández, prefekt Dykasterii Nauki Wiary, która przygotowała deklarację, zapowiedział, że Watykan nie będzie ścigać księży, którzy przekraczaliby literę „Fiducia supplicans”. Stolica Apostolska nie zażądała też od Belgów wycofania ich własnych wytycznych. W 2025 roku biskupi w Niemczech przyjęli swoje wytyczne dotyczące błogosławienia par tej samej płci – znaczne bliższe belgijskim niż temu, co stanowi „Fiducia supplicans”. Ponownie nie wywołało to żadnej reakcji Watykanu. Papież Leon XIV został zapytany o sprawę przez dziennikarza podczas konferencji prasowej. Powiedział, że należy trzymać się litery „Fiducia supplicans”, ale zarazem wskazał, że są inne, ważniejsze tematy. Po jego słowach nic się nie zmieniło i dziś w wielu niemieckich diecezjach udziela się de facto liturgicznych błogosławieństw parom tej samej płci. Tę rewolucję zapoczątkowali Belgowie.
Plany biskupa Bonny’ego
Czy tak samo będzie w sprawie celibatu? Biskup Johan Bonny deklaruje, że jest w tej kwestii absolutnie zdeterminowany. Pierwszy raz powiedział o swoich planach w marcu 2026 roku, wskazując, że do wyświęcania żonatych na księży nakłania go sytuacja duszpasterska w diecezji, którą kieruje. W Antwerpii po prostu brakuje księży – większość jest sędziwych i w związku z tym nieuchronnie zbliża się katastrofa w postaci pozbawienia wiernych dostępu do sakramentów. W Belgii, tak jak w innych krajach Europy, funkcjonują duchowni katolickich Kościołów wschodnich, którzy mogą mieć żony. Są też duchowni, którzy byli żonatymi pastorami we wspólnotach protestanckich, a później przyjęli katolicyzm i zostali księżmi, zachowując żony. To miałoby sprawić, że wprowadzenie żonatych księży rzymsko-katolickich nie byłoby szczególnie ekstrawaganckie. Bonny przyznał, że nie konsultował swoich planów z Watykanem; ale też jego zdaniem nie jest to szczególnie konieczne, jako że mamy Kościół synodalny. Inni belgijscy biskupi nie przyłączyli się do Bonny’ego – nie skrytykowali go wprawdzie, ale nie poparli. Inicjatywa przygotowania żonatych mężczyzn do przyjęcia święceń pozostaje autorskim planem ordynariusza Antwerpii.
W rozmowie z „La Libre Belgique” we wrześniu poinformował, że rozpoczął realizację swoich planów ogłoszonych w marcu. Biskup przyjął kryteria właściwe dla diakonatu stałego. Żonaty kandydat do kapłaństwa musi mieć co najmniej 35 lat, a żona musi zgodzić się na jego przyszłą posługę. Biskup zadeklarował, że święceń kapłańskich żonatym zamierza udzielić w 2028 roku. Biskup ma 71 lat i zgodnie z normami Kościoła, za cztery lata złoży na ręce papieża rezygnację. Według jego słów, chciałby pozostawić swojemu następcy lepszą sytuację duszpasterską, zapewniając mu gotowy model pozyskiwania nowych księży – właśnie żonatych. Bonny argumentuje, że żadne dotychczasowe próby przezwyciężenia braku powołań nie przyniosły rezultatu i dlatego dłużej czekać już nie można. Biskup przyznał też, że mówił o swoich działaniach w Watykanie. Nie informował jednak nikogo na drodze oficjalnej; rozmawiał jedynie z dwoma kardynałami – Mario Grechem z Sekretariatu Synodalnego oraz Lazarusem You Heung-sikiem z Dykasterii ds. Duchowieństwa – a ci mieli obiecać, że poinformują o sprawie Ojca Świętego.
Co zrobi Watykan?
Czy jest możliwe, by Stolica Apostolska pozostawiła sprawy w gestii biskupa Bonny’ego i po prostu pozwoliła mu działać – mniej więcej tak, jak stało się w sprawie błogosławienia par tej samej płci? Oznaczałoby to przecież, że w Antwerpii rozpoczęła się rewolucja – biskupi otrzymaliby zielone światło, by wyświęcać żonatych także w innych diecezjach. W ten sposób zrealizowałby się postulat Synodu Amazońskiego – nie ma wątpliwości, że w ślady Bonny’ego poszliby natychmiast biskupi z wielu innych krajów, zwłaszcza w Niemczech i Austrii, ale także w Ameryce Południowej. Z wielu przyczyn wydaje się to nieprawdopodobne. Błogosławienie par tej samej płci, które wprowadzili Belgowie, stanowiło ostatecznie lokalną praktykę duszpasterską, która nie budziła większego zainteresowania poza granicami Belgii. W przypadku wyświęcania żonatych chodzi o dyscyplinę Kościoła – ciężar sprawy jest w pewnym sensie większy. Dlatego można zakładać, że jeżeli biskup Bonny zrealizuje swoje działania, Watykan zareaguje i nałoży na niego kary. Być może wcześniej odbędzie się rozmowa dyscyplinarna, która skutecznie go powstrzyma.
Z drugiej strony nie wolno zapominać o nowości sytuacji, w jakiej funkcjonuje dziś Kościół katolicki. Papież Franciszek wprowadził katolicyzm na tory synodalne. Można to traktować wyłącznie jako puste hasło, ale można podejść do sprawy poważnie. Paradygmat Kościoła synodalnego zakłada znacznie większą kompetencję biskupów. W „Evangelii gaudium” Franciszek zadekretował „zbawienną decentralizację” i dopominał się „autentycznego autorytetu doktrynalnego” dla episkopatów; w „Dokumencie końcowym” Synodu o Synodalności z 2024 roku – wraz z dołączoną notą Franciszka – wybrzmiewają dokładnie te same wątki. Biskup Bonny uznał, że słowa oficjalne dokumenty Stolicy Apostolskiej po prostu uprawniają go do wyświęcania żonatych księży, nawet jeżeli ogólna dyscyplina kościelna jest inna. Odwołując się do „Evangelii gaudium „oraz „Dokumentu końcowego” Synodu o Synodalności można argumentować, że ma rację.
Starcie dwóch modeli
Podstawą Kościoła synodalnego jest nowa eklezjologia. Tradycyjne ujęcie wskazuje, że Kościół katolicki zostaje założony przez Jezusa Chrystusa jako Kościół powszechny. Kościół w poszczególnych regionach (diecezjach) jest tylko lokalną aktualizacją jednego uniwersalnego bytu. W ramach synodalizacji Kościoła odchodzi się jednak od ujęcia ontologicznego, przeciwstawiając mu ujęcie historyczne. Wprawdzie Kościół katolicki został założony przez Jezusa Chrystusa, ale w ludzkim wymiarze powstawał w określonych miejscach – Jerozolimie, Rzymie, Koryncie, Aleksandrii… Dlatego z perspektywy historycznej, Kościół powszechny, choć wyprowadzany z Chrystusa, jest złożeniem Kościołów lokalnych.
W ujęciu tradycyjnym papież, jako Wikariusz Chrystusa, stoi na czele Kościoła powszechnego i tym Kościołem rządzi. Swoistym apogeum tego ujęcia jest nauczanie I Soboru Watykańskiego o papieskiej nieomylności oraz o zakresie papieskiej władzy. W ujęciu synodalnym papież teoretycznie zachowuje swoje kompetencje, ale praktycznie występuje jako bardziej „wycofany” stróż jedności. Dba o to, by Kościoły lokalne mogły rozwijać swobodnie własną autonomię, jednocześnie ze sobą współpracując. Nie jest aktywnym „zarządcą” Kościoła, ale raczej pasywnym stabilizatorem całości.
Sprawa wyświęcania żonatych w Antwerpii może pokazać, czy eklezjologia Kościoła synodalnego jest tylko postulatem na papierze dokumentów synodalnych, czy też jednak faktyczną nową rzeczywistością kościelną. Jeżeli Leon XIV wykorzysta papieską władzę do tego, by ukrócić działania biskupa Johana Bonny’ego, będzie to oznaczać wolę dalszego trwania w modelu Soboru Watykańskiego I, nawet jeżeli z pewnymi korektami. Jeżeli jednak Leon XIV niczego nie zrobi, akceptując decyzje ordynariusza Antwerpii, pokaże to, że Kościół synodalny jest rzeczywiście głęboko odmienny, a to otworzy drogę do gruntownej synodalizacji już na całym świecie – synodalicji rozumianej jako faktyczna, głęboka i pełna decentralizacja.
Paweł Chmielewski







