Polowanie na... myśliwych. Faktyczny zakaz polowań polityczną grą o lewicowych wyborców?

Słabnąca w sondażach lewica najwidoczniej szuka nowego kampanijnego tematu, który spowodowałby mobilizację jej elektoratu. Jednym z takich zagadnień może okazać się łowiectwo. Grupa polityków obecnej koalicji rządzącej zaangażowała się bowiem w zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem reformy prawa łowieckiego. Krytycy proponowanych zmian przekonują jednak, że pod hasłem reformy kryje się de facto zakaz polowań, ponieważ nowe przepisy uczyniłyby ich prowadzenie w Polsce praktycznie niemożliwym.
„Obywatelska” kampania
Twarzami „obywwatelskiej” kampanii zbierania podpisów są znane nazwiska tj. Olga Tokarczuk, Maja Ostaszewska, Agnieszka Holland czy Małgorzata Rozenek-Majdan. Wsparcie parlamentarne akcji zapewniają politycy koalicji rządzącej - wśród nich m.in. Urszula Zielińska, Klaudia Jachira, Franciszek Sterczewski, Aleksandra Leo, Daria Gosek-Popiołek oraz Ewa Szymanowska. Zdaniem krytyków świadczy to o wyraźnym politycznym charakterze przedsięwzięcia, mimo jego obywatelskiej formuły.
Wolontariuszy zbierających podpisy można spotkać w całej Polsce podczas wydarzeń kulturalnych i festiwali muzycznych, a także przed teatrami, w przestrzeni miejskiej oraz w punktach prowadzonych przez współpracujące podmioty, m.in. gabinety weterynaryjne czy przedstawicieli branży kosmetycznej. Celem komitetu jest zebranie przed 3 września co najmniej 100 tys. podpisów, co pozwoli skierować projekt do Sejmu.
Znaczne ograniczenie możliwości polowań
Do czego dążą organizatorzy akcji? Jednym z najbardziej dyskutowanych zapisów projektu jest ustanowienie minimalnej odległości 700 metrów od zabudowań, w której nie można byłoby prowadzić polowań. Zwolennicy rozwiązania twierdzą, że ma to rzekomo zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców.
Przeciwnicy wskazują jednak, że przy obecnym rozproszeniu zabudowy w Polsce taki przepis wyłączyłby z możliwości prowadzenia gospodarki łowieckiej ogromne obszary kraju. W efekcie rolnicy utraciliby możliwość skutecznej ochrony znacznej części swoich upraw przed szkodami wyrządzanymi przez dziką zwierzynę. Na wielu terenach powstałyby rozległe strefy, w których prowadzenie gospodarki łowieckiej byłoby praktycznie niemożliwe. Zdaniem krytyków doprowadziłoby to do wyraźnego wzrostu strat w rolnictwie, a jednocześnie znacząco utrudniłoby walkę z zagrożeniami, takimi jak np. afrykański pomór świń. Należy bowiem pamiętać, że jednym z podstawowych elementów ograniczania rozprzestrzeniania się tej choroby jest kontrolowanie liczebności populacji dzików.
Pod lupą również sposób organizacji polowań
Polowanie w lasach również napotkałoby spore problemy. Projekt przewiduje bowiem rozszerzenie katalogu zakazów obowiązujących podczas wykonywania polowania. Obejmują one m.in. zakaz polowań zbiorowych z nagonką, ograniczenia dotyczące polowań nocnych, wykorzystywania urządzeń noktowizyjnych i termowizyjnych oraz stosowania nęcisk.
Zdaniem środowiska łowieckiego kumulacja tych ograniczeń sprawi, że wykonywanie polowań stanie się w praktyce niewykonalne. Myśliwi podkreślają, że wiele gatunków prowadzi aktywność głównie po zmroku, a zakaz nocnych odstrzałów znacząco ograniczy skuteczność gospodarki łowieckiej. Prowadzenie polowań wyłącznie w ciągu dnia w wielu przypadkach mija się z celem, ponieważ część gatunków zwierzyny po prostu wówczas śpi.
Ponadto zdecydowana większość osób posiadających uprawnienia łowieckie wykonuje ten rodzaj działalności społecznie, po godzinach swojej pracy zawodowej. W ich ocenie proponowane rozwiązania nie uwzględniają realiów funkcjonowania kół łowieckich.
Stopniowa likwidacja łowiectwa
Kampania przedstawiana jest pod hasłem rzekomej poprawy bezpieczeństwa. Dla wielu Polaków, którzy nie znają realiów łowiectwa, taka narracja może wydawać się przekonująca. Jednocześnie temat ten będzie zapewne wykorzystywany przez polityków do realizacji własnych celów. Warto jednak dostrzec, że nie mamy do czynienia z rzeczywistą reformą, lecz z działaniami, które pod pretekstem troski o bezpieczeństwo prowadzą do ideologicznie motywowanego demontażu polskiego systemu łowiectwa.
W pierwszej kolejności skutki tych zmian odczują rolnicy. Ograniczenie działań związanych z gospodarką łowiecką może sprawić, że zwierzyna będzie częściej żerować na uprawach, powodując większe straty. Można również przewidywać wzrost liczebności niektórych gatunków, w tym dzików, co może prowadzić do nasilenia konfliktów między ludźmi a dzikimi zwierzętami.
Źródło: niezalezna.pl
AF







