Siedem głów Antychrysta. Wojna z Panem Bogiem i światem Zachodu

Zachód często myli wolność z dowolnością, tolerancję z bezbronnością, a postęp z odrzuceniem własnej cywilizacji. Jeżeli człowiek przestaje wiedzieć, kim naprawdę jest, łatwo staje się „produktem” systemu cyfrowego czy też ideologicznym albo politycznym naiwniakiem. W książce piszę właśnie o tym, że wolność, godność i tożsamość są dzisiaj w centrum tej walki - mówi Mariusz Paszko, autor "Siedmiu głów Antychrysta".
PCh24.pl: Skąd wziął się pomysł, by współczesne konflikty geopolityczne opisać za pomocą symboliki „siedmiu głów Antychrysta”?
Mariusz Paszko: Miało na to wpływ kilka czynników. Po pierwsze z przekonania, że współczesnej geopolityki w związku z wtłaczaniem islamu – jak również gender, LGBT, ekologii, tzw. „małżeństw jednopłciowych” czy legend 2030 albo 2050 - gdzie się tylko da, nie da się już opisywać wyłącznie językiem granic, armii, surowców i traktatów. Dziś walka toczy się również – a może nawet przede wszystkim - o człowieka i jego duszę: o jego świadomość, wiarę, rodzinę, wolność, tożsamość i zdolność odróżniania prawdy od fałszu. W książce traktuję więc antychrysta nie tylko jako figurę religijną, ale także jako metaforę systemów, ideologii i mechanizmów, które prowadzą do dehumanizacji człowieka oraz do walki z chrześcijaństwem i cywilizacją Zachodu, czyli anty-chrystianizmu.
Po drugie, także ze względów osobistych, ponieważ od bierzmowania mam na imię Jan i Apokalipsa fascynowała mnie od kiedy zacząłem czytać Biblię.
Następnie, od jakiegoś czasu zajmuję się dezinformacją rosyjską, rosyjskim imperializmem i ogólnie systemami totalitarnymi, a te obecnie dość często wykorzystują do własnych celów systemy religijne, w tym już wspomniany islam, ale też sekty religijne i inne związki wyznaniowe. Uważam też, że zdecydowanie więcej należy pisać i mówić o skrajnym hinduizmie i krwawych prześladowaniach chrześcijan w Indiach oraz o ideologiach i systemach religijnych pochodzących z tamtego regionu i ogólnie z Azji, w próbach przebudowania naszego świata.
I wreszcie, z fascynacji pracami i opracowaniami Feliksa Konecznego oraz Włodzimierza Bączkowskiego.
Symbol „siedmiu głów” pozwala pokazać, że zło działa w sposób zorganizowany, a zagrożenia pochodzą z różnych kierunków. To raczej cały układ naczyń połączonych: autorytaryzm, nihilizm, islamizm, komunizm, technokratyczna kontrola, globalne korporacje, wojna informacyjna, joga a także duchowy kryzys samego Zachodu.
Tytuł – co wyjaśniam we wstępie – wprost wskazuje na siedem głów bestii, symbolu Nerona i Rzymu położonego na siedmiu wzgórzach – w przypadku książki na siedmiu głównych – moim zdaniem - obszarach, w jakich nasza cywilizacja jest nie tylko atakowana. Jest też geopolityczna ósma głowa, którą widzą tak, jak to opisałem.
Jakie zjawiska lub siły uważasz za największe zagrożenia dla cywilizacji zachodniej w najbliższych dekadach?
W mojej opinii bardzo groźna jest utrata przez Zachód wiary w wartości, na których powstał, tożsamości chrześcijańskiej. Rosja, Chiny, radykalny islam, radyklany hinduizm czy różne formy globalnego technokratyzmu są groźne, ale one wchodzą w przestrzeń, którą Zachód sam opróżnił. Nasza cywilizacja na własne życzenie i na skutek własnych słabości wyzbywa się dzisiaj wiary, tożsamości, rodziny czy dumy z korzeni opartych na chrześcijaństwie oraz kulturach rzymskiej i greckiej. Oczywiście nie bez udziału i „podpowiadania” ze strony Rosji, Chin, Niemiec i ogólnie wojującego ateizmu.
Mówiąc szerzej, widziałbym tu kilka głównych zagrożeń: rosyjski neoimperializm, chiński model cyfrowego autorytaryzmu, ideologiczny islam, demograficzne osłabienie Europy, destrukcję rodziny, rewolucję antropologiczną, neokolonializm energetyczny, władzę wielkich korporacji technologicznych i… - sprawę chyba najbardziej fundamentalną - rozpad pojęcia prawdy. W książce staram się pokazać, że te procesy nie zawsze mają wspólne centrum dowodzenia, ale często prowadzą do podobnego skutku: człowiek traci wolność, a cywilizacja duszę.
Czy „walka z Zachodem” jest dziś prowadzona przede wszystkim środkami militarnymi, gospodarczymi, informacyjnymi czy kulturowymi?
Wszystkimi naraz. I właśnie to jest szczególnie niebezpieczne i groźne. Wojna XXI wieku nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy spadają rakiety czy drony. Ona zaczyna się wtedy, gdy społeczeństwo przestaje wierzyć we własne państwo, własną historię, tożsamość religijną i stabilność rodziny. Kiedy człowiek zaczyna zatracać samego siebie.
Środki militarne są najbardziej widoczne, czego przykładem jest agresja Rosji na Ukrainę albo Izraela i USA na Iran, albo widowiskowe porwanie byłego prezydenta Wenezueli. Środki gospodarcze widzimy w energetyce i wzroście cen, uzależnieniach surowcowych, presjach regulacyjnych Unii Europejskiej na kraje członkowskie i wielu innych obszarach.
Środki informacyjne z kolei działają przez dezinformację, media społecznościowe, propagandę i manipulację emocjami.
Najgłębsze jednak w moim przekonaniu są środki kulturowe, bo one zmieniają definicję człowieka. W książce podkreślam, że współczesne mocarstwa walczą już nie tylko o terytoria i surowce, ale także o informację, ideologię, technologię i „rząd dusz”.
Który z opisanych w książce przeciwników lub zagrożeń jest obecnie najsilniejszy i dlaczego?
Moim zdaniem nie chodzi tu o konkretny kraj. Bardziej widzę to jako układ ponadpaństwowy, zmierzający do utworzenia z naszego świata czegoś, co wielu publicystów określa już mianem neo-feudalizmu. Najsilniejsze są więc dzisiaj sojusze technologii, ideologii i… wykorzystywanie słabości Zachodu. Rosja może niszczyć militarnie, Niemcy propagandowo i ideologicznie, Chiny mogą budować model cyfrowej kontroli, islam może atakować duchowe i demograficzne fundamenty Europy, ale wszystkie te siły są obecnie groźne dlatego, że Zachód jest wewnętrznie mocno rozbrojony. Nieco miejsca poświęcam też temu, dlaczego tak właśnie się stało.
Gdybym miał wskazać najgroźniejsze konkretne zagrożenie, powiedziałbym: technokratyczny system kontroli człowieka. Bo on może połączyć władzę państw, korporacji, algorytmów, finansów, edukacji i mediów. Taki system nie musi zakładać munduru. Wystarczy, że przejmie język, dane, emocje i decyzje człowieka. Jest podobny do tego, co propagował Antonio Gramsci.
Na ile kryzys Zachodu wynika z działań jego zewnętrznych przeciwników, a na ile z błędów popełnianych przez same społeczeństwa zachodnie?
Zewnętrzni przeciwnicy wykorzystują nasze słabości i błędy. Co więcej od wielu lat ideologie marksizmu i neo-marksizmu są systematycznie wtłaczane do umysłów ludzi na całym świecie. Rosja, Chiny czy radykalne ruchy ideologiczne w Indiach potrafią uderzać bardzo skutecznie, ale – jak sądzę - Zachód też sam pozwala na podcinanie swoich korzeni: religijnych, rodzinnych, demograficznych, edukacyjnych i moralnych. W moim przekonaniu stoją za tym decyzje wielu polityków, zwłaszcza tych zaangażowanych w tzw. projekt „jednej Europy”.
Zachód często myli wolność z dowolnością, tolerancję z bezbronnością, a postęp z odrzuceniem własnej cywilizacji. Jeżeli człowiek przestaje wiedzieć, kim naprawdę jest, łatwo staje się „produktem” systemu cyfrowego czy też ideologicznym albo politycznym naiwniakiem. W książce piszę właśnie o tym, że wolność, godność i tożsamość są dzisiaj w centrum tej walki.
Czy dostrzegasz jakiś wspólny mianownik łączący różne nurty i państwa występujące przeciwko Zachodowi, mimo ich często sprzecznych interesów?
Zdecydowanie tak. Tym wspólnym mianownikiem jest sprzeciw wobec chrześcijańskiego rozumienia człowieka jako – przede wszystkim - osoby wolnej, rozumnej, obdarzonej godnością i zakorzenionej w porządku moralnym wyższym niż państwo, partia, rynek czy algorytm. Tym wspólnym mianownikiem jest walka z Chrystusem jako osobowym Bogiem, o czym bardzo wyraźnie pisał wieki temu św. Jan Ewangelista.
Rosja, Chiny, islamizm, skrajne ideologie lewicowe, technokratyczny globalizm czy agresywny korporacjonizm różnią się od siebie. Często wręcz się zwalczają. Ale łączy je jedno: nie lubią człowieka wolnego, zakorzenionego w moralności, wierzącego i odpornego na manipulacje. Taki człowiek jest trudny do podporządkowania. I to jest dla nich głównym problemem.
Jaką rolę w opisywanych procesach odgrywają nowe technologie, media społecznościowe i sztuczna inteligencja?
Technologia sama w sobie nie jest zła. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się narzędziem kontroli, nadzoru, manipulacji i przebudowy człowieka. Media społecznościowe już dziś wpływają na emocje, wybory polityczne, zamieszki, werbowanie terrorystów, relacje społeczne, samoocenę i poczucie rzeczywistości, co w konsekwencji prowadzi do zamykania się w mocno zacementowanych bańkach informacyjnych. Sztuczna inteligencja może ten proces przyspieszyć.
Największe zagrożenie polega jednak na tym, że człowiek może przestać być podmiotem, a stać się obiektem zarządzania. Dzisiaj można nie tylko obserwować ludzi, ale także przewidywać ich zachowania, wzmacniać lęk, gniew, pożądanie, samotność albo poczucie winy. To już nie jest tylko propaganda. To inżynieria świadomości.
Czy Polska znajduje się dziś na pierwszej linii tej geopolitycznej konfrontacji? Jeśli tak, to jakie są dla nas największe szanse i zagrożenia?
I tak i nie. Tak, ponieważ Polska jest moim zdaniem ostatnim bastionem na świecie, gdzie jeszcze ta wolność nie została nam odebrana. I z tego względu jesteśmy na pierwszej linii tej zaciekłej batalii. Nawet geograficznie leżymy między Rosją a Zachodem. Mamy historyczne doświadczenia komunizmu, rosyjskiego imperializmu i niemieckiej nazistowskiej doktryny „Lebensraum”. Kulturowo jesteśmy jednym z ostatnich dużych państw Europy, w których chrześcijaństwo, rodzina i pamięć historyczna wciąż mają realne znaczenie społeczne. Do niszczenia tych wartości – jak widzimy – jest już też wykorzystywana nawet Ukraina, której Polska tak pomogła w pierwszych dniach rosyjskiej agresji i nadal pomaga. Bo przecież nie sposób zaakceptować ludobójstwa wołyńskiego i banderyzmu jako normy cywilizowanego świata, a Zełenski wyraźnie gra na smyczy Berlina.
Cały ten bałagan zaczął się natomiast od Bohdana Chmielnickiego, który ubzdurał sobie, że Ukraina będzie wolna pod butem Rosji albo nawet będzie na równi z Rosją. Jak wiemy z historii, po podpisaniu poddaństwa, car nie chciał się nawet z nim spotkać. Obecnie Wołodymyr Zełenski myśli, podobnie jak banderowcy w czasie II wojny światowej, że będzie to możliwe przy współpracy z Niemcami. Albo – w kozaczej wyobraźni – uważa, że on i jego politycy wykorzystają wszystkich w tym USA, Niemcy, Polskę, Izrael, Chiny i inne kraje i organizacje do własnych celów tak, że każdemu będą grali na nosie.
Krótko mówiąc, pycha zawsze kroczy przed upadkiem.
Jest też inna linia frontu, o czym jest ta książka, ponieważ wojna toczy się z chrześcijaństwem i Kościołem na całym świecie. Walka jest o to, czy Chrystus jest Synem Bożym, Mesjaszem i Bogiem - czy Nim nie jest. Na pewno nie jest nim w Cerkwi Moskiewskiej, ponieważ ta jest na usługach FSB, a pod Moskwą powstała pierwsza satanistyczna świątynia na świecie, gdzie na ścianach wiszą portrety takich zbrodniarzy, jak Lenin czy Stalin i innych.
Największe obecnie zagrożenia moim zdaniem, to wojna informacyjna i zmiana świadomości, presja migracyjna i kulturowe rozbijanie naszej cywilizacji, uzależnienie energetyczne i pozbawianie podmiotowości gospodarczej, rozbijanie wspólnot narodowych, konflikty wewnętrzne, a w przypadku Polski także próba zepchnięcia nas na peryferia polityczne i gospodarcze.
Największą szansą może być natomiast to, że Polska może stać się jednym z centrów odbudowy Zachodu, może nawet najważniejszym: bardziej realistycznym i świadomym zagrożeń. Jesteśmy przecież bardziej niż jakikolwiek inny kraj zakorzenieni w cywilizacji łacińskiej i w Kościele. Mamy Matkę Bożą jako Królową Polski i Chrystusa Króla jako władcę naszego Narodu. To jest dla nas i ochrona, i zobowiązanie.

Mariusz Paszko, Siedem głów Antychrysta. Geopolityczna walka z Zachodem, wyd. AA, ss. 496.






