„Słoneczko”. Najważniejsza powieść dzieciństwa

1380yrfhweuyt823t7y843t8huwey8.jpg

Najważniejsza powieść dzieciństwa? Czy to nie przesada? A jeśli nie, to dlaczego nie ma jej wśród lektur szkolnych? – wznowionego właśnie Słoneczka Marii Buyno-Arctowej broni dr Małgorzata Szczepkowska z Wydawnictwa Projekt Pokolenia.

Nazwaliście książkę Marii Buyno-Arctowej „najważniejszą powieścią dzieciństwa”. Czy to nie przesada?

Uważam, że to książka, która powinna być lekturą obowiązkową omawianą w szkole, choć już widzę pełne oburzenia tytuły w „Wyborczej” czy „Onecie”, jeśli tak by się stało. Gdyby nie fakt, że Buyno-Arctowa znalazła się po wojnie na cenzurowanym, może byłaby w kanonie lektur szkolnych w czasach, gdy szkoła chciała jeszcze kształtować sumienia. Ale dziś oczywiście nie ma na to szans, bo to książka, która za mocno uderza w dogmaty współczesności.

Zróbmy to razem!

W jakim sensie?

Dziś jedyną obowiązującą wizją świata jest: jesteś pępkiem wszechświata, dobro, pokora i poświęcenie to frajerstwo, upokorzenia nigdy przenigdy nie wolno przyjąć, na przemoc i krzywdę można reagować wyłącznie dzwoniąc do opieki społecznej, ciężka praca to przeżytek, pokuta to żart, przebaczenie to jakiś sentymentalny albo newage’owy wytrych. Tymczasem Marysieńka Orwiczówna, czyli główna bohaterka Słoneczka, to antyteza tych przekonań.

Opowiedzmy trochę o głównej bohaterce.

Dobrze, ale nie zdradzajmy za wiele, by nie odbierać przyjemności czytania. To naprawdę wciągająca książka. Nawet mój mąż, dojrzały mężczyzna, którego nie obchodzą ckliwe historie, czytał z zapartym tchem, udając, że tak nie jest… (śmiech). Otóż Marysieńka, 11-letnia sierota, przyjeżdża do przyjaciółki swej zmarłej matki, pani Dębskiej, wdowy, matki trojga dzieci. Majątek rodziny jest zrujnowany, dzieci są na najlepszej drodze do demoralizacji. Powitanie sieroty przez rodzeństwo jest, delikatnie mówiąc, fatalne. A potem jest coraz gorzej i gorzej. Aby nie zdradzać za wiele, powiem tylko, że pod wpływem Słoneczka, jak nazywana jest główna bohaterka przez coraz większą rzeszę osób, dochodzi do przemiany serc.

Czy nie jest wyidealizowana postać?

Nie, dlaczego?

A znasz kogoś takiego?

Odpowiem pytaniem: a przyjmujesz fakt istnienia na tym świecie ludzi autentycznie świętych?

Przyjmuję.

Myślę, że tacy byli właśnie święci w dzieciństwie. Ale zauważ, że to nie jest tak, że Marysieńka nie walczy z pokusami, że nie ogarnia ją zniechęcenie. Ale je przełamuje, odwołuje się do zasad wpojonych przez swoją dobrą matkę, czerpie z tego, czego zdążyła ją nauczyć. Jako sierota ma też tę niezwykłą moc wewnętrzną, jest zaradna, mądra, w praktyce sprawdza siłę swych cnót. I okazuje się, że nie zawodzą jej w godzinie próby. Co w tym wyidealizowanego? Zwykłe owoce dobrego wychowania, weryfikowane w momencie, gdy los mówi „sprawdzam”. Jesteśmy już tak rozpieszczeni, że nie mieści nam się to w głowie.

Myślę, że mimo wszystko nie obroni się przed zarzutem papierowej postaci.

Też tak myślę.

I co wtedy odpowiesz?

Że jestem fanką dziecięcej literatury tendencyjnej, więc nawet jeśli jest wyidealizowana, to tym lepiej.

Jak to?

A co jest złego w literaturze tendencyjnej?

Jest banalna, przewidywalna, generalnie słaba. I zawsze człowiek ma poczucie jakiejś manipulacji, w dodatku mało finezyjnej.

Nie zawsze – pozytywistyczna powieść tendencyjna nie była znowu taka najgorsza. Ale ogólnie – zgoda. Dorosła proza tendencyjna jest zwykle niskich lotów i zwykle jakaś taka podejrzana. Ale dla dzieci bywa… idealna, oczywiście o ile służy dobru. Dziecko potrzebuje wzorców, które będą jasne i wyraziste, a współczesna literatura dziecięca daje mu coś zupełnie przeciwnego – kompletnie niestrawny koktajl wartości, jakieś niuanse, półcienie, których dziecko zwyczajnie nie rozumie.

Jakiś przykład?

Książki o złości – nie wiadomo w ogóle, o co w nich chodzi. Kupiłam ze trzy dla swojej córki. Co jedna to gorsza! W jednej morał jest taki, że jeśli dziecko tupie i wrzeszczy, to… rodzice powinni zastanowić się, co zrobili źle. Rodzice! Nie dziecko! W drugiej walenie pięściami o podłogę przez rozwścieczone jakąś bzdurą dziecko jest nagradzane przez mamę przytulaskami i całuskami. Pomieszanie z poplątaniem. Takiego chaosu nie ma w klasycznej literaturze dziecięcej. Jest dobro, zło, naganne zachowanie i właściwe, szlachetne i haniebne czyny itp. Pan kotek był chory, bo się obżarł i łakomstwo jest złe. Pycha Stefka Burczymuchy zostaje upokorzona. Pchła za swoje szachrajstwa trafia do więzienia. To jest genialna nauka cnót w atrakcyjnej formie.

Jakie wartości niesie za sobą „Słoneczko”?

Alfabetycznie?

Aż tyle ich jest?

Tak, to książka o cnotach takich jak pokora, męstwo, sprawiedliwość, które są nie tylko osobistą ozdobą głównej bohaterki, ale stanowią użyteczną moc zdolną wpływać na otoczenie. Wewnętrzne dobro nie służy tylko prywatnym celom - ma potencjał przemiany otaczającego świata w obu wymiarach – zewnętrznym i wewnętrznym. Porządek i ład sfery przedmiotów, który wprowadza sierota w domu naznaczonej problemami rodziny pani Dębskiej, jest jakby odzwierciedleniem odnowy moralnej domowników. Pod wpływem Słoneczka, jak nazywana jest główna bohaterka, dochodzi do przemiany czterech osób – schorowanej pani Dębskiej, która odzyskuje siły i zdrowie, Janka i Basi, którzy zostają pociągnięci do czynienia dobra dzięki jego atrakcyjności, wcześniej przez nich niezauważanej, wreszcie Hanki, której serce toczy zły robal najpierw zazdrości, później także nienawiści, które wiodą dziewczynę do zbrodni.

W opisie książki podkreśliliście, że jest to powieść „do cna chrześcijańska, choć nienachalnie religijna”.

Tak, choć o wierze właściwie się w książce nie wspomina, to w osobie głównej bohaterki skupia się jak w soczewce wzorzec życia chrześcijańskiego: nie uskarżać się na los, z pokorą przyjmować cierpienie, upokorzenia, niesprawiedliwości, ale też mężnie bronić się przed nią o tyle, o ile może to przynieść większe dobro, nie sądzić innych, lecz szukać usprawiedliwienia dla błędów i upadków bliźnich, wiele od siebie wymagać, wreszcie – mieć stałą, wewnętrzną gotowość do przebaczenia i udzielić go natychmiast, gdy ktoś przyjdzie o nie poprosić, a także – w obliczu wyrządzonej komuś krzywdy – mieć w sobie gotowość pokuty.

Brzmi poważnie…

To oczywiście moje podsumowanie – w powieści owa struktura duchowa jest przedstawiona za pomocą wciągającej fabuły, bez nużącego moralizatorstwa, dzięki czemu książka może być ciekawa nawet dla dorosłych. W procesie wychowania może im ona służyć za użyteczne narzędzie, wspomagające ukształtowanie młodego człowieka na szlachetnego, spójnego wewnętrznie, zdrowego psychicznie i moralnie dorosłego. 

 

Małgorzata Szczepkowska – dr nauk humanistycznych, autorka artykułów językoznawczych m.in. na temat polszczyzny na dawnych Kresach Wschodnich czy współczesnych zagadnień językoznawczych, a także autorka książek dla dzieci publikowanych w Wydawnictwie Projekt Pokolenia, na czele ze znaną kartonówką „Rok Boży dla dzieci”. 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: