Sojusz czerwonych z islamistami. Lewica chce nowej globalnej rewolucji

paris.jpg
Fot: Italy Photo Press / Zuma Press / Forum

Protesty, które rozlewają się w dużych miastach europejskich, od Francji po Albanię, to zaledwie preludium do tego, co pragną w najbliższym czasie zgotować lewicowe i islamskie środowiska walczące ze współczesną formą kapitalizmu oraz opresyjnym państwem. Zaplanowały one strajki generalne na listopad. Francuzi mają protestować 5 listopada, Portugalczycy i Hiszpanie 11, a Włosi – 20. 

Dynamika „protestów uczniowskich”, które zaczęły się przed francuskimi szkołami w drugiej połowie września, bardzo szybko zmieniła się, przeradzając się w pospolite ruszenie członków różnych organizacji ekstremistycznych. Zdominowały one pokojowe marsze, nadając im gwałtowny charakter.

Komisja Europejska w poniedziałek postanowiła skomentować to, co wydarzyło się w kilku głównych metropoliach europejskich, potępiając grabież, a jednocześnie zastrzegając, że prawo do pokojowego protestu „musi być chronione”.

Zróbmy to razem!

Abstrahując od skali zniszczeń i ilości poturbowanych osób, należy zadać sobie pytanie, z czym właściwie mamy do czynienia i dokąd to zmierza? Czy media znowu przesadnie reagują, wyolbrzymiając znaczenie samych demonstracji i burd, które im towarzyszą? Czy mamy do czynienia z „czystą przemocą”, jak sugerują na przykład włoscy komentatorzy, czy też z kolejną próbą wzniecenia niepokojów na dużą skalę, by osiągnąć określone cele polityczne?

Warto przyjrzeć się, jak do tych wydarzeń podchodzą szeroko rozumiane środowiska lewicowe, bo to im przypisuje się odpowiedzialność za wzniecanie demonstracji.

Sociale Europe – protesty obnażają niedomagania państwa

Lewicowy think tank i wydawca medialny Sociale Europe - dla którego publikował m.in. przedstawiciel „szkoły frankfurckiej” Jürgen Habermas - sugeruje, że obecny bunt uczniów i studentów we Francji ma obnażać niedomagania państwa, które nie jest w stanie zaradzić bieżącym problemom, ale wykazuje się ogromną energią, jeśli chodzi o pacyfikację protestów. Ma to świadczyć o „kryzysie legitymacji politycznej”.

Masowe aresztowania, sięganie po gaz łzawiący i broń do kontroli tłumu mają pokazywać „potencjał państwa, które nagle wydaje się znacznie mniej skrępowane”.

Sociale Europe podkreśla, że sprzeciw uczniów i nauczycieli wobec złych warunków panujących w szkołach wyłonił się na przedmieściach, gdzie „republikańska obietnica równości od dawna była wystawiana na próbę w obliczu twardej geografii klas społecznych”. Władze przedstawiały edukację publiczną jako jedną z instytucji, która pomaga w awansie społecznym. W praktyce jest inaczej. Młodzi ludzie zachęcani przez różne środowiska, wychodząc z postulatami społecznymi, stykają się obecnie z bezwzględnym egzekwowaniem porządku, co tylko napędza agresję.

Think tank zaznacza, że „Francja powinna zatem martwić resztę Europy”, ponieważ rządy na całym kontynencie borykają się z presją fiskalną, starzejącą się infrastrukturą publiczną, niedoborem nauczycieli, a także kryzysem mieszkaniowym i rosnącym zapotrzebowaniem na rozbudowane systemy opieki społecznej. Młodzi nie mają perspektyw na przyszłość, wkraczając w dorosłość po kryzysie finansowym, tak zwanej pandemii i wojnie na kontynencie. Zamiast z propozycjami rozwiązania tych problemów, spotykają się „z żądaniem ograniczenia swoich oczekiwań, podczas gdy bogactwo, własność i szanse pozostają stale nierówne”.

Social Europe przestrzega, że jeśli młodzi stracą wiarę w skuteczność polityki instytucjonalnej, wówczas należy się spodziewać tego, iż ulica „stanie się czymś więcej niż miejscem protestu”. Młodzi, jako kolejna klasa, ustalą własne metody radzenia sobie z wyzwaniami, przed którymi stoją - ostrzega prof. Baris Cayli Messina, redaktor naczelny „International Social Science Journal”, redaktor „Sociology Compass”, członek Królewskiego Towarzystwa Historycznego, który skomentował ostatnie protesty we Francji na stronie think tanku.

Brytyjscy socjaliści: to „walka o naszą przyszłość – nie o ich wojny”

Brytyjska Socialist Party za pośrednictwem swojej strony socialistparty.org.uk wezwała do powszechnej mobilizacji i masowych międzynarodowych strajków młodzieży, które przewidziano na 20 listopada.

Hannah Sell, Sekretarz Generalna Partii Socjalistycznej wskazała, że strajki mają się odbyć w ponad 12 krajach Europy pod hasłem „Walka o naszą przyszłość – nie o ich wojny”.

Brytyjscy socjaliści chcą przenieść demonstracje z Europy kontynentalnej na Wyspy. „Niezależnie od tego, czy chodzi o dziesiątki tysięcy uczniów strajkujących przeciwko militaryzmowi w Niemczech, setki tysięcy osób z ruchu przeciwko wysokim czynszom w Hiszpanii – co doprowadziło do organizacji 24-godzinnego strajku generalnego, domagającego się podwyżek płac i zaplanowanego na 11 listopada – niezależnie od zaplanowanego strajku sektora publicznego w Irlandii, największego od czterdziestu lat, czy też wspaniałego ruchu uczniów i pracowników we Francji, który rozwija się również w Belgii. W każdym kraju konkretny czynnik wywołujący protesty jest inny, ale przyczyny leżące u ich podstaw są takie same. Każdy rząd oferuje niekończące się oszczędności i cięcia w sektorze usług publicznych, stagnację płac, rosnące koszty mieszkaniowe. Wszędzie młodzi ludzie uważają, że ten system – w którym praca jest nisko płatna i niepewna, a edukacja niewystarczająca i droga, gdzie powstrzymanie zmian klimatycznych jest niemożliwe, ale na broni można zarobić fortunę – nie oferuje im żadnej wartościowej przyszłości. W Wielkiej Brytanii nie jest inaczej” – wskazują brytyjscy socjaliści, wzywając do masowych demonstracji.

Dodają, że „kapitalizm jest systemem pogrążonym w kryzysie, coraz bardziej niezdolnym do zaspokojenia potrzeb większości (…), prokapitalistyczne rządy stają się w rezultacie znienawidzone”.

Wzywa się do demonstracji, które mają mieć charakter antysystemowy i antypartyjny.

Socjaliści są rozczarowani obecnymi partiami lewicowymi, wykorzystującymi ruchy społeczne, by dojść do władzy, a potem zapominającymi o postulatach, które miały zrealizować.

Przykładem ma być partia premiera Pedro Sancheza w Hiszpanii, wyrosła na masowym ruchu w sprawie mieszkalnictwa, która przez osiem lat sprawowania władzy nie podjęła „żadnych jakościowych działań” w celu rozwiązania kryzysu mieszkaniowego.

Na kilka miesięcy przed wyborami postulowane są pewne ograniczone reformy, w tym przewidziano ochronę przed eksmisjami do 2030 roku, co zresztą zostało zakwestionowane przez prawicowe ugrupowania. Sanchez ma liczyć, że ponownie osiągnie zwycięstwo w najbliższych wyborach i zablokuje pochód prawicy do władzy, podnosząc kwestie kryzysu mieszkaniowego.

Brytyjscy socjaliści sugerują, że na świecie odradza się klasa robotnicza, najszybciej we Francji i że należy spodziewać się ostrego konfliktu klasowego.

„Financial Times” wskazuje, że francuska „klasa kapitalistyczna” znajduje się „między rynkami obligacji a barykadami”. Z jednej strony rząd ma być pod presją rynków finansowych, które domagają się cięć budżetowych, a z drugiej pod presją rosnącej w siłę klasy robotniczej, zgłaszającej postulaty przeciwne do finansjery.

Francja boryka się z poważnym zadłużeniem. Relacja długu do PKB w 2025 roku wyniosła 115%, a deficyt budżetowy - 5,1%. Szybko rosną koszty obsługi zadłużenia.

Premier Sebastien Lecornu próbuje przeforsować budżet, przewidujący znaczne cięcia wydatków socjalnych, jednocześnie zwiększając wydatki na zbrojenia. Czyni to w czasie, gdy poparcie dla partii Macrona wynosi zaledwie 10% i za pół roku szykowane są wybory prezydenckie.

Brytyjscy socjaliści sugerują, że „francuska klasa kapitalistyczna desperacko poszukuje kandydata na prezydenta, który będzie rzetelnie działał w ich interesie, ale jednocześnie będzie wystarczająco popularny – przynajmniej na początku – by zostać wybranym! Nie idzie im to dobrze”.

Obecnie największe szanse na przejście do drugiej tury wyborów ma Marine Le Pen z „populistycznej prawicy” i Jean-Luc Mélenchon z „populistycznej lewicy”. Kapitalistyczny polityk Raphaël Glucksmann wygrał tzw. prawybory „centrolewicowe” i zadeklarował potrzebę zerwania z „dominacją lewicy” Jeana-Luca Mélenchona. Partia tego ostatniego, La France Insoumise (LFI – Francja Niepokorna) cieszyła się do niedawna największym poparciem wśród młodych. Około 60% osób w wieku 18–24 lata deklarowało chęć głosowania na nią. Jest szansa, że poparcie wzrośnie w związku ze wspieraniem przez nią „ruchu uczniowskiego” i dołączeniu do demonstracji burmistrza Saint-Denis związanego z tą partią, który został potraktowany gazem łzawiącym, próbując chronić protestujących przed brutalnością policji.

Socjaliści jednak obawiają się, że gdyby Mélenchon wygrał wybory prezydenckie, to pod pierwszego dnia sprawowania władzy spotka się z sabotażem „kapitalistów” i nie będzie miał szans na realizację swojego programu, tak jak to było za rządów Mitteranda na początku lat 80. ub. wieku, czy w Grecji, gdy Janis Warufakis z rządzącej lewicowej Syrizy w 2015 roku zmagał się z atakami ze strony „wszystkich instytucji kapitalizmu”.

Brytyjscy socjaliści sugerują, że nie ma „sprytnego planu”, który pozwoliłby prezydentowi lewicy przemycić prorobotnicze regulacje za plecami klasy kapitalistycznej. Stąd potrzebna jest silna mobilizacja społeczna i determinacja klasy robotniczej, by „przeciwdziałać sabotażowi kapitalistów poprzez natychmiastowe wprowadzenie kontroli kapitału i monopolu państwowego na handel zagraniczny oraz nacjonalizację najważniejszych sektorów gospodarki pod demokratyczną kontrolą i zarządem robotniczym”.

Brytyjska lewica marzy o iskrze, która wyjdzie z Francji i pomoże w masowej międzynarodowej mobilizacji klasy robotniczej, aby doprowadzić do czegoś takiego, co miało miejsce w 1968 roku. By obalić kapitalizm i zbudować „nowy, demokratyczny, socjalistyczny porządek”. Stąd wskazują, że kluczowa jest budowa niezależnych struktur masowego ruchu społecznego i tworzenie nowych partii, które będą działać w skoordynowany sposób.

„N20” czyli protesty przewidziane na 20 listopada br. mają być „pierwszą okazją dla wielu tysięcy uczniów w Wielkiej Brytanii, zainspirowanych rosnącym ruchem uczniowskim w całej Europie, do wyjścia na ulice”. Nad protestami młodych ludzi robotnicy i związki zawodowe mają roztoczyć parasol ochronny, zabezpieczając przed opresją państwa. Tak, jak zrobiono to we Francji, gdzie zorganizowane grupy robotnicze, w tym strażacy i nauczyciele, ochraniali pikiety uczniów przed przemocą policji.

Brytyjscy socjaliści nawiązują do protestów z 2010 roku, gdy zdesperowani ludzie mierzący się ze skutkami kryzysu finansowego wyszli na ulice. Powstało wtedy wiele nowych partii lewicowych, które po przejęciu władzy nie działały jednak w interesie pracowników.

Dziś mamy mieć do czynienia z początkową fazą nowej masowej walki, która podejmują młodzi ludzie. Międzynarodówka socjalistyczna ma duże nadzieje na to, że tym razem masowa mobilizacja społeczna doprowadzi do daleko idącej transformacji, do nowej umowy społecznej.

Fox News o zdominowaniu „protestów uczniowskich” przez organizacje komunistyczne i islamistyczne

Amerykańska stacja Fox News zauważyła, że pośród 54 zidentyfikowanych przez nich organizacji, które biorą udział we francuskich protestach, zaledwie 16 to organizacje uczniowskie. Pozostałe to przede wszystkim radykalne grupy lewicowe, które inspirowały lub przyłączyły się do protestów uczniowskich we Francji.

17 września br., gdy demonstracje zaczęły przybierać gwałtowny charakter, komunistyczny przywódca i wykładowca z Indii, Vijay Prashad, uczcił niepokoje przesłaniem łączącym protesty na trzech kontynentach. „Paryż-New Delhi-Buenos Aires”. Nawiązał do brytyjskiego zespołu punkowego The Clash: „Niech furia ma swoją godzinę, gniew może być siłą”.

Prashad jest dyrektorem wykonawczym Tricontinental Ltd., organizacji non-profit finansowanej przez urodzonego w Ameryce marksistowskiego potentata technologicznego, Neville'a Roya Singhama, który mieszka w Szanghaju.

Protesty we Francji mają być częścią swoistego przedsięwzięcia „Chaos Inc.”, wzmacnianego przez transnarodową sieć organizacji komunistycznych i socjalistycznych rozciągającą się od Europy przez Azję, Australię, Afrykę, po Amerykę Południową i Północną.

Mamy swoisty konglomerat różnych grup, kolektywów, partii, związków zawodowych, aktywistów ekologicznych, islamskich rzeczników praw uczniów, organizacji solidaryzujących się z Palestyńczykami i międzynarodowych mediów.

W większości to komuniści i socjaliści, których zadaniem jest szeroka mobilizacja społeczna przeciwko kapitalizmowi, rządowym oszczędnościom, policji i wydatkom wojskowym.

Sieć Tricontinental, nazwana na cześć konwencji komunistycznej w Hawanie na Kubie w 1966 roku, CodePink i BreakThrough News, nowojorski portal medialny planują protesty w Waszyngtonie w przyszłym miesiącu przeciwko wydatkom wojskowym USA.

Protesty we Francji wpierają komunistyczne organizacje z Grecji np. Komunistyczna Młodzież Grecji, łącząca żądania edukacyjne ze sprzeciwem wobec wydatków wojskowych i rządowych cięć budżetowych. Pomagała ona protestującym w Madrycie.

La Jeunesse Communists, grupa koordynująca komunistyczny aktywizm młodzieżowy, szczególnie widoczna była na francuskich demonstracjach za sprawą flag z sierpem i młotem oraz transparentów wzywających do „wojny klas”. Le Poing Levé , rewolucyjna organizacja studencka i młodzieżowa związana z Révolution Permanente, łączy protesty w szkołach średnich i na uniwersytetach. Union de la Jeunesse Communiste (UJC), to młodzieżówka komunistyczna mobilizująca studentów do przyłączenia się do protestów uczniów.

Les étudiant·e·s d'Alsace to federacja studencka z siedzibą w Strasburgu, powiązana z FAGE, która wzywała do mobilizacji 17 października i koordynowała protesty w Strasburgu. Étudiants Musulmans de France (EMF) to muzułmańska grupa skupiająca francuskich studentów; Fédération des associations générales étudiantes (FAGE), czyli Federacja Ogólnokrajowych Stowarzyszeń Studenckich, mobilizowała studentów, by wsparli uczniów w obliczu „niezwykle brutalnych represji”.

Fédération Syndicale Étudiante (FSE), Federacja Studenckich Związków Zawodowych, ogłosiła nawet utworzenie „Demokratycznych i Antyfaszystowskich Komitetów Czujności”, wzywając do powszechnej rewolucji i zablokowania całej Francji.

Tych organizacji jest oczywiście znacznie więcej i obejmują różne związki zawodowe, grupy oraz nowe partie działające na rzecz równości, klimatu, demokracji, dekolonizacji, wolnej Palestyny, praw człowieka i walczące z kapitalizmem. 

Międzynarodowa Liga Komunistyczna, trockistowska międzynarodówka, stale prowadzi mobilizację i wzywa związki zawodowe do wsparcia protestów szkolnych. Socjalistyczne międzynarodówki wzywają do protestów 20 listopada br., łączących sprzeciw wobec militaryzacji z krytyką kapitalizmu.

Międzynarodowa Koalicja Strajku Młodzieży postuluje przeprowadzenie demonstracji i skoordynowanych strajków 20 listopada w całej Europie, sprzeciwiając się wojnie.

Komunistyczne i socjalistyczne organizacje nie kryją, że chodzi im o powszechną mobilizację, o nową wiosnę ludów, o strajk generalny, który w przypadku Francji obali rząd Macrona i nie dopuści do wyboru osób sprzyjających interesom „kapitalistów”. Stąd wachlarz postulatów różnorakich mających jednoczyć jak najwięcej środowisk, sprzeciwiających się cięciom budżetowym i kryzysowi wysokich kosztów życia, wojnie, domagających się sprawiedliwości klimatycznej itp.

We Francji wzywają do masowych strajków 5 listopada i chcą uderzyć mocniej niż podczas protestów „żółtych kamizelek”.

Powszechne są wezwania do tworzenia komitetów działania, realizujących żądania szeregowych robotników i młodzieży w każdej kluczowej kwestii. Chcą uwolnić walkę klasową spod jarzma biurokracji związkowej i kapitalistycznych polityków.

Szeroka pojęta lewica domaga się zmiany, która pozwoli jednocześnie zatrzymać pochód „skrajnej” prawicy do władzy, uniemożliwi podporządkowanie walki klasowej „państwu kapitalistycznemu” i przeciwstawi się militaryzmowi oraz wojnie z Rosją, do czego - zdaniem lewicy - ma zmierzać europejska „burżuazja”.

Lewica wskazuje na analogię pomiędzy obecną sytuacją w Europie a tą przed wybuchem I wojny światowej, gdy kontynentem wstrząsały masowe strajki i rewolucyjna walka klasy robotniczej. W tym czasie mocarstwa przyspieszały wyścig zbrojeń, generując kryzys za kryzysem. Gdy w 1914 roku wybuchła wojna, klasy rządzące powołały się na konieczność porzucenia walki klas na rzecz obrony kraju. Partia Socjalistyczna i biurokracja związkowa we Francji przystąpiły do ​​Union sacrée, a w Niemczech Partia Socjaldemokratyczna poparła Burgfrieden i głosowała za kredytami wojennymi.

Socjaliści obawiają się, że wrzenie rewolucyjne znowu zostanie wykorzystane w celu obrony przed wrogiem. Dlatego postulują, by nie dopuścić do wzmocnienia aparatu wojskowo-policyjnego wykorzystywanego potem przeciwko opozycji w kraju, wcześniej doprowadzając do wywłaszczenia oligarchii finansowej i wstrzymania eskalacji napięcia w kierunku wojny.

Wielkie nadzieje pokłada się w młodzieży, która ma ponownie zwrócić się ku zakładom pracy i dzielnic robotniczych, aby „wyjaśnić powszechne zagrożenia wynikające z rozwoju machiny wojskowo-policyjnej, skrajnej prawicy, dyktatu banków i eskalacji wojny na świecie”. Robotnicy zaś mają się zmobilizować, by ochraniać młodzież, niezależnie od programu narzucanego przez biurokrację związkową.

Tak jak postulował Lew Trocki, wskazują, że komitety działania są narzędziem przełamywania „antyrewolucyjnej opozycji aparatu partyjnego i związkowego” poprzez „rewolucyjną reprezentację walczących mas”.

Coś więcej niż „rewolta 68’”; sojusz lewicowo-islamistyczny

Poza tymi postulatami można spotkać się z twierdzeniami, że mamy do czynienia nawet z czymś większym niż „rewolta 68’”. John Rees spodziewa się powszechnego strajku generalnego z udziałem związków zawodowych. Już wkrótce, 30 października dokerzy w 50 portach na całym świecie planują strajk przeciwko wojnom, solidaryzując się z Palestyńczykami. W listopadzie planowane są strajki generalne w kilku krajach europejskich.

Czy zatem „Październik 2026 to nowy maj 68’”, jak postulują niektórzy? Trwają starania o to, by przekształcić obecne demonstracje w europejski ruch klasy robotniczej, niezależny i skoordynowany, sprzeciwiający się represji policyjnej - jak postulują niemieccy socjaliści, którzy chcą budować socjalistyczne Stany Zjednoczone Europy.

Nie bez znaczenia w przypadku obecnych demonstracji jest ogólna sytuacja międzynarodowa, zbliżające się wybory w kilku dużych krajach UE, w tym we Francji, Włoszech, Hiszpanii czy Polsce.

Eksperci niejednokrotnie nie chcą przyznawać, że ruch protestacyjny jest organizowany i inspirowany przez pewne grupy. Raczej skłaniają się ku twierdzeniu, że uzasadnione protesty uczniowskie i przeciwko wysokim kosztom życia są wykorzystywane przez radykałów, w tym Antifę, do wszczynania burd, wandalizmu i grabieży, czy demonstrowania „czystej przemocy”, jak wyrażają się niektórzy włoscy politycy.

Coraz częściej słyszy się jednak, zwłaszcza we Francji, o lewicowo-islamistycznym sojuszu, co zresztą ma w tym kraju długą tradycję w tym kraju; zresztą nie tylko tam.

Z taktycznym sojuszem radykalnych ruchów lewicowych z sieciami islamistycznymi, które jednoczyły się dla realizacji konkretnych celów politycznych, mieliśmy do czynienia np. podczas rewolucji w Iranie w 1979 roku, która doprowadziła do obalenia szacha.

W latach 50. i 60. XX wieku na to niebezpieczeństwo zwracali uwagę francuscy wojskowi, obawiając się „czerwono-zielonego” sojuszu między ruchami antykolonialnymi w Afryce Północnej i Azji Zachodniej a ZSRR. Podobne alianse powstały podczas libańskiej wojny domowej (1975-78). Nietypowy sojusz zaistniał między wahhabickim reżimem teokratycznym (Arabia Saudyjska) a arabskim reżimem socjalistycznym (Libia Kaddafiego)

W 1994 roku lider Trockistowskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, Chris Harman, analizował możliwości taktycznych sojuszy między skrajnie lewicowymi i islamistycznymi ugrupowaniami w krajach takich jak Iran, Sudan i Egipt.

Francuski politolog Pierre-André Taguieff na początku tego wieku straszył sojuszem radykalnych islamistów, alter-globalistów i skrajnie lewicowych ugrupowań zajmujących propalestyńskie i antyizraelskie stanowisko.

W prawyborach Partii Socjalistycznej we Francji w 2017 roku zwolennicy Manuela Vallsa, byłego premiera, oskarżyli Benoîta Hamona (bardziej postępowego kandydata, który ostatecznie wygrał prawybory) o współudział w islamo-lewicowym sojuszu.

Prominentni członkowie gabinetu partii Emmanuela Macrona nie raz piętnowali islamo-gauchizm, czyli islamo-lewicowość. W obecnych protestach we Francji ta współpraca również była widoczna i demonstrowana między innymi w postaci antychrześcijańskich haseł.

Przy okazji protestów, zwolennicy ocenzurowania internetu zyskali kolejne argumenty, by to zrobić. Jak podaje „Le Monde”, powołując się na dane firmy monitorującej media społecznościowe Visibrain, między 27 a 16 października opublikowano około 460 000 postów dotyczących mobilizacji przed 17 października. Filmy z datą protestu miały około 132 miliony wyświetleń na TikToku.

Termin „Gilets Jeunes”, czyli Młode Kamizelki, pojawił się w internecie jako gra słów nawiązująca do „Gilets Jaunes”, francuskiej nazwy ruchu Żółtych Kamizelek, odzwierciedlając zbieżność postulatów uczniów z szerszymi postulatami ekonomicznymi.

Badacze, przy tej okazji, wskazując na brutalność demonstracji, postulują zajęcie się mediami społecznościowymi, które mają „dolewać oliwy do ognia”. Jednocześnie sugerują, że możemy mieć do czynienia z rosyjską ingerencją.

Niektórzy eksperci uważają, że mamy do czynienia z niebezpieczną transformacją społeczną, która może prowadzić do delegitymizacji państwa, w którym instytucje nie są już zdolne do reprezentowania obywateli i gwarantowania bezpieczeństwa.

Niezaprzeczalnie można stwierdzić, że protestom towarzyszyły gwałtowne zamieszki i celowe podpalanie oraz niszczenie instytucji państwowych, w tym XIX-wiecznego ratusza w Limoges. Stąd władze Francji zdecydowały się także wprowadzić częściową godzinę policyjną po tym, jak służby „straciły kontrolę” nad protestami, jak to się wyraził minister spraw wewnętrznych Francji Laurent Nuñez, który podał się do dymisji, której nie przyjął Macron.

Nuñez stwierdził, że przed demonstracjami planowanymi 17 października panował „brak oczekiwań”. Przyznał, że w niektórych rejonach liczba interwencji policji była niewystarczająca. Rzekomo nie spodziewano się, że aż tyle osób wyjdzie na ulice.

W związku z dążeniem Francji do odzyskania pełnej kontroli nad sytuacją, premier Sébastien Lecornu rozszerzył uprawnienia lokalnych burmistrzów, by chronić firmy i ludzi.

Izraelskie media zwracają uwagę na agresywność młodych ludzi noszących kefije (arafatki), przez które mają utożsamiać się z Hamasem. Uderzają przy tym w lewicowych polityków, „pożytecznych idiotów”, którzy wcześniej identyfikowali się ze Stalinem, później z Mao, Pol Potem, czy Chomeinim, jak Michel Foucault. Dzisiejsi politycy tacy, jak Mélenchon, mieli się niczego nie nauczyć i „stają po stronie sił ciemności”. Żydom nie podoba się obwinianie policji o represje. Uważają, że należy bezwzględnie tłumić demonstracje.

Były kapelan honorowy królowej Elżbiety II, konwertyta dr Gavin Ashenden, obecnie katolicki autor, skomentował falę protestów młodzieży, twierdząc, że demonstracje w Europie przybrały bezprecedensowy charakter. Szczególnie niepokoi go sojusz między lewicą polityczną a imigrantami islamskimi. Uważa, że rozczarowana młodzież europejska (a zwłaszcza francuska) wciągana jest w „transgresyjną furię”. Islam i lewica polityczna mają wspólnie rzucać wyzwanie „postchrześcijańskiej cywilizacji zachodniej”. Dostrzegł pośród protestujących skandowanie antychrześcijańskich haseł.

O czerwono-zielonych protestach piszą włoskie media wskazując, że rozprzestrzeniły się one z Francji do Belgii, Albanii, Szwajcarii, Portugalii, Indii i do Włoch. Będzie jeszcze gorzej, gdy chaos ogarnie całą Europę.

Znamienne dla nich jest to, że przybrały one gwałtowny charakter przed katedrą w Mediolanie. Ogień płonął pod iglicami jednej z najwspanialszych gotyckich katedr na świecie, a protestujący machali flagami Palestyny ​​i Antify, dopuszczając się przemocy. Istnieją obawy, że jeśli tylko nadarzy się stosowna okazja, to „bezbożni komuniści i islamscy bandyci spalą ją doszczętnie”.

Mówi się, że „bunt dopiero się rozkręca” i mamy do czynienia „z drugim etapem Arabskiej Wiosny”. Dlatego też są oczekiwania, że wrzenie zostanie stłumione i to szybko. Problemy ekonomiczne i edukacyjne mają być jedynie „wymówką” służącą jako „fasada rewolucji”, która może się okazać „dzwonem pogrzebowym Europy”.

Agnieszka Stelmach

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: