Bogdan Dobosz: Stan umysłu francuskiej lewicy

„Zbuntowana Francja” (La France Insoumise - LFI) to obecnie najsilniejsza partia francuskiej lewicy. Jej lider Jean-Luc Melenchon jest poważnym kandydatem do przejścia do II tury wyborów prezydenckich i starcia się w nich prawdopodobnie z Marine Le Pen. Co grozi Francji w przypadku dojścia do władzy tego ugrupowania populistycznej lewicy?
Poważny elektorat tej partii to naturalizowani migranci i ich kolejne pokolenia. Partia ta nie ukrywa, że chce „Nowej Francji”, multikulturowej, całkowicie przemeblowanego społeczeństwa, oderwanego od francuskiego dziedzictwa i korzeni historycznych. Wizja „nowego społeczeństwa” wspierana jest przez różne grupy skrajnej lewicy, od Antify, po lewackie organizacje studenckie. Dochodzą do tego stare ciągoty komunistyczne, czyli wojna wydana „bogatym”, w programie jest o „szkodliwych miliarderach”, są też proste i populistyczne sposoby na likwidację zadłużenia („podrzeć papiery dłużne”).
Partyjny letni uniwersytet
W Châteauneuf-sur-Isère miał miejsce w drugiej połowie sierpnia tzw. letni uniwersytet La France Insoumise, który odsłonił z całą mocą radykalizm tego ruchu. Przemówienia i wykłady potwierdziły tradycyjne wyznaczniki ideologii „Zbuntowanych”, ale też pojawiły się nowe i niebezpieczne elementy. Było sporo o zwalczaniu „skrajnej prawicy”, popierano ideę „Nowej Francji” zrodzonej z tygla, do którego ma być dorzucana coraz większa kwota imigrantów, było o zerwaniu z „ekonomią liberalizmu”, chociaż ta w etatystycznej Francji nigdy się nie zadomowiła na dobre, czy o poparciu dla „sprawy palestyńskiej”.
Na konferencji dla „młodzieżówki” LFI prezentowała się Antifa, dyskurs na temat imigracji łączono z „walką z rasizmem” i „skrajną prawicą”. Antoine Léaument , wiceprezes LFI pompatycznie twierdził, że „pokonanie skrajnej prawicy to dla wielu migrantów kwestia życia i śmierci”… Politykom tej partii „wszystko się kojarzy”, jak w dowcipie o Rappaporcie, i ów wiceszef LFI i zarazem deputowany mówił dalej, że „aby pokonać skrajną prawicę, nie możemy przestać mówić o rasizmie, przemocy policji, dyskryminacji osób LGBTI, LGBT-ofobii i patriarchacie”.
Podobne banialuki plotła Assa Traoré, działaczka antyrasistowska, która stała się aktywną zwolenniczką La France Insoumise. Jest to siostra przestępcy, o którego śmierć oskarżono policję. Mówiła, że „dziś jesteśmy zmuszeni uczyć nasze dzieci, jak przetrwać kontrolę policyjną” i oskarżała „skrajną prawicę i jej sojuszników” o wspieranie... „dehumanizacji i mordowania mieszkańców dzielnic robotniczych”. Tego nie wymyśliliby nawet miejscowi komuniści.
Migranci… zbudowali potęgę Francji
Deputowana Nadège Abomangoli przedstawiła z kolei wizję Francji opartej na napływie imigrantów: „Ludzie pochodzenia imigranckiego są nie tylko częścią Nowej Francji, ale to oni zbudowali Francję” - twierdziła. Dowodem ma być budowanie „intelektualnej, sportowej i naukowej” potęgi kraju. Można się zapewne zgodzić, ale tylko co do tego... sportu. Zresztą jego rola integracyjna dawno się skończyła i obecnie wiele klubów to np. wylęgarnie… radykalnego islamizmu.
Wypowiedzi Abomangoli są dość charakterystyczne dla francuskiej lewicy. Francja ma zawdzięczać swoje bogactwo koloniom, imigrantom i ich potomkom. Tymczasem wiele opracowań wskazuje, że metropolia raczej do rozwoju swoich kolonii dokładała. Budowana tam infrastruktura bywała lepsza, niż po odzyskaniu niepodległości. Gloryfikacja migrantów ma jednak na celu przede wszystkim ułatwianie realizacji idei tzw. „podmiany narodu” i marzenia marksistów – stworzenia „nowego człowieka”. Dla lewicy nie ma żadnych „rdzennych Francuzów”, a takie pojęcie podobno nie istnieje, o czym przekonywali na letniej szkole partyjnej m.in. Mathieu Pigasse i mer Saint-Denis Bally Bagayoko.
Umorzą długi, zlikwidują bogaczy
Ciekawy jest też zarysowany tam program ekonomiczny. Omawiała go deputowana Manon Aubry na wykładzie zatytułowanym - „czy miliarderzy powinni mieć zakaz wstępu?”. Okazuje się, że dla „sprawiedliwości społecznej” sam system podatkowy już nie wystarcza. „Opodatkowanie bogatych nie wystarczy; miliarderzy są utrapieniem. Musimy zakazać bycia miliarderem” – oświadczyła deputowana i wskazała płynące z tego „dobrodziejstwa”, bo „bez miliarderów nikt już nie będzie właścicielem mediów”, uznając zapewne, że będzie to oznaczało ich „uspołecznienie”. Aubry dodała nawet, że „miliarderzy szkodzą gospodarce”, a wszystkie ulgi podatkowe dla najbogatszych osób nie przynoszą oczekiwanych rezultatów w zakresie inwestycji. Likwidację miliarderów uznała za „cel polityczny”.
Są jednak, jak u Orwella, „równi i równiejsi”. Biznesmen i bankier Matthieu Pigasse, właściciel Radia Nova, został zaproszony na to wydarzenie i miał tu nawet swój wykład. Jego zdaniem, „sytuacja gospodarcza Francji jest przedrewolucyjna i jesteśmy w punkcie zwrotnym”. Później wsparł już typowe pomysły dość radykalnej lewicowej myśli ekonomicznej. Jego zdaniem, francuski dług publiczny można śmiało umorzyć bez kosztów społecznych. Powtórzył nawet ideę Mélenchona o „spaleniu papierowego długu”. To też ciekawy przykład na poparcie słynnej tezy Lenina, że kapitaliści sprzedadzą nawet sznur, na którym się ich... powiesi.
Sam Jean-Luc Mélenchon, który kandyduje na prezydenta, unikał tak skrajnego radykalizmu. Starał się nawet o uspokajający ton dotyczący polityki gospodarczej LFI. Ograniczył się więc do krytyki „nieodpowiedzialności budżetowej” rządu. „Jesteśmy poważnymi i odpowiedzialnymi ludźmi. Oni są ruiną i chaosem” – oświadczył i zapowiedział „porządkowanie finansów publicznych”. Wymienił jednak tradycyjne dla lewicy sposoby - opodatkowania super-zysków, podwyżki płac, likwidację ulg podatkowych i pobudzanie konsumpcji.
Ekologia i „sprawa palestyńska”
W dyskusjach o ekonomii nie mogło zabraknąć też ekologii, którą lewica sobie już dawno zawłaszczyła. W tym przypadku chodzi też o elektorat „Zielonych”, partii, która ostatnio mocno słabnie. Mélenchon rozwinął ideę tworzenia „eko-regionów ” i wprowadzenia dziewięciomiesięcznej służby cywilnej, tzw. „poboru ekologicznego”, opłacanego na poziomie płacy minimalnej, dla osób poniżej 25. roku życia.
Na konferencji poświęconej Palestynie była obecna znana z „humanitarnych wycieczek” do Izraela i ostrej krytyki tego państwa, mająca palestyńskie korzenie eurodeputowana Rima Hassan. Razem z francusko-palestyńskim prawnikiem Salahem Hammourim i mającą takie same korzenie adwokatką „Lucy”, przy aplauzie publiczności opowiedzieli się za zniesieniem „przestępstwa gloryfikowania terroryzmu”. Salah Hammouri oskarżył nawet Francję, że ta „w pewnym sensie stworzyła izraelskie państwo kolonialne”. Historycznie, rzeczywiście Francja wspomagała po wojnie, m.in. Irgun. Bardziej tu jednak chodzi zapewne o to, że ostatnio politycy prawicy narodowej w sporze żydowsko-palestyńskim, stoją raczej po stronie tych pierwszych. Dodatkowo migracja muzułmańska jest o wiele większa od dobrze zintegrowanej we Francji diaspory żydowskiej, a każdy elektorat się liczy.
Zapowiedź rewolucji?
Letnia szkoła LFI zgromadziła blisko 10 tys. aktywistów. Wpływy LFI trudno bagatelizować i przypominają one zakres wpływów komunistów z najlepszego okresu istnienia PCF. Ta mieszanka ideologiczna starego marksizmu, „walki z bogatymi”, ekologii, wspierania imigracji, rozdawnictwa socjalu, ale też ideologii LGBT i wszelkiego innego „progresywizmu”, okazuje się w swoim radykalizmie atrakcyjna dla wielu młodych ludzi, wypranych z wpływów historii i podważanego latami wielkiego dziedzictwa swojego kraju. Czerwony rak i tradycje rewolucji ciągle podżerają Francję, a już dziś spekuluje się, że w przypadku wygranej w wyborach prezydenckich Marine Le Pen spokoju na ulicach raczej nie będzie…
Bogdan Dobosz






