"Nie" dla gloryfikowania Rewolucji Francuskiej. Mocny sprzeciw młodych konserwatystów

2162.jpg
Egzekucje na Placu Rewolucji, obraz Pierre-Antoine Demachy

30 lat temu, a więc 14 lipca 1996 roku, w samo południe na Rynku Głównym w Krakowie odbył się Wiec Kontrrewolucyjny. Był to mocny głos sprzeciwu młodych konserwatystów wobec współudziału władz miasta w organizacji przez Konsulat Republiki Francji uroczystości w dniu Święta Rewolucji, której zbrodnicze ludobójstwo stało się preludium Auschwitz i Kołymy. Wydarzenie odbiło się szerokim echem w mediach i odniosło skutek. Było nim nie tylko dotarcie do szerokiego grona odbiorców z gorzką prawdą o Rewolucji Francuskiej, ale i skuteczne wyciszenie kolejnych krakowskich obchodów „ku czci rewolucji”. Jak do tego doszło? Czym kierowali się organizatorzy wiecu i jaki przebieg miał on przebieg? Odtwarzamy wydarzenia sprzed trzech dekad dzięki wspomnieniom ich organizatora i uczestnika, Piotra Doerre, członka zarządu Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi.

Młodzi konserwatyści

Akademicka Liga Konserwatywna „Kameloci” powstała jesienią 1995 roku, a jej głównym celem było „wychowanie młodzieży w duchu konserwatywnym” i umożliwienie jej zorganizowanej, bezpośredniej walki z lewicą. Idea Ligi na szczególnie podatny grunt trafiła w Krakowie, gdzie aktywnie działali w jej ramach studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta RP, Liga była inicjatorem manifestacji antysocjalistycznej pod hasłem „Kwas jest żrący!”, następnie zaś – 21 stycznia kolejnego roku – obchodów 203. rocznicy ścięcia króla Ludwika XVI. Później organizowała spotkania ze znanymi politykami prawicowymi, cykl wykładów dotyczących myśli konserwatywnej, współuczestniczyła też w przygotowaniu sesji naukowej „Czym jest konserwatyzm?” na UJ.

Wiec 14 lipca

14 lipca 1996 r. w południe odbył się na krakowskim Rynku Głównym Wiec Kontrrewolucyjny, zorganizowany przez Akademicką Ligę Konserwatywną „Kameloci”. Był to wyraz sprzeciwu konserwatywnego środowiska studenckiego wobec współudziału władz miasta w organizacji przez Konsulat Republiki Francji uroczystości w dniu Święta Rewolucji, której zbrodnicze ludobójstwo stało się preludium Auschwitz i Kołymy.

Zróbmy to razem!

​- Dwaj członkowie współpracującej z ALK krakowskiej Ligi Republikańskiej – Wojciech Polaczek i Adam Bednarczyk, uczestnicy wiecu, przykuli się kajdankami do masztu, na który miała być wciągnięta rewolucyjna, trójkolorowa flaga. Chcieli zmusić przedstawicieli władz miasta i województwa oraz tłum gapiów do zwrócenia uwagi na protest i opóźnić, choćby o chwilę, haniebną uroczystość. Kilkunastu pozostałych uczestników wiecu wznosiło tymczasem okrzyki: „Niech żyje Francja!”, „Niech żyje król!”, „Wandea!” i odśpiewało łaciński hymn „Christus vincit”. Po kilkunastu minutach, kiedy uznaliśmy, że akcja nasza odniosła zamierzony skutek i rozdane zostały wszystkie przygotowane przez nas ulotki, wiec został rozwiązany, a obydwaj protestujący odpięli się od masztu – wspomina Piotr Doerre, wskazując, że o wydarzeniu napisały wszystkie krakowskie i ogólnopolskie gazety, a informacja pojawiła się też w innych mediach.

bastylia (1)

Relacje prasowe zamieściły m.in. Gazeta Krakowska, Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Myśl Polska

Prawda o rewolucji

W trakcie wiecu jego uczestnicy przypomnieli przemilczane fakty na temat prawdziwego oblicza paryskich wydarzeń z 14 lipca 1789 roku. Przypomnieli m.in., że inspirowany przez rewolucyjnych wodzirejów tłum mieszczan Paryża wymordował część 110-osobowej (80 inwalidów i 30 szwajcarskich gwardzistów) załogi Bastylii – więziennej fortecy, z której uwolniono kilku pospolitych przestępców oraz przypadkowych aresztantów.

​- Głowę gubernatora, który wcześniej poddał twierdzę w zamian za obietnicę nietykalności dla jej obrońców, zatknięto na pikę. Zbrodnia ta popełniona przez wygłodniały motłoch, a zaplanowana przez nienawidzących monarchii przywódców rewolty, doprowadziła do ustępstw króla Ludwika XVI wobec zbuntowanego miasta. Monarcha mógł wszak jednym swym rozkazem doprowadzić do zbrojnego stłumienia rebelii. Jednak w obawie przed dalszym rozlewem krwi, kierując się miłością wobec Narodu, wycofał swe wojska ze stolicy. Ubrał rewolucyjną, błękitno-czerwoną kokardę, dołączając do niej białą barwę Bourbonów. W ten sposób powstała flaga Republiki Francuskiej, która pełne „zwycięstwo” odniosła w chwili, gdy „lud”, w podzięce za łagodność monarchy, wysłał go wraz z rodziną na szafot. Dzień 14 lipca stał się świętem Rewolucji, natomiast upadek Bastylii – symbolem zwycięstwa „sił postępu” nad „despotyzmem” i „starym porządkiem” – przypomnieli.

Organizatorzy Wiecu Kontrrewolucyjnego wskazali, że każda rewolucja, prócz mitów oraz propagandy, potrzebuje także krwawych igrzysk. Tych dostarczała swym wyznawcom rewolucyjna maszyna terroru. – Krwawe żniwo gilotyny zwieńczyły pierwsze w dziejach przykłady masowej eksterminacji całych grup ludności: masakra Lyonu i rzeź powstańczej Wandei – memento dla tych, którzy wyżej niż utopijną równość i opacznie pojmowaną wolność cenili sobie „Wiarę, Króla i Prawo” – podkreślili młodzi konserwatyści.

Francja Ludwika Świętego, nie Robespierre’a

A jak przypomnieli, Wandea stała się wzorem walki z rewolucyjną utopią w obronie Wiary i cywilizacji chrześcijańskiej. – Konsekwentnie zamazywana przez lewicę pamięć o zbrodni popełnionej na Wandei i całej Francji ginie, podobnie jak niszczona kolejnymi rewolucjami (burżuazyjną, komunistyczną, seksualną) cywilizacja łacińska. Zapominając o Wandei, świętujemy dziś kolejną rocznicę 14 lipca! – dodali.

Podczas wiecu rozdawane były też ulotki wyjaśniające powody protestu przeciwko gloryfikowaniu zbrodniczego przewrotu. Wskazano w nich m.in., że chodzi tu o przywołanie wartości, jakie niosła ze sobą Francja Ludwika Świętego i Joanny d’Arc, a nie ta Robespierre’a i Bonapartego.

– Uważamy, że nie można wymagać od społeczeństwa francuskiego, przez dwa wieki karmionego mitem Wielkiej Rewolucji, aby wyrzekło się swej przeszłości. Jednak nie chcemy aby w naszym mieście bezmyślnie czczono dzień, będący po pierwsze rocznicą zbrodni, po drugie zaś symbolem Rewolucji – antyfrancuskiej i antychrześcijańskiej. Jeżeli przejdziemy do porządku dziennego nad tym faktem, któż zaręczy nam, że po 14 lipca nie będziemy fetować – z sympatii do rządu jakiegoś zaprzyjaźnionego państwa – rocznicy innej zbrodni? Świeżo jeszcze w pamięci mamy przecież zakłamane akademie i pochody ku czci Rewolucji Październikowej... Jako katolicy i konserwatyści świętujemy 14 lipca nie jako dzień radości, lecz smutku i żałoby. Jako kontrrewolucjoniści wzywamy do wzniesienia okrzyku: Vive la France! Vive le Roi! Christus Vincit! Christus Regnat! Christus Imperat! – wyjaśnili w ulotce inicjatorzy sprzeciwu.

Przed kolegium

​- Choć konsul RF miał domagać się, by władze nie ścigały demonstrantów, wszczęto postępowanie przeciwko dwóm członkom Ligi Republikańskiej, którzy przykuli się do masztu. Stanęli oni przed Kolegium do spraw wykroczeń. Zostałem wezwany jako świadek w sprawie jednego z nich, co było dla mnie okazją do wygłoszenia mowy przeciwko zbrodniom rewolucji. Chociaż media wkrótce przestały interesować się sprawą, manifestacja odniosła chyba jakiś skutek. W następnych latach obchody 14 lipca organizowano już w Krakowie ze znacznie mniejszym zadęciem, przenosząc je z Rynku Głównego w bardziej ustronne miejsca – dodaje Piotr Doerre.

Wystąpienie przed kolegium dało sposobność do wyjaśnienia tego, dlaczego 14 lipca, tzw. święto rewolucji, jest gloryfikowaniem zła. Młodzi prawicowcy przypomnieli, że rewolucja francuska ze swej natury była zbrodnicza, podobnie jak następująca po niej rewolucja komunistyczna. ​„Działalność przewodzonego przez Maksymiliana Robespierre’a Komitetu Ocalenia Publicznego stała się natchnieniem dla leninowsko-stalinowskiego i hitlerowskiego systemu terroru państwowego. Obok straszliwej aktywności rewolucyjnych trybunałów w Paryżu i w prowincjach – przejawiającej się w posyłaniu na gilotynę, bez sądu, tysięcy osób – pojawiły się akty zorganizowanego ludobójstwa, zasługujące dzisiaj, w epoce Auschwitz i Kołymy, na szczególną uwagę. Szaleństwa rewolucji wywołały reakcję wewnętrzną – powstania w Lyonie i Wandei” – uzasadniał świadek, przywołując ofiary mordów i okrucieństw stosowanych przez wojska republiki.

Rewolucja i ludobójstwo

​- Trwająca od końca maja 1793 roku bohaterska obrona Lyonu zakończyła się 9 października tegoż roku, upadkiem miasta. W następnych dniach oddziały rewolucyjne eksterminowały ponad 20 tysięcy mieszkańców – mężczyzn, kobiet i dzieci. Mordu dokonywano za pomocą kartaczy, z których strzelano w tłum spętanych ofiar, a następnie strzałami z karabinów i bagnetami dobijano rannych. W Wandei, gdzie przeciwko rewolucji powstała (10 marca 1793) w obronie swej wiary cała prowincja, wojska republiki dokonywały od początku straszliwych okrucieństw. Jednak wydanie przez Konwent ustawy (1 sierpnia 1793) w sprawie ukarania Wandei, mówiącej, że „lasy będą ścięte, siedliska bandytów zostaną zniszczone...”, rozpoczęło masowe ludobójstwo – przypomniał Piotr Doerre. Nie oszczędzano kobiet, dzieci, starców... W całej prowincji bestialsko życia pozbawiono około 300 tysięcy osób.

Rewolucja skierowała swe ostrze także przeciwko Kościołowi – jego hierarchii, klerowi i samej wierze. Kościołowi odebrano majątek, zakazano praktyk religijnych, eksterminowano „opornych” kapłanów... Dość dodać, że liczba księży ze 130 tysięcy w roku 1788 zmalała do 50 tys. w 1800 roku. Nie ma więc wątpliwości, że także ten aspekt działalności rewolucji francuskiej, fetowanej 14 lipca, upodabnia ją do bliższych naszym czasom rewolucji: bolszewickiej i nazistowskiej.

Oprac. PCh24.pl

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: