Targi dzieci w Kolonii. Skandaliczna praktyka dalej trwa

Krok ku zwycięstwu normalności w Kolonii? Zachodnioniemieckie miasto zakazało jednemu podmiotowi wystawiania swojej oferty na tzw. targach dzieci. Na takich wydarzeniach oferuje się parom hetero- albo homoseksualnym zakup dzieci od surogatek.
Targi dzieci to nowa europejska i amerykańska plaga. Firmy z różnych krajów gromadzą się na wspólnym wydarzeniu, by oferować zainteresowanym kupno dzieci - w dosłownym sensie. Pary - mogą to być zarówno hetero- jak i homoseksualiści - przeglądają katalogi i wybierają "ofertę", która najbardziej im odpowiada. Płacą kobiecie, która zostaje zapłodniona metodą in vitro. Wkrótce po porodzie, dziecko jest przekazywane nowym właścicielom, którzy dokonują jego przysposobienia i funkcjonują odtąd jako rodzice. Regularnie pojawiają się informacje o problemach związanych ze zdrowiem, płcią albo liczbą dzieci. Nabywcy oczekują, że "produkt" będzie taki, jak chcą. Jeżeli nie spełnia oczekiwań, próbują odstąpić od transakcji, albo - jeżeli "wada" wychodzi jeszcze w ciąży - proponują zabicie rozwijającego się dziecka.
W Kolonii targi dzieci odbędą się w dniach 17-18 października. Skargę w tej sprawie złożyła organizacja kobiet, które walczą z legalnością surogacji. W efekcie władze miasta podjęły decyzję o zakazie udziału jednego wystawcy z krajów nordyckich. W Niemczech surogacja jest formalnie zakazana; nielegalne jest też pośrednictwo i reklamowanie surogacji.
Niestety, targi i tak się odbędą, tyle, że z innymi wystawcami - którzy ujmują swoją ofertę bardziej subtelnie...
Jak mówi Olivia Maurel, która walczy z legalną surogacją, firmy obchodzą jednak istniejące prawo. Dzięki sprytnej konstrukcji broszur próbują operować w granicach legalności, namawiając do podejmowania działań zakazanych przez prawo niemieckie, ale w innych krajach.
Firma z krajów nordyckich, która otrzymała zakaz wystawienia własnej oferty, ma bardzo konkretną ofertę: dziecko z Ameryki to koszt ok. 150 000 dolarów, z Gruzji 52 000 dolarów, z Kolumbii 50 000 dolarów.
Źródło: Die Tagespost





