„To są metody mafijne”. Krzysztof Bosak o interwencji w mini zoo na Dolnym Śląsku

Czy niedawna interwencja służb w mini zoo na Dolnym Śląsku rzeczywiście miała na celu ochronę zwierząt przed znęcaniem się nad nimi, czy raczej odebranie ich właścicielowi i wywiezienie części z nich za granicę? Działania służb i organizacji uczestniczących w akcji ostro skomentował wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. - Nie może tak być i nie może być na to naszej zgody, żeby jacyś przebierańcy odbierali prywatną własność i robili nalot na ludzi, którzy pracują całymi latami na swój dorobek i niszczyli lokalną społeczność, niszczyli dorobek życia, niszczyli miejsca pracy i żeby finalnie nikt za to nie ponosił odpowiedzialności – powiedział Bosak.
13 października 2026 roku prokuratura w asyście policji wkroczyła na teren prywatnego ogrodu zoologicznego w Łącznej niedaleko Mieroszowa na Dolnym Śląsku. W akcji uczestniczyły również organizacje broniące „praw zwierząt”, w tym Fundacja Mondo Cane.
Na miejscu przeprowadzono oględziny i zatrzymano pięć osób, wśród nich właściciela placówki. Usłyszeli oni zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami. Prokuratura chciała nawet, aby właściciel zoo trafił do tymczasowego aresztu, jednak nie zgodził się na to sąd.
Równocześnie rozpoczęto wywożenie zwierząt z placówki. Łącznie zabrano 33 z nich, a część została przewieziona poza granice Polski.
W całej sprawie pojawia się jednak wiele wątpliwości, na które zwrócił uwagę wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
GDOŚ nie wiedziała o planowanej interwencji?
Bosak zwrócił uwagę, że właściciel zoo nie znajdował się w sytuacji, w której ignorował wszystkie działania administracji. Przeciwnie – miał być w trakcie procedury prowadzonej przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska dotyczącej stwierdzonych wcześniej uchybień. - Ten właściciel zoo, który przechodził różne kontrole, miał dwa dni później termin przedstawienia planu naprawczego odpowiadającego na zastrzeżenia GDOŚ – mówił Bosak.
Co więcej, według relacji wicemarszałka, urzędnicy GDOŚ mieli nie wiedzieć o operacji przygotowywanej przez prokuraturę. - Rozmawiałem w tym tygodniu z wysoko postawionymi urzędnikami GDOŚ, którzy nic nie wiedzieli o tym, że prokuratura ten nalot szykuje i w międzyczasie mieli z nim postępowanie robione na normalnych zasadach, gdzie są jakieś zastrzeżenia, jest plan poprawy tego i tak dalej – powiedział lider Konfederacji.
Policjantka ostrzegła właściciela
Kolejnym kontrowersyjnym wątkiem jest historia policjantki, która miała ostrzec właściciela zoo przed planowaną interwencją. W związku z przekazaniem tej informacji funkcjonariuszka miała usłyszeć zarzuty.
Bosak przekonywał ponadto, że już po tych wydarzeniach zabity został należący do policjantki pies. Zaznaczył, że nie wiadomo, kto odpowiada za śmierć zwierzęcia. Niemniej jednak kobieta otrzymała następnie karę w wysokości 5 tys. zł... za jego pochowanie. - To są metody po prostu mafijne – skomentował polityk.
Zwierzęta pod nadzorem burmistrza
Wicemarszałek zwrócił również uwagę na zamieszanie wokół odpowiedzialności za setki zwierząt, które pozostały w placówce. Jak przekonywał, przedstawiciele prokuratury informowali o objęciu ich nadzorem i zawarciu odpowiednich ustaleń z burmistrzem. Zdaniem polityka sytuacja zaczęła się jednak komplikować, gdy okazało się, że podjęte decyzje wiążą się z dużą odpowiedzialnością finansową.
- Wychodzą panowie z prokuratury w dobrze skrojonych garniturach, pięknych okularach, cytują paragrafy i mówią, jak to oni objęli te zwierzęta nadzorem, jak to zawarli umowy z burmistrzem, który, jak się połapał, teraz już ze wszystkiego się wycofuje, bo okazuje się, że przejął odpowiedzialność za zwierzęta, 600 zwierząt, na które nikt mu nie daje pieniędzy – mówił Bosak. - To jest wszystko tak grubymi nićmi szyte, że aż trudno uwierzyć – dodał lider Konfederacji.
Konieczna zmiana prawa
Zdaniem wicemarszałka wydarzenia w Łącznej pokazują, że potrzebna jest zmiana obowiązujących przepisów, tak, aby decyzje administracyjne podlegały skutecznej kontroli sądowej, a ich wykonywaniem zajmowały się instytucje państwowe, a nie organizacje społeczne.
- Nie może tak być i nie może być na to naszej zgody, żeby jacyś przebierańcy odbierali prywatną własność i robili nalot na ludzi, którzy pracują całymi latami na swój dorobek i niszczyli lokalną społeczność, niszczyli dorobek życia, niszczyli miejsca pracy i żeby finalnie nikt za to nie ponosił odpowiedzialności, bo rzecznik ministerstwa, z którym było uzgadniane powie, że w sumie to oni w niczym nie uczestniczyli. Prokurator generalny nie będzie komentował, wszyscy się pochowają i powiedzą w zasadzie to nie my, weterynarze będą zwalać na prokuratorów, prokuratorzy na organizacje, organizacje na prokuraturę i się okaże, że nie ma w ogóle nikogo odpowiedzialnego za tę sytuację – podkreślił.
Wicemarszałek ocenił, że problem nie ogranicza się wyłącznie do głośnej sprawy mini zoo w Łącznej. - Żyjemy w kraju bezprawia niestety proszę państwa i to nie jest problem z TK. Problemem jest bezprawie codzienne na najniższych poziomach – zaznaczył Krzysztof Bosak.
Źródło: facebook.com, tvn24.pl
AF






