Sprawa ochrony życia przegrywa z winy „pseudo-prawicy”. Krzysztof Bosak na Kongresie Konserwatywnym

IMG_20261024_110112.jpg

Podczas XXIII Kongresu Konserwatywnego odbyła się debata pomiędzy marszałkiem Krzysztofem Bosakiem a prof. Mieczysławem Rybą. Uczestnicy spierali się na temat tego, jak źródłowo rozumiane zasady konserwatywne są i powinny być wdrażane w konkretnej działalności politycznej.

Na początku debaty prowadzonej przez wiceprezesa Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi, Sławomira Skibę, obaj uczestnicy zostali poproszeni o określenie swojego stanowiska, czy utożsamiają się z konserwatyzmem i jak to rozumieją.

Krzysztof Bosak zaznaczył, że jako polityk będzie wypowiadał się w odniesieniu do świata praktyki, by narysować różnicę pomiędzy politykiem konserwatywnym i prawicowym (w tym chadeckim), czy też przedstawicielem prawicy narodowo-populistycznej oraz zaznaczyć, czym wyróżnia się prawdziwy konserwatyzm.

Zróbmy to razem!

- Polityka konserwatywnego musi wyróżniać nie tylko świadomość świata idei i dziedzictwa, ale też duma i wola przekazywania dalej – powiedział, zaznaczając, że na wyborcach spoczywa powinność domagania się od takiego polityka, aby poważnie traktował dziedzictwo kulturalne, moralne i intelektualne, co jest dziś o tyle trudniejsze, że cały dorobek pisany odchodzi do lamusa wśród młodych, więc grozi nam droga „ultraszybkiej barbaryzacji społeczeństwa”.

Jednocześnie, jak podkreślił Bosak, „nie powinniśmy dać się zaszufladkować jako antykwaryści” – konserwatysta nie może być zapatrzony w przeszłość, w historię – i tu znów powstaje pytanie, jak być politykiem na czasie, gdy większość społeczeństwa nie ma pojęcia o ideach konserwatywnych.

- Kto ma to robić? – zapytał polityk Konfederacji i Ruchu Narodowego. - To wymaga jedności życia. Jeżeli ktoś jest hipokrytą i co innego głosi, a co innego robi, to nie można uznać go za polityka konserwatywnego. Surowa opinia publiczna powinna patrzeć politykom aspirującym do miana konserwatystów patrzyć na ręce, obserwować ich życie – przekonywał, wskazując, że w przeciwnym wypadku mamy do czynienia z kompromitacją idei konserwatywnych. Zaapelował, żebyśmy nie bali się wykluczania polityków, którzy niegodnie reprezentują te idee.

Następnie wicemarszałek wskazał na niezwykle potrzebny „prymat słuszności nad taktyką” – inaczej niż przyjmuje się dziś w polityce – „prymat gry nad wartościami i poświęcanie wartości na rzecz gry”. Przykładem takiej postawy powinna być jego zdaniem kwestia ochrony życia nienarodzonego, co do której politycy prawicowi słyszą głosy, że trzeba być „roztropny” i nie można „zamykać się w niszy”.

- Strategia musi być budowana w odniesieniu do wartości, a nie tylko instrumentarium władzy. Jeżeli wartości poświęci się w imię skuteczności politycznej, to w ostatecznym rozrachunku wszystko się przegra – mówił.

Zapytał następnie: Jak to robić? - Pomimo ogromnej dominacji emocji w polityce, polityk konserwatywny nie powinien rezygnować z apelowania do rozumu – odpowiedział. Jak zauważył, „styl komunikuje wartości”, zaśkonserwatywny polityk „nie ulega pokusie zysku politycznego opartego na chaosie, agresji, manipulacjach”, lecz dobro, prawda, piękno, miłość, harmonia, to są transcendentalia i cnoty, na których powinien się opierać.

Prof. Mieczysław Ryba dodał, że mamy dziś do czynienia z tym, że „nawet w komentariacie konserwatywno-prawicowym” pojawia się przekonanie, iż „polityka nie jest dziedziną moralności”. Nawet znani publicyści kojarzeni z prawicą utwierdzają przekonanie, że polityka jest stosunkiem sił, a nie przedłużeniem etyki – zaczyna chodzić o to, żeby być skutecznym, a nie żebym zrobić coś faktycznie dobrego i być zgodnym ze swoim sumieniem. Po naszej stronie – podkreślił profesor – jest odpowiedzialność za stwarzanie presji, nawet jak jesteśmy „tylko i aż” wyborcami.

Jako istotny element konserwatywnej polityki prof. Ryba wymienił „uznanie Boga jako Stwórcy świata”. - Prawo ma tylko wtedy sens nie wtedy, gdy jest narzucone przez wolę władcy bądź demokratycznej większości, lecz kiedy jest odczytaną z natury zasadą moralną i w tym sensie odniesienie do Boga jest nieodzowne – zwrócił uwagę, twierdząc, że stała i niezmienna natura ludzka jest podstawą trwałości systemu prawnego.

Sławomir Skiba przywołał pogląd, że pojęcie „dziennikarza katolickiego” jest swoistym oksymoronem, ponieważ zawód dziennikarza został sprowadzony do przekazywanie narzuconych „narracji”, a odszedł od katolickiego poszukiwania prawdy. Jak w związku z tym ma wyglądać rozliczanie polityków z realizacji katolickich zasad – zapytał.

Jak odpowiedział Krzysztof Bosak, „nie można usprawiedliwiać posłów”, którzy nie mają czasu na namysł, gdyż na tym stanowisku nie ma aż tyle obciążenia – stwierdził wręcz, że w całym Sejmie jest kilkudziesięciu posłów, którzy… pracują. Ocenił, że jest kilkunastu posłów, którzy faktycznie działają na rzecz konserwatywnych zasad – jest natomiast „oblężenie osób”, które przychodzą i chcą coś robić, ale odbijają się od polityków – dlatego ci drudzy tym bardziej nie mają prawa usprawiedliwiać się, że nie ma z kim działać.

Odniósł się przy tym do rządów PiS. - Kiedy rządziła tzw. prawica i nie był to przypadek, tylko świadomie prowadzona polityka – droga do realizacji projektów konserwatywnych była zamknięta – powiedział, dodając, że konserwatyści „czuli się jak odcinana od wpływów mniejszość”.

Z kolei prof. Ryba zadał pytanie, czy istnieje w ogóle w polskiej polityce namysł strategiczny? Spojrzenie w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja, a tak naprawdę dłuższej niż własne życie. Takie podejście powinien reprezentować polityk, który nie jest tylko w makiawelistycznej grze, ale ma świadomość, że stanie przed sądem Bożym i poniesie ogromną odpowiedzialność.

Na tle europejskim profesor jest mniej pesymistyczny niż marszałek Bosak. Jego zdaniem głosowania nad aborcją pokazują, że w Polsce są jeszcze pozostałości zachowań zgodnych z sumieniem. Zaapelował, żeby docenić, że żyjemy w społeczeństwie, gdzie obowiązują jeszcze zachowania zupełnie nieobecne na Zachodzie – choćby partia Marine Le Pen, która głosuje niejednokrotnie za rozwiązaniami całkowicie sprzecznymi z konserwatywnym porządkiem moralnym i obyczajowym

Krzysztof Bosak nie zgodził się i wyznał, iż jest przeciwnikiem pocieszania się i traktowania jako punktu odniesienia zdegenerowanych moralnie państw zachodnich. Odnosząc się do głosowań nad projektami aborcyjnymi, wyraził przekonanie, że można było wygrać, gdyby posłowie deklarujący się jako prawicowi, w tym „dwaj partyjni liderzy”, raczyli… stawić się na głosowaniu. - Każdy z nich powinien być szczegółowo przepytany i rozliczony z takiej nieobecności – zauważył.

Obecnie rząd Tuska próbuje wrócić do stanu prawnego sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który określił, że życie każdego Polaka jest pod ochroną prawną. Zachęcił do apelowania do prezydenta i do manifestacji, żeby zawetował proponowane obecnie rozwiązania.

Jak wskazał, obecnie popełniana jest aborcja nie na bazie prawa, tylko na bazie interpretacji oraz na bazie przesłanki o zdrowiu psychicznym (umożliwiającą zamordowanie nawet 9-miesięcznego dziecka) – która została wprowadzona przez ministra zdrowia rządu PiS, o czym „tzw. prawica” nie chce, żebyśmy pamiętali. Jest to zdaniem wicemarszałka „dramatyczna zdrada ideowa, której nie uświadamiamy sobie z całą ostrością” – większość posłów nie jest gotowa w ogóle o tym rozmawiać, ponieważ całkowicie podważa to jego dobre samopoczucie.

Ponadto w odniesieniu do optymizmu co do Polaków stwierdził: Nasze społeczeństwo bardzo dynamicznie się zmienia. Zostali masowo wpuszczeni imigranci, zaczynają się dyskusje o prawie do głosowania. Problem konserwatystów w jego mniemaniu polega na tym, że „nie rejestrują tych zmian” – jeżeli „pokolenia starsze będą w letargu”, mając przekonanie, że wciąż żyjemy w konserwatywnym społeczeństwie, to nawet się nie spostrzeżemy, jak resztki tego ładu upadną na naszych oczach.

Prof. Ryba uzupełnił, że kryzys społeczny i polityczny jest związany z kryzysem Kościoła, a w Polsce – z milczeniem episkopatu w sprawach publicznych, z brakiem odwagi krytykowania – bez tego trudno coś zbudować, gdyż Kościół jest instytucją fundamentalną dla utrzymania dobrej moralnej kondycji społeczeństwa.

Sławomir Skiba przywołał następnie zjawisko zakorzenienia się „dobroludzizmu” w Kościele, przez co katoliccy politycy mogą mieć problem ze współpracą z Kościołem. - Zamiast wsparcia można dostać nóż w plecy – powiedział.

Odrębne zdanie wyraził Krzysztof Bosak, który stwierdził, że aspekt „wadliwego nauczania” biskupów nie jest okolicznością, bo mało kto się tym przejmuje – polscy katolicy mają jego zdaniem więcej zdrowego rozsądku, nie mają np. moralnych wątpliwości czy wojsko powinno chronić granicy pomimo proimigranckich głosów wśród hierarchii Kościoła. Społeczne wyczucie moralności, jak podkreślił, kształtowało się w nas przez tysiąc lat i opinie liberalnych biskupów nie mają na nie bezpośredniego przełożenia.

- Pewne rzeczy należy nazywać po imieniu – zaznaczył Bosak. Przypomniał, że dobroludzizm jest określeniem kolokwialnym, internetowym, natomiast jeszcze niedawno był nazywany „masońskim humanitaryzmem” – i trzeba mu przeciwstawić zdrowy humanizm katolicki oparty na Dekalogu.

W tej kwestii z kolei prof. Ryba okazał się mniejszym optymistą, powołując się na „gigantyczny wpływ instytucjonalny”, jaki liberalni hierarchowie mają na księży i proboszczów, a co za tym idzie – na społeczności lokalne. Ten wpływ dużo bardziej niż niezgodny z nauczaniem Kościoła list episkopatu odczytany raz na jakiś czas z ambony ogranicza pełnienie przez parafię jej właściwej funkcji normowania poglądów zgodnie ze zdrowymi koncepcjami etycznymi.

- Chrystianizuje się nie tylko człowieka, ale całą jego kulturę – powiedział profesor. Aby nasze obyczaje i relacje realizowały zasady Dekalogu, potrzeba pokoleń. Mamy za sobą wieki chrystianizacji wszystkich naszych zachowań i instytucji i w tych kwestiach biskupi milczą, zamiast stawać do walki – podkreślił.

Następnie Sławomir Skiba zasugerował, że kultura polityczna podlega ogromnej barbaryzacji, również w dziedzinie języka, z czym nie całkiem zgodził się Krzysztof Bosak. - Uważam, że narzekanie na upadek kultury w polskiej polityce jest nieco przesadny – powiedział, tu akurat porównując nas z Zachodem, gdzie obserwujemy przedstawicieli lewicy biorących udział w zadymach, pobiciach czy nawet działaniach terrorystycznych.

- Moim zdaniem jest duża teatralizacja tych sporów i społeczeństwo bierze to bardziej na serio niż sami politycy – mówił, twierdząc, że często jest w tym więcej gry niż faktycznej nienawiści, szczególnie wśród szeregowych posłów, którzy kłócą się w telewizji, a poza kamerami normalnie ze sobą obcują, co on sam widzi na co dzień w swojej praktyce politycznej.

Jego zdaniem mamy do czynienia jeszcze nie tyle z barbaryzacją, co demokratyzacją – parlament stał się podobny do społeczeństwa, politycy szukają tego dostosowania, starają się zachowywać, mówić, kłócić tak, żeby zyskać poklask społeczeństwa. Ale jednocześnie politycy konserwatywni nie powinni skupiać się na krytykowaniu upadku narodu, bo stracą zdolność do komunikowania się z wyborcami.

Prof. Ryba uznał, że owa gra ma jednak znaczenie, jako przykład podając moment, gdy Donald Tusk zaczął opierać swoją politykę o „metodyczne budowanie nienawiści”, co przenosi się coraz niżej w strukturze społecznej.

- Rzecz, która mnie najbardziej razi, to głupota – powiedział uczony, argumentując, że w polityce mamy do czynienia już nie tylko z nieuznawaniem prawdy, ale nawet z brakiem logiki. Niski poziom debaty jego zdaniem też demoralizuje – nic nie można się dowiedzieć, ani nawet wysłuchać logicznego wywodu. - To nie jest już sytuacja prawda/fałsz, to jest bełkot – skwitował

Dla marszałka Bosaka jest to „rodzaj nie tyle schamienia, co zdziecinnienia”. Osoby, które wchodzą w politykę z zawodem, tytułem naukowym, a po dwóch kadencjach mają trwale nadszarpnięte nerwy i są „emocjonalnie rozedrgani”, przejawiając „daleko idące ograniczenia poznawcze”. Zaczynają funkcjonować w schemacie „bo wy jesteście gorsi”, co zastępuje konkretne propozycje legislacyjne. Również w prawicowej publicystyce przyjęło się określenie „druga strona”, co utwierdza przekonanie o dwubiegunowości polskiego społeczeństwa i prowadzi do „sączenia jadu”, „toksycznego przekazu” i „celebrowania poczucia wyższości wobec tzw. drugiej strony”.

Prowadzący debatę zapytał, jak pozyskać nowe pokolenie. Również w tej kwestii uczestnicy mieli odrębne podejścia. Prof. Ryba zasugerował, że należy zniechęcać młodych ludzi do szybkiego angażowania się w życie partyjne. - Młodzieżówki partyjne są bardzo niebezpieczne moim zdaniem – ocenił. Żeby się do tego przygotować, trzeba jego zdaniem wykształcenia, formacji moralnej, religijnej, doświadczenia życiowego – przygotowania się, żeby wytrzymać presję. - Jeśli chcemy młodych wciągać do służby publicznej, to na każdym poziomie aktywności społecznej, od harcerstwa począwszy – mówił.

Z kolei Bosak na wstępie stwierdził, że pytanie o to, jaką „opowieść” mamy zaserwować młodzieży „ma posmak postmodernistyczny”. W jego przekonaniu młodych trzeba „po prostu poważnie traktować”. - To, co jest najatrakcyjniejsze, to poświęcenie czasu, uwagi, mówienie prawdy, realne zaangażowanie, nie tylko serwowanie opowieści, ale przede wszystkim słuchanie – powiedział. Politycy mają też nie tylko słuchać i rozmawiać, ale pracować z tymi, którzy są chętni – to wymaga szerokiej kadry, czasu i energii.

W kwestii zaangażowania politycznego Bosak również nie jest zwolennikiem młodzieżówek, natomiast uważa, że już w wieku 18 lat młodzi powinni zapisywać się do partii, żeby ponosić realne konsekwencje swoich działań, a nie bawić się w politykę.

Ostatnie pytanie dotyczyło aspektów, na które kładzie nacisk katolicka nauka społeczna: pomocniczości państwa i własności prywatnej, krytyki centralistycznego etatyzmu i transferów socjalnych uzależniające obywatela od państwa.

Zniuansowanej odpowiedzi udzielił Krzysztof Bosak, twierdząc, że po pierwsze nie mamy dziś silnych instytucji pośrednich, takich jak w średniowieczu. Jest ich bardzo mało (choćby w kwestii dobroczynności) i nie są w stanie odpowiedzieć na skalę społecznego zapotrzebowania. Nadmierne rozwinięcie transferów socjalnych, które co do zasady jest złe, dziś występuje w sytuacji nadzwyczajnej, ponieważ kontrola państwa nad kosztami życia stała się zupełnie nieefektywna. Dlatego musimy być ostrożni z bieżącymi cięciami, ponieważ sytuacja zaszła tak daleko, że duża grupa społeczeństwa utraciłaby całkowicie płynność finansową, gdyby nastąpiły takie nagłe cięcia bez całościowego uzdrowienia sytuacji. Problem w tym, że dziś tej refleksji nie ma, jest za to utopijne kreowanie polityki. Zdaniem Bosaka rozdawnictwo łagodzi koszty, które zostały przez władzę wygenerowane, ale nie ma żadnej propozycji zmian systemowych.

Prof. Ryba wskazał przy tym, że nawet w starożytnym życie transfery socjalne były obecne, ale demoralizujące jest marnotrawstwo środków publicznych (jak choćby wydawanie środków z KPO), a jeszcze bardziej demoralizująca jest sytuacja, w której głowa rodziny płaci podatki na inicjatywy, których celem jest niszczenie instytucji rodziny.

Źródło: PCh24

FO

IMG_20261024_131547.jpg

Społeczeństwo bez tradycji jest na drodze do zatracenia. Trwa XXIII Kongres Konserwatywny

W czym tkwi istota konserwatyzmu? Czy jest to sentyment do form czy też przekonanie o tym, że istnieją zasady, które nie podlegają demokratycznemu głosowaniu? – o tym opowiadał prof. Jacek Bartyzel na początku XXIII Kongresu Konserwatywnego. Tegoroczny Kongres Konserwatywny otworzył prowadzący, redaktor Łukasz Karpiel. Przypomniał, że Kongres zebrał się w dniu rocznicy trzeciego rozbioru Polski, a...Czytaj dalej
Konres-2026-nagroda-Bartyzel.jpg
PCh24.pl

Prof. Jacek Bartyzel – promotor myśli konserwatywnej, tradycjonalistycznej i katolickiej – uhonorowany Nagrodą im. Ks. Piotra Skargi

Kapituła Nagrody imienia Księdza Piotra Skargi uhonorowała profesora Jacka Bartyzela! To jeden z najwybitniejszych polskich intelektualistów związanych z myślą konserwatywną, tradycjonalistyczną i katolicką. Jego działalność naukowa, publicystyczna oraz postawa patriotyczna nieustannie przypomina nam, że żadna wspólnota polityczna nie może istnieć bez trwałych fundamentów moralnych, historycznych ...Czytaj dalej
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: