„To Trump ma karty, nie Netanjahu”. Były urzędnik USA wzywa do zmiany strategii wobec Izraela

„Karty ma Trump, a nie Netanjahu. Powinien nimi zagrać”, aby poradzić sobie z niesfornym izraelskim przywódcą – uważa Josh Paul, autor publikacji w „The American Conservative”.
Paul jest współzałożycielem organizacji lobbingowej A New Policy, zabiegającej o zmianę polityki USA wobec Izraela i Palestyny. Wcześniej pełnił funkcje związane z bezpieczeństwem narodowym w administracjach czterech prezydentów – George’a W. Busha, Baracka Obamy, Donalda Trumpa i Joe Bidena. W 2023 roku zrezygnował z pracy w Departamencie Stanu w proteście przeciwko polityce USA wobec wojny w Strefie Gazy. Dziś przekonuje, że obecny prezydent Stanów Zjednoczonych powinien wykorzystać swoje atuty przed zbliżającymi się wyborami w Izraelu i zmusić Netanjahu do ustępstw.
Paul zwraca uwagę, że „stosunki amerykańsko-izraelskie nigdy nie cieszyły się w Ameryce mniejszym poparciem niż obecnie”. Jak zauważa, mimo spadającego poparcia społecznego dla Izraela Kongres przyspiesza działania mające na celu dalsze zacieśnianie relacji między oboma państwami oraz zapewnienie Izraelowi trwałego dostępu do najbardziej zaawansowanych amerykańskich technologii i najwrażliwszych danych wywiadowczych. W zamian Waszyngton otrzymuje – jak ironicznie zauważa autor – jedynie podziękowania od premiera Izraela.
W artykule „Trump, Not Netanyahu, Has the Cards. He Should Play Them” („Karty ma Trump, a nie Netanjahu. Powinien nimi zagrać”), opublikowanym 12 czerwca na łamach „The American Conservative”, Paul podkreśla, że Stany Zjednoczone są uwikłane nie tylko w niepopularny, lecz także niepotrzebny konflikt, którego skutki polityczne i gospodarcze coraz bardziej utrudniają realizację programu administracji Trumpa.
Zdaniem autora prezydent USA z jednej strony zademonstrował w ostatnich dniach gotowość do eskalacji konfliktu z Iranem, z drugiej jednak chciałby jak najszybciej doprowadzić do jego zakończenia. Główną przeszkodą na tej drodze ma być Netanjahu. To on – według Paula – wciągnął Amerykę w konfrontację z Iranem, a obecnie utrudnia jej zakończenie.
Choć zarówno amerykańska lewica, jak i prawica często narzekają na nadmierny wpływ Izraela na politykę USA, Paul przekonuje, że pozycja izraelskiego premiera jest znacznie słabsza, niż powszechnie się uważa. Jego zdaniem administracja amerykańska mogłaby skutecznie wymusić ustępstwa, gdyby zdecydowała się kompleksowo potraktować relacje z Izraelem.
Autor wskazuje, że cele Trumpa są stosunkowo jasne: wycofanie Stanów Zjednoczonych z wojny z Iranem, ograniczenie zależności Izraela od amerykańskiego wsparcia wojskowego oraz skłonienie Tel Awiwu do ustępstw wobec Palestyńczyków, co mogłoby umożliwić powrót do idei Porozumień Abrahamowych.
Według Paula właśnie te cele torpeduje Netanjahu, co coraz bardziej frustruje amerykańskiego prezydenta.
Analityk zauważa również, że izraelski premier nie kieruje się obecnie geopolityką ani interesem narodowym, lecz własnym politycznym przetrwaniem. Przed jesiennymi wyborami chce zaprezentować się wyborcom jako zwycięzca. W tym celu korzysta z amerykańskiej potęgi militarnej, starając się przedstawić siebie jako triumfatora zarówno w konflikcie z Iranem, jak i – być może w przyszłości – w kolejnej konfrontacji z Libanem.
Zdaniem Paula Netanjahu chce przekonać Izraelczyków, że mimo spadku społecznego poparcia dla Izraela w USA i perspektywy ograniczenia amerykańskiej pomocy wojskowej zdołał zapewnić swojemu krajowi trwałe wpływy w Waszyngtonie, przynoszące korzyści izraelskiemu sektorowi technologicznemu i całej gospodarce.
„Krótko mówiąc, jest pod ścianą. Do października może stracić władzę. A do stycznia, po obradach 120. Kongresu, szanse na uchwalenie przez Stany Zjednoczone przepisów, które utrwalą pozycję Izraela w naszych systemach obronnych i wywiadowczych, mogą gwałtownie spaść” – ocenia Paul.
Jak zauważa, Netanjahu tradycyjnie stara się demonstrować siłę, momentami ocierającą się o polityczną pychę. Jego przewaga polegała dotąd na równoległym prowadzeniu dwóch odrębnych procesów: negocjacji dotyczących Iranu oraz prac nad ustawodawstwem regulującym przyszłość relacji amerykańsko-izraelskich. W tym drugim przypadku mógł liczyć na znaczące wsparcie republikanów w Kongresie. „Dopóki ścieżki te pozostają rozdzielone, wydaje się, że zachowuje przewagę” – pisze autor.
Paul argumentuje jednak, że „biznesmen Trump” doskonale rozumie znaczenie przejęcia inicjatywy i narzucenia własnych warunków gry. W praktyce oznaczałoby to powiązanie wszystkich kluczowych kwestii – Iranu, Palestyny oraz przyszłości współpracy wojskowej i wywiadowczej USA z Izraelem – w jeden pakiet negocjacyjny.
„Istnieją oznaki, że mógł już to zauważyć” – twierdzi Paul. W tym kontekście przywołuje doniesienia NBC i „The New York Times” o domniemanych działaniach szpiegowskich Izraela przeciwko Stanom Zjednoczonym. Choć Biały Dom oficjalnie im zaprzeczył, autor sugeruje, że mogły one stanowić sygnał ostrzegawczy dla izraelskich władz. Jego zdaniem Waszyngton już teraz może wywierać presję na Tel Awiw, grożąc ograniczeniem współpracy wywiadowczej.
Jak twierdzi Paul, nie ma powodu, by Biały Dom nie poszedł o krok dalej. Netanjahu nie okazał się bowiem partnerem pomocnym dla Stanów Zjednoczonych. Wręcz przeciwnie – od Gazy po Iran podważał amerykańskie interesy i wpływy zarówno w regionie, jak i na świecie.
„Nie ma powodu, by sądzić, że przyszły rząd Izraela pod jego przywództwem byłby bardziej uległy, zwłaszcza gdy Stany Zjednoczone uchwalą przepisy gwarantujące Izraelowi trwały wpływ na amerykańskie bezpieczeństwo narodowe” – czytamy. Autor uważa, że Izrael może przeceniać swoje możliwości wpływania na amerykańską politykę zagraniczną. W rzeczywistości – przekonuje – to Netanjahu znacznie bardziej potrzebuje Trumpa niż Trump Netanjahu.
Dlatego rekomenduje, aby administracja USA wykorzystała obecną sytuację i jasno zasygnalizowała Izraelowi, że jeśli zależy mu na przyjęciu ustaw gwarantujących długoterminowe wsparcie wojskowe i wywiadowcze ze strony Stanów Zjednoczonych, musi zgodzić się na stworzenie realnej ścieżki prowadzącej do palestyńskiego samostanowienia. Trump powinien również współpracować z republikańskimi liderami w Kongresie, aby opóźnić przyjęcie regulacji, na których Netanjahu szczególnie zależy przed jesiennymi wyborami.
Paul idzie jeszcze dalej. Jego zdaniem prezydent USA powinien zawiesić transfery broni do Izraela oraz ograniczyć wsparcie dyplomatyczne dla tego kraju. Takie działania zwiększyłyby presję na izraelski rząd, narażając go zarówno na ryzyko sankcji, jak i na konsekwencje postępowań prowadzonych przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości oraz Międzynarodowym Trybunałem Karnym.
Czy Trump jest gotów na tak zdecydowane kroki? Paul ma wątpliwości. Jednocześnie podkreśla, że właśnie teraz pojawia się „wyjątkowa okazja”, by wywrzeć skuteczną presję na Netanjahu w związku ze zbliżającymi się wyborami oraz możliwością politycznego przesilenia w Izraelu.
Źródło: theamericanconsevative.com
AS






