Tusk działa według planu. A prawica?

Podczas gdy Donald Tusk skrupulatnie przygotowywał się do siłowego przejęcia władzy, co z resztą wielokrotnie zapowiadał, prawica wciąż miota się – wyraźnie zaskoczona takim obrotem spraw. Nic więc dziwnego, że na całym zamieszaniu wygrywa jak na razie rząd, niezależnie od temperatury moralnego oburzenia z naszej strony.
Na początku wydawało się, że bezprawne działania Donalda Tuska i jego akolitów spotkały się z adekwatną odpowiedzią. Prezydent zawrócił z podróży zagranicznej, przebił się przez kordon policji i wszedł na czele legalnych sędziów do siedziby Trybunału. Jako gwarant ciągłości instytucjonalnej RP stanowczo odmówił uznania władzy uzurpatorów. Na zewnątrz zgromadziły się setki, jeżeli nie tysiące, polskich patriotów zmobilizowanych mimo zimna i przedświątecznego okresu. Nastąpiło chwilowe zjednoczenie prawicowych sił politycznych, symbolizowane słynnym już selfie Grzegorza Brauna z Jarosławem Kaczyńskim. Do tego doszła „zdrada” sprzyjających koalicji autorytetów prawniczych, druzgocących w mediach absurdalne podstawy prawne działań podejmowanych przez nie-sędziów TK.
Momentum, jak powiedzieliby Amerykanie, bezsprzecznie należało do antyrządowej opozycji. Niektórzy komentatorzy przekonywali, że pucz Tuska już spalił na panewce, a kres rządów koalicji jest bliski. Tymczasem obraz wyłaniający się z opadającego kurzu bitewnego przedstawia zgoła odmienną perspektywę.
Premierowi rychło przyszła z pomocą Komisja Europejska, która w krótkim oświadczeniu zapewniła o poparciu dla operacji przywracania „praworządności” w myśl postanowień TSUE. Ręce od całej sprawy umyli sojusznicy zza oceanu, słowami ambasadora Rose’a odmawiając ingerencji w sprawy wewnętrzne suwerennego państwa. Prezydent wraz z towarzyszącymi mu sędziami opuścił siedzibę trybunału, de facto oddając go z powrotem w ręce uzurpatorów, którzy – jak było do przewidzenia – nie dopuścili do pracy rzekomo odsuniętych prezesa Święczkowskiego i jego zastępcy. Protestujący rozeszli się do domów, a pod samym TK obyło się bez poważniejszych incydentów, nie licząc zamieszania związanego z zatrzymaniem policyjnego prowokatora.
Po brawurowej akcji z wkroczeniem Prezydenta do Trybunału, prawica powoli przechodzi na pozycje zwycięstwa moralnego i prawnego, pozwalając zamachowi stanu pełzać sobie dalej. Dobranoc Państwu
— Jakub Maciejewski (@Maciejevvski) November 2, 2026
Jak przekonuje publicysta Tomasz Rowiński, Tusk na razie „bierze wszystko”. Premierowi udało się wreszcie wsadzić „swoich sędziów” – jak określił ich podczas Campusu Polska – do najwyższego organu władzy sądowniczej w Polsce. Przedstawiająca się jako „pełniąca obowiązki” przewodniczącego gremium Anna Korwin-Piotrowska publikuje orzeczenia jak leci (albo, jak twierdzą niektórzy, jedynie podpisuje swoim nazwiskiem), a Zgromadzenie Ogólne TK złożone z sejmowych nominatów będzie kontynuować pracę, wypełniając wolę swoich politycznych mocodawców – nawet bez wymaganego kworum.
Na razie Tusk wygrywa wszystko.
— Tomasz Rowiński (@tomaszdidymos) November 1, 2026
W dalszych planach jest zapewne – jak sugeruje Rowiński – akcja pod Sądem Najwyższym, przejęcie Narodowego Banku Polskiego, a nawet próba odsunięcia od władzy Karola Nawrockiego, który od zeszłego roku skutecznie paraliżuje wszelkie korzystne dla władzy inicjatywy ustawodawcze. O takiej możliwości mówiła wprost samozwańcza przewodnicząca Korwin-Piotrowska.
Za ty dzień lub dwa czeka nas akcja w Sądzie Najwyższym, a niewiele później rozprawa z NBP. Czy taki rozwój wypadków jest niemożliwy do pojęcia? Nie, on jest najbardziej prawdopodobny. Bez zmiany większości sejmowej nic się nie wydarzy.
— Tomasz Rowiński (@tomaszdidymos) November 1, 2026
Jednocześnie pojawiają się sugestie delegalizacji „pseudopartii” politycznych takich jak Polska 2050, PSL, Konfederacja czy KPP już nawet wśród przedstawicieli rządzącej koalicji. Sam premier dał słowo swoim wyznawcom, że „nie cofnie się” przed kolejnymi krokami. A takimi może być nawet próba niedopuszczenia do przeprowadzenia przyszłorocznych wyborów, tudzież nieuznanie ich wyników, jak miało to już miejsce w Rumunii, z pełnym poparciem instytucji unijnych.
Wydaje się że reset w polskiej polityce jest potrzebny , myślę że reset wszystkich pseudo parti 2050 ,Razem ,PSL ,Konfederacje : tak myślę że społeczeństwo ten reset przyjęło by z zachwytem i zrozumieniem. Poza tym nie cofniemy się
— Artur Łącki (@ArturLacki) November 1, 2026
To oczywiste, że Donald Tusk działa według ściśle określonego planu. Wskazują na to zarówno obecne zapowiedzi polityków, ustalenia „Rzeczpospolitej” (odsłaniające kulisy „operacji Kordon”), jak i szybkość, z jaką KE dała znać opinii publicznej o swoim poparciu dla tuskowego bezprawia. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy plan rozwiązania obecnej sytuacji ma opozycyjna prawica?
Co zrobi prezydent?
Naturalnie oczy wszystkich zwrócone są na prezydenta Nawrockiego, który stoi przed nie lada dylematem. Z jednej strony głowa państwa ma do wyboru dotychczasowe utrzymywanie linii wyznaczonej przez Prawo i Sprawiedliwość, które teraz ograniczyło się do protestów i składania – pozbawionych praktycznego sensu – wniosków do prokuratury dotyczących zamachu na organ konstytucyjny. PiS kategorycznie odrzuca jakiekolwiek formy „resetu” składu organu, ustawiając się w pozycji „lustrzanego odbicia” wobec postawy Tuska, który podobne propozycje „symetrystów” porównał do podzielenia łupu pomiędzy złodzieja i ofiarę napadu.
Propozycja uzdrowienia sytuacji u samych fundamentów padła natomiast ze strony Konfederacji. Plan zakłada m.in. wygaszenie kadencji wszystkich członków TK i wybór nowych 15 sędziów większością 3/5 głosów. W ocenie autorów ma to być jedyne sensowne rozwiązanie sporu, który ciągnie się pomiędzy PiS i PO od ponad dziesięciu lat. Mateusz Morawiecki proponuje dodatkowo wniosek o wotum nieufności wobec rządu Donalda Tuska i powołanie rządu technicznego do czasu przeprowadzenia kolejnych wyborów. Jednak znalezienie poparcia dla powyższych rozwiązań wydaje się obecnie graniczyć z cudem.
Prezydent chyba sam jeszcze nie wie, co zrobi. Wskazuje na to chociażby brak orędzia do narodu oraz niejasne tłumaczenia prezydenckiego ministra Zbigniewa Boguckiego, który zapytany na konferencji prasowej „co dalej?”, nie był w stanie udzielić wiążącej odpowiedzi. Być może Karol Nawrocki czeka na ruch Korwin-Piotrowskiej, już definitywnie potwierdzający nielegalne przejęcie organu. Z drugiej strony, co można jeszcze więcej powiedzieć, kiedy już publicznie wygłosiło się przekonanie o zamachu stanu?
Podczas gdy Donald Tusk stopniowo wasalizował koalicjantów, zaprosił do układu towarzysza Czarzastego, upewnił się, że ma zielone światło z Brukseli i dopiero wtedy przypuścił atak za pomocą resortów siłowych, prawica nawet w tak kluczowym dla państwa polskiego momencie nie jest w stanie wypracować jasnego i jednego kierunku działań. Podgrzewanie atmosfery i czekanie na przyszłoroczne wybory może się jednak surowo zemścić. Sondaże nie mają absolutnie znaczenia w sytuacji, gdy władza już zdecydowała się siłą zaatakować instytucje demokratyczne. Jak podkreślił Sławomir Cenckiewicz, Donald Tusk nie ma już nic do stracenia. Kości zostały rzucone – przed oskarżeniami o zamach stanu można bronić się jedynie zamykając oskarżającym usta.
Arku to co dla Ciebie wydaje się oczywiste, inni na prawicy pojmują po 3 latach lub wciąż trwają w letargu i nic nie rozumieją. Po wyborach prezydenckich słyszałem od nich, że już „po Tusku” i że odpuści, że Kosiniak z nami. Ja mówiłem, że od 6 sierpnia 2025 tworzymy sztab zarządzania permanentnym kryzysem i zamachem ustrojowym Tuska. I co, i nic - jak mówił Karol Nawrocki w kampanii. Jesteśmy dalecy od zwycięstwa, ale po wczorajszym jakby bliżej! Koalicja 30 października musi zostać pokonana i rozbita! To zamachowcy!
— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) October 31, 2026
Zatem eskalujący konflikt najprawdopodobniej rozstrzygnie się na ulicy. Nie bez przyczyny w mediach społecznościowych pojawił się wpis (już usunięty) Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, w którym wprost uznano protesty pod Trybunałem Konstytucyjnym za element wrogiej operacji wpływu. Przypomnijmy sobie również ujawnione w internecie pismo zastępcy Komendanta Głównego Policji, nakazującego wyposażyć oddziały prewencji w pistolety maszynowe i ostrą amunicję.
Pierwszy poważny sprawdzian nastąpi pewnie podczas tegorocznego Marszu Niepodległości, gdzie – wzorem lat poprzednich – Donald Tusk użyje wszelkich możliwych środków, by sprowokować uczestników i pokazać, że rząd walczy z chuliganami i faszystami od Brauna czy Nawrockiego. Istotna będzie jednak frekwencja, która pokaże skalę faktycznego sprzeciwu wobec rządowej bandyterki. Pytanie, czy zjednoczona prawica (nomen, omen) będzie umiała ją odpowiednio wykorzystać?
Piotr Relich







