Filip Obara: Trybunał Stanu dla Tuska!

Były prezydent Korei Południowej usłyszał wyrok dożywocia za zablokowanie na sześć godzin budynku parlamentu. Obecnie prokuratura wnioskuje o karę śmierci. W sytuacji, w której – technicznie – Donald Tusk robi to samo, powstaje pytanie o konsekwencje. Poważnych kłopotów nastręcza jednak polska Konstytucja, w świetle której jest praktycznie niemożliwe, by polityk stanął przed Trybunałem Stanu…
- Nie ma powodów, by wahać się przed orzeczeniem kary śmierci. Najsilniejszym argumentem przeciwko niej jest możliwość pomyłki sądowej, ale w tej sprawie taka możliwość po prostu nie istnieje – oświadczył koreański prokurator, żądający kary głównej dla byłego prezydenta Jun Suk Jeola.
Co zrobił Jun Suk? Wprowadził stan wojenny (zniesiony przez parlament sześć godzin później) i wysłał siły porządkowe do siedziby parlamentu, ponieważ uważał, że ustawodawcy niszczą porządek konstytucyjny, między innymi majstrując przy prokuraturze.
Mniejsza o szczegóły i mniejsza o to, kto ma rację. Chodzi o fakty. Prezydent zdecydował się na krańcowe rozwiązanie i przeliczył się ze swoimi siłami, a teraz ponosi konsekwencje zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym.
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej określa istnienie Trybunału Stanu (począwszy od artykułu 198), natomiast odsyła do ustawy w kwestii tego, jakie czyny mają być przezeń karane. Z kolei Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym mówi jedynie o „naruszeniu Konstytucji”, „przestępstwie” bądź „przestępstwie skarbowym”.
Pozostaje zatem Kodeks karny, gdzie znajduje w rozdziale XVII czytamy o „Przestępstwach przeciwko Rzeczypospolitej”. Artykuł 127 byłby trudny do udowodnienia komukolwiek, kto działa w białych rękawiczkach, gdyż brzmi: „Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu”.
Natomiast artykuł 128 odnosi się już wprost do obecnych działań Tuska… No, prawie wprost – i to prawie robi różnicę. Czytamy: „Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu”. Zapis wydaje się zbyt jednostronny, gdyż nie mówi nic o siłowym umieszczeniu politycznego nominata na urzędzie.
Pozostawmy jednak prawnikom dalsze poszukiwania paragrafów, na podstawie których można ukarać Tuska, i zapytajmy: Czy w ogóle do tego dojdzie?
Przywołałem przykład Korei, by uzmysłowić, że są państwa, w których istnieje jakiś zobiektywizowany porządek prawny, a za jego naruszenie ferowane są surowe wyroki.
Nic takiego nie dzieje się u nas, chyba że za egzekwowanie zobiektywizowanego porządku prawnego uznamy polityczną wendettę, jaką rząd Tuska prowadzi przeciwko politykom PiS-u albo przeprowadzany obecnie zamach stanu…
Co gorsza, jako społeczeństwo daliśmy się wprowadzić na bezdroża w sporze o urzędy państwowe. Jedni twierdzą, że mają sędziów, drudzy mówią, że to „neo-sędziowie”, zaś obecna władza nie próbuje już nawet zachować pozorów demokratycznego działania w „obronie demokracji”. Po prostu działa siłą, mając poparcie biurokratów z Brukseli i całego „oświeconego” Zachodu.
Koniec z fasadowym prezydentem
Dziś rano sąsiad miał nam robić podbitkę dachową. Podjechał jednak i powiedział, że nie zrobi, bo jest patriotą i jedzie do Warszawy pod Trybunał Konstytucyjny. Im więcej nas, tym lepiej – podkreślił.
To, co Tusk wyprawia pod Trybunałem, to moment na swój sposób metafizyczny. Wielu Polaków jest na co dzień bardzo niezadowolonych z tego, jak funkcjonuje państwo polskie i z dużą rezerwą podchodzi do twierdzenia, że jest to państwo w pełni suwerenne.
A jednak w takich chwilach, wszyscy widzą, że to państwo jest, jakie jest – ale je mamy. I dopiero jego utrata mogłaby w pełni postawić nam przed oczy wszystko, co straciliśmy.
W chwilach takich, jak ta, dzieją się rzeczy wcześniej nie do pomyślenia – jak wspólna obecność pod Trybunałem Grzegorza Brauna i Jarosława Kaczyńskiego. Bo tu naprawdę coś się dzieje. To nie jest już tylko medialna przepychanka.
Ja nie mogłem jechać do Warszawy ze względów rodzinnych, więc choć słowem upomnę o porządek, którego pragną praworządni Polacy.
Ks. Szymon Krzysztof Wawrzyńczak napisał na X: „Prezydent RP ma najsilniejszy mandat społeczny, a nie ma nawet autonomicznych służb, które zabezpieczają jego mandat. To jest jednak dramat”.
Pełna zgoda – tym bardziej, kiedy prezydentem jest osoba pokroju Karola Nawrockiego. Człowiek, który zawrócił samolot w pół drogi. Minął kordon policji i osobiście używając siły fizycznej, a nie zasłaniając się ochroną, wszedł do budynku Trybunału Konstytucyjnego.
Część komentujących dziwi się, dlaczego wredne babsko, które rzuciło się na Prezydenta, nie zostało natychmiast rzucone twarzą na glebę i wyniesione w kajdankach do aresztu. Mamy rządy Tuska, proszę Państwa, więc – zero zdziwienia.
O dramatycznym rozdziale władzy w Polsce pisał już kolega Paweł Chmielewski (Kryzys wokół TK może rozwiązać tylko wzmocnienie jednego ośrodka władzy), więc nie będę rozwijał tej kwestii. Dodam tylko przypomnienie, że Karol Nawrocki już w kampanii wyborczej mówił o zmianie Konstytucji i ustroju. Trzymamy za słowo, Panie Prezydencie.
Dyktatura jedyną nadzieją?
Cieszy mnie postawa prezydenta Nawrockiego, który – w przeciwieństwie do swego niesławnej pamięci poprzednika – umie zachować się męsku. Popełnił on jednak szereg błędów, ulegając takim czy innym naciskom (popierając niektóre szkodliwe ustawy) i dając pole osobistym emocjom i animozjom (wygłaszając deklaracje na temat „zabijania Sowietów” w odniesieniu do Federacji Rosyjskiej, z którą – jakby nie było – utrzymujemy stosunki dyplomatyczne).
Błędy te są skutkiem – jak sądzę – braków w formacji intelektualnej pana prezydenta, który jest (umownie rzecz biorąc) ciągle bardziej po stronie PiS-u niż tych sił, które reprezentują rozumną, klasyczną koncepcję polityki – wywodzącą się od Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu.
Ale wszyscy powinniśmy być gotowi spisać z panem prezydentem protokół rozbieżności i zachęcić go do śmielszych działań ustrojowych, gdyż jest on jedyną osobą w państwie polskim, która jest zdolna do zjednoczenia Polaków i różnych sił politycznych pod wspólnym sztandarem.
Trzeba zrobić krok. Przełamać marazm. Jeżeli chcemy osiągnąć cokolwiek na drodze reform, to musimy oprzeć się o takie siły polityczne, jakimi dysponujemy.
Tymczasem Donald Tusk sięga po coraz bardziej dyktatorskie narzędzia i to samo można powiedzieć o jego pomagierach, na czele z bolszewicką demoralizatorką dzieci Barbarą Nowacką oraz z tymi wszystkimi, którzy (kontynuując niechlubne dziedzictwo PiS-u) wbrew Konstytucji i gwałcąc prawo naturalne umożliwiają „legalne” zabijanie dzieci nienarodzonych.
Wobec trwających wydarzeń i emocji, jakie budzą, ktoś mógłby zapytać: Czy w tak złej sytuacji jedynym ratunkiem jest dyktatura? Co ciekawe, historycznie mieliśmy do czynienia z tym modelem rządów. Mamy dla niego nawet naszą własną, rodzimą i oryginalną nazwę – Najwyższy Naczelnik Siły Zbrojnej Narodowej i Naczelnik Państwa. Tytuły te nosili Tadeusz Kościuszko i Józef Piłsudski.
Trudno się dziwić, jeżeli coraz więcej Polaków myśli o wzięciu spraw w swoje ręce i jakimś drogowskazem jest to, że mamy nie tylko nazwę urzędu, ale i modus operandi, a do tego prezydenta, o którym – przy wszystkich jego wadach – możemy powiedzieć, że ma pod względem katolickich i konserwatywnych poglądów lepiej ułożone w głowie niż dwaj poprzedni Naczelnicy.
Oczywiście, nic nie zastąpi pracy organicznej, którą musimy rozpisać na pokolenia, meblując umysły naszych dzieci i kształtując w nich cnoty obywatelskie. Nie liczyłbym też, że Karol Nawrocki stanie na czele wojska i ogłosi się Najwyższym Naczelnikiem. Ale jednak jakaś odpowiedź na łajdactwa Tuska musi być – tym bardziej, że kary systemowej bym się nie spodziewał. Od czegoś trzeba zacząć…
Filip Obara





