Filip Obara: Trybunał Stanu dla Tuska!

mid-26a30149.jpg
fot PAP/Marcin Gadomski

Były prezydent Korei Południowej usłyszał wyrok dożywocia za zablokowanie na sześć godzin budynku parlamentu. Obecnie prokuratura wnioskuje o karę śmierci. W sytuacji, w której – technicznie – Donald Tusk robi to samo, powstaje pytanie o konsekwencje. Poważnych kłopotów nastręcza jednak polska Konstytucja, w świetle której jest praktycznie niemożliwe, by polityk stanął przed Trybunałem Stanu…

​- Nie ma powodów, by wahać się przed orzeczeniem kary śmierci. Najsilniejszym argumentem przeciwko niej jest możliwość pomyłki sądowej, ale w tej sprawie taka możliwość po prostu nie istnieje – oświadczył koreański prokurator, żądający kary głównej dla byłego prezydenta Jun Suk Jeola.

Co zrobił Jun Suk? Wprowadził stan wojenny (zniesiony przez parlament sześć godzin później) i wysłał siły porządkowe do siedziby parlamentu, ponieważ uważał, że ustawodawcy niszczą porządek konstytucyjny, między innymi majstrując przy prokuraturze.

Zróbmy to razem!

Mniejsza o szczegóły i mniejsza o to, kto ma rację. Chodzi o fakty. Prezydent zdecydował się na krańcowe rozwiązanie i przeliczył się ze swoimi siłami, a teraz ponosi konsekwencje zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej określa istnienie Trybunału Stanu (począwszy od artykułu 198), natomiast odsyła do ustawy w kwestii tego, jakie czyny mają być przezeń karane. Z kolei Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym mówi jedynie o „naruszeniu Konstytucji”, „przestępstwie” bądź „przestępstwie skarbowym”.

Pozostaje zatem Kodeks karny, gdzie znajduje w rozdziale XVII czytamy o „Przestępstwach przeciwko Rzeczypospolitej”. Artykuł 127 byłby trudny do udowodnienia komukolwiek, kto działa w białych rękawiczkach, gdyż brzmi: „Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu”.

Natomiast artykuł 128 odnosi się już wprost do obecnych działań Tuska… No, prawie wprost – i to prawie robi różnicę. Czytamy: „Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu”. Zapis wydaje się zbyt jednostronny, gdyż nie mówi nic o siłowym umieszczeniu politycznego nominata na urzędzie.

Pozostawmy jednak prawnikom dalsze poszukiwania paragrafów, na podstawie których można ukarać Tuska, i zapytajmy: Czy w ogóle do tego dojdzie?

Przywołałem przykład Korei, by uzmysłowić, że są państwa, w których istnieje jakiś zobiektywizowany porządek prawny, a za jego naruszenie ferowane są surowe wyroki.

Nic takiego nie dzieje się u nas, chyba że za egzekwowanie zobiektywizowanego porządku prawnego uznamy polityczną wendettę, jaką rząd Tuska prowadzi przeciwko politykom PiS-u albo przeprowadzany obecnie zamach stanu…

Co gorsza, jako społeczeństwo daliśmy się wprowadzić na bezdroża w sporze o urzędy państwowe. Jedni twierdzą, że mają sędziów, drudzy mówią, że to „neo-sędziowie”, zaś obecna władza nie próbuje już nawet zachować pozorów demokratycznego działania w „obronie demokracji”. Po prostu działa siłą, mając poparcie biurokratów z Brukseli i całego „oświeconego” Zachodu.

Koniec z fasadowym prezydentem

Dziś rano sąsiad miał nam robić podbitkę dachową. Podjechał jednak i powiedział, że nie zrobi, bo jest patriotą i jedzie do Warszawy pod Trybunał Konstytucyjny. Im więcej nas, tym lepiej – podkreślił.

To, co Tusk wyprawia pod Trybunałem, to moment na swój sposób metafizyczny. Wielu Polaków jest na co dzień bardzo niezadowolonych z tego, jak funkcjonuje państwo polskie i z dużą rezerwą podchodzi do twierdzenia, że jest to państwo w pełni suwerenne.

A jednak w takich chwilach, wszyscy widzą, że to państwo jest, jakie jest – ale je mamy. I dopiero jego utrata mogłaby w pełni postawić nam przed oczy wszystko, co straciliśmy.

W chwilach takich, jak ta, dzieją się rzeczy wcześniej nie do pomyślenia – jak wspólna obecność pod Trybunałem Grzegorza Brauna i Jarosława Kaczyńskiego. Bo tu naprawdę coś się dzieje. To nie jest już tylko medialna przepychanka.

Ja nie mogłem jechać do Warszawy ze względów rodzinnych, więc choć słowem upomnę o porządek, którego pragną praworządni Polacy.

Ks. Szymon Krzysztof Wawrzyńczak napisał na X: „Prezydent RP ma najsilniejszy mandat społeczny, a nie ma nawet autonomicznych służb, które zabezpieczają jego mandat. To jest jednak dramat”.

Pełna zgoda – tym bardziej, kiedy prezydentem jest osoba pokroju Karola Nawrockiego. Człowiek, który zawrócił samolot w pół drogi. Minął kordon policji i osobiście używając siły fizycznej, a nie zasłaniając się ochroną, wszedł do budynku Trybunału Konstytucyjnego.

Część komentujących dziwi się, dlaczego wredne babsko, które rzuciło się na Prezydenta, nie zostało natychmiast rzucone twarzą na glebę i wyniesione w kajdankach do aresztu. Mamy rządy Tuska, proszę Państwa, więc – zero zdziwienia.

O dramatycznym rozdziale władzy w Polsce pisał już kolega Paweł Chmielewski (Kryzys wokół TK może rozwiązać tylko wzmocnienie jednego ośrodka władzy), więc nie będę rozwijał tej kwestii. Dodam tylko przypomnienie, że Karol Nawrocki już w kampanii wyborczej mówił o zmianie Konstytucji i ustroju. Trzymamy za słowo, Panie Prezydencie.

Dyktatura jedyną nadzieją?

Cieszy mnie postawa prezydenta Nawrockiego, który – w przeciwieństwie do swego niesławnej pamięci poprzednika – umie zachować się męsku. Popełnił on jednak szereg błędów, ulegając takim czy innym naciskom (popierając niektóre szkodliwe ustawy) i dając pole osobistym emocjom i animozjom (wygłaszając deklaracje na temat „zabijania Sowietów” w odniesieniu do Federacji Rosyjskiej, z którą – jakby nie było – utrzymujemy stosunki dyplomatyczne).

Błędy te są skutkiem – jak sądzę – braków w formacji intelektualnej pana prezydenta, który jest (umownie rzecz biorąc) ciągle bardziej po stronie PiS-u niż tych sił, które reprezentują rozumną, klasyczną koncepcję polityki – wywodzącą się od Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu.

Ale wszyscy powinniśmy być gotowi spisać z panem prezydentem protokół rozbieżności i zachęcić go do śmielszych działań ustrojowych, gdyż jest on jedyną osobą w państwie polskim, która jest zdolna do zjednoczenia Polaków i różnych sił politycznych pod wspólnym sztandarem.

Trzeba zrobić krok. Przełamać marazm. Jeżeli chcemy osiągnąć cokolwiek na drodze reform, to musimy oprzeć się o takie siły polityczne, jakimi dysponujemy.

Tymczasem Donald Tusk sięga po coraz bardziej dyktatorskie narzędzia i to samo można powiedzieć o jego pomagierach, na czele z bolszewicką demoralizatorką dzieci Barbarą Nowacką oraz z tymi wszystkimi, którzy (kontynuując niechlubne dziedzictwo PiS-u) wbrew Konstytucji i gwałcąc prawo naturalne umożliwiają „legalne” zabijanie dzieci nienarodzonych.

Wobec trwających wydarzeń i emocji, jakie budzą, ktoś mógłby zapytać: Czy w tak złej sytuacji jedynym ratunkiem jest dyktatura? Co ciekawe, historycznie mieliśmy do czynienia z tym modelem rządów. Mamy dla niego nawet naszą własną, rodzimą i oryginalną nazwę – Najwyższy Naczelnik Siły Zbrojnej Narodowej i Naczelnik Państwa. Tytuły te nosili Tadeusz Kościuszko i Józef Piłsudski.

Trudno się dziwić, jeżeli coraz więcej Polaków myśli o wzięciu spraw w swoje ręce i jakimś drogowskazem jest to, że mamy nie tylko nazwę urzędu, ale i modus operandi, a do tego prezydenta, o którym – przy wszystkich jego wadach – możemy powiedzieć, że ma pod względem katolickich i konserwatywnych poglądów lepiej ułożone w głowie niż dwaj poprzedni Naczelnicy.

Oczywiście, nic nie zastąpi pracy organicznej, którą musimy rozpisać na pokolenia, meblując umysły naszych dzieci i kształtując w nich cnoty obywatelskie. Nie liczyłbym też, że Karol Nawrocki stanie na czele wojska i ogłosi się Najwyższym Naczelnikiem. Ale jednak jakaś odpowiedź na łajdactwa Tuska musi być – tym bardziej, że kary systemowej bym się nie spodziewał. Od czegoś trzeba zacząć… 

Filip Obara

7292f54e-7f2c-4302-a052-550aee4e3127.jfif
fot. printscreen/X

Krystian Kratiuk: Napaść na prezydenta i studium kłamstwa, które wciąż działa

Cała Polska, która wczorajszej nocy nie spała (a było nas naprawdę wielu) widziała oburzające nagranie wrzucone do Internetu przez Macieja Berka, byłego ministra rządu Tuska. Publiczność zdumiała się, że sam wrzucił dowody kompromitacji swoich koleżanek i kolegów. Ale potem w świat poszła propaganda.  Noc z 30 na 31 października 2026 przejdzie do historii Polski z różnych powodów – prócz tych najb...Czytaj dalej
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: