„Uwolnijcie nas stąd!” Czy pomagamy duszom czyśćcowym?

Możemy postawić zmarłym piękne pomniki, przynosić kwiaty i zapalać dziesiątki zniczy, a jednocześnie zaniedbać to, co może im przynieść największą pomoc. Dusze czyśćcowe nie potrzebują naszych łez ani kolejnych dekoracji na nagrobkach – potrzebują modlitwy, Mszy Świętych i ofiarowanych za nie uczynków miłości. Ich przejmujące wołanie: „Uwolnijcie nas stąd!” powinno stać się dla nas wezwaniem do działania.
Tęsknota, której nie da się porównać z ziemskim cierpieniem
Czym właściwie jest czyściec i dlaczego dusze, które w nim przebywają, tak bardzo potrzebują naszej pomocy? Maria Simma, austriacka mistyczka, znana z relacji o swoich doświadczeniach z duszami czyśćcowymi, opisywała go przede wszystkim jako czas oczekiwania i tęsknoty za Bogiem. „Ta tęsknota za Nim jest ich największym cierpieniem” – mówiła. Dusza zna już piękno i majestat Boga, a jednocześnie wie, że nie może jeszcze stanąć przed Nim w pełni oczyszczona. To doświadczenie ma być źródłem cierpienia, którego nie sposób porównać z żadnym ziemskim bólem.
Simma podkreślała, że żadna dusza nie pragnie wrócić na ziemię, ponieważ jej doświadczenie Boga jest o wiele jaśniejsze niż to, które my mamy tutaj. "Pan Bóg objawił się jej w takiej promiennej, oślepiającej piękności i czystości, że żadna siła nie skłoniłaby takiej duszy do tego, by przystąpiła przed oblicze Boga z najmniejszą choćby skazą."
Nie chodzi więc o obraz Boga, który z mściwością wymierza karę człowiekowi. Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia, że do czyśćca trafiają ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni. Ich zbawienie jest pewne, potrzebują jednak oczyszczenia, aby osiągnąć świętość konieczną do wejścia do radości nieba (KKK 1030). Czyściec nie jest zatem drugą szansą na nawrócenie ani alternatywą dla piekła. Jest oczyszczeniem tych, którzy należą już do Boga, lecz nie są jeszcze gotowi, by oglądać Go twarzą w twarz.
Grzechy, które wydawały się drobiazgami
W opisach doświadczeń Marii Simmy powraca ważny wątek: żal dusz za zmarnowane okazje do czynienia dobra. Dusze wspominają nie tylko grzechy ciężkie, ale również codzienne zaniedbania, lenistwo, niecierpliwość, nieżyczliwość, niewypełnione obowiązki. Wszystko to, co na ziemi łatwo usprawiedliwiamy słowami: „to przecież nic takiego”, „zrobię to później”, „nie miałam już siły”.
Simma w rozmowie z Nickym Eltzem wspominała: "Na przykład ojciec, który za życia był zbyt leniwy, by pracować dla swojej rodziny i z tego powodu ona cierpiała, musiał dużo pracować w czyśćcu. Cierpienie z tego powodu będzie znacznie większe niż cierpienie ciała z powodu odpowiedniej pracy tutaj, ale nasze cierpienia tutaj, mimo że są mniej dotkliwe, są warte o wiele więcej, aby zmazać nasze grzechy niż te w czyśćcu."
Przykład ten uświadamia, że nasze codzienne obowiązki nie są przeszkodą w życiu duchowym. Mogą stać się miejscem uświęcenia, jeśli wykonujemy je z miłością. Podobny motyw pojawia się w relacjach dotyczących wizji bł. Anny Katarzyny Emmerich. Opisywane w nich dusze miały boleśnie uświadamiać sobie, ile dobra mogły uczynić, gdyby nie zmarnowały czasu, nie uległy lenistwu i nie odkładały na później tego, co należało zrobić. To, co za życia wydawało się drobiazgiem, po śmierci ukazywało się w zupełnie innym świetle.
"Wydają mi się zawsze biednymi więźniami, którzy wołaniem, błaganiem, ręką wyciągniętą zza krat więzienia mogą jeszcze budzić nasze współczucie."
Jest w tym przestroga również dla nas. Ile razy rezygnujemy z dobra, bo wymaga wysiłku? Ile razy nie przepraszamy, nie przebaczamy, nie pomagamy, bo akurat nie mamy ochoty? Ile razy odkładamy modlitwę, spowiedź, pojednanie z drugim człowiekiem? Życie na ziemi daje nam możliwości, których po śmierci nie będziemy już mieli. Możemy zdobywać zasługi, podejmować decyzje, naprawiać krzywdy, kochać konkretnym czynem. Dusze czyśćcowe nie mogą już w taki sposób zmieniać swojego ziemskiego życia. Dlatego tak bardzo potrzebują naszej pomocy.
Nawet umycie podłogi może być pomocą
Jak zatem pomagać duszom czyśćcowym? Odpowiedź Kościoła jest konkretna. Katechizm wymienia przede wszystkim Eucharystię, ale również modlitwę, jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne (KKK 1032).
W relacjach Marii Simmy Msza Święta pojawia się jako najpotężniejsza pomoc, o którą proszą dusze. Nie jest to przypadek. W Eucharystii uobecnia się jedyna Ofiara Chrystusa, której owoce Kościół może ofiarować również za zmarłych. Jak wielkie znaczenie ma ta pomoc, podkreślały także wizje Anny Katarzyny Emmerich.
Zaniedbywanie odprawiania Mszy Świętych za zmarłych nazywała ona „szkaradnym okradaniem najbiedniejszych spośród biednych”.
Różaniec, Droga Krzyżowa, modlitwy odpustowe, osobiste wyrzeczenia i uczynki miłosierdzia również mogą być ofiarowane w ich intencji. Nie chodzi o mnożenie praktyk dla samego ich mnożenia, ale o miłość, która szuka sposobu, by przyjść z pomocą.
Nawet to, co wydaje nam się mało znaczące, może stać się darem, jeśli zostanie ofiarowane z miłości. Maria Simma przekonywała, że wartość takiej ofiary może kryć się nawet w zwyczajnym obowiązku domowym: "Nawet umycie podłogi w kuchni, gdy naprawdę nie ma się na to ochoty, ale i tak robi się to z miłości do dusz w ogóle lub z miłości do konkretnej duszy czyśćcowej, bardzo pomoże im na tej drodze. W przypadku podłogi w kuchni pomoże to komuś, kto w ciągu życia zaniedbał utrzymanie domu w dobrym porządku dla rodziny."
Nie musimy czekać na wielkie okazje, by zrobić coś dla zmarłych. Możemy ofiarować za nich cierpliwie zniesioną trudność, rezygnację z własnej wygody, powstrzymanie się od złośliwego komentarza, przebaczenie komuś, kto nas zranił. Możemy podjąć drobne wyrzeczenie, którego nikt poza Bogiem nie zauważy. Właśnie w takich codziennych sytuacjach miłość przestaje być deklaracją, a staje się czynem.
Według relacji Anny Katarzyny Emmerich dusze czyśćcowe "są wtedy tak radosne i szczęśliwe, jak omdlewający z pragnienia, któremu poda się chłodny napój”.
Warto też pamiętać o jałmużnie, szczególnie na misje. Dobro materialne ofiarowane potrzebującym w intencji zmarłych może stać się wyrazem miłości, która przekracza granicę śmierci. Nie chodzi o to, by zastąpić modlitwę datkiem, lecz by pozwolić, aby pamięć o zmarłych przynosiła dobro także żyjącym.
Modlitwa, która łączy nas z Mszą Świętą na całym świecie
Jest modlitwa, którą szczególnie warto przypomnieć i włączyć do codziennej praktyki. To modlitwa przypisywana św. Gertrudzie Wielkiej, którą podczas jednej z wizji podyktował jej sam Pan Jezus:
„Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najdroższą Krew Boskiego Syna Twego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, w połączeniu ze wszystkimi Mszami Świętymi dzisiaj na całym świecie odprawianymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele powszechnym, za grzeszników w mojej rodzinie, a także w moim domu. Amen.”
Jej treść przypomina, że nasza modlitwa nie musi ograniczać się do jednej duszy, której imię znamy, ani do bliskich, których groby odwiedzamy. Możemy powierzać Bogu również tych, o których nikt już nie pamięta, umierających i grzeszników.
Warto ją zapamiętać i przekazać innym. Nie jako magiczną formułę ani obietnicę automatycznego uwolnienia określonej liczby dusz, lecz jako codzienną praktykę ofiarowania Bogu tego, co najcenniejsze: Krwi Jego Syna i owoców Chrystusowej Ofiary. Niech stanie się przypomnieniem, że Kościół nie jest wspólnotą ograniczoną do tych, których widzimy. Modlimy się za tych, którzy odeszli, i powierzamy Bogu tych, którzy dopiero stają przed Jego sądem.
Piękne pomniki czy modlitwa?
Listopadowe cmentarze skłaniają do refleksji nad tym, jak wyrażamy pamięć o zmarłych. Zdarza się, że bliscy wydają znaczne sumy na pomniki, kwiaty i znicze, a jednocześnie nie zamawiają Mszy Świętej i nie znajdują czasu na modlitwę. Nie ma nic złego w trosce o grób. Jest ona wyrazem szacunku i pamięci. Trzeba jednak zapytać, czy niekiedy nie staje się łatwiejszym sposobem okazania miłości niż modlitwa, która wymaga od nas czasu, skupienia i wiary.
Czy nasza pamięć o zmarłych ogranicza się do tego, co widać na cmentarzu? Czy potrafimy zrobić dla nich coś, czego nikt nie zobaczy i za co nikt nam nie podziękuje?
Nie wystarczy wzruszenie, wspominanie i łzy. Potrzebne są Msze Święte, odpusty, jałmużna i ofiarowane Bogu wyrzeczenia. Szczególną okazją jest pierwszych osiem dni listopada, kiedy można uzyskać odpust zupełny za zmarłych za nawiedzenie cmentarza i modlitwę za zmarłych, przy spełnieniu zwyczajnych warunków wymaganych do uzyskania odpustu. Warto przypominać o tej możliwości nie tylko w kościelnych ogłoszeniach, ale również w rodzinach i wśród znajomych. Odpust nie jest automatycznym sposobem na „wykupienie” konkretnej duszy, lecz darem Kościoła, z którego możemy korzystać i ofiarować go za zmarłych.
Benedykt XVI w encyklice Spe salvi pisał: „Nikt nie żyje sam. Nikt nie grzeszy sam. Nikt nie będzie zbawiony sam”. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno, kiedy myślimy o tych, którzy odeszli.
Nie odkładajmy miłości na później
Warto odwrócić na chwilę perspektywę. Dziś to my możemy pomagać duszom czyśćcowym. Ale przecież nie wiemy, czy sami nie będziemy kiedyś potrzebowali modlitwy innych. Czy ktoś będzie pamiętał o nas przed Bogiem? Czy znajdzie się ktoś, kto zamówi za nas Mszę Świętą, odmówi różaniec, ofiaruje wyrzeczenie? Czy nasza śmierć nie stanie się dla bliskich jedynie okazją do wspomnień i odwiedzania grobu?
Nie chodzi o to, by modlić się za zmarłych ze strachu przed własnym losem. Chodzi o miłość, która nie kończy się wraz ze śmiercią. Właśnie dlatego nie powinniśmy czekać na listopad, rocznicę śmierci czy Dzień Zaduszny. Każdy dzień jest dobrą okazją, by ofiarować za nich modlitwę. Każda Msza Święta, każda jałmużna, każde cierpliwie zniesione utrudzenie, każdy przezwyciężony egoizm może stać się darem.
Opróżniajmy czyściec – nie pustymi deklaracjami, lecz modlitwą, Eucharystią, odpustami i konkretnymi aktami miłości. Niech słowa „Uwolnijcie nas stąd!” nie będą jedynie przejmującym tytułem, który przeczytamy i szybko zapomnimy. Niech staną się wezwaniem do działania. Bo skoro możemy pomóc, dlaczego mielibyśmy tego nie robić? I skoro dziś mamy jeszcze czas, by kochać i czynić dobro, dlaczego mielibyśmy odkładać to na później?
Anna Dubaniowska






