Władze Ukrainy zleciły wysadzenie Nord Stream? Niemiecka prokuratura przerywa milczenie

Niemiecka prokuratura uważa, że wysadzenie gazociągów Nord Stream nastąpiło na zlecenie ukraińskich instytucji państwowych - przekazał w czwartek dziennik „Sueddeutsche Zeitung”.
„SZ” przypomniała, że w przyszłym tygodniu w Hamburgu rozpocznie się pierwszy proces dotyczący wysadzenia gazociągu Nord Stream, do którego doszło we wrześniu 2022 r. Gazeta – pisząc, że na ławie oskarżonych zasiądzie domniemany dowódca grupy sabotażowej Serhij K. – oceniła, że „w pewnym sensie sądzone będzie także państwo ukraińskie”.
„Przed sądem w Hamburgu rozpatrywana będzie jedna z najgłośniejszych spraw dotyczących sabotażu w historii Republiki Federalnej Niemiec. Wraz z nią pojawia się pytanie: czy wysadzenie gazociągów Nord Stream 1 i 2 było przestępstwem popełnionym przez kryminalistów, czy też zgodnym z prawem działaniem wojennym obywateli państwa, które padło ofiarą bezprawnej agresji?” – czytamy w „SZ”.
Oskarżonym jest 50-letni Serhij K., oficer ukraińskiej armii. Przy pomocy sześciu innych osób miał on umieścić sześć ładunków wybuchowych na trzech z czterech nitek gazociągów Nord Stream, którymi transportowano gaz z Rosji przez Morze Bałtyckie do Niemiec. Tak wynika ze 136-stronicowego aktu oskarżenia, sporządzonego po czterech latach śledztwa prowadzonego przez Federalny Urząd Kryminalny (BKA) oraz niemiecką policję i prokuraturę. Śledczy są przekonani, że to Serhij K. był dowódcą grupy sabotażowej.
Powołując się na ustalenia prokuratury, „SZ” napisała, że Serhij K. we wrześniu 2022 r. miał należeć do ukraińskiej jednostki specjalnej i pracować dla ukraińskich służb. Mężczyzna został zatrzymany w sierpniu 2025 r. w Rimini, podczas rodzinnych wakacji. Po kilku tygodniach aresztu ekstradycyjnego we Włoszech został przekazany Niemcom.
„SZ” podkreśliła, że śledczy zgromadzili „obszerny materiał dowodowy”, choć „początkowo w ustaleniu tropów pomógł im zwykły przypadek”. Samochody, którymi przyjechali podejrzani na wybrzeże Meklemburgii-Pomorza Przedniego, zidentyfikowano dzięki fotografiom wykonanym przez turystów oraz zdjęciom z fotoradaru na wyspie Rugia. Na podstawie ukraińskich tablic rejestracyjnych funkcjonariusze uzyskali dane osobowe pasażerów samochodów, które zostały zapisane w Polsce podczas kontroli granicznych.
Wprawdzie grupa posługiwała się fałszywymi paszportami, jednak skan dokumentu tożsamości zdemaskował 50-latka, a śledczy byli w stanie bez żadnych wątpliwości zidentyfikować go na fotografii – ujawniła „SZ”.
Dziennik z Monachium powiadomił, że dopiero po zatrzymaniu mężczyzny we Włoszech śledczy nabrali niemal całkowitej pewności, że „schwytali właściwą osobę”. Z aresztu Serhij K. zadzwonił do żony - i to właśnie ta rozmowa go „obciążyła”. Ukrainiec miał w niej powiedzieć, że nadszedł „właściwy moment”, by opublikować oświadczenie, iż wysadzenie gazociągów Nord Stream było „oficjalną operacją wojskową”, a jego przełożony zaświadczyć, że on i K. nie są „dwoma szalonymi wojskowymi”.
Mężczyzna najprawdopodobniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że włoskie organy wymiaru sprawiedliwości podsłuchiwały jego rozmowy - odnotowała „SZ”. W świetle tej rozmowy dziennik przyznał, że „trudno o bardziej jednoznaczny dowód na współudział”. Sam Serhij K. natomiast „prawdopodobnie odnosił wrażenie, że Kijów odcina się od operacji”.
W ocenie gazety akt oskarżenia „zawiera informacje, które mogą wywołać polityczną burzę”. Jako pomysłodawca i organizator zamachu na Nord Stream pojawia się w nim były oficer ukraińskich służb wywiadowczych Roman Czerwinski, który zaprzecza oskarżeniom. Sama operacja miała zostać zatwierdzona przez ówczesnego głównodowodzącego ukraińskiej armii Wałerija Załużnego. Ten również jednak zaprzecza.
Prokuratura nie ustaliła, czy o operacji poinformowano prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego - przekazała „SZ”. W niemieckim akcie oskarżenia stwierdzono jednak, że istnieją wystarczające dowody na to, iż zamach na gazociągi przeprowadzono „na zlecenie ukraińskich organów państwowych” i że to one kierowały operacją.
„SZ” przytoczyła w swoim artykule stanowisko obrony. Reprezentujący Serhija K. adwokat Jens Meyer-Lohkamp – przyznając, że jego klient jest „oficerem ukraińskich sił zbrojnych” – ocenił, że w takim przypadku sąd musi zbadać, czy w świetle sprzecznej z prawem międzynarodowym rosyjskiej wojny napastniczej przeciwko Ukrainie „gazociągi te w ogóle mogły nadal być eksploatowane oraz czy działania wymierzone przeciwko nim mogły być uzasadnione”. Zarazem dodał, że śledztwo „nie dostarczyło żadnego bezpośredniego, wiarygodnego dowodu na udział jego klienta” w operacji.
Serhij K., były wojskowy, został aresztowany w sierpniu 2025 r. we Włoszech, gdzie przebywał na wakacjach z rodziną. Przekonuje, że nie miał nic wspólnego z atakiem na gazociąg i że w czasie, gdy do niego doszło, znajdował się w Ukrainie. Od czasu aresztowania przebywał w więzieniu we włoskiej Ferrarze, gdzie przez 11 dni prowadził strajk głodowy. Pod koniec listopada 2025 r. K. został przekazany stronie niemieckiej i osadzony w areszcie.
Do zniszczenia trzech z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2, przeznaczonych do transportu gazu ziemnego z Rosji do Niemiec, doszło 26 września 2022 r. (ponad siedem miesięcy po wybuchu pełnoskalowej wojny Rosji przeciw Ukrainie) na głębokości około 80 metrów, na dnie Morza Bałtyckiego.
Źródło: PAP / Mateusz Obremski, Berlin







