„Wszelka nowość jest zawsze szkodliwa”. Dlaczego Europa upada?

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
mid-epa13314527_2.jpg
fot. PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

Europa upada, ponieważ luminarze idei wpadli na szalony pomysł, że po osiągnięciach Greków, Rzymian i chrześcijan człowiek może odkryć coś nowego na temat własnej natury. To, co dzieje się na francuskich ulicach, jest egzemplifikacją tej pozornie tylko absurdalnej prawdy…

Gdyby ktoś chciał posądzić mnie o zacofanie, to pójdę jeszcze dalej i przywołam maksymę głoszącą, iż „wszelka nowość jest zawsze szkodliwa” – „omnis novitas semper nociva”. Sztuczna inteligencja pewnie włożyłaby te słowa w usta Katona bądź nawet św. Tomasza z Akwinu, ale nie – nie mają one ustalonego autora. Kierują nas natomiast na… rodzime podwórko. Jako hasło polityczne zdanie to zostało spopularyzowane w czasie, gdy republikańskie ideały polskiej szlachty ścierały się coraz mocniej z władzą magnatów i króla.

Słowa te funkcjonują w obiegu naukowym jako przykład błędnego rozumienia konserwatyzmu – jako obskurantyzmu prawnego. Tak pisze Andrzej Dziadzio w artykule Konstytucja 3 maja 1791 roku na tle koncepcji ustrojowych oświecenia: „Przez «egzekucję praw» rozumiała szlachta przywrócenie i stosowanie dawnych przywilejów. W pojęciu tym nie mieścił się już postulat stanowienia nowego, bardziej skutecznego prawa. W postawie tej tkwił już konserwatyzm, który mocno zaciążył na mentalności szlachty. Pomyślność państwa łączyła ona bowiem tylko z wykonywaniem przez króla dobrych starych praw. Wszelką inicjatywę królewską wzmocnienia systemu prawnego Rzeczypospolitej szlachta odbierała jako zamach na swe wolności i przejaw stworzenia silnych rządów (dominium absolutum). W XVII wieku powszechne stało się przekonanie, że omnis novitas semper nociva (wszelka nowość jest zawsze szkodliwa)”.

Zróbmy to razem!

Tymczasem prawdziwy konserwatyzm nie odnosi się do porządku zastanego, ale do porządku uniwersalnego, ponadczasowego, opartego na recepcji prawa naturalnego, w skrócie można by powiedzieć – do przyrodzonego porządku świata. Jedynie technicznie – opiera się on na przekazie, które nazywamy tradycją. W tym wypadku będzie to tradycja obejmującą bardzo swoiste kontinuum dziedzictwa greckiego, rzymskiego i chrześcijańskiego.

Najważniejszym moim zdaniem osiągnięciem myśli greckiej jest arystotelesowskie przekonanie o tym, że określony porządek nie tylko obiektywnie istnieje, ale może być rozpoznany – odczytany z natury – przy pomocy ludzkiego rozumu.

To jest w największym uproszczeniu istotny powód, dla którego nie jesteśmy w stanie odkryć na temat ludzkiej natury nic ponad to, co odkryli już Grecy, przekazali Rzymianie i Bizantyjczycy, a rozwinęli chrześcijanie.

Otrzymany zasób epistemologiczny możemy uszczegółowić dzięki osiągnięciom współczesnej nauki, ale to, co dotyczy zasad cnotliwego życia prywatnego i publicznego, zostało już powiedziane. Mamy to jedynie uszanować, zrozumieć na nowo i podać następnym pokoleniom. Każdy, kto stawia siebie w roli demiurga i wynosi się ponad rozum Hellenów, staje się pyszałkiem i z konieczności (choć niekoniecznie świadomie) burzycielem porządku moralnego.

Dlaczego jesteśmy Rzymianami?

W tym miejscu gorąco polecam wszystkim czytelnikom znakomity esej filozoficzny Europa. Droga rzymska, którego autorem jest Remi Brague, a który w miarę pogłębiania się kryzysu europejskiej tożsamości staje się coraz bardziej i bardziej aktualny. Po polsku ukazał się on nakładem wydawnictwa Teologii Politycznej.

W książce aż gęsto od treści, dlatego będę trochę cytował, a trochę syntetyzował. Sednem doświadczenia rzymskiego – takiego, jakie definiuje Brague – jest moment, w którym otrzymujemy stare idee i potrafimy zbudować na ich fundamencie nową rzeczywistość. Tak czynili Rzymianie, przyjmując dziedzictwo Greków. Tak czynili chrześcijanie, przyjmując dziedzictwo Greków i Rzymian. W takim przekazie zaczerpnięta z przeszłości treść kulturowa zyskuje nowe życie i inspiruje kolejne pokolenia. Historia kultury (i tożsamości) europejskiej jest – jak przekonuje Brague – wciąż na nowo przemierzana drogą ku obcemu źródłu, które poprzez aktualizację staje się niejako własnym.

Tak definiowała się Europa. Między wierszami oczywiście. Tak podsumowuje to inny francuski filozof Paul Valéry w swoim Kryzysie ducha: „Gdziekolwiek imiona Cezara, Gajusa, Trajana i Wergiliusza, gdziekolwiek imiona Mojżesza i św. Pawła, gdziekolwiek imiona Arystotelesa, Platona i Euklidesa coś znaczą i cieszą się autorytetem – wszędzie tam jest Europa. Każda rasa i każda ziemia kolejno romanizowana, chrystianizowana, a w dziedzinie ducha poddana dyscyplinie Greków, jest absolutnie europejska”.

Jesteśmy duchowymi Rzymianami, ponieważ mamy świadomość, że nie bierzemy się znikąd i nie budujemy na piasku. Jeżeli cieszymy się jakimkolwiek dobrym i trwałym wynalazkiem politycznym czy społecznym, to możemy być pewni, że w jego DNA odnajdziemy myśl filozoficzną starożytnych Greków i prawną – Rzymian. Jesteśmy Rzymianami, ponieważ mamy pokorę wobec pokoleń i wielkich umysłów, które nas poprzedziły. W tym duchu, jak sądzę, Cyprian Kamil Norwid pisał, że go „Rzym nazwał człekiem”.

Ciekawostką będzie to, że w tym sensie doświadczenie amerykańskie również będzie doświadczeniem rzymskim. Stany Zjednoczone, jak żadne inne współczesne państwo, zaadoptowały do swojego porządku legislacyjnego szereg elementów prawa naturalnego i szereg zasad, które obowiązywały w prawie rzymskim. Proaktywny zdrowy rozsądek amerykańskiego orzecznictwa (pomijając aberracje) jest tego doskonałym dowodem. Widać to nawet na polu popkultury, kiedy weźmiemy pod uwagę, że „klasyczny” Hollywood opierał się na koncepcjach zaczerpniętych wprost z Poetyki Arystotelesa.

Europejskość jako tabu

Remi Brague w swoim doskonałym eseju przywołuje moment, gdy Francja podpisywała traktat z Maastricht, czyli po prostu Traktat o Unii Europejskiej. Jak wspomina, mówiono wówczas wiele o „Europie”, ale nic o… Europie. Prawdziwa europejska tożsamość stała się tematem tabu. Dlaczego? Bo jest ona faktem. Bo jeżeli zaczniemy o niej mówić, to trudno przestać. Bo to wciąga. Jedni odkryją w sobie tę tożsamość, a inni przerażą się, że ich utopie upadają jak domki z kart…

Współczesną Europę (tak jak definiuje ją Unia Europejska) cechuje – jak zauważa Brague – marcjonizm kulturowy (zerwanie z korzeniami, cancel culture) w odniesieniu do historii i – co jeszcze ważniejsze, a mniej dziś oczywiste – do natury. Żeby być „europejskim”, musimy potępić to, co w naszej historii uznano za haniebne i porzucić koncepcję, wedle której rzeczywistość rządzi się określonymi prawami i jest obiektywnie poznawalna. Na końcu już do absurdu, o którym Brague’owi się nie śniło, czyli do całkowitej negacji oczywistych faktów dotyczących ludzkiej natury, takich jak płeć.

Autor Drogi rzymskiej pisze też o koniecznym wyważeniu poczucia niższości i poczucia wyższości. Aby nie popadać w nieuzasadnione poczucie wyższości przywódca musi odnaleźć w sobie zdrowe poczucie niższości wobec źródeł, z których czerpie. Unia Europejska, która zatraciła to swoiste „poczucie niższości” wobec Hellenów, Rzymian i chrześcijan, stała się Europą zadufanych w sobie samozwańczych demiurgów, którzy narzucają narodom nie tylko przepisy, ale i styl życia i sposób myślenia, tak jakby urzędnicy z Brukseli byli oświeconą elitą, a my – przywiązani do tradycyjnych zasad – barbarzyńcami, których należy cywilizować.

Ale są jeszcze inni barbarzyńcy, o których pisze Brague. Skoro Europa uznała, że niczego nie może nauczyć się od Hellenów, Rzymian i chrześcijan, to – zgodnie z prawidłami historii – zwróciła się w kierunku barbarzyńców. To tłumaczy absolutnie bezrozumne podejście do imigrantów. To oni mieli być siłą roboczą i demograficzną. To oni mieli nas wytrącić z kolonialnych fanaberii i uspokoić nasze sumienia, a teraz to oni mają uczyć nas empatii, otwartości i „inkluzywizmu”. Do sfery tabu należy również fakt, że istnieje realny związek pomiędzy obecnym upadkiem Europy a intelektualnym podejściem do rozróżnienia tego, co cywilizowane na sposób rzymski, a co barbarzyńskie.

Odpowiedź na kryzys

Snując tę refleksję w telegraficznym skrócie, wypada jednak zaproponować pewne rozwiązania. Zatem, po pierwsze: przestańmy udawać, że jesteśmy kimś innym, niż jesteśmy. Po drugie: przestańmy łudzić się, że potrafimy zaproponować cokolwiek nowego. Po trzecie, zdobądźmy się na odwagę zdefiniowania na nowo naszej rzymskości. Na tym gruncie możemy być pewni, że powstaną dobre koncepcje i znajdzie się siła do ich wdrożenia.

Dodałbym jedną – ważną dla odbudowy tożsamości – uwagę techniczną. Za Brague’m: „Trzeba więc wrócić od pochodnego znaczenia słowa «kultura» do znaczenia pierwotnego, do łacińskiej cultura animi. Może nawet wypada zaprotestować przeciwko nieuprawnionemu rozszerzaniu, które każe słowem «kultura» określać każdy sposób zachowania się odziedziczony po przodkach i narzucony przez otaczające nas środowisko”. Ponieważ „kultura nie jest bezpiecznie posiadanym rodowodem, lecz celem osiąganym w trudnej walce”.

Tego, co buduje naszą tożsamość, nie otrzymujemy bezwiednie. To wymaga wysiłku. Człowiek rodzi się w Polsce, ale to wcale nie musi oznaczać, że rodzi się Polakiem i że będzie się tym Polakiem stawał w swoim świadomym życiu. To samo należy powiedzieć o byciu religijnym, moralnym kulturalnym… Ponieważ – jak wskazuje Brague – kultura „wiąże się z osobistym dążeniem do uszlachetnienia ducha poprzez wzniesienie się do pewnej klasycznego wzorca”.

Jeszcze jedna uwaga. Kluczowym ogniwem opisywanej tu kontynuacji cywilizacyjnej, a zarazem sercem, z którego przez setki lat rozchodził się po Europie kulturowy krwiobieg, jest Kościół katolicki. Nie chodzi tu o przerzucanie się zasługami, ale o wniknięcie w trzewia naszej tożsamości. Kościół był tym podmiotem, któremu zawdzięczamy przyswojenie, przekazanie, a nawet uzupełnienie i uszlachetnienie dziedzictwa greckiego i rzymskiego. Kościół spełniał wielokrotnie rolę duchowej ostoi w kryzysach i przeciwskuteczne byłoby odmawiać mu dziś tej roli.

Jest tylko jeden problem. Kościół – to znaczy ludzka hierarchia – musiałby przypomnieć sobie, że jest Kościołem rzymskim. Katolicka tożsamość w wymiarze intelektualnym – mimo że sam Kościół pochodzi z Boskiego ustanowienia – jest również ufundowana na tym specyficznym (zdrowo rozumianym) poczuciu niższości wobec swoich umysłowych korzeni. Bycie katolikiem to nie tylko spełnianie obowiązków religijnych – to również przyjęcie określonego modelu myślenia i postrzegania świata.

Kościół, dla którego zasadą działania przestała być scholastyczna rozumność (gdzie z formacji kapłańskiej wyrugowano św. Tomasza z Akwinu!), popadł w najróżniejsze aberracje, herezje i zwykłą infantylność, którą widać w nurtach religijności nadmiernie emocjonalnych i skupionych na subiektywnym, indywidualnym przeżywaniu. Wprost odnosi się do tego Brague, pisząc, że „przejawem ducha katolickiego jest właśnie odrzucenie jakiegoś eterycznego spirytualizmu”. Katolickość i rozumność to w pewnym sensie synonimy. Przed ludźmi Kościoła stoi zatem ogromne zadanie odnalezienia drogi powrotnej do rozumu w świecie, który zanegował jego własności poznawcze i kierownicze.

Kiedy wszystkie te rozważania sprowadzimy do momentu zamieszek we Francji, to oczywiście mamy do czynienia z uproszczeniem, ponieważ – jak twierdzą co odważniejsi komentatorzy – centrowy rząd korzysta na tej awanturze i dlatego przymyka na nią oko, choć posiada siły, by rozpędzić rozsierdzone tłumy. Ale kiedy spojrzymy na samobójczą politykę Unii Europejskiej jako taką, to sądzę, że udało mi się przynajmniej dotknąć istotnych przyczyn, dla których tak często na ustach i w nagłówkach pojawia się słowo „kryzys”.

Filip Obara

epa13141873_2.jpg
fot. PAP/EPA/Reduan Dris

Filip Obara: Tak umrze Europa. Nie daj Boże...

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie. Hiszpańskie aktywiszcze płci (na oko) żeńskiej obściskuje się z czarnym jak noc inżynierem, pojąc go wodą, jakby był bezbronnym dzieckiem, które właśnie cudem uniknęło wpadnięcia pod samochód. Tak umiera Europa. I tak umrze, jeżeli nie pojawi się nowy Sobieski (choćby zbiorowy), który nie zatrzyma się pod murami Wiednia, ale wejdzie do miasta i zr...Czytaj dalej
Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: