„Wszyscy zginiemy”? Dlaczego naprawdę musimy uważać na AI

„Podczas gdy dyskutujemy o wyginięciu ludzkości do 2030 roku, marginalizowane pozostają istotne społecznie kwestie, takie jak stronniczość algorytmów, powszechny dostęp do danych osobowych, wykorzystywanie kreatywnej pracy twórców do uczenia modeli AI oraz zużycie wody i energii w centrach danych” – pisze publicysta Daniele Ciacci.
Autor komentarza zamieszczonego przez LaNuovaBQ.it nawiązał do głośnych ostatnio ostrzeżeń przed niekontrolowaną ekspansją AI. Również na naszych łamach omawialiśmy między innymi wypowiedzi Jacoba Coxona, do niedawna inżyniera w firmie Anthropic. Wyraził on mocne obawy dotyczące nieodległej perspektywy uśmiercenia ludzkości przez algorytmy, które mogą „wyzwolić się” spod kontroli człowieka. Podejrzenia te potwierdził inny pracownik wspomnianej firmy zajmującej się sztuczną inteligencją.
Od tej chwili – zauważa Daniele Ciacci – w mediach obserwujemy festiwal apokaliptycznych nagłówków wieszczących nową „Wojnę Światów”, tyle że z lokalnym przeciwnikiem, w dodatku stworzonym przez człowieka. Przed rokiem w czołówce najbardziej popularnych książek w Stanach Zjednoczonych stała się pozycja autorstwa Eliezera Yudkowsky'ego i Nate'a Soaresa – If Anyone Builds It, Everyone Dies, łącząca powstanie superinteligencji z zagładą rodzaju ludzkiego.
Włoski komentator wskazuje, że powyższe „ostrzeżenia” wychodzą od osób z branży AI. Jednak kierują oni uwagę społeczną niekoniecznie na najbardziej istotne niebezpieczeństwa kryjące się za rozwojem tych technologii.
Jak pisze Ciacci, za najnowszą medialną falą katastrofizmu kryją się konkretne interesy i nadrzędna wobec nich ideologia.
Kiedy w maju 2023 roku szef firmy, która stworzyła Chata GPT – Sam Altman wzywał kongresmenów amerykańskich do utworzenia rządowej agencji udzielającej licencji twórcom AI, spotkał się z szybką reakcją.
Senator Peter Welch zwrócił uwagą na ewentualność użycia w tym przypadku metody nazywanej „przejęciem regulacji” (regulation capture). Chodzi o dyktowanie przepisów przez wpływowe podmioty chcące zachować monopolistyczną pozycję w danej dziedzinie. Odbywa się to na przykład poprzez stworzenie poprzez odpowiednio spreparowane przepisy ram preferujących wielkie koncerny i odbierających możliwości działania mniejszym podmiotom. To coś w rodzaju przetargów „ustawionych” pod kątem interesów jednego z oferentów.
Z kolei David Sacks, zajmujący się niegdyś sztuczną inteligencją z ramienia Białego Domu wprost wytknął koncernowi Anthropic stosowanie taktyki „przejęcia regulacji” na drodze szerzenia apokaliptycznych prognoz.
- Narracje o egzystencjalnym ryzyku są w rzeczywistości reklamą technologii, którą dziś dysponuje tylko kilka firm – dodała Meredith Whittaker, prezes Signala. Dziennikarz Brian Merchant wskazał, że czynienie z AI narzędzia tak potężnego, że aż zdolnego do położenia kresu naszemu światu to w gruncie rzeczy przewrotny zabieg marketingowy na rzecz zalet sztucznej inteligencji.
W tym miejscu Daniele Ciacci wskazuje na kryjącą się za obecnym zgiełkiem wokół AI dezinformację.
„Podczas gdy dyskutujemy o wyginięciu ludzkości do 2030 roku, marginalizowane pozostają istotne społecznie kwestie, takie jak stronniczość algorytmów, powszechny dostęp do danych osobowych, wykorzystywanie kreatywnej pracy twórców do uczenia modeli AI oraz zużycie wody i energii w centrach danych. Są to mierzalne, współczesne szkody, a nie futurystyczne hipotezy rodem z powieści science fiction. Skupienie zbiorowej uwagi na apokaliptycznym i nieokreślonym scenariuszu ma tę zaletę dla napędzających ten proces, że odsuwa na odległą przyszłość kalkulacje, które powinniśmy wykonywać dzisiaj” – uważa publicysta.
Istotnie, teoretycznie algorytmy można tak wytresować, by ukazywały użytkownikom konkretną wizję świata – zgodną z polityczną poprawnością, interesami polityków i oligarchów, za to ustawioną wbrew potrzebom i oczekiwaniom ludzi, prawu naturalnemu, normom społecznym, Dekalogowi, tradycji…
Jest także – dostrzega Ciacci – powód geopolityczny nakręcania fali strachu przez AI. Chodzi o rywalizację na polu geopolitycznym z Chinami. Amerykanie oskarżają Pekin o używanie modeli stworzonych w USA do niwelowania kurczącej się przewagi Zachodu.
Za rozpowszechnioną dziś „strachliwą” narracją kryje się, zdaniem autora, sprytna strategia, nazwana tu „efektywnym altruizmem”. Bazuje ona na rozumowaniu: skoro w perspektywie mamy całkowitą zagładę, to ustanowienie monopoli w AI jest dopuszczalnym i uzasadnionym zabiegiem. Zabieganie przez koncerny na [niemal wyłączne] licencje od rządu to po prostu roztropność. Wszczynanie alarmu na cały świat staje się zaś wręcz moralnym obowiązkiem. Ignorowanie na obecnym etapie rzeczywistych niebezpieczeństw kryjących się za rozwojem sztucznej inteligencji „musimy” w tej perspektywie uważać za oczywistość, skoro zaraz nasz gatunek może przestać istnieć.
Źródło: LaNuovaBQ.it
RoM





