Żałują, kiedy ich dzieci nie są LGBT. Zatrważająca moda liberalnych gwiazd

26 września aktorka Camryn Manheim wystąpiła na scenie podczas uroczystej kolacji Human Rights Campaign w Waszyngtonie i ogłosiła, że bardzo pragnęła, by jej syn był gejem – oraz że była ogromnie rozczarowana, że okazał się heteroseksualny. To tylko jeden z przykładów, że w Hollywood posiadanie „tęczowego” dziecka stało się czymś w rodzaju wyznacznika prestiżu i nowoczesności.
Posiadanie dzieci identyfikujących się jako osoby LGBT stało się w branży rozrywkowej swego rodzaju „modą”. Kolejne gwiazdy prześcigają się w ujawnianiu „nieheteronormatywnych” przypadłości swoich dzieci, zdobywając przy tym uznanie lewicowej opinii.
Wśród celebrytów, których dzieci identyfikują się jako osoby transpłciowe lub poszukujące swojej tożsamości płciowej, znajdują się m.in. Robert De Niro, Jamie Lee Curtis, Cher, Cynthia Nixon, Dwayne Wade i Gabrielle Union, Charlize Theron, Liv Schreiber i Naomi Watts, Marlon Wayans, Khary Payton oraz Dean McDermott. To tylko najgłośniejsze nazwiska, gdyż lista „rodziców tęczowych dzieci" z Hollywood jest znacznie dłuższa. Co więcej, większość z nich publicznie wypowiadała się na temat swoich dzieci, ujawniając ich problemy z identyfikacją płciową i kwestiami seksualności.
Trend coraz wyraźniej widać również w Polsce, choć w przypadku rodzimych artystów ciężko mówić o próbach „chwalenia się” dziećmi LGBT. Dyskurs publiczny dotyczy bardziej tzw. praw LGBT czy rzekomego prześladowania tęczowych społeczności. O swoich „nieheteronormatywnych” pociechach opowiadała m.in. reżyserka Agnieszka Holland, aktor Jacek Braciak, prezenterka Paulina Młynarska, dziennikarz TVN Piotr Jacoń czy dziennikarz Michał Olszański.
Cytowana na początku Camryn Manheim wygłosiła swoje przemówienie podczas gali HRC - największej organizacji lobbystycznej LGBT+ w USA. Manheim zapowiadała na scenie swoją koleżankę po fachu Marcię Gay Harden, laureatkę nagrody „Ally for Equality Award”.
„Dla Marcii ta nagroda ma oczywiście głęboko osobisty charakter” – powiedziała Manheim. „Ma trójkę niezwykłych dzieci, z których wszystkie identyfikują się ze społecznością LGBTQ+, co jest kolejną rzeczą, która mnie w niej głęboko irytuje, ponieważ zawsze marzyłam o synu-geju. Uwielbiam tę relację między synami-gejami a ich matkami. Chciałam być tą mamą trzymającą transparent, która za swoje dziecko skopałaby komuś tyłek” - przyznała.
„Przyznajmy, synowie-geje są najlepsi, prawda? Prawda!” - dodała. Manheim ma jednocześnie 25-letniego syna Milo, którego wybory romantyczne, na nieszczęście dla matki, dotyczą wyłącznie kobiet.
Co bardziej wstrząsające, Manheim przyznała publicznie, że przez lata narzucała swojemu dziecku orientację seksualną, ubierając mu buty na szpilkach czy przebierając w sukienki drag queen „Naprawdę myślałam, że mam tę pieprzoną sprawę pod kontrolą, ale nie, nie, on jest jedynym heteroseksualnym facetem w całej swojej grupie teatralnej zajmującej się musicalami” - dodała.
Podsumowując, aktorka była załamana, że jej syn nie okazał się gejem (pomimo jej usilnych starań), ponieważ dałoby to jej możliwość wejścia w społeczność aktywistów LGBT. Krótko mówiąc, dla Manheim posiadanie syna-homoseksualisty było symbolem statusu, a zamiast tego pogodziła się z zazdrością o swoich przyjaciół.
Źródło: lifesitenews.pl / plejada.pl
PR






