Zamiast defilować w Kijowie, drżą pod murami Kremla. Rosja obawia się ukraińskiego ataku w "Dzień Zwycięstwa"

"Władimir Putin wyraźnie boi się, że Ukraińcy popsują mu to wielkie święto. A popsuć zapewne mają możliwość. W końcu w ostatnim czasie wojna wyraźnie przeniosła się z terytorium Ukrainy na terytorium Rosji" - pisze na łamach "DoRzeczy" Maciej Pieczyński, dziennikarz, publicysta i specjalista ds. Rosji.
Ukraińskie wojska regularnie atakują rafinerie, węzły komunikacyjne i terminale paliwowe na terytorium Rosji. Niedawno ukraiński dron uderzył zaledwie 6 km od murów Kremla. Nic dziwnego, że w Rosji trwa ożywiona debata na temat tego, czy Ukraińcy nie spróbują w jakiś sposób "zepsuć" największego państwowego święta w Federacji Rosyjskiej.
Rosjanie traktują powyższe obawy bardzo poważnie. Rocznica pokonania III Rzeszy w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej jest - jak przypomina Pieczyński -"najważniejszym, największym, najświętszym świętem w całym rosyjskim kalendarzu. Z niczego Rosjanie nie są tak dumni, jak ze zwycięstwa nad „faszyzmem, który przyszedł z Zachodu”. Kreślenie analogii z czasami dzisiejszymi jest stałym motywem aktualnej kremlowskiej propagandy".
W ocenie Pieczyńskiego, dzisiejsze obawy przywódców FR pokazują "skalę symbolicznej klęski Moskwy".
"Oto bowiem ponad cztery lata po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, zamiast paradować po ulicach Kijowa, rosyjscy żołnierze drżą ze strachu przed uroczystościami, które przecież mają się odbyć pod murami Kremla" - zauważa publicysta "DoRzeczy".
Źródło: dorzeczy.pl
PR






