Zapadł wyrok w sprawie bp. Andrzeja Jeża. Duchowny uznany za winnego

forum-1076164299(1).jpg
fot. AA/ABACA / Abaca Press / Forum

Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa Andrzeja Jeża za winnego niepowiadomienia organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez dwóch księży z jego diecezji. Duchowny został skazany na dwa lata ograniczenia wolności polegające na potrąceniu 25 proc. wynagrodzenia miesięcznego na rzecz fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Ma również zapłacić 10 tysięcy złotych nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Wyrok jest kontrowersyjny, ponieważ wspomniane przestępstwa księży miały miejsce w czasie zanim bp Jeż został biskupem tarnowskim i to właśnie on powiadomił o nich odpowiednie służby, jednak zdaniem Sądu uczynił to za późno.

Wyrok zapadł 29 października, po trwającym osiem miesięcy procesie. Wobec biskupa orzeczono karę łączną 2 lat ograniczenia wolności w postaci potrącenia 25 proc. wynagrodzenia za pracę w stosunku miesięcznym, a także zapłatę 10 tys. zł nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Wyrok jest nieprawomocny.

Argumenty prokuratury i obrony

Prokuratura zarzuciła bp. Jeżowi, że zbyt późno powiadomił organy ścigania o podejrzeniach wykorzystywania seksualnego dzieci poniżej 15. roku życia przez dwóch księży z jego diecezji – Stanisława P. i Tomasza K. Zdaniem śledczych biskup miał wiarygodne informacje o tych sprawach, ale nie zgłosił ich od razu, choć wymaga tego prawo. Władze kościelne ostatecznie zawiadomiły organy ścigania o obu duchownych, jednak według prokuratury zrobiły to z opóźnieniem. Wcześniej bowiem prowadziły już własne postępowania dotyczące obu księży i posiadały informacje o zarzucanych im czynach.

Zróbmy to razem!

Obrońcy bp. Andrzeja Jeża argumentowali natomiast, że duchowny w żadnej z tych spraw nie zataił celowo informacji przed organami ścigania. Sam biskup nie przyznał się do winy, tłumacząc opóźnienia w zgłoszeniach niejasnymi przepisami oraz okolicznościami poszczególnych spraw. W przypadku ks. Stanisława P. wskazywał, że do większości zarzucanych mu czynów doszło na Ukrainie, co rodziło wątpliwości dotyczące właściwości polskich organów ścigania. Z kolei w sprawie ks. Tomasza K. przekonywał, że przez długi czas nie miał informacji, iż wśród osób pokrzywdzonych były również dzieci poniżej 15. roku życia.

Prokurator Marcin Stępień podkreślał, że opóźnienie w zgłoszeniu przestępstw miało poważne konsekwencje, ponieważ część spraw zdążyła się przedawnić. Jego zdaniem kuria powinna zawiadomić organy ścigania już w 2017 r., gdy weszły w życie przepisy nakładające taki obowiązek. Tymczasem zrobiła to ponad trzy lata później, a w przypadku ks. Stanisława P. dopiero po nagłośnieniu sprawy przez ks. Isakowicza-Zaleskiego.

Obrońca biskupa, mec. Zbigniew Ćwiąkalski, wskazywał natomiast, że dopiero w 2022 r. Sąd Najwyższy rozstrzygnął wątpliwości dotyczące obowiązku zgłaszania przestępstw popełnionych przed 2017 r. Podkreślał, że czyny zarzucane obu księżom miały miejsce właśnie przed tą datą. Ostrzegał również, że oskarżenie biskupa, który ostatecznie zawiadomił organy ścigania, może zniechęcić innych hierarchów do zgłaszania podobnych przypadków.

Proces bp. Andrzeja Jeża był pierwszym w Polsce procesem sądowym biskupa dotyczącym zgłaszania czynów pedofilskich księży.

Postępowanie dotyczące ks. Stanisława P. umorzono w 2022 r. z powodu przedawnienia. Z kolei sprawa ks. Tomasza K. nadal toczy się przed Sądem Rejonowym w Nowym Sączu. Łącznie w obu sprawach pokrzywdzonych jest kilkadziesiąt osób.

Źródło: PAP, tvn24.pl

AF

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: