„Żydzi mają szczególną relację z Bogiem”. Zwolennicy listu o judaizmie potwierdzają najgorsze obawy

List Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40-lecia wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze wywołał gorącą debatę w Kościele katolickim w naszym kraju. Przedstawiona w dokumencie narracja o trwaniu Starego Przymierza napotkała silną krytykę wiernych oraz wielu duchownych. Wśród przeciwników publikacji biskupów znalazł się również ceniony ekspert ds. dialogu z judaizmem, ks. prof. Waldemar Chrostowski. W ostatnim czasie z prasowych łamów dyskusja o dokumencie KEP-u przeniosła się na uniwersytecki gmach. Krytyczni i przychylni odbiorcy tekstu wymienili argumenty w ramach debaty zorganizowanej przez Wydział Teologiczny Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Rezultat? Raz jeszcze mogliśmy przekonać się, jak nieprzemyślane jest pro-judaistyczne stanowisko. Brak intelektualnej uczciwości i ignorowanie katolickiego nauczania po raz kolejny dały się poznać jako cechy rozpoznawcze zwolenników pozytywnej oceny rabinizmu.
Powodem, dla którego w ostatnich dniach na toruńskiej uczelni odbyła się akademicka dyskusja wokół listu KEP, był niewątpliwie gorący spór towarzyszący tej publikacji. Dokument wzbudził poważne obawy wiernych. Wbrew niektórym komentarzom, niechętna recepcja tekstu nie miała nic wspólnego z rzekomym „antysemityzmem”. Wynikała z troski o Kościół i katolicką doktrynę.
Wśród zapisów listu biskupów znalazły się bowiem tak wątpliwe stwierdzenia jak to, że w judaizmie rabinicznym trwa stare przymierze, a Żydzi mogą na pewnych szczególnych zasadach osiągnąć zbawienie bez wyraźnej wiary w Chrystusa. Nawet bez znajomości katolickiej Tradycji zmysł wiary zmusza w tym wypadku do czujności. Czy to znaczy, że są grupy, które Zbawiciela nie potrzebują?...
Zaniepokojeni podobnymi stwierdzeniami wierni i duchowni odpowiedzieli polemiką. Szereg artykułów poświęconych korekcie mylnych zapisów zawartych w liście publikowaliśmy dla Państwa również na naszym portalu.
Wśród krytycznych komentarzy nie mogło zabraknąć wypowiedzi ks. prof. Waldemara Chrostowskiego. Po tym, jak wytrawny biblista zarzucił autorom listu „przyjęcie żydowskiej agendy”, na duchownego spadła krytyka zwolenników narracji episkopatu.
Tak zawiązany spór o stosunek do judaizmu uzyskał w ostatnim czasie nową odsłonę. Ks. prof. Chrostowski, znany z wielu książek i wypowiedzi medialnych o Piśmie Świętym oraz judaizmie rabinicznym, spotkał się z adwersarzami na żywo – podczas debaty na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dyskusja stanowiła w zasadzie powtórzenie wymienionych już argumentów. Potwierdziła słabość narracji pro- judaistycznej oraz rzuciła nieco światła na format intelektualny przedstawicieli komitetu KEP, stojącego za listem.
Sama debata odbyła się pod hasłem przewodnim „Żydzi i chrześcijanie: rodzeństwo czy obcy”, a nagranie z niej ukazało się na kanale Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika pod tytułem „Debata: List biskupów czy dzieli, czy łączy Kościół”. W roli obrońców twierdzeń polskiego episkopatu wystąpili w jej ramach ks. prof. Mirosław Wróbel, biblista z KUL-u oraz Ryszard Montusiewicz, dziennikarz, a także reprezentant Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem.
Uczestnicy debaty omówili szereg zagadnień, również politycznych, wokół listu KEP. Z ust ks. prof. Chrostowskiego padło m.in. pytanie o powód milczenia biskupów na temat zbrodni w Strefie Gazy. To oczywiście kwestie istotne, ale na słowo dłuższego komentarza zasługują dwie inne, najbardziej problematyczne teologicznie sprawy. W trakcie debaty wszyscy dyskutujący zgodzili się, że państwo Izrael wolno krytykować, a czynienie tego nie jest aktem antysemityzmu. Nie zgodzili się jednak co do tego, jaki jest status wyznawców judaizmu w świetle wiary chrześcijańskiej.
Pomieszanie z poplątaniem
List KEP ich pozycję ocenia jako wyjątkową. Żydzi bez wiary w Chrystusa mają trwać rzekomo wciąż w Starym Przymierzu oraz cieszyć się z Bogiem „szczególną relacją” umożliwiającą zbawienie „w tajemniczy sposób”, bez wiary w Zbawiciela.
Zarówno Ryszard Montusiewicz, jak i ks. prof. Wróbel poparli te wątpliwe przekonania. Ich wypowiedzi różniły się rzecz jasna stylem, ale co do zasady powielały podobną linię. Zgodnie z nią Magisterium Kościoła w „ciągłości” od czasów Soboru Watykańskiego II uczy, że Stare Przymierze trwa, obejmując wyznawców judaizmu rabinicznego, a tym samym umożliwia zbawienie bez „wyraźnej wiary” w Chrystusa. List episkopatu pod tym względem miałby nie wyrażać nic innego, niż to „ugruntowane” nauczanie – które wyrażać ma ponoć soborowa deklaracja „Nostra Aetate” i Katechizm Kościoła Katolickiego. Ryszard Montusiewicz stwierdził nawet, że inna wizja stanowiłaby redukcję Boga, któremu jakoby „pierwsze przymierze nie wyszło”.
Podobne poglądy zasadzają się na szeregu nieporozumień. Niektóre z nich na uniwersyteckiej sali trafnie obnażył ks. profesor Chrostowski. Duchowny poprosił, by ks. prof. Wróbel wskazał jedno miejsce w dokumentach Kościoła, gdzie wprost i wyraźnie mówi się o trwaniu Starego Przymierza. Dyskutant nie był w stanie tego zrobić. Sięgnął wyłącznie po „Nostra Aetate” i dokument papieskiej Komisji z 2015 roku. Te mówią jednak tylko, że Bóg Starego Testamentu nie odwołał i nie żałuje Izraelowi łask – co przecież nie oznacza dosłownie trwania dawnego Przymierza.
Różnica jest więcej niż techniczna. Można się z łatwością zgodzić na to, że Stare Przymierze nie zostało odwołane, a Bóg był mu wierny. Zgodnie jednak z katolicką doktryną zostało ono wypełnione, bo od początku stanowiło zapowiedź Nowego Przymierza. Te zapisy są więc literalnie do pogodzenia z doktryną. Wizja trwania Starego Testamentu już nie.
Co więcej, we wszystkich wspomnianych wypadkach, jak trafnie wskazał ks. prof. Chrostowski, zapisy opierają się na cytowaniu wyrwanego z kontekstu zdania św. Pawła Apostoła z Listu do Rzymian o „nieodwołalności” darów i wybrania Bożego.
Tymczasem, jak dowiódł duchowny, podobne słowa w oryginalnym tekście greckim, Wulgacie czy pierwszych polskich tłumaczeniach w ogóle nie padają. Zamiast tego św. Paweł pisał dosłownie o darach Bożych dla Izraela jako „nieżałowanych”. Bóg zatem wyznawców judaizmu wzywa i jak każdemu człowiekowi nie odmawia łaski, ale czy Izrael zechce je przyjąć, to już jego decyzja, wyjaśniał ks. prof. Chrostowski.
Zresztą, w świetle lektury całości refleksji św. Pawła z Listu do Rzymian wynika jasno, że Apostoł Pogan pisze o Izraelu jako niewiernym przymierzu. Nie ma co do tego wątpliwości: Żydzi – polegając nie na wierze w Chrystusa, ale na prawie – nie znajdują usprawiedliwienia, którego pragną, a zdobywają je poganie – uczył św. Paweł. By ignorować ten wywód, sięgając jedynie po niezbyt dobrze przetłumaczone i wyrwane z kontekstu zdanie o „nieodwołalności darów”, trzeba wykazać się sporą wybiórczością.
Bez Tradycji
Tak, jak selektywna okazuje się lektura Pisma Świętego zwolenników pozytywnej oceny judaizmu, tak wybiórcza jest niestety ich lektura tekstów Magisterium. Twierdzenie, że Urząd Nauczycielski konsekwentnie uczy o trwaniu Starego Przymierza zakrawa o śmieszność. Zwolennicy listu KEP ignorują szereg orzeczeń znacznej rangi i dwadzieścia wieków powszechnego katolickiego nauczania, krzycząc o wierności doktrynie…
O wygaśnięciu Starego Testamentu i jego chrystocentrycznej naturze orzekł Sobór Florencki w bulli „Cantate Domino”, uczył o nich Katechizm Soboru Trydenckiego, św. Tomasz z Akwinu w „Summie Teologii” oraz papież Pius XII w encyklice „Mystici Corporis”.
Zwolennicy narracji o trwaniu Starego Testamentu chyba tych orzeczeń w ogóle nie znają. W konsekwencji to, czym Stare Przymierze było, definiują wedle uznania. W czasie debaty dowiódł tego ks. prof. Wróbel stwierdzając, że obietnica wiecznego przymierza z Bogiem dotyczyła Starego Testamentu. To błąd. Kościół uczył konsekwentnie przez XX wieków, że Dawne Przymierze było czasową figurą doskonałej religii chrześcijańskiej, a jego wartość wypływała ze… wskazania na Chrystusa w przyszłości. Na przykład św. Tomasz z Akwinu pisał, że patriarchowie Izraela mieli „tę samą wiarę” co chrześcijanie, tyle że skierowaną ku przyszłości. Wierzyli w spełnienie rzeczy, których my wyznajemy dokonanie. Stary Testament był jedynie tymczasowym etapem na drodze ku pełni Objawienia.
Tym samym Stary Zakon oderwany od wiary w Chrystusa nigdy nie istniał! Zwolennicy episkopalnej narracji po prostu o tym nie wiedzą, bo ignorują świętą Tradycję. W konsekwencji, szczególnie w przypadku dyskusji o „zbawieniu Żydów bez wiary wyraźnej”, mamy do czynienia z groteskową obroną pustej narracji.
Pochylając się nad rzekomo wyjątkowym położeniem eschatologicznym Żydów ks. prof. Chrostowski słusznie zadawał pytanie, czy naprawdę można sądzić, że Chrystus jest „czymś dla wszystkich, ale niczym dla Żydów”? W odpowiedzi ks. prof. Wróbel oraz Ryszard Montusiewicz sięgnęli po raz kolejny po stwierdzenia dokumentu papieskiej komisji ds. dialogu z judaizmem z 2015 roku. Zgodnie z tym tekstem to, w jaki sposób Żydzi dostępują zbawienia jest „tajemnicą wiary”. Taka była też ich odpowiedź: Chrystus jest oczywiście konieczny. Żydzi go wprost nie uznają, ale w jakiś sposób – tajemniczy – dostępują przychodzącego przez wiarę w Mesjasza zbawienia.
Zasadne są obawy, czy w tym wypadku nie mamy do czynienia po prostu z manipulacją religijną. Otóż „tajemnice wiary” to przekraczające ludzki rozum prawdy objawione przez Boga. To te elementy „depositum fidei” – które nie przecząc rozumowi wykraczają poza jego poznanie. Naukę np. o Trójcy Przenajświętszej otrzymujemy dzięki wierze, a ludzki rozum nie jest w stanie zbyt wiele powiedzieć na Jej temat poza danymi w objawieniu faktami.
Tymczasem Kościół wyraźnie i szczegółowo uczy o konieczności wiary do zbawienia i równie precyzyjnie wyjaśnia, w wypadku kogo może ono zaistnieć bez wiary wyraźnej. Samo uznanie faktu, że wśród warunków zbawienia znajduje się wiara oraz pojęcie, czym jest akt wiary, nie umyka rozumowi. Przyjmujemy tę naukę i jasne staje się, że objawienie wymaga od człowieka pozytywnej odpowiedzi.
Gdyby to, jak należy odnieść się do religijnej prawdy było niezrozumiałe, wiara nie mogłaby stanowić powinności moralnej. Tymczasem od zawsze Kościół uczy, że ludzki rozum musi wiarę przyjąć. O tej konieczności mówią dokumenty Soboru Watykańskiego II, w tym konstytucja „Lumen Gentium” oraz Deklaracja „Dignitatis Humanae”. Zawsze uznawano to za uniwersalne i obiektywne wymaganie etyczne, wiążące ludzkie sumienie.
Kościół wyjaśnił również dokładnie, że w wypadku „ignorancji niezawinionej” – czyli niemożliwości poznania prawdy religijnej – zbawienie może w niektórych wypadkach przyjść…
Rozumiemy zatem, co oznacza, że wiara jest do zbawienia konieczna oraz w jaki sposób człowiek wyraża wiarę. Pojmujemy także, że są osoby, które nie mają wiary – ale nie z ich winy. Nic nie pozwala na wyjęcie jakiejś konkretnej grupy z tych zrozumiałych ram na podstawie „tajemnicy wiary”. Znaczyłoby to zwyczajnie niezastosowanie moralnych kryteriów do określonej zbiorowości. Czy skończyliśmy już z wiarą w obiektywność grzechu i zasługi?
Co więcej – w żadnym świadectwie Tradycji – ani u Ojców Kościoła, ani na żadnym soborze, nie ma twierdzeń o tajemniczym wyłączeniu Żydów z grona tych, którzy muszą wierzyć. Nie ma podstawy, by wprowadzić w ich kwestii jakąś „tajemnicę wiary”!
W wypadku omawianej dyskusji mamy do czynienia z próbą użycia tej kategorii do podparcia po prostu niespójnego z doktrynalnymi ramami poglądu. To coś więcej, niż nieuczciwy chwyt retoryczny. To cyniczne wykorzystanie gotowości wierzących do przyjęcia prawdy przerastającej zrozumienie.
Bez wyjaśnień
Debatę w sprawie obu tych palących problemów podsumować można jedną z uwag ks. prof. Chrostowskiego. Entuzjaści linii episkopatu po prostu powtarzają zapisy listu – ale ich stanowisko jest w istocie „publicystyczne”. Próba jego teologicznego uzasadnienia – nie powielania narracji, ale wytłumaczenia w świetle wiary – kończy się fiaskiem. Dzieje się tak dlatego, że w istocie mamy do czynienia z pustą narracją – oderwaną od katolickiego nauczania o tym, czym był naprawdę Stary Testament.
Obrońcy listu tego jak gdyby nie zauważają… lub zauważać nie chcą. To jeszcze jeden wniosek, jaki płynie z debaty na UMK. Styl wypowiedzi Ryszarda Montusiewicza dowodził wyraźnie, że jest on po prostu niechętny teologicznej analizie problemu – a w opinię komitetu KEP wierzy tak mocno, jak we własne istnienie.
Dziennikarz ochoczo „podgryzał” w trakcie debaty ks. prof. Chrostowskiego. Gdy duchowny zaznaczał, że w świetle nauczania Kościoła kwestia trwania Starego Testamentu nie jest oczywista, Montusiewicz zachęcał, by biblista „zwrócił się do Watykanu z prośbą o zmianę katechizmu”. Kiedy wprawny teolog wyjaśniał, że część pojęć używanych w odniesieniu do Żydów, jak na przykład „naród wybrany”, można by przetłumaczyć lepiej, przedstawiciel Komitetu zarzucał mu puste krytykanctwo. Jak gdyby Pan redaktor nie rozumiał, że spotkał się na debacie właśnie po to… by dyskutować.
Znacznie bardziej niż na dyskusję, Pan Ryszard Montusiewicz wydawał się przygotowany na agresywne przeforsowanie narracji swojego środowiska. Zauważanie niuansów teologicznych przez biblistę-eksperta zdało mu się podejrzanym – a sprawa trwania Starego Testamentu oczywistą w świetle „ciągłości” Magisterium i nauczania papieży od Soboru Watykańskiego II. Nie liczmy na to, by Pan Redaktor rozumiał, że w samym „Nostra Aetate” o trwaniu Starego Przymierza nie ma wprost mowy albo, że Benedykt XVI w swoim eseju o judaizmie z 2017 roku wyrażał sądy bardzo odległe listowi KEP-u…
Jak zagorzały potrafi być Ryszard Montusiewicz pokazał jego komentarz do zapisanego w biskupim liście „zaproszenia do synagog”. Ks. prof. Waldemar Chrostowski zaznaczył, że nie odwiedził bożnicy, ponieważ wezwanie KEP-u nie było szczere. Nie pochodziło od gospodarzy synagog – czyli gmin żydowskich – ale było luźnym pomysłem naszych pasterzy.
Co na to Pan Montusiewicz? Otóż „nie rozumie” on tego zastrzeżenia, bo w Polsce jest przecież tyle synagog nieużywanych, w ruinie, albo przerobionych na budynki użyteczności religijnej, w których nie ma gmin wyznaniowych… Wypadało zatem ks. prof. Chrostowskiemu stanąć przed takim budynkiem z okazji 40-lecia wizyty Jana Pawła w synagodze, bądź dotknąć jego murów… Sic! Pan Ryszard w odpowiedzi na uwagę, że to nie Żydzi zaprosili nas do synagog, wysyła nas… na baseny i gruzowiska w miejscu, gdzie kiedyś modlili się wyznawcy judaizmu.
To bliższe zapoznanie z profilem intelektualnym przedstawiciela Komitetu wyjaśniało bardzo wiele. Nie wystawiając ogólnej oceny Ryszarda Montusiewicza trzeba przyznać, że w debacie sprawiał on wizerunek fanatycznego ignoranta. Jeśli biskupi rzeczywiście funkcjonują w tak „lojalnym” otoczeniu, to nie dziw, że publikują nierozsądne dokumenty. Wśród współpracowników mogą liczyć tylko na poklask.
Szczęściem nie cały Kościół klaszcze w dłonie, gdy słyszy naukę relatywizującą konieczność wiary do zbawienia i nieodzowność Chrystusa.
Filip Adamus







