Ksiądz prałat Józef Maj powiedział, że rotmistrz Witold Pilecki mógłby stać się patronem od dokonywania trudnych życiowych wyborów. Niemal przez całe swoje życie wybierał trudniejszą drogę. Jest znany przede wszystkim z decyzji o dobrowolnym udaniu się do Auschwitz, ale decyzji wymagających zaparcia się siebie było w jego życiu o wiele więcej.
Witold Pilecki urodził się dokładnie 120 lat temu – 13 maja 1901 roku. Jego postać i heroiczne czyny przed długi czas były skazane na zapomnienie. Nawet najbliższa rodzina rotmistrza przez długi czas nie wiedziała o tym kiedy wykonano na nim wyrok śmierci, ani gdzie złożono jego ciało. Do dziś jego szczątki nie zostały zidentyfikowane, choć prof. Krzysztof Szwagrzyk wierzy, że zostały znalezione na ,,Łączce”. Problemem okazuje się przeprowadzenie ich identyfikacji.
Co jakiś czas pojawia się również pytanie o ewentualną możliwość rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego Witolda Pileckiego. W 2015 roku taka prośba trafiła do kardynała Nycza, który odmówił, stwierdzając jednak, że być może powróci do tej sprawy w przyszłości. W związku z tym pojawia się pytanie o heroiczność cnót rtm. Pileckiego oraz o jego religijność. Na te aspekty starałam się zwrócić uwagę w książce ,,Duchowość i charakter Witolda Pileckiego”.
Wesprzyj nas już teraz!
Dokonywanie trudnych wyborów
Ksiądz prałat Józef Maj powiedział, że rotmistrz Witold Pilecki mógłby stać się patronem od dokonywania trudnych życiowych wyborów. Niemal przez całe swoje życie wybierał trudniejszą drogę. Jest znany przede wszystkim z decyzji o dobrowolnym udaniu się do Auschwitz, ale decyzji wymagających zaparcia się siebie było w jego życiu o wiele więcej.
Urodził się w 1901 roku w mroźnym Ołońcu, na terenie północno-zachodniej Rosji, jako wnuk zesłanego na Syberię powstańca styczniowego. Religijność i żarliwy patriotyzm zaszczepiła w nim jego matka Ludwika, która wraz z dziećmi wyprowadziła się do Wilna, aby zapewnić im dostęp do polskiego nielegalnego szkolnictwa i harcerstwa. To w harcerstwie przyszły założyciel Tajnej Armii Polskiej poznał pierwsze tajniki pracy konspiracyjnej. Zrezygnował ze studiów na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie aby pomóc rodzinie w odbudowie zrujnowanego dworku w Sukurczach. Decyzja o założeniu rodziny z Marią Ostrowską była poprzedzona zerwaniem związku z Kazimierą Daczówną, która nie chciała zdecydować się na założenie rodziny. Daczówna zachowała jednak wszystkie listy Witolda Pileckiego, w których przejawia się jego dążenie do pracy nad swoim charakterem. Warto podkreślić, że ojciec rotmistrza miał trudny charakter, był wybuchowy, nieraz łatwo się załamywał. Witold nie poszedł w jego ślady, nawet ciężkie doświadczenia obozu koncentracyjnego nie pozbawiły go równowagi psychicznej. Po ucieczce z Auschwitz pisał pełne ciepła listy do swoich dzieci oraz swojej chrześnicy. Jego kolejne wybory życiowe wskazują na to, że nie bał się śmierci: decyzja o udziale w Powstaniu Warszawskim, o powrocie z Włoch do Polski i podjęciu kolejnej działalności konspiracyjnej, wreszcie decyzja o tym by nie wyjechać z kraju w chwili, gdy mogło mu zagrażać aresztowanie.
Klucz do zrozumienia jego misji
Wiele osób nie potrafi zrozumieć w jaki sposób Witold Pilecki w tak szybkim czasie zorganizował konspiracyjną organizację w okupowanej Warszawie, a następnie w obozie koncentracyjnym oraz w powojennej Polsce. Dopiero podkreślenie często pomijanej informacji o wywiadowczej działalności Pileckiego w latach trzydziestych pomoże nam zrozumieć charakter jego misji. Do pracy w Oddziale II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego zaangażował Pileckiego Edward Rydz-Śmigły. Tam pod przybranym nazwiskiem przyszły ochotnik do Auschwitz w 1935 roku awansował do stopnia porucznika, a w 1938 r. uzyskał stopień wojskowy kapitana. Ze względu na konspiracyjny charakter tej działalności, Pilecki w 1939 roku wyruszył na wojnę, jedynie ze stopniem wojskowym podporucznika. Zatem za heroiczną misję w Auschwitz, Pilecki otrzymał stopień wojskowy, jaki już wcześniej posiadał.
Nigdy potem nie ubiegał się o uznanie tych przedwojennych awansów, a o całej sprawie wspomniał jedynie w liście, który przekazał generałowi Pełczyńskiemu: ,,Od trzech gwiazdek kapitana w 1938 r. do takich samych trzech gwiazdek rotmistrza
w 1943 r. – długą i dostatecznie trudną przebyłem drogę. (…) Wreszcie więc siebie dopędziłem. Wszystko jest w porządku. Przed wojną 39 r. nie pracowałem na korzyść mego nazwiska”.
To wydarzenie odsłania nam jedynie rąbek tajemnicy, którą owiana była jego konspiracyjna misja, ale wskazuje również na jego cechy charakteru: dyskrecja, skromność, pokora. Są to cechy dziś niezrozumiałe w czasach, w których młodym ludziom zależy na tym, aby jak najbardziej ,,wylansować się” na portalach społecznościowych. Szwagierka Witolda Pileckiego, Eleonora Ostrowska opisała go w następujących słowach: ,,Nigdy nie wyczuwałam w Witoldzie chęci posiadania jakieś władzy, specjalnego dla siebie uznania lub chęci podkreślenia własnych zasług. Całą swoją pracę w konspiracji traktował jako zwykłą powinność Polaka-żołnierza”. Jego skromność podkreślają również inne osoby, które go znały. Por. Zbigniew Brym („Zdunin”), dowódca jednej z kompanii TAP oraz 3 kompanii Zgrupowania „Chrobry II” opisał Pileckiego w następujących słowach: „Witold był człowiekiem raczej małomównym. Wolał działać niż dyskutować. O sobie też mało mówił, o sprawach osobistych, rodzinnych nigdy. Witold nie był gawędziarzem, co potrafi każdym tematem zainteresować słuchaczy i nie był mówcą. Czy się czymś wyróżniał? Czy robił wrażenie kogoś wybitnego? Nie. Robił wrażenie raczej kogoś zupełnie przeciętnego”
,,O naśladowaniu Chrystusa”
Drugim kluczem do zrozumienia misji ochotnika do Auschwitz jest przesłanie z książki ,,O naśladowaniu Chrystusa”. Witold Pilecki starał się żyć tak, aby w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć niż lękać. Jego pobożność charakteryzowało głębokie rozmyślanie dotyczące ostatecznego celu życia. Pilecki nie był człowiekiem, który skupiał się na doczesności. Głębokie przemyślenia znajdujemy już w jego listach z młodości. W latach dwudziestych napisał: ,,(…) wiem tylko jedno i widzę to jasno. Że człowiek, który postępuje źle, oszukuje przede wszystkim sam siebie. Że na pewno nawet jeszcze w tym życiu będzie żałował tego. Że takie pojęcie: „żyj i użyj świata” jest mylnem, bo poświęcenie całego życia tylko wyłącznie zaspokojeniu zwierzęcych popędów jest tak nędznym objawem płytkiego umysłu, że nie trzeba nawet dodawać do tego zdania faktu, iż taki człowiek nie miał nic świętego, nic naprawdę pięknego, nic po sobie nie zostawił, ani dobrego wspomnienia, nie mówiąc o jakichś dziełach twórczości i umarł razu pewnego ot tak sobie, jakby coś do zwierzęcia podobnego. Gdy tymczasem każdy człowiek ma wokoło siebie moc celi ładnych (…)”.
Rozważania dotyczące śmierci pojawiają się również we ,,Wstępie do Raportów z Auschwitz”, który rtm. Pilecki napisał w 1946 roku. Wspomina w nim, że często miał okazję obserwować śmierć swoich kolegów i był powiernikiem ich ostatnich słów: ,,Człowiek w ostatnich chwilach swego życia, jeśli się zechciał zwierzyć szczerze, przyznał zawsze, że tylko to po nim zostało na ziemi wartością trwałą i pozytywną, co dać potrafił z siebie innym ludziom – w tej lub też innej formie. A iluż takich było, co przed śmiercią dopiero stwierdzić zdolni byli, że przez swe całe życie – wciąż oszczędzając serca innym – nie dali nikomu właściwie nic i teraz, odchodząc z ziemi – za sobą zostawili pustkę, a serce, które się wkrótce już tylko w bryłę miało zmienić, w rzeczywistości nieczułą bryłą przez całe życie było”.
Wielka wiara i ufność
Tym, co towarzyszyło Witoldowi Pileckiemu była wielka wiara i ufność w Boga. Właśnie w takim kontekście należałoby przedstawiać tę postać młodzieży i polecać ,,Raporty z Auschwitz” jako lekturę szkolną. Tymczasem wielu ateizujących nauczycieli opowiadając o obozach koncentracyjnych wypowiada słowa: ,,Gdzie był wtedy Bóg? Jak możliwa jest wiara po Auschwitz?”. Literatura obozowa powiewa pesymizmem. Dodajmy, że w Auschwitz przebywało dwóch mężczyzn z rodziny Witolda Pileckiego. Jeden z nich nie wytrzymał psychicznie piekła obozu i popełnił samobójstwo, a drugi chociaż przetrwał obóz, to całkowicie załamał się psychicznie. Natomiast w ,,Raportach z Auschwitz” czytamy zaskakujące wyznanie: ,,Przede wszystkim byłem wierzącym i wierzyłem, że jak Bóg zechce pomóc, to wyjdę na pewno”. Dodajmy, że piętnaście lat przed udaniem się do obozu, w jednym z listów do Kazimiery Daczówny, Pilecki napisał: „Gdybym nawet nie miał kawałka chleba raptem ot tak, bo się Bozi tak zechciało, tobym i wtedy pewności siebie nie stracił, a jeślibym stracił, tobym był ostatnim osłem”.
Pilecki miał niezwykłą zdolność zachowania pogody ducha w ekstremalnych sytuacjach, których inni nie wytrzymywali psychicznie. Świadczył o tym relacja celnego z Więzienia Mokotowskiego. Warunki w komunistycznym więzieniu były o wiele trudniejsze niż w Auschwitz. Tymczasem agent o pseudonimie ,,Gołąb” zeznał, że Pilecki jest nastawiony optymistycznie ,,podkreśla, iż optymizm ten nie zawiódł go nawet w najcięższych chwilach w Oświęcimiu, a więc i teraz go nie zawiedzie”.
Wiemy również o przypadku więziennego strażnika, który nawrócił się, obserwując skupienie i modlitwę Witolda Pileckiego. W ostatnich latach rotmistrz przyczynił się do kolejnych nawróceń, ponieważ wielu młodych ludzi pod wpływem jego historii sięgnęło po książkę ,,O naśladowaniu Chrystusa”.
Dr Anna Mandrela