Wiatrak stanie za płotem, a tobie nic do tego. Tak rząd "zachęca" do instalacji OZE

Zgodnie z planami rządu, mikroinstalacje wiatrowe do 12 m wysokości stawiane na posesjach prywatnych będą wyłączone z prawa budowlanego. W efekcie nie będzie konieczności uzyskania pozwolenia na ich budowę, a sąsiedzi nie będą mogli jej zaskarżyć.
W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem nowelizacji prawa budowlanego. Umożliwia on postawienie przy domu w uproszczonej procedurze, czyli na zgłoszenie, masztów wiatrowych mierzących do 12 metrów wysokości, które będą produkować energię na potrzeby własne domowników. Do zgłoszenia trzeba będzie dołączyć projekt techniczny urządzenia oraz projekt zagospodarowania terenu. To, w ocenie resortu, ma zagwarantować bezpieczeństwo, a także nie prowokować sporów sąsiedzkich.
Obecnie już można stawiać na posesjach prywatnych instalacje powyżej 3m wysokości, jednak wymagają one uzyskania pozwolenia. Nowe rozwiązanie ma na celu zliberalizowanie tych przepisów.
Projekt wzbudza liczne kontrowersje. Przykładowo, w projekcie nie ma mowy o "instalacjach wiatrowych" ale wyłącznie o "masztach". Nie ma również zapisanych ograniczeń odległości od sąsiednich zabudowań. Instalacja "na zgłoszenie" oznacza również, że sąsiedzi nie będą musili być o niczym informowani, a raz wybudowanej infrastruktury nie będzie można zaskarżyć.
Wątpliwości wzbudza również skuteczność tego typu inwestycji, a także potencjalna skala konfliktów i sporów sąsiedzkich. Eksperci zwracają uwagę, że w gęstej zabudowie siła wiatru będzie ograniczana przez okoliczne budynki, a zatem generacja prądu nie będzie optymalna. Z kolei biorąc pod uwagę fakt, jaki sprzeciw budziło w społeczeństwie stawianie wiatraków w odległości 700 m od zabudowań, łatwo wyobrazić sobie skalę protestów, kiedy wiatraki będzie można stawiać tuż "pod płotem".
Źródło: gazetaprawna.pl
PR








