Kiedy świat obiegła informacja o otwarciu przez Ojca Świętego Leona XIV drogi do wyniesienia na ołtarze Służebnicy Bożej Barbary Samulowskiej, oczy wielu zwróciły się w jej stronę i ku gietrzwałdzkim objawieniom Matki Bożej. Z całą pewnością przy tej okazji warto więc lepiej poznać niezwykłe życie 12-letniej dziewczynki z małej warmińskiej wsi. Przez dwa miesiące roku 1877 w Gietrzwałdzie ukazywała się jej Maryja, co potwierdził Kościół. Jako już dorosła osoba – siostra Stanisława, szarytka, 53 lata swego życia poświęciła służbie ubogim i chorym w dalekiej Gwatemali.
Wszędobylska Basia
Barbara Samulowska przyszła na świat z rodziców Józefa i Karoliny, zamieszkałych w małej warmińskiej wsi Woryty. Byli oni Polakami bardzo pobożnymi i patriotycznie usposobionymi. Tak też wychowali troje swoich dzieci. Basię ochrzczono zaraz po urodzeniu, gdyż poród był trudny i obawiano się, że wkrótce po nim może umrzeć. Dzięki Bogu, dziewczynka nie umarła, a na tym naszym świecie żyła aż 86 lat.
Wesprzyj nas już teraz!
Jej życie od początku było skromne i piękne. Miała dwóch kochanych, starszych braci – Józefa i Jana. Cała pięcioosobowa rodzina Samulowskich mieszkała w niewielkim domu z ogródkiem. Rodzice ani nie odziedziczyli, ani nie dorobili się własnego gospodarstwa, dlatego oboje pracowali u innych.
Basia od dziecięcego wieku odznaczała się szczególnie głęboką pobożnością. Jej mama w roku 1877, dwa miesiące po pierwszym objawieniu Maryi w Gietrzwałdzie, składając relacje o swojej córce przed komisją biskupią, powiedziała co następuje: „Była zawsze potulna, serdeczna, grzeczna. Jeśli rodzice modlili się i odprawiali nowenny w różnych intencjach, za Ojca Świętego, za proboszcza, za chorych itd. Barbara chętnie i głośno się modliła. Od 10. roku jest przyjęta do Komunii Świętej” – podkreśliła mama małej wizjonerki.
Pobożność nie czyniła z Basi Samulowskiej dziecka zamkniętego w sobie, nad wiek poważnego czy spędzającego większość czasu w kościele. Ze wspomnień jej krewnych wyłania się obraz dziewczynki wesołej, rozćwierkanej jak wróbelek i wszędobylskiej. Możemy poznać to szczególnie dokładnie z niegrubej książki pt. „Objawienia Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie”, napisanej i wydanej w roku 1878 przez kuzyna Basi, Andrzeja Samulowskiego. Była to postać wybitna, nietaktem byłoby więc wspomnieć w tym miejscu jedynie jej personalia. Otóż był to poeta ludowy, którego wiersze swego czasu znała cała Warmia. Prócz tego jest dziś znany jako wybitny działacz oświatowy i społeczny oraz dobry nauczyciel. „Wizyty” Matki Bożej w Gietrzwałdzie poznał z bliska, ponieważ w tym czasie żył i pracował w tej miejscowości, w której w roku 1878 m.in. założył pierwszą polską księgarnię na Warmii. Budynek ten stoi do dnia dzisiejszego.
To właśnie dzięki jego talentowi literackiemu mamy dziś żywy opis wyglądu i temperamentu dwunastoletniej Basi Samulowskiej. We wspomnianej tu książce jej krewny napisał: „Twarzyczkę ma bardzo nieregularną, nosek zadarty, usta szerokie, z których wychodzą ciągle dwa białe rzędy niezupełnie drobnych ząbków. Oczy czarne i płoche, cera jeżeli nie spalona, to oliwkowa z natury, włosy ciemne. Barbara pewnie nie chodzi, tylko ciągle skacze, gdy ją chcesz zatrzymać, ledwie się obróci, ledwie posłucha, wyrwie się i ucieka dalej. Jest to obraz niczym nieskrępowanej swobody, obraz prostoty”.
Nastoletnia wizjonerka
Jej życie zmieniło się radykalnie 30 czerwca 1877 roku, kiedy miała 12 lat. Wówczas to dowiedziała się od 13-letniej kuzynki Justyny Szafryńskiej, że poprzedniego dnia na przykościelnym klonie ukazała się jej Matka Boża i za pozwoleniem księdza proboszcza Augustyna Weichsela Justynka się tam właśnie wybiera. Kilkoro dzieci zadeklarowało, że pójdzie tam z nią. Oczywiście ciekawej wszystkiego Basi nie mogło tam zabraknąć. Późnym wieczorem ruszyła z małą gromadą pod wskazane drzewo. Kiedy o godzinie 21:00 donośnym głosem zabrzmiał dzwon, dziewczynki zaczęły odmawiać Różaniec. Widzenie Justynki z poprzedniego dnia powtórzyło się. Ujrzała „siedzącą na żółtym krześle Panią w bieli, z Dzieciątkiem na ręku, w asyście dwóch aniołów” – jak sama relacjonowała. To samo zobaczyła Basia Samulowska, a inne dzieci nic nadzwyczajnego nie ujrzały.
Po zakończeniu modlitwy różańcowej, „Pani odeszła do nieba”, a dwie dziewczynki wszystko co widziały, z detalami opowiedziały księdzu proboszczowi. Ten zapytał je, czy „piękna Pani” coś do nich mówiła? Dziewczynki odpowiedziały: „Nic nie mówiła”. Proboszcz August poprosił więc, aby podczas następnego widzenia, zapytały świetlistą postać przepięknej kobiety, „czego Ona potrzebuje”?
30 czerwca, w przeddzień I Komunii Świętej w gietrzwałdzkiej parafii, o tej samej porze co poprzedniego dnia i w tym samym miejscu, Justynka i Basia znów ujrzały „Panią o pięknym obliczu”. Kiedy odmówiły razem Różaniec, Justynka zebrała się na odwagę i zapytała, tak jak polecił jej ks. Proboszcz: „Pani, czego sobie życzysz?”. Pani odpowiedziała krótko i rzeczowo: „Chcę abyście codziennie odmawiały Różaniec”.
Co bardzo ciekawe, Ta która się im ukazała, przemówiła do Justynki i Basi w języku polskim, którego one używały jedynie w domu. Warmia była w tym czasie antypolskich rządów Bismarcka, pod jurysdykcją pruską i obowiązywał tam niemiecki. Dziewczynki uczono w szkole pisać i mówić wyłącznie tak jak zaborcy. Za używanie mowy ojczystej w szkole groziły ciężkie kary. Niemcy robili wszystko w tym jednym celu, aby Polaków wynarodowić.
W Gietrzwałdzie Polakom przyszła z pomocą sama Królowa Polski, dlatego niemiecka polityka kulturkampfu skończyła się klęską. Przesłanie skierowane przez Maryję do naszych rodaków podczas objawień w Gietrzwałdzie pięknie i mądrze ujął w swoim wierszu Andrzej Samulowski, pisząc:
Ciesz się Polsko ukochana !
Bo znajdziesz łaskę u Pana.
Lecz pokutuj, módl się szczerze
I odnów z Bogiem przymierze.
Basia widziała Niepokalanie Poczętą
Objawienie, które wyjaśniło, kim jest piękna Pani ukazująca się dziewczynkom, miało miejsce 1 lipca 1877 roku, w niedzielę. Tego świątecznego dnia dzieci z parafii – m.in. Justynka Szafryńska –przystępowały do I Komunii świętej. Kiedy przyszła godzina 21:00 pod przykościelnym klonem stał już tłum ludzi, gdyż wieść o objawieniach rozeszła się szeroko po okolicy. Kiedy Justynka ujrzała piękną Panią, która „miękko” spłynęła z nieba, zaraz Ją zapytała, kim jest. W odpowiedzi usłyszała bardzo wyraźnie: „Jam jest Najświętsza Maryja Panna, Niepokalanie Poczęta”.
Basia Samulowska tego dnia spóźniła się nieco i kiedy przyszła pod klon, ujrzała na nim jedynie bardzo jasne światło, zaś postaci Matki Najświętszej nie zobaczyła i nic nie usłyszała. Bardzo żałowała, że się spóźniła, z tego powodu gorzko zapłakała. W odpowiedzi na ten szczery żal dziecięcego serca, Matka Najświętsza ukazała się jej podczas snu, jeszcze tej samej nocy. Basia zapytała Ją, tak jak prosił o to proboszcz: „Kim jesteś piękna Pani”. Tym razem odpowiedź była krótsza – „Jam jest Niepokalane Poczęcie”.
Basia i Justynka, to co usłyszały od Matki Bożej, słowo w słowo powtórzyły księdzu proboszczowi. Kapłan był wstrząśnięty ich relacją, miał jednak pewne wątpliwości czy aby nie fantazjują. Postanowił więc, że podczas następnego objawienia Maryi, przeprowadzi próbę. Krótko przed tym, kiedy Matka Boża ukazał się dziewczynkom, kazał im stanąć daleko od siebie, tak aby nie mogły się komunikować. Poprosił dziewczynki, aby zapytały Matkę Bożą czy można przyprowadzić do Niej chorych, aby Maryja ich uzdrowiła.
Po objawieniu, najpierw poprosił do siebie osobno na plebanię Justynkę i zapytał ją, jaką odpowiedź na pytanie, które prosił zdać, otrzymała od Maryi. Trzynastolatka, odpowiedziała mu, że Matka Boża odrzekła krótko: „Później”. Następnie proboszcz, osobno, wysłuchał Basi. Ta powtórzyła swoimi słowami dokładnie to samo, co chwilę wcześniej mówiła Justynka i jeszcze inne informacje usłyszane od Maryi.
Jedna z nich była taka: „Będę tu jeszcze dwa miesiące”, i rzeczywiście objawienia zakończyły się równo po dwóch miesiącach od dnia, w którym zostało to zapowiedziane. Pomyślnie przebyta przez wizjonerki próba całkowicie przekonała księdza Augustyna, iż dziewczynki mówią prawdę. Od tej chwili z wielkim oddaniem i poświęceniem szerzył on wieść o objawieniach oraz przesłaniach, które Matka Boża skierowała do Polaków żyjących na Warmii i w całym kraju, oraz do Kościoła. Proboszcz napisał: „zaofiarowałem siebie i całą swoją posiadłość Najświętszej Maryi Pannie”. Ksiądz Augustyn Weichsel za rozpowszechnianie treści objawień Maryi w Gietrzwałdzie był przez władze pruskie aż 70 razy stawiany przed sądem, a przez kilka dni więziony w Olsztynie.
Pijaństwo zgubą dla Polski
Podczas objawień Matka Boża skarżyła się dzieciom, że wielu ludzi nie ma dla Niej szacunku, co Maryję bardzo boli. Na prośbę proboszcza dziewczynki zapytały Maryję, skąd w tych czasach tyle zła. Matka Boża dała odpowiedź, która i dziś jest bardzo aktualna: „Teraz, przed końcem świata szatan obchodzi ziemię jak zgłodniały pies, aby pożreć ludzi”.
Maryja wskazywała konkretne grzechy, które wtrącają naród polski w szatańską niewolę. Wymieniła m.in. pijaństwo. Na jednej ze stron swojej ponad stustronicowej książki, która jest relacją świadka objawień, Andrzej Samulowski zanotował. „Na pytanie – czy pijacy się nawrócą, odpowiedź Matki była bardzo krótka „Będą ukarani”. Samulowski, jak przystało na poetę, tę przestrogę komentuje czterostrofowym wierszem o optymistycznej wymowie.
Gdy trzeźwość w Polsce zakwitnie
A pijaństwem, nikt nie zgrzeszy.
To piekło zrębami zgrzytnie,
Ale niebo się ucieszy.
Słowa Maryi tak poruszyły serca osób nadużywających alkoholu, że na całej Warmii – można powiedzieć, masowo – podpisywali oni zobowiązania do abstynencji i składali je w skrzynkach ustawionych specjalnie w tym celu w ich parafialnych kościołach.
Biskup Krementz dla zbadania wizjonerek powołał kilka komisji. Dnia 24 sierpnia 1877 r. Basia Samulowska zeznała: „Z początku po ukazaniu się zjawy bałam się, później już nie, ale najpierw było mi jakoś zimno. Skoro tylko zaczęła się wizja, widziałam tylko zjawę, wszystko inne było ciemne. Nie widziałam żadnego człowieka, tylko słyszałam rozmowy i szmer, bez możności rozróżnienia, co to jest. Przed nadejściem objawienia odmawiałam Różaniec w ciszy, razem ze zgromadzonymi ludźmi. A gdy rozpoczęło się objawienie, nie mówiłam dalej Różańca, ale wkrótce zaczęłam stawiać pytania, które mi zadawano. Podczas objawienia nie miałam żadnego czucia fizycznego i nie zauważyłam, że go nie miałam, jak mi później powiedziano”.
Ukryta przed światem
Już w trakcie objawień dziewczynki nie mieszkały z rodzicami. Ukryto je przed tłumami ciekawskich i nachalnych osób oraz pruskimi szpiegami. Basia Samulowska po kryjomu przebywała u cieszącego się nienaganną opinią gospodarza Józefa Grossa w Worytach. Po zakończeniu objawień, na polecenie ks. biskupa warmińskiego Filipa Krementza, ze względu na bezpieczeństwo wizjonerek, skierowano ją do szkoły z internatem prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia w Lidzbarku Warmińskim, a później do podobnych szkół w Polsce.
Lubiła naukę szkolną i była zdolna. „Barbara Samulowska obecna w naszym zakładzie dla dziewcząt, kontynuuje kształcenie począwszy od 1878 r. Uczy się religii, języka polskiego, niemieckiego i matematyki. Jest zdolna i ogromnie pilna. Robi duże postępy w nauce” – napisała jedna z jej nauczycielek. Barbarze i Justynie spodobało się zakonne życie szarytek i postanowiły żyć tak jak one. Tym samym posłuchały prośby Matki Bożej, która podczas ostatniego objawienia 16 września 1877 roku, prosiła aby obie w dorosłym wieku wybrały życie konsekrowane.
Barbara Samulowska do postulatu Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Chełmnie wstąpiła w roku 1883. Niestety, władze pruskie nie zaprzestały szykanować zgromadzenia za to, że w swoje szeregi przyjęło dwie wizjonerki z Gietrzwałdu. Dlatego władze zakonne postanowiły wysłać je za granicę. Na początku stycznia 1884 r. wyjechały do Paryża. Barbara rozpoczęła nowicjat w tamtejszym seminarium Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Przygotowywała się tam do życia w zakonie i pracy misyjnej w krajach, do których nie dotarła jeszcze Dobra Nowina.
Jej paryska przełożona szybko zauważyła, że nowicjuszka Barbara Samulowska prowadzi głębokie życie duchowe. „Przez kilka dni obserwowałam ją dokładnie i zauważyłam, że w nowoprzybyłej seminarzystce objawia się coś niezwykłego, nadprzyrodzonego i odnosi się wrażenie jakby Boski Mistrz blisko z nią obcował” – świadczyła o Polce siostra dyrektor paryskiego seminarium.
Nowicjuszka Barbara prowadziła życie zgodne z mniszą regułą „Módl się i pracuj”. Już po rocznym pobycie w seminarium rozpoczęła pracę w żłobku przy ulicy Mare. Dzieci ją uwielbiały. Dla Barbary Samulowskiej studia seminaryjne kończą się złożeniem ślubów wieczystych i przyjęciem imienia zakonnego Stanisława. Przez kolejne lata posługi w Paryżu pilnie przygotowywała się do pracy misyjnej. W stopniu biegłym opanowała język hiszpański. Zielone światło dla marzenia gietrzwałdzkiej wizjonerki o niesieniu Jezusa i Maryi w dalekie kraje przełożone dają jej w roku 1895. Szarytka rodem z Gietrzwałdu ma jasny cel – służyć ubogim w Gwatemali.
Znający ją ksiądz prof. Lucjan Świto, delegat biskupi trybunału diecezjalnego w procesie beatyfikacyjnym Barbary Samulowskiej, mówi o siostrze Stanisławie następujące słowa: – Było w niej coś takiego, że kolejki ustawiały się do niej po rady w trudnych sprawach życiowych, małżeńskich, zawodowych, a nawet związanych z funkcjonowaniem miasta po trzęsieniu ziemi. Umiała wysłuchać ubogich i im pomóc. Ta kobieta miała w sobie „magnes”, który sprawiał, że ludzie garnęli się do niej, potrzebowali jej obecności i rady. Nie zawdzięczała tego spektakularnym darom, ale była to konsekwencja osobistej bliskiej więzi z Panem Bogiem. Ta więź zawsze sprawia, że człowiek jest atrakcyjny także dla innych, gdziekolwiek by nie pracował – zaznaczył ks. profesor. Wspominał też wielką pokorę siostry Stanisławy, która nie szukała podziwu w ludzkich oczach: – O swoich objawieniach siostra Samulowska nigdy nie opowiadała. Było wiadomo, że widziała Matkę Bożą, natomiast kiedy próbowano ją dopytać o szczegóły, jedynie się uśmiechała i nie odpowiadała. Z pewnością jednak była bardzo mocno związana z Matką – mówił wzruszony ks. Lucjan Świto.
Z dokumentów wiadomo o krótkiej wypowiedzi siostry Samulowskiej na temat Matki Bożej. Zanotowała te słowa jedna z postulantek, uczennica zakonnicy w gwatemalskim seminarium. A oto one: „Niepokalanie Poczęta jest niewysłowioną pięknością”.
W gwatemalskiej winnicy Pańskiej siostra Stanisława pracowała niestrudzenie przez 53 lata, aż do dnia, kiedy choroba nowotworowa nie pozwalała jej wstać z łóżka. Wówczas też napisała ostatni list do kochanej rodziny w Gietrzwałdzie (23. 04. 1950 r.), o której zawsze pamiętała. W ostatnich miesiącach życia unieruchomione chorobą ręce szarytki rodem z Gietrzwałdu nie dawały już rady służyć potrzebującym, ale jej myśl, dusza i ofiarowane cierpienia wciąż wstawiały się za nimi. Barbara Samulowska odeszła do domu Ojca w opinii świętości 6 grudnia Roku Pańskiego 1950, w Szpitalu Głównym w Gwatemali, w którym ofiarnie służyła chorym przez wiele lat.
Adam Białous
