Słynny we włoskich mediach społecznościowych młody kapłan porzucił sakramentalną posługę. Jego odejście spotkało się z olbrzymim poruszeniem. Młody duchowny należał bowiem do jednych z najbardziej rozpoznawalnych wśród internautów księży…
Alberto Ravagnani zamierza wydać niebawem książkę, w której omówi powody, dla których odstąpił od powołania. Już teraz nie ukrywa, że we własnym przekonaniu postąpił słusznie – szukając „lepszego” sposobu na realizację swojej misji.
Wydaje się, że po raz kolejny sława spotkała kapłana bez odpowiedniego przygotowania do radzenia sobie z nią. Niestety, w wypadku księży-celebrytów podobny rozwój wypadków jest nader częsty.
Wesprzyj nas już teraz!
Ks. Alberto Ravagnani posługiwał w archidiecezji Mediolanu. Bardzo młodo jak na kapłana osiągnął dużą popularność w mediach społecznościowych. W nagraniach o ekstrawaganckiej formie przyciągał od kilku lat on uwagę odbiorców, by przekazywać treści dotyczące wiary.
Ów ksiądz-influncer od czasu tzw. pandemii Covid-19 zbudował spore zasięgi w sieci. Zaczął również wzbudzać kontrowersje. Negatywne oceny jego aktywności nasiliły się szczególnie po tym, jak w nagraniach duchowny począł umieszczać reklamy komercyjne. We wrześniu zeszłego roku podjął płatną współpracę, promując odżywki dla sportowców w swoich mediach społecznościowych – podał portal infocatolica.com.
W konsekwencji młody ksiądz został wezwany na rozmowę z biskupem Mario Delpinim, który przestrzegł przed podobnymi zachowaniami w przyszłości. Wielu internautów wyraziło niesmak z powodu postępowania kapłana, zaznaczając, że podobna aktywność nie przystoi stanowi duchownemu.
Niewiele czasu minęło od tamtych wydarzeń, aż duchowny zdecydował się kapłaństwo porzucić. Powody jego odejścia zdają się dużo poważniejsze, niż ten incydentalny kryzys… i znacznie bardziej symptomatyczne. Od dłuższego czasu – jak zaznaczył włoski portal lanuovabq.it – dało się zauważyć charakterystyczną tendencję w materiałach nagrywanych przez księdza. Zrezygnował on ze stroju duchownego na rzecz wyraźnie nieformalnego stylu. W końcu uznał, że życie duchownego… oddala go od ludzi i ogranicza.
W pełni swoje motywacje sam Alberto Ravagnani zamierza wyłożyć w książce zatytułowanej Wybór, którą chce niedługo wydać. O wielu z nich mówił już w wywiadzie, jakiego udzielił tuż po tym, jak wiernych i media obiegła wieść o porzuceniu przez niego powołania.
W trakcie rozmowy z Giacomo Porettim oznajmił, że zamierza dalej zajmować się prowadzeniem innych „ku Bogu” oraz że wciąż w Niego wierzy. Podkreślił przy tym, że Boga rozumie przede wszystkim jako „sens istnienia” oraz że chciałby do Niego zbliżać ludzi, którzy mają „problem z instytucjami religijnymi” i patrząc na duchowość jako przestrzeń konkretnych wyznań „wylewają dziecko z kąpielą”, wybierając materializm.
Były ksiądz stwierdził, że do porzucenia stanu duchownego doprowadziło go poczucie oddzielenia od świata. Zamiast „księdzem Alberto” chciał być w odbiorze otoczenia zwyczajną osobą. Były duchowny mówił podczas rozmowy, że dalsze trwanie w stanie duchownym uważał za potencjalnie niezdrowe oraz że porzucenie kapłaństwa było elementem poszukiwania jego osobowości i prawdziwego „ja”.
Wśród powodów zniechęcenia do posługi kapłańskiej Alberto Ravagnani wymienił również „wątpliwości” w kwestiach takich, jak celibat, doktryna Kościoła i jego struktura hierarchiczna oraz nauczanie w zakresie seksualności, o których szerzej ma napisać w zapowiadanej książce.
Przypadek księdza Alberto Ravagnaniego wydaje się wpisywać w bardziej ogólny problem. Chodzi nie tylko o częste przypadki zgorszenia, płynące od księży celebrytów. Wątpliwości wzbudza ich przygotowanie do podobnej roli. Czy księży, którzy stają się sławni, poddaje się w ogóle jakiejś formie sprawdzenia?
Historia odejścia włoskiego duchownego nasuwa odpowiedź. Gdy opowiada on o perspektywie nowego świeckiego życia oraz rzeczywistości duchownego, czuć w jego słowach poważnie wybrakowane rozumienie misji, jaką zobowiązał się pełnić.
Choć to kapłaństwo dało mu przecież możliwość sprawowania sakramentów, a więc sprowadzania dla wiernych prawdziwej łaski Bożej oraz przyciągnęło do niego odbiorców, Alberto Ravagniano uznał je za warte poświęcenia na rzecz aktywności medialnej. Inspirowanie do otwarcia się na „religię samorozwoju” oraz poczucie zbliżenia do osób niechętnych Kościołowi okazało się dla niego istotniejsze sprawowanie Najświętszej Ofiary i szafowanie sakramentu pokuty.
Fakt ten obrazuje fundamentalny problem formacji intelektualnej. Obrazu dopełnia zaś niepewność doktrynalna duchownego, co do niektórych aspektów kościelnej hierarchii, czy nauki katolickiej. Czy duchowny, zanim osiągnął sławę i zdołał zgorszyć swoim odejściem wielu, został poddany jakiejś ocenie, co do tego, na ile nadaje się do takiego przedsięwzięcia?
W Polsce również nie brak rozpoznawalnych duchownych, którzy robią karierę w mediach społecznościowych, a ich przygotowanie doktrynalne pozostawia wiele do życzenia. Szokującymi wypowiedziami zasłynął m.in. znany zakonnik, o. Tomasz Maniura. Prężnie w mediach działa również ks. Rafał Główczyński – salwatorianin, znany jako „ksiądz z osiedla” – raz już upomniany przez władze zakonu za brak dostatecznej klarowności doktrynalnej. Wiele kontrowersji i rozczarowań spowodowała również część wypowiedzi o. Adama Szustaka – najbardziej chyba rozpoznawalnego w kraju dominikanina.
Ten powtarzający się problem wydaje się zasługiwać na poważną refleksję. Zdaje się bowiem, że o popularności duchownych w mediach społecznościowych decyduje nade wszystko ich osobista charyzma i spryt w korzystaniu z nowych form przekazu – podczas gdy odpowiednia formacja lub jej brak nie zostają zweryfikowane. Jakość ich przygotowania do nauczania rzesz wiernych poznaje się dopiero po fakcie. Na przykład, gdy dojdzie już do zgorszenia, padną haniebne słowa, albo kapłanowi odwidzi się posługa duchownego.
„Nowa ewangelizacja”, w ramach której liderami czynią parcie na szkło i „fajność” duchownych – a nie ich mądrość i świętość – jest niebezpiecznie skażona popkulturowym blichtrem.
Źródła: lanuovabq.it / YouTube / infocatolica.com
oprac. Filip Adamus
„Aktorka” porno kpi z wiary, ksiądz ją komplementuje. „Duszpasterz młodzieży” dialoguje ze światem