W najbliższą niedzielę prawie 111 mln obywateli Rosji wybierze swoich przedstawicieli do izby niższej rosyjskiego parlamentu – Dumy Państwowej. Dużych zmian w układzie sił politycznych wewnątrz Federacji Rosyjskiej raczej się nikt nie spodziewa, ale wzmocnienie tandemu Putin – Miedwiediew i utrzymanie znaczenia ich partii „Jedna Rosja” może mieć znaczące reperkusje międzynarodowe.
W końcowy etap kampanii wyborczej Putin i jego ekipa wchodzą w niełatwym dla siebie okresie napięć międzynarodowych i kłopotów z wielką powodzią po długotrwałych i ulewnych deszczach na Dalekim Wschodzie. W sierpniu w czterech regionach azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej – Kraju Chabarowskim, Kraju Nadmorskim, obwodzie amurskim i Żydowskim Obwodzie Autonomicznym – wprowadzono stan wyjątkowy. Na tydzień przed wyborami w mediach rosyjskich wieści z akcji pomocy mieszkańcom Dalekiego Wschodu przeplatają się z informacjami z przebiegu kampanii, prowadzonej przez pretendentów do foteli w Dumie. Dla ekipy sprawującej obecnie władzę wzmocnieniem pozycji w oczach swoich obywateli jest zwiększona aktywność międzynarodowa Władimira Putina i brak spójnej polityki państw Zachodu wobec Rosji
Wesprzyj nas już teraz!
Lokatorzy izby niższej na dłużej
Rosja ze swoim systemem politycznym najbliższa jest według zapisów prawnych systemowi prezydenckiemu, a władzą wykonawczą są rząd i prezydent. Zgromadzenie Federalne, czyli parlament, jest dwuizbowe. Izba wyższa (Rada Federacji) odzwierciedla federacyjny podział administracyjny państwa. Do izby wyższej wybiera się po dwóch przedstawicieli z 83 podmiotów (republiki, kraje, obwody, okręgi autonomiczne i 2 miasta o znaczeniu federalnym), co daje 166 członków Rady Federacji, którą trudno porównywać do naszej izby wyższej – Senatu.
Za to rola izby niższej, czyli Dumy Państwowej, do której 18 września zostaną przeprowadzone wybory, jest podobna do roli organów uchwałodawczych i kontrolnych wobec władzy wykonawczej, typowa jak w innych demokracjach. W Dumie Państwowej zasiada mniej deputowanych niż w polskim Sejmie – liczy ona 450 parlamentarzystów. W przypadku konstrukcji rządu federalnego Duma wyraża wotum zaufania dla proponowanego przez prezydenta kandydata na szefa rządu. Izba ta posiada inicjatywę ustawodawczą, uchwala budżet i przyjmuje akty prawne najwyższej rangi państwowej. W przypadku Rosji należy wziąć oczywiście poprawkę na realną, bardzo silną władzę prezydenta, dla którego wynik wyborczy jego siły politycznej „Jednej Rosji” będzie także testem popularności. Testem o tyle ciekawym, że po raz pierwszy od 2005 roku wybory do Dumy Państwowej odbędą się ponownie według ordynacji wyborczej mieszanej. Połowa składu Dumy zostanie wyłoniona w ordynacji proporcjonalnej i połowa w okręgach jednomandatowych.
W wyborach między 2005 rokiem a obecnym stosowano ordynację proporcjonalną, czyli głosowanie na listy partyjne, z warunkiem przekroczenia 5 proc. progu wyborczego w skali kraju. W wyborach proporcjonalnych rozkład mandatów będzie najprawdopodobniej korzystny dla starych graczy. Liczba 14 ogólnokrajowych komitetów zwolnionych z obowiązku zbierania podpisów do zgłoszenia list kandydatów i 6 komitetów niemających tej ulgi wskazuje na wysoce prawdopodobne rozbicie głosów, co premiować będzie duże ugrupowania.
Dobrą passę, jaką ma siła polityczna Władimira Putina od kilku wyborów, przerwać w obecnej sytuacji będzie komukolwiek trudno. Warto wspomnieć, że do tej pory najlepsze wyniki w walce o miejsca w Dumie Państwowej zdobywały ugrupowania: Liberalno – Demokratyczna Partia Rosji Władimira Żyrynowskiego (1993 r.), komuniści (1995 r. i 1999 r.) oraz właśnie „Jedna Rosja” Putina, która odnotowywała najlepsze wyniki kolejno w 2003, 2007 i 2011 roku. Od kadencji zaczynającej się w 2011 roku delegaci do Dumy Państwowej sprawują swoją funkcję przez 5 lat, a więc wybrani w niedzielę 18 września parlamentarzyści będą współpracować z Putinem do 2018 roku.
Zmiana konstytucji Rosji w 2008 roku wydłużyła jednak kadencję prezydenta do sześciu lat, bez zmiany zapisu o możliwości sprawowania funkcji głowy państwo przez dwie kolejne kadencje. Z powodu takiego zapisu już wcześniej Putin musiał zamienić się miejscami z Dmitrijem Miedwiediewem, który na kadencję 2008 – 2012 został prezydentem, a tekę premiera sprawował wówczas Władimir Putin, który powrócił na Kreml w 2012 roku, a szefem rządu został znowu Miedwiediew.
Teoretycznie więc także w 2018 roku możemy mieć przypadek reelekcji Władimira Putina na okres do 2024 roku. Wysoce prawdopodobne zacementowanie sceny politycznej w Rosji może wyznaczać sposób sprawowania władzy i krąg personalny decydentów na długie lata.
Faworyci mediów
Nic więc dziwnego, że w mediach rosyjskich ludzie Putina są traktowani bardzo poważnie, korzystając z czegoś więcej niż tylko bonus sprawujących władzę i obecnych w mediach z racji pełnionych funkcji. Na tydzień przed wyborami państwowa telewizja „Rossija 24” przeprowadziła z człowiekiem Putina premierem Dmitrijem Miedwiediewem długi wywiad, który był okazją do prezentacji dorobku rządu z „Jedną Rosją” jako największą siłą tworzącą gabinet.
Rosyjski premier w telewizyjnym studio tłumaczył ubytki w budżecie państwa spowodowane niskimi cenami za ropę naftową i gaz ziemny na rynkach światowych. Wskazał, że Brexit był reakcją na nieprzemyślane decyzje wewnątrz Unii Europejskiej, w tym na politykę imigracyjną i sankcje przeciw Rosji. Wobec niespokojnej sytuacji w Europie Miedwiediew podkreślił, że jednym z priorytetów Moskwy będzie zapewnienie bezpieczeństwa własnym obywatelom.
Tym co dotarło do zwykłych mieszkańców Rosji z wywiadu z premierem były z pewnością elementy ekonomiczne i socjalne – wzrost stopy życiowej, przeprowadzona podwyżka emerytur i wyjście na plus w demografii … nie dzięki sprowadzaniu imigrantów, ale poprzez działania w polityce wewnętrznej państwa i wsparciu rodzin. Rosyjski premier zapowiedział także konieczność podniesienia pensji nauczycielskich „do poziomu średniego w danym regionie” oraz kolejne indeksacje emerytur, po poznaniu możliwości państwa po wynikach ekonomicznych za 2016 rok.
Silna obecność ugrupowań rządowych i ich ludzi w mass mediach w naturalny sposób spycha konkurencję na bok, ale żeby nie było takich zarzutów pokazano wizytę lidera komunistów w Sankt Petersburgu … podczas zwiedzania krążownika „Aurora”. W wieczornej dyskusji przedwyborczej spektrum było już znacznie szersze, ale największy aplauz publiczności wzbudzały wypowiedzi przedstawicielki „Jednej Rosji”, chętnie powtarzającej nazwisko prezydenta i jego twardą postawę w polityce międzynarodowej. I tak w kontekście rozmów z premierem Japonii, starającej się odzyskać od Rosji Wyspy Kurylskie, reprezentująca „Jedną Rosję” przywołała wypowiedź Putina, że „Rosja nie handluje swoimi terytoriami”.
Wybiórcze sankcje
Wobec decyzji ambasadorów państw UE z 7 września o przedłużeniu o kolejne pół roku sankcji wizowych i finansowych, wprowadzonych jako kara za aneksję Krymu i wsparcie separatystów w Donbasie, Putinowi potrzebne jest pokazanie swoim obywatelom, że nie tylko znajdzie alternatywę handlową w miejsce straconych partnerów ale też pokaże niejednomyślność karzących. Ponieważ sankcje wizowe i finansowe dotyczą 146 rosyjskich polityków, wojskowych i separatystów z Donbasu oraz 37 firm i organizacji, ważniejsze może być powodowanie wyłomów w obszarze sankcji gospodarczych. Te celowane są w rosyjskie banki państwowe, firmy z sektora petrochemicznego i zbrojeniowego oraz sprzedaż technologii zaawansowanych dla tych branż. Oficjalnie obowiązuje embargo na broń, co jest naturalną konsekwencją ukarania Rosji za zaangażowanie w konflikcie militarnym. Tym dziwniej brzmi więc informacja z 6 września opublikowana na onet.pl o zorganizowaniu w Kubince pod Moskwą 2. Międzynarodowego Forum Wojskowo – Technicznego Armia -2016 – z większym rozmachem prezentacji sprzętu i większą liczbą uczestników niż w roku ubiegłym.
Jak czytamy na tym portalu: „W forum wezmą udział przedsiębiorstwa przemysłu zbrojeniowego m.in. Niemiec, Francji, Irlandii, Szwajcarii, Izraela, Indii, Chin i Pakistanu. Dla Europejczyka słyszącego o ograniczeniach w handlu z Rosją na przykład produktami spożywczymi dziwny jest udział w militarnym forum pod Moskwą sektora zbrojeniowego z takich państw jak Niemcy, Francja, Irlandia, Szwajcaria czy Izrael.
Oglądając reklamy w rosyjskiej TV też można nabrać przekonania, że sankcje nie przeszkadzają w poszukiwaniu klientów na rynku Federacji Rosyjskiej wielu koncernom motoryzacyjnym, firmom farmaceutycznym czy kosmetycznym. W sąsiedztwie serwisów informacyjnych można spotkać reklamy hyundaia, lexusa, mazdy, kii, skody (od 1991 roku w grupie Volkswagena), pasty do zębów Colgate, medykamentów, papieru Zewa czy bezalkoholowego czeskiego Velkopopovickiego Kozela. Polskich produktów w reklamach się nie uświadczy.
Gra na nosie
W swoim układaniu planu wobec Europy i świata Putin chce być bardzo czytelny dla własnego społeczeństwa, wiedząc, że niebawem jego partia stanie przed wyborczą weryfikacją, a za dwa lata on sam pewnie ubiegał się o reelekcję. Wizja silnej, nieustępliwej Rosji – dobrze widziana wewnątrz kraju – nie może jednak kosztować zbyt wiele. Odczuwalne w budżecie państwa sankcje handlowe i bolesny dla społeczeństwa wzrost cen dóbr powszechnego użytku oraz żywności, w długiej perspektywie czasowej będą obniżać popularność władzy.
Dlatego tandem Putin – Miedwiediew musi jednych partnerów zagranicznych obłaskawiać, innym pokazywać siłę, a jeszcze innych mieć w zapasie jako straszak w negocjacjach międzynarodowych. Taką rolę wydaje się Rosja przypisywać Chinom, które też na ociepleniu z Rosją mogą budować swoją pozycję w Azji i wobec Stanów Zjednoczonych, wspierających na Dalekim Wschodzie państwa, których interesy idą w poprzek interesom Chin.
Swoistym graniem na nosie Zachodowi były rozpoczęte 12 września wspólne manewry marynarek wojennych Federacji Rosyjskiej i Chińskiej Republiki Ludowej na morzu Południowochińskim. Morze to jest miejscem sporu terytorialnego Chin z Filipinami i Wietnamem (Wyspy Spratly). Istota tych manewrów tkwi jednak w tym, że całkiem niedawno, bo w lipcu tego roku, Międzynarodowy Trybunał w Hadze przyznał rację oponentom Chin, wspieranym m.in. przez USA, Wielką Brytanię, Francję i Japonię. Moskwa stanęła po stronie Chin.
Po wyroku haskiego trybunału Chiny oświadczyły, że nie ma on prawa decydować o tym terytorium, a Chiny będą bronić swojej suwerenności i interesów. Przeprowadzenie manewrów morskich w kontekście tych decyzji jest w rzeczywistości bardziej manifestacją polityczną dwóch supermocarstw, które akurat w tej kwestii chciały pokazać Zachodowi swój stosunek do jego rozstrzygnięć. Poza tym walka idzie o kontrolę nad roponośnym i gazonośnym obszarem, przez który transportowana jest około 1/3 światowych dostaw ropy naftowej. Osłabienie znaczenia USA w tym regionie jest na rękę nie tylko Chinom, najwięcej zyskującym na bojkocie rozstrzygnięcia MT w Hadze, ale także Rosji, odpychającej strefę wpływu Ameryki jak najdalej od siebie.
Wzmocnienie pozycji tandemu Putin – Miedwiediew
Dla Putina każde osłabienie znaczenia Stanów Zjednoczonych jest istotne, bo pokazuje go wobec świata i własnych obywateli w roli gracza, który nie wypadł z światowego układu supermocarstw. Polityk, który poprawił jeszcze do niedawna hipertrudne stosunki z Turcją, buduje współpracę militarną z Chinami i ociepla stosunki z Japonią w oczach swojego elektoratu zyskuje wiele. Zapowiedzi o nastawieniu na robienie wspólnych interesów rosyjsko – japońskich obiegły rosyjskie i światowe media po spotkaniu prezydenta Rosji z japońskim premierem Shinzo Abe.
Realizacja propozycji połączenia Rosji i Japonii gazociągiem porównywanym w rosyjskich mediach do nie najlepiej się nam kojarzącego „Nord Stream 2” związałaby mocniej obydwie gospodarki i ożywiła ekonomicznie wschód Rosji. Takie ukonkretnione plany mogą budzić nadzieję wśród mieszkańców rosyjskiego Dalekiego Wschodu, który jest obszarem mocno niedoinwestowanym, a oni też pójdą do urn w niedzielę.
Mimo trudnej pozycji międzynarodowej Rosji, wyborcom od Bałtyku po Pacyfik zaoferowano pokaźny pakiet obietnic i nadziei, wystarczający by nie było zbyt dużo chętnych na gruntowne zmiany. Obecnym ugrupowaniom rządzącym wystarczy powtórzenie wyników z poprzednich wyborów, co pozwoli zacementować układ w państwie. Dla sąsiadów i świata będzie to sygnał, że mając perspektywę stabilizacji u sterów Federacji Rosyjskiej ta sama ekipa może zintensyfikować dotychczasowe metody prowadzenia polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Czy tak się stanie, przekonamy się po 18 września…
Jan Bereza