Dzisiaj

Z Holandii przez Watykan do Niemiec. Posoborowa zmiana staje się faktem

(Oprac. PCh24.pl)

Dokładnie po 60 latach realizuje się jedna z najważniejszych inicjatyw progresywnego ruchu posoborowego. Chodzi o fundamentalną zmianę sposobu zarządzania Kościołem.

Taka zmiana dokonuje się dziś w Republice Federalnej Niemiec. 60 lat temu próbowali przeprowadzić ją biskupi i świeccy w Holandii, co natrafiło jednak na kategoryczny sprzeciw Stolicy Apostolskiej. Obecnie Watykan jest znacznie łagodniejszy. Domaga się od Kościoła w Niemczech różnych ustępstw, ale jak dotąd nie blokuje kluczowej reformy.

Sobór Watykański II zakończył się w 1965 roku. Już rok później radykalną odpowiedź na to wydarzenie postanowił dać Kościół katolicki w Niderlandach. Prowadził go wówczas kardynał Bernard Alfrink, arcybiskup Utrechtu w latach 1955-1975 – podczas obrad soborowych jeden z najbardziej wyrazistych członków frakcji progresywnej. Kardynał Alfrink w dziele wdrażania soborowej reformy współpracował też blisko z naturalnym sojusznikiem Holenderów, kardynałem Josephem Suenensem z Belgii, również zadeklarowanym postępowcem.

Wesprzyj nas już teraz!

W 1966 roku zatem rozpoczyna się bezprecedensowy Sobór Duszpasterski Niderlandzkiej Prowincji Kościelnej (Pastoraal Concilie van de Nederlandse Kerkprovincie). Od strony formalnej inicjatywa była otwarcie rewolucyjna. Zgromadzenie nie miało żadnego osadzenia w prawie kanonicznym. Zakładało wspólne obrady biskupów, księży i świeckich – refleksja, podejmowanie decyzji, głosowania. Wywołało to w Stolicy Apostolskiej i znacznej części świata katolickiego duże zdumienie – i wielką krytykę. Holendrzy przeprowadzili inicjatywę od początku do końca, zamykając obrady w roku 1970.

W skład 120 osobowego gremium wchodziło: siedmiu biskupów diecezjalnych, dwóch biskupów pomocniczych, 70 członków rad pastoralnych (21 księży i 49 świeckich), zakonnicy oraz członkowie specjalni. Bez prawa głosu uczestniczyli też w zgromadzeniu niekatolicy oraz jeden ateista.

Inicjatywa Holendrów nie skończyła się wdrożeniem w życie żadnych reform. Progresywne elity nie były w stanie przeforsować na forum obrad wszystkich pomysłów – niektóre blokowali biskupi, obawiający się reakcji konserwatywnych mas wiernych. To, co postanowiono, przedłożono w Watykanie – ale Stolica Apostolska odrzuciła niderlandzkie propozycje. Obejmowały praktycznie całą ówczesną agendę reformistyczną; jednym z głównych tematów zgromadzenia był celibat.

Ostatecznie po zakończeniu Soboru Duszpasterskiego Niderlandzkiej Prowincji Kościelnej doszło do błyskawicznej erozji katolicyzmu w Holandii. Erozja ta nie była zakotwiczona ani wyłącznie, ani nawet głównie w obradach – rozpoczęła się już wiele lat wcześniej, przede wszystkim wraz ze zmianami kulturowymi i społecznymi. Zgromadzenie jednak ją przyspieszyło, na co wpłynęła zwłaszcza dyskusja o celibacie. Wielu holenderskich księży na fali posoborowego entuzjazmu i nadziei na zmiany w dyscyplinie bezżenności po prostu zawierało związki małżeńskie, licząc, że zostaną one post factum zaakceptowane. Inni wchodzili w związki nieformalne. Kiedy okazało się, że zmian w celibacie nie będzie, zaczęli odchodzić z kapłaństwa. Wierni odchodzili również – z wielu przyczyn, w tym z powodu rozczarowania sytuacją Kościoła. Dzieje katolicyzmu holenderskiego to jednak osoba historia, o których w tym momencie dosyć. Trzeba wrócić do tego, co interesujące z perspektywy obecnej sytuacji w Republice Federalnej Niemiec.

Wczesną wiosną 2019 roku Kościół katolicki w Niemczech podjął decyzję o rozpoczęciu Drogi Synodalnej – procesu bardzo podobnego do niderlandzkiego soboru duszpasterskiego. Niemcy byli jednak zdeterminowani, by inaczej niż Holendrzy wiele lat temu ostatecznie zrealizować choć część z agendy, która została postawiona na Drodze Synodalnej. Jak dotąd udało im się osiągnąć wcale nie mało: zliberalizowali podejście do ideologii gender, wprowadzili w kilku diecezjach szerokie możliwości błogosławienia par tej samej płci i tak dalej. Kluczowa jest jednak kwestia sprawowania władzy. Holendrzy po II Soborze Watykańskim uważali, że nadszedł czas na zerwanie ze ściśle klerykalną strukturą władzy w Kościele – ich zdaniem należało dopuścić do niej również świeckich. Niemcy uważają dziś dokładnie tak samo – i dlatego postanowili przeprowadzić bardzo konkretną reformę.

Późnią jesienią 2025 roku powołali do życia Radę Synodalną – organizację złożoną zarówno z biskupów, księży jak i świeckich. Opisywałem to gremium na łamach PCh24.pl, wskazując na bardzo poważne obiekcje, jakie wobec Rady Synodalnej ma kilku niemieckich biskupów. Uważają, że nowy kolektyw może naruszyć apostolską strukturę Kościoła, ograniczając w praktyce władzę ordynariuszy. Inicjatorzy Rady Synodalnej dołożyli jednak starań, by od strony formalnej tej struktury nie naruszyć. Rada będzie głosować i podejmować decyzje, ale same w sobie nie będą w ogóle wiążące: będą obowiązywać tylko o tyle, o ile stosowne wytyczne wyda każdy z biskupów diecezjalnych. Chodzi zatem o kolektyw technicznie rzecz biorąc doradczy, którego faktyczna rola administracyjna ma polegać raczej na swoistej „sile moralnej” i niepisanej umowie biskupów, zgadzających się co do tego, by postanowienia Rady Synodalnej wdrażać w życie, ale bez zaciągania jakiegoś obowiązku w tym zakresie. Rozpoczęcie prac przez Radę jest zaplanowane na listopad 2026 roku. Stolica Apostolska powinna jeszcze zatwierdzić jej funkcjonowanie, czego może nie zrobić. Niemcy deklarują jednak publicznie, że są pewni uzyskania zgody – wcześniej prowadzono w Watykanie szerokie konsultacje i wiele szczegółów funkcjonowania planowanej Rady zostało pod wpływem Kurii Rzymskiej zmienionych. Wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście doprowadzą do realizacji założonego celu.

W ten sposób swój dość nieoczekiwany, bo niezwykle odsunięty w czasie finał, znajdzie jedna z głównych posoborowych idei reformatorskiej rewolucji w Kościele katolickim. Żeby w pełni zrozumieć, dlaczego stała się możliwa właśnie teraz, trzeba wprowadzić na scenę jeszcze jednego aktora tego dramatu: papieża Franciszka. To właśnie on w 2021 roku rozpoczął globalny Synod o Synodalności, do udziału w którym zaprosił również świeckich. W pewnym sensie to właśnie sam Ojciec Święty wydobył z historii pierwszych lat posoborowych niderlandzki koncept wspólnego gremium biskupów i świeckich. Holendrzy mówili o „soborze”, co da się oczywiście tłumaczyć również jako „synod” („concilie”) – w każdym razie o zgromadzeniu rozumianym tradycyjnie jako spotkanie biskupów. Mimo wszystko, uczestniczyli w tym także świeccy. To samo zrobił Franciszek: zorganizował Synod Biskupów, ale zaprosił do niego świeckich. W 2024 roku, dokładnie tak jak w modelu holenderskim, na zgromadzeniu w Rzymie biskupi i świeccy głosowali wspólnie. Inaczej niż w Holandii, wynik ich głosowania zyskał aprobatę Stolicy Apostolskiej – papież Franciszek uczynił nawet dokument finalny tego dziwnego synodu częścią Magisterium Kościoła katolickiego.

Tak naprawdę Niemcy nie działali w izolacji: starali się raczej wykorzystać momentum, które stworzył Jorge Mario Bergoglio. Jego śmierć w kwietniu 2025 roku postawiła synodalną dynamikę pod znakiem zapytania, ale bynajmniej jej nie przekreśliła. Jeżeli papież Leon XIV nie zaciągnie nagle hamulca, „długi marsz” rewolucji dotrze do mety – albo przynajmniej do jakiegoś ważnego etapu wyścigu, bo podróż trwa dalej, cały czas chce się sięgać po „więcej”, wprowadzać kolejne reformy, proponować własne innym Kościołom lokalnym…

Obserwacja tego procesu powinna być niezwykle pouczająca dla całego Kościoła, również dla jego części bardziej konserwatywnej czy wprost tradycjonalistycznej. Żeby zrealizować stawiane sobie zadania, trzeba poniekąd zrezygnować z samego siebie: pogodzić się z tym, że nie ujrzy się ostatecznych efektów własnych przedsięwzięć. W niektórych kluczowych obszarach reforma może trwać długie dziesięciolecia. Nie należy pracować z założeniem osiągnięcia szybkich rezultatów: niech z owoców naszej pracy korzystają przyszłe pokolenia. W przypadku środowisk konserwatywnych chodzi, naturalnie, o zupełnie inne owoce, niż synodalna deklerykalizacja władzy w Kościele.

Paweł Chmielewski

Zwycięska rewolucja Vaticanum II. Czy da się ją jeszcze zatrzymać?

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie