Dzisiaj

Zamiast świętowania – promocja grzechu. Czyli co zrobiliśmy z katolickimi świętami?

(opr. PCh24.pl / GS)

Św. Walenty jest patronem osób zakochanych, a zatem dzień jego liturgicznego wspomnienia jest tak naprawdę świętem czystej miłości. Niestety coraz częściej dzień ten staje się okazją do promocji grzechu nieczystości i współżycia pozamałżeńskiego. Podobnie stało się z innymi świętami, ponieważ uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny stały się „świętami” okultyzmu, Boże Narodzenie – konsumpcjonizmu, a obchodzony w krajach anglojęzycznych Dzień św. Patryka – pijaństwa. Cóż więc zrobiliśmy z katolickimi świętami, że stały się one promocją grzechu?

Święty Walenty to żyjący w IV wieku rzymski lekarz, a według niektórych źródeł – również duchowny. Przekazy głoszą, iż wbrew rozkazowi cesarza błogosławił śluby młodych legionistów. Inna legenda znów głosi, że miał „talent” do łączenia młodych dziewcząt i chłopców w pary małżeńskie. Według jeszcze innej historii, został skazany na śmierć, a w przeddzień egzekucji wysłał swojej narzeczonej pierwszą w historii „walentynkę”, czyli list podpisany: „Od Twojego Walentego”.

Kościół uczynił więc świętego Walentego patronem osób zakochanych. Małżonkowie powinni modlić się do niego o pomoc w wytrwaniu w wierności małżeńskiej, osoby randkujące – o rozeznanie czy ich sympatia jest dobrym kandydatem czy kandydatką na małżonka, a osoby samotne – o znalezienie dobrego męża czy żony. Nic więc dziwnego, że 14 lutego – czyli dzień liturgicznego wspomnienia świętego męczennika – jest dniem szczególnym dla wszystkich zakochanych. Jest to bowiem święto czystej miłości, którą pragną obdarzyć siebie nawzajem. Stałym niemalże elementem walentynek jest obdarowywanie się ozdobnymi karteczkami opatrzonymi wierszykiem, a często i miłosnym wyznaniem.

Wesprzyj nas już teraz!

Niestety w wyniku komercjalizacji i zmian kulturowych dzień ten nabrał charakteru święta erotycznego. Tak powstało popularne dziś skojarzenie z miłością cielesną, czy obdarowywanie się intymnymi prezentami. Dla wielu osób żyjących w związkach niesakramentalnych jest to okazja do manifestacji ich grzechu oraz spełnienia cielesnych pożądań. Tym bardziej, że takie „luźne” związki oparte są na egoizmie i dążeniu do własnej przyjemności – również tej cielesnej – a ich istotą jest możliwość zerwania relacji w chwili, gdy przestaje ona przynosić osobistą korzyść. Walentynki zatem – w założeniu święto czystej i ofiarnej miłości – stały się okazją do promowania romantyczności rozumianej jako erotyzm, a tym samym grzechów przeciwko szóstemu przykazaniu.

Walentynki nie są jedynym katolickim świętem, które zastąpiono reklamą nieprawości. To samo stało się bowiem z Wigilią Wszystkich Świętych 31 października. Dla katolików uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to niezwykle ważne dni, które podkreślają jedność Kościoła walczącego – nas, którzy na ziemi wciąż zabiegamy o zbawienie, triumfującego – świętych w niebie i cierpiącego – dusz pokutujących w czyśćcu. Niestety wieczór poprzedzający uroczystość Wszystkich Świętych to coraz popularniejsze „Halloween”, będące okazją do promocji okultyzmu. Co ciekawe, nazwa halloween oznacza „Wigilię Wszystkich Świętych” (ang. All Hallows Eve), jednak znaczenie tego wieczora – odniesienie do duchów, demonów, wampirów, czy czarownic – ze wszystkimi świętymi nie ma bynajmniej żadnego związku.

Halloween rozpowszechniło się głównie w krajach anglosaskich, jednak coraz bardziej popularne staje się ono również w Polsce. Wydaje się, że istnieje pewna presja społeczna na kopiowanie zachodnich trendów, której (na szczęście!) katolicka część polskiego społeczeństwa wciąż stawia duży opór. My Polacy nie jesteśmy jednak wcale tacy święci! Już przecież w mickiewiczowskich „Dziadach” czytamy o gusłach odprawianych w noc przed dniem Wszystkich Świętych i wywołaniu duchów, co było polskim odpowiednikiem anglosaskiego „Halloween”.

W podobny sposób Boże Narodzenie stało się „świętem” konsumpcjonizmu. Istnieje nawet określenie „Christmas creep” („gorączka bożonarodzeniowa”) oznaczające czas świątecznych zakupów na długo przed Bożym Narodzeniem. Sprzedawcy wystawiają produkty bożonarodzeniowe wcześniej, aby wydłużyć czas rzekomo „świąteczny” i zwiększyć swoją sprzedaż. Sklepy zakładają, że trzymiesięczny okres: październik-listopad-grudzień winien być czasem największego utargu w roku. Zakupoholicy czują się wówczas jak w raju, bez trudu usprawiedliwiając kupowanie wszystkiego ponad miarę.

Bez wątpienia obdarowywanie się prezentami czy przygotowywanie świątecznej uczty jest rzeczą dobrą, pod warunkiem, że ma to nam pomóc w przeżywaniu radości z narodzin Zbawiciela. Niestety dla wielu osób święta Bożego Narodzenia stały się jednak pustym zwyczajem. Kiedy bowiem brakuje duchowego przygotowania do nich w Adwencie i liturgicznego świętowania ich w kościele, kupowanie prezentów czy ozdób staje się celem samym w sobie. Stworzyliśmy sobie świeckie „święto”, w którym sprzedawcom chodzi wyłącznie o to, by sprzedać jak najwięcej i zdobyć największy utarg, a kupującym – ulżyć niemal wszystkim swoim zakupowym zachciankom.

Ostatnim wreszcie „zniszczonym” świętem jest obchodzony 17 marca dzień św. Patryka, ewangelizatora Irlandii. Obchodzone w tym kraju święto upamiętnia przybycie świętego biskupa na wyspę, a wraz z nim – chrześcijaństwa. Wraz z imigracją Irlandczyków do innych krajów, obchód ten przyjął się w niemal wszystkich krajach anglojęzycznych. Niestety i to święto straciło swój katolicki wydźwięk, stając się jedynie okazją do pokazywania swoich irlandzkich korzeni i świętem irlandzkiej kultury. Nieodzownym elementem są tradycyjne dania, muzyka, ubieranie się na zielono, wszechobecne symbole koniczyny (wzięła się ona stąd, że św. Patryk wyjaśniał Trójcę Świętą z jej użyciem, ale dziś mało kto już o tym pamięta!), czy… piwo uznawane niemal za „obowiązkowy” napój tego dnia.

Nie ma niczego złego w tym, że ktoś chce „stać się Irlandczykiem” na jeden dzień, zakosztować irlandzkich dań, czy spotkać się z przyjaciółmi przy kuflu piwa lub dwóch. W praktyce jednak, jest to po prostu dzień pijaństwa. Mało kto potrafi skończyć na odpowiedniej ilości alkoholu, a wiele osób uważa ten dzień za wymówkę do picia piwa bez jakichkolwiek ograniczeń. W ten sposób przepiękne święto ewangelizatora „Zielonej Wyspy” przekształcono w międzynarodowy dzień upijania się piwem.

Czy da się jeszcze przywrócić prawdziwy wydźwięk katolickim świętom? Chociaż nie mamy wpływu na całe społeczeństwo, to możemy zacząć od siebie, a następnie dawać przykład innym. Przede wszystkim możemy zadbać w te dni o uczestnictwo we Mszy św. i modlitwę. Niech dzień św. Walentego będzie okazją do szczególnej modlitwy za męża, żonę, czy sympatię, i okazją do okazania im miłości. W pierwszych dniach listopada zadbajmy z kolei o uzyskanie odpustów za zmarłych. Do Bożego Narodzenia przygotujmy się przez udział w Roratach, a potem świętujmy z rodziną i znajomymi przy wspólnym śpiewie kolęd. Wreszcie jeśli komuś bliska jest Irlandia, niech w dzień św. Patryka modli się o nawrócenie tego kraju na katolicyzm.

Ważne jest również przekazanie dzieciom o co chodzi w katolickich świętach – tym bardziej, że od swoich rówieśników usłyszą zapewne inne treści. Trzeba im przypominać, że Boże Narodzenie czy Walentynki mają pierwotnie religijny sens i związane są z wiarą, a nie tylko komercją.

Adrian Fyda

Walentynki to nie tylko laicki zwyczaj. Chrześcijańskie obyczaje związane ze świętem zakochanych

Adwent to jeszcze nie Boże Narodzenie! Czyli kiedy mamy świętować, a kiedy pościć

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie