Dzisiaj

Zdrada narodowa wczoraj i dziś. Przypadek Stanisława Cata-Mackiewicza

(fot. PCh24.pl / GS)

Zdrada nie jest w naszej historii zjawiskiem wyjątkowym. Pokusa wpływów, pieniędzy i władzy nie raz pokonywała nawet najwybitniejszych przedstawicieli naszego narodu. Ale zarówno kiedyś, jak i dzisiaj „algorytm zdrady” pozostaje taki sam. Podobnie jak w przypadku grzechu, żeruje on przede wszystkim na niespełnionych ambicjach, wątłej moralności, a nade wszystko – osobistych słabościach.

Zdrada najbardziej boli w przypadku przedstawicieli szeroko rozumianych środowisk patriotycznych i niepodległościowych, mających szczególne powołanie do służby Ojczyźnie. Choć niektóre decyzje można w jakiś sposób zrozumieć – przykładowo przedwojenni narodowcy Tadeusz Putrament czy Bolesław Piasecki mieli do wyboru współpracę lub śmierć w sowieckiej katowni – niektóre do dzisiaj wzbudzają zdumienie i sensację. Tak było ze Stanisławem Catem-Mackiewiczem, którego tragiczna historia do dzisiaj rozpala emocje i stanowi lekcję na przyszłość.

Ten wybitny tradycjonalista, monarchista i jeden z czołowych głosów konserwatywnych w II RP, słynął z ostrego pióra i zdolności formułowania niezwykle celnych, aktualnych do dzisiaj diagnoz. Jak pisał jego biograf Jerzy Jaruzelski, teksty Cata „mienią się ciągle i ciągle wzywają do sporu (…) jego pisarstwo jest wyzwaniem koloru szarego (…) i zaprzeczeniem pisania bezosobowego”.

Wesprzyj nas już teraz!

Pisał dla sprawy, nigdy dla sztuki. Mając usposobienie „walczaka”, nie ograniczał się wyłącznie do biernej publicystyki. Był wielokrotnym posłem na Sejm, członkiem BBWR i piewcą Piłsudskiego, w którym pokładał nadzieję na restaurację monarchii. Nauczyciel podejścia realistycznego, z energią piętnował polityczny romantyzm. Zagorzale krytykował Becka i „rządy pułkowników”, za co ostatecznie wylądował w Berezie. Po wrześniowej klęsce znalazł się w Londynie, gdzie przez jakiś czas obejmował tekę ministra spraw zagranicznych. Stamtąd wydawał pismo „Lwów i Wilno” – główny nośnik antysowieckiej reakcji na obczyźnie.

W Polsce, wybitny, ceniony, zamożny. Na emigracji – biedował. Wynajmował jedno mieszkanie z kilkoma współlokatorami, zapożyczał się u ludzi, którymi gardził. W końcu wylądował na „garnuszku” swojej ówczesnej partnerki. Według świadków wyglądał niechlujnie, chodził nieuczesany, w brudnym, pomiętym garniturze. Dopłacał do wydawania własnych publikacji. Najgorsza była jednak świadomość twórczej niemocy – choć pisał, nic już z jego pisarstwa nie wynikało. On, wielki Cat, z którego słowem liczono się na szczytach władz, tracił wpływ zarówno na rzeczywistość w kraju, jak i na własne życie.

Rozczarowany londyńską egzystencją, zatęsknił za Polską. Z czasem nabrał przekonania, że w wyniku fiaska planów wybuchu III wojny światowej, obowiązkiem emigrantów jest pogodzić się z jałtańską rzeczywistością. Zapowiadając swój powrót pisał, że urodził się i umrze jako katolik, Polak i szlachcic litewski. „Polska jest Polską więc do niej powracam…” – oznajmił na łamach londyńskiej prasy. Rzeczywiście wrócił – w Warszawie wylądował 14 czerwca 1956 r.

Obsesje i nałogi

Historia powrotu Cata do Polski pozbawiona jest jednak idealizmu, jakim chciał przysłonić swoje prawdziwe intencje. Wielu zachodziło w głowę, dlaczego ten zagorzały wróg bolszewizmu i Sowietów, mimo dogłębnej świadomości tego, czym jest system komunistyczny, postanowił współpracować z władzami w Warszawie?

Pisarz przez całe życie był typem sabaryty – lubił dobrze zjeść i wypić; liczne anegdoty opowiadają jak konsumował wiele potraw na raz, nie przejmując się konwenansami. Było w tym coś na wzór ukochanych przez niego Radziwiłłów, rozmiłowanych w ucztach i hulankach.

Często pokazywał się w modnych, a zarazem drogich restauracjach, gdzie zabierał licznie gromadzące się wokół niego kobiety. Płeć piękna była jego drugim, po jedzeniu, nałogiem. Powiedzieć, że Mackiewicz był kobieciarzem, to jak nazwać alkoholika degustatorem win: podboje miłosne Cata stanowiły przedmiot plotek i legend. Swoim zbiorem fotografii mógłby wypełnić cały nakład pism pornograficznych. Bywał również częstym gościem domów uciech. Melchior Wańkowicz określił go wręcz jako „zgniły produkt kultury post-szlacheckiej”. A na te wszystkie „przedsięwzięcia” potrzeba było przecież pieniędzy.

Słabości Mackiewicza doskonale wykorzystał wywiad PRL. Grając raz na wielkim ego, a raz na potrzebach finansowych, w końcu zwerbował Cata do współpracy. Choć osobiście nie uważał się za agenta lub donosiciela, chętnie i szeroko opowiadał o swoich kolegach z emigracji. Za każdym razem brał, rzecz jasna, pieniądze. Jak ujawnił Sławomir Cenckiewicz, „tylko w okresie od marca do czerwca 1956 r. (…) Mackiewicz pozostawał w sensie dosłownym po opieką Departamentu”. Co ciekawe, zaczął szukać kontaktu do władz w Warszawie już w 1947 r. Na zwerbowanie popularnego pisarza liczyły najważniejsze osoby w państwie jak Bolesław Bierut czy Józef Cyrankiewicz.

Pisarz z miejsca zaczął negocjować warunki powrotu. Obiecał, że w zamian za udzielenie gwarancji bezpieczeństwa i stworzenie warunków do spokojnego życia w kraju napisze broszurę wyśmiewającą „bezpłodność emigracji” i „potępi” postępowanie prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jako liczący się publicysta chciał uderzyć w polskie podziemie niepodległościowe –„przestrzegać Polaków przed lasami, konspiracjami i spiskami, a przede wszystkim, w angażowaniem się w kombinacje amerykańskie”. Pragnął objąć katedrę języka rosyjskiego na którejś z uczelni, a nawet…zostać liderem prorządowej partii katolickiej. Sondował możliwości startu w wyborach do Sejmu PRL.

Dysponując materiałami bezpieki, zaatakował emigracyjny rząd za kompromitujące formy współpracy niektórych jego członków ze służbami zachodnimi (tzw. Afera Bergu). Samemu pozostając na pasku wywiadu, rozciągał zarzut agenturalości na cały rząd emigracyjny. O wszelkie nieszczęścia oskarżał najpierw Londyn, potem Waszyngton. Jak pisał Paweł Ziętara: „do pielęgnowanej już wcześniej anglofobii doszła również fobia anty-amerykańska”.

Po powrocie do kraju zadomowił się w redakcji „PAX-u” – pro-rządowego wydawnictwa tzw. katolików postępowych, dążącego do podporządkowania Kościoła w Polsce władzom PRL. Dokończył i wydał Londyniszcze; antyzachodni pamflet, tak jednostronnie krytyczny, że nawet za żelazną kurtyną autorowi zarzucono nadgorliwość w uprawianiu czarnej propagandy. Jednocześnie książka stanowiła paszkwil na londyńską emigrację polską, pełną „osobistych obsesji Cata”, „bredni i prostactw”, których – jak pisze Jaruzelski, „każdy miał po uszy”.

Z dużo lepszą recepcją spotkał się natomiast Stanisław August, w której o upadek I Rzeczpospolitej oskarżył głównie elity i magnaterię, sprowadzającej króla zaledwie do roli kozła ofiarnego. Za swoje oddanie władzom Mackiewicz żył jak pączek w maśle; z tytułu publikacji prasowych autor zarobił ponad milion złotych. W tym samym czasie same honoraria za książki dostarczyły mu 300 tys. zł. Na ówczesne warunki zarabiał niewyobrażalne sumy – przeciętna miesięczna wypłata robotnika nie przekraczała wtedy 2 tys. zł. Ale beztroskie życie zakończyło się zaledwie kilka lat później.

W 1963 r. cenzura zablokowała jego książkę o Józefie Becku. Rok później Cat-Mackiewicz podpisał tzw. List 34 przeciwko nasilającej się kontroli publikacji, za co został ukarany zakazem druku. Widmo niedostatku zmusiło Cata do ponownego zwrócenia się, niczym syn marnotrawny, w stronę emigracji. Pod pseudonimem Gaston de Cerizay zaczął pisać dla paryskiej „Kultury”. Bezpieka szybko zorientowała się, że chodzi o Mackiewicza i wytoczyła pisarzowi proces, za który groziło nie mniej niż 3 lata pozbawienia wolności. Wyroku nie dożył, zmarł bowiem w lutym 1966 r. Jeden z jego ostatnich tekstów nosił tytuł: „Zapiski z kraju niewoli”.

Współcześni Mackiewicze

Historia Stanisława Cata-Mackiewicza pozostaje swoistym studium przypadku i lekcją na przyszłość. Oprócz przyziemnych słabości, przeróżne środowiska mogą kusić potencjalnych „agentów wpływu” żerując na niespełnionych ambicjach połączonych z gigantycznym ego. Wiecznie niedoceniani, zepchnięci na medialny margines prawicowi artyści, dziennikarze czy politycy, pozostają szczególnie narażeni na ten rodzaj pokusy. Zwłaszcza, gdy nieuporządkowanie w życiu osobistym stanowczo przeczy wyznawanym wartościom, zniekształcając proces moralnej oceny kluczowych zjawisk.

Jednocześnie zaskakuje niezmienność narracji jaką posługuje się rosyjska propaganda. Chwyty, które dzisiaj stosują zwolennicy otwarcia na wschód, praktycznie nie zmieniły się przez niemal 80. lat. Kiedy więc ponownie usłyszymy narrację o „zgniłym Zachodzie”, przy jednoczesnym milczeniu na temat patologii współczesnych wschodnich satrapii; kiedy wrogów i spisków poszukiwać się będzie wyłącznie w Waszyngtonie, Londynie czy Tel-Awiwie; kiedy samozwańczy patrioci podważają sens walki niezłomnych, bagatelizują zbrodnie komunizmu i bagaż historycznych zmagań z Rosją, pamiętajmy, że – jak głosi popularne powiedzenie – to „wszystko już było”.

Piotr Relich

Zapraszamy także na wyjątkową konferencję:

Rejestracja na konferencję naukową „Konserwatywna Rosja. Fantasmagoria czy rzeczywistość?”. Wyjątkowe wydarzenie już wkrótce!

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(3)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie