Ostre mrozy i problemy z taborem elektrycznych autobusów wywołały opinie, że wymóg stawiany dużym miastom, by opierały komunikację miejską na „elektrykach” jest chybiony. Pojawia się też aspekt wojny hybrydowej i wątpliwej skuteczności tego rodzaju pojazdów. Czy nastąpi korekta?
Problem opisuje gazetaprwna.pl, która wskazuje na problemy z komunikacją miejską, jakie odnotowano w czasie mrozów np. w Szczecinie czy Warszawie. Doszło tam do paraliżu tras tramwajowych, kolejowych, a problemy nie ominęły też autobusów elektrycznych.
Okazało się, że przy siarczystych mrozach zasięg „elektryków” spadał o ok. 30 proc., odnotowano też problemy z elektroniką. Autobusy musiały być częściej ładowane, trzymane pod dachem, a takich miejsc zwyczajnie brakuje. W Warszawie w hali mieści się 10 proc. autobusów.
Wesprzyj nas już teraz!
W Wolsztynie e-autobusy pokonał mróz. W Chełmie zimno zatrzymało autobusy wodorowe. Problemy odnotowano też w Krakowie, gdzie śnieg powodował korki i przez opóźnienia brakowało czasu na ładowanie „elektryków”. Część taboru zastąpiono pojazdami spalinowymi.
Większe miasta kupują autobusy elektryczny lub wodorowe, bo zobowiązuje je do tego ustawa o elektromobilności. Całkowita wymiana taboru ma nastąpić z 10-15 lat. Ale tegoroczna zima oraz toczące się konflikty nakazują postawić pytania o to czy plan nie jest zbyt ambitny i czy „ekologia” nie wyparła całkowicie bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku. Przewoźnicy już to wiedzą – w przypadku braku prądu „elektryki” daleko nie zajadą. Tymczasem zajezdnie są w stanie zgromadzić zapas oleju napędowego pozwalające na tygodniowe funkcjonowanie. To w przypadku konieczności przeprowadzenia ewakuacji ogromny atut.
Źródło: gazetaprawna.pl
MA
Elektryczny może dymić? Czyli o zeroemisyjności podczas mrozów