Przy temperaturach bliskich zera zasięg samochodów elektrycznych potrafi spaść nawet do 40 proc., sprowadzając na ziemie optymistyczne deklaracje producentów – pisze dzisiejsza „Rzeczpospolita”.
W zimowych warunkach Niemiecki Automobilklub (ADAC –Allgemeiner Deutscher Automobil-Club) przeprowadził obszerny test 14 rodzinnych samochodów elektrycznych, sprawdzając ich realną użyteczność na długich trasach. Do testu dopuszczono wyłącznie samochody rodzinne, które według obowiązującego w Unii Europejskiej homologacyjnego testu zużycia paliwa oferują co najmniej 500 km zasięgu.
W warunkach laboratoryjnych odtworzono jazdę na trasie A9 z Monachium do Berlina (508 km) z optymalną prędkością 116 km/h. Jak się okazało, żaden z samochodów nie przebył trasy bez dodatkowego ładowania. Tylko w dwóch przypadkach wystarczyło jedno ładowanie trwające 20 min, w pozostałych niezbędne okazały się co najmniej dwa postoje.
Wesprzyj nas już teraz!
Redakcja „Rzeczpospolitej” postanowiła dokonać również testu w warunkach rzeczywistych popularnego „elektryka” Renault 4. Według norm, samochód posiada zasięg 270 km w podróży pozamiejskiej. Przy temperaturze poniżej minus 10°C, realny zasięg wynosi nie więcej niż 160 km, ale „w praktyce lepiej przyjąć wartość około 120 km”.
„Zimą mało kto chce ryzykować dojazd do stacji ładowania z wyładowanym akumulatorem. Na miejscu może się bowiem okazać, że samochód nie nawiąże połączenia z ładowarką, a dodatkowo zawsze istnieje ryzyko utknięcia w korku – szczególnie na autostradzie. W takich warunkach zapas energii na ogrzewanie kabiny przestaje być luksusem, a staje się koniecznością” – podkreśla redakcja.
Oznacza to, że na trasie z Krakowa, Poznania czy Gdańska do Warszawy konieczne są dwa postoje na ładowanie. „Około 300-kilometrowy odcinek drogi ekspresowej lub autostrady, który zwykle pokonuje się w 3 godziny, zimą elektrycznemu Renault 4 potrafi zająć 6 godzin” – zauważa „Rzeczpospolita”.
Źródło: rp.pl
PR