Dzisiaj

Zmyślone życie „Dody”. Czy jesteśmy skazani na przyjmowanie zapożyczonych narracji?

(Fot: Jacek Szydlowski / Forum)

Walter Lippmann, amerykański dziennikarz, pisarz i komentator polityczny, mówił, że media oraz ich źródła tworzą „pseudo-środowiska” i obrazy rzeczywistości, które często nie mają wiele wspólnego z prawdziwym światem. Patrzymy na rzeczywistość, ale to nie rzeczywistość sama w sobie, lecz cudza opowieść o niej. Dlatego w świecie rządzonym przez zapożyczone narracje nie wygrywa ten, kto ma rację, lecz ten, kto potrafi lepiej przedstawić swoją wersję i przekonać do niej innych. Czy zatem jesteśmy skazani na nieustanne przyjmowanie czyichś perspektyw?

 

Ukazany powyżej mechanizm na dobre wpisał się w strategie postępowania różnych środowisk, w tym osób publicznych. Obecnie aktywność wielu przedstawicieli życia społecznego należy widzieć w kontekście świadomie kreowanych przedsięwzięć mających na celu budowanie odpowiedniego wizerunku. Przykładem takich działań są niedawne kontrole państwowych służb w schroniskach dla zwierząt. Interwencje były pokłosiem medialnych doniesień o nieprzystosowanych do mrozów warunkach panujących w tych placówkach. Głos w sprawie budzącej społeczne emocje zabrał osobiście sam szef polskiego rządu, pisząc w mediach społecznościowych: „Schronisko w Sobolewie to kolejny dowód na to, że ludziom desperacko brakuje tego, czego możemy uczyć się od psów: miłości, wierności, charakteru”. Uwagi Donalda Tuska potwierdzają spostrzeżenia przywołanego na początku Waltera Lippmanna. Konstruowany w wypowiedzi premiera obraz rzeczywistości znacząco odbiega od panujących w Polsce realiów. W tym kontekście jego publiczne zaangażowanie na rzecz poprawy warunków życia psów może wydawać się nieadekwatne wobec dużo ważniejszych problemów społecznych.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Zmyślone życie „Dody”

Podobnie wątpliwa z punktu widzenia konsekwencji społecznych zdaje się być działalność medialna Doroty Rabczewskiej, znanej pod pseudonimem „Doda”. To ona jako pierwsza nagłośniła sytuację schroniska w Sobolewie, udostępniając w mediach społecznościowych zdjęcia, filmy i komentarze wzywające do pomocy i interwencji. Chwilę wcześniej uczestniczyła w sejmowym posiedzeniu Nadzwyczajnej Komisji ds. Ochrony Zwierząt. W „płomiennym” wystąpieniu zwróciła uwagę na negatywny wpływ fajerwerków i petard na kondycję czworonogów. Niebawem po zakończeniu spotkania w mediach społecznościowych pojawił się film, w którym celebrytka wezwała Jerzego Owsiaka do zaprzestania stosowania materiałów pirotechnicznych podczas imprez organizowanych w ramach dorocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak mówiła: „Jurek, pomagałam ci od 13. roku życia, aż nasze drogi się rozeszły i się poróżniliśmy, ale nie możesz dawać jednym życia, by odbierać je drugim. Już daj spokój, nie strzelaj w tym roku”.

Zaangażowanie Rabczewskiej w akcje pomocowe na rzecz zwierząt nie stanowi wprawdzie dla nas żadnego novum. Piosenkarka od lat upomina się o poprawę warunków życia włochatych pupili. Jej troskliwy stosunek do zwierząt nie przekłada się jednak na relacje z ludźmi, które, najłagodniej mówiąc, pozostawiają wiele do życzenia. Dlatego ostatnią, głośną medialnie inicjatywę Rabczewskiej w schroniskach można odbierać jako próbę ratowania zszarganego wizerunku po niedawno opublikowanych w sieci nagraniach wideo. W dostępnym od miesiąca na YouTube „viralowym” filmie pt. „Doda: zmyślone życie i kariera. Kłamstwa, afery, tajemnice”, autorstwa Jakuba Wątora, zestawione zostały wypowiedzi i zachowania Rabczewskiej, a także relacje osób, które miały z nią konflikt. Z zawartych w materiale informacji można wnioskować, że powielane przez celebrytkę od długiego czasu narracje mają niewiele wspólnego z jej prawdziwym życiem.

I tak, między bajki możemy włożyć historie o sprzedanym przez ojca kożuchu, by zapewnić genialnej nastolatce lekcje śpiewu i gry na instrumencie. Podobną bujdą mają być opowiadania o trudach pierwszych lat na muzycznej scenie, po których nastąpił triumf i towarzysząca mu sława. Jakub Wątor poddał w wątpliwość większość z przekazywanych przez piosenkarkę zdarzeń z młodości. Podobnie wątpliwy okazuje się być sukces jej pierwszego zespołu „Virgin”. Z relacji wynika, że rozgłos wokół wspomnianej grupy muzycznej nastąpił dopiero po telewizyjnej emisji reality show pt. „Bar”. Medialna kariera wokalistki miała się toczyć na fali kontrowersji związanych z programem. W kontekście przedstawianej w filmie wersji wydarzeń pod znakiem zapytania stają dzisiaj wszystkie biograficzne wypowiedzi Rabczewskiej. Nawet te dotyczące ukończenia szkoły muzycznej czy decyzji o porzuceniu pracy w teatrze „Buffo” na rzecz sceny rockowej.

Podobne wątpliwości budzą jej przekazy relacjonujące spory z osobami z branży artystycznej. Na przestrzeni minionych dwóch dekad piosenkarka miała wdać się w konflikt z Justyną Steczkowską, Przemysławem Saletą, Jakubem Wojewódzkim, Edytą Górniak, Andrzejem Piasecznym, Piotrem Tymochowiczem, Tomaszem Makowieckim, niektórymi aktorami Kabaretu Moralnego Niepokoju. Sprzeczki nie ograniczały się wyłącznie do słownych potyczek; Rabczewska miała inicjować bójki. Jak wynika z dokumentu, „Doda” miała fizycznie atakować i znieważyć wokalistę zespołu „Grupa Operacyjna”, aktorkę Monikę Jarosińską, byłego menadżera Jakuba Majocha, a nawet funkcjonariuszy policji. Głośnym echem w mediach odbiła się napaść celebrytki na prezenterkę Agnieszkę Szulim, po czym drzwi do wszystkich kanałów stacji TVN zostały dla niej szczelnie zamknięte. Sprawa ta, podobnie jak wiele innych, znalazła swój finał w sądzie. Wydawane w nich wyroki trudno jednak określić mianem surowych.

Kolejne afery z udziałem piosenkarki dotyczyły jej burzliwych relacji z mężczyznami. Jak podaje autor filmu, zarówno w przypadku byłych związków, jak i ostatniego romansu z Dariuszem Pachutem, trudno mówić o harmonijnym układzie zakończonym polubownym rozstaniem. W relacjach małżeńskich z Emilem Haidarem i Emilem Stępniem miało nawet dochodzić do aktów przemocy i zastraszania ze strony małżonki. Każda z tych spraw znalazła swój epilog przed wymiarem sprawiedliwości.

Mimo że o ekscesach celebrytki huczało w plotkarskiej prasie, w narracji Rabczewskiej to ona sama jawi się jedyną poszkodowaną. Swoje przekonanie potwierdziła, zakładając Fundację Bumerang – Dobro Wraca, mającej nieść wsparcie dla kobiet pokrzywdzonych przez mężczyzn. Próżno jednak szukać nawet jednej kampanii pomocowej w rzekomo ważnym dla niej temacie. Kolejnym przedsięwzięciem sugerującym dobrą wolę wokalistki było zorganizowanie eventu o nazwie „#artyściprzeciwnienawiści”. Akcja stanowiła formę protestu wobec przemocy po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza podczas finału WOŚP w 2019 roku. Krótko po tym Rabczewska bezpodstawnie oskarżyła redakcję portalu Pudelek.pl o podsycanie społecznej wrogości wobec jej osoby. Podobnie dalekie od prawdy mają być opowieści o bojkocie jej utworów przez muzyczne stacje radiowe. Równie nieprawdziwe są też twierdzenia o nagrodach uzyskanych wyłącznie dzięki poparciu publiczności, które to trofea piosenkarka miała z czasem przeznaczyć na cele charytatywne.

Pozostawiając bez omówienia wiele historii z życiorysu bohaterki filmu Jakuba Wątora, nie sposób pominąć pytania autora o to, jaki wpływ Dorota Rabczewska wywarła na polską kulturę i społeczeństwo. Po 25 latach od debiutu wokalistki na rockowej estradzie zasadna wydaje się próba podsumowania jej dotychczasowych osiągnięć. Według autora materiału, „Doda” zapamiętana zostanie jako „uosobienie makiawelizmu ukryte w ciele niepozornej i niestabilnej emocjonalnie dziewczynki”, jako „postać kreująca pozory wysokiej inteligencji za pomocą kłamstw, wulgarnych wypowiedzi i kategorycznych sądów”. Ponadto „zamiast dyskusji wybierała wyzwiska, oskarżenia i przemoc”. Jak słyszymy dalej: „W tym filmie omówiłem jej 9 znanych publicznie bójek, 15 różnych spraw sądowych, dziesiątki kłamstw i chamskich zachowań. (…) Przykre, że osoba, którą sądy uznawały winną zniewagi policjantów, szantażowania człowieka, nasłania bandziorów, jest zapraszana na taki koncert, jak „Wolność Jest Kobietą”, zorganizowany z okazji finału prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej. Wreszcie szkoda, że przez lata ludzie mediów przymilali się do niej, dokładając swą cegiełkę do budowania mitu o królowej polskiej muzyki”. Na koniec dziennikarz odniósł się do niedawnych zapowiedzi Rabczewskiej o zakończeniu kariery muzycznej, mówiąc: „To ja mam taką prośbę i radę: odejdź, 25 lat wystarczy!”.

 

„Doda – Madonna Wannabe”

O „Dodzie” jako fenomenie kultury popularnej dyskutuje się i pisze od wielu lat. Trudno postrzegać ją wyłącznie w kategoriach sprawnego marketingu, „estetyki kiczu”, „kultury obrażania” czy porno-chicu. Warto podkreślić, że Rabczewska należy do nielicznego grona polskich celebrytek, które nieustannie przyciągają uwagę mediów. Wydaje się, że powodem owego zainteresowania jest zarówno spójne dopasowanie strategii wizerunkowej do naturalnych cech osobowości, jak i umiejętne korzystanie ze schematów sprawdzonych na zachodnim rynku muzycznym.

Niemal od początku w jej medialnej kreacji dostrzec było można cechy wizerunku znane z kariery Madonny. „Doda”, podobnie jak światowa ikona muzyki popularnej, dużo i chętnie mówiła o swojej seksualności. W wywiadach prezentowała się jako niezależna, kontrolująca swoje życie, dominująca w relacji z mężczyznami kobieta, której kariera wykraczała poza muzykę. Jej publiczny image charakteryzowała skłonność do skąpych strojów, elementami ubioru były: królicze uszy, różowe kokardki, okulary, wałki na głowie, kraty, rusztowania, białe lamówki przy sukienkach, złote buty, gorsety czy siateczki. Obok wspomnianych detali symbolem scenicznego wizerunku Rabczewskiej stał się w pewnym momencie jej „słynny” pasek ze sprzączką w kształcie liter tworzących… niecenzuralne słowo.

Świadoma replika strategii wizerunkowej amerykańskiej gwiazdy sprawiła, że „Dodę” z czasem określono mianem „polskiej Madonny”. I choć z upływem lat styl rodzimej piosenkarki coraz mniej przypominał wzorce charakteryzujące trend o nazwie Madonna Wannabe, Rabczewska w swoich nowych aktywnościach nadal umiejętnie wykorzystywała rozmaite kanały PR-u, by zdobyć czołówki mediów. Wywoływane na przestrzeni dwóch dekad skandale okazały się skuteczną metodą na zdobycie zainteresowania otoczenia. Cyniczne zagrywki zaczęły tracić jednak na znaczeniu w chwili, gdy pod lupą znalazło się jej rzekomo prawdziwe życie. Fakty ujawnione ostatnio przez osoby z bliskiego otoczenia na kanałach popularnych „jutuberów” podważyły dotychczasową opowieść. Do szerokiego grona odbiorców zaczęły docierać informacje, o których dotąd nie pisano w mediach. Wyłaniający się z nich obraz szokuje brutalnością, przewyższając wszystko, co wcześniej w jej życiu uchodziło za skandaliczne.

Dlatego do pytania o rolę, jaką Rabczewska odegrała w polskim życiu kulturalnym i społecznym, należy dołączyć kolejne: czy jesteśmy skazani na nieustanny odbiór zapożyczonych narracji? Zapewne nie da się całkiem uciec od tego, co podają nam serwisy informacyjne, ale możemy nauczyć się rozróżniać prawdę od fikcji, żeby nasz obraz świata był naprawdę nasz, a nie narzucony przez innych. Trzeba opanować sztukę czytania między wierszami, rozplątywania wątków i odróżniania fabrykowanych znaczeń od obserwowalnych faktów.

Ale jest jeszcze jedna metoda, którą zaczyna stosować coraz więcej osób. Wobec dojmującej prawdy o tym, że celebryci prezentujący się na ekranach mają więcej wspólnego z dawnymi mieszkańcami Olimpu niż z ludźmi z realnego świata, warto rozważyć zasadę, której konsekwentnie trzymał się Jan Błoński. Gdy przed wielu laty „Gazeta Wyborcza” okrzyknęła wybitnego krytyka literackiego „Małyszem polskiej eseistyki”, ten zadzwonił do znajomego z zapytaniem, kim jest właściwie ten Małysz.

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie