18 czerwca 2021

Tajne obrady Sejmu, ustawa o cyberbezpieczeństwie a polityka USA

(Tajne 32. posiedzenie Sejmu IX kadencji ws. cyberataków/Mateusz Wlodarczyk / Forum)

Cyberataki w Polsce i wiele innych sygnałów wyraźnie wskazują, że najbliższe miesiące nie będą naznaczone jedynie walką o utrzymanie się przy władzy ekipy rządzącej. Oby się nie okazało, że już niedługo Polacy doświadczą niezwykłego ograniczenia wolności obywatelskich pod pozorem walki z cyberprzestępczością.

Upoważnienie ambasad i konsulatów do wywieszania symboli BLM oraz ruchu mniejszości seksualnych, wystąpienie sekretarza stanu do kongresu o przyznanie kilkudziesięciu miliardów dolarów w budżecie na wspieranie działań liberalnych organizacji pozarządowych, zapowiedź walki z „autorytarnymi rządami”, zniesienie sankcji wobec Nord Stream 2,  koncentracja na współpracy USA z Niemcami, cyberataki i wiele innych sygnałów, to prawdziwe zmartwienie dla obecnej ekipy rządzącej.

8 czerwca na PCh24.pl w artykule: „Czy administracja Biden-Harris chce „podpalić” świat, aby pokonać Chiny” zwróciłam uwagę na niepokojące sygnały, sugerując, że pod pretekstem zwalczania antyrasizmu, obecna administracja USA chce uporać się z konserwatywną reakcją w swoim kraju i zagranicą, by stworzyć jednolity front liberalny przeciwko Chinom, pokonać konkurencję ze strony innych „autorytarnych reżimów.”

Wesprzyj nas już teraz!

W maju, na kilka dni przed rocznicą śmierci czarnoskórego George’a Floyda, sekretarz stanu Antony Blinken nie tylko upoważnił, ale nawet zachęcił placówki dyplomatyczne do promocji tzw. sprawiedliwości rasowej za granicą, wykorzystując zasoby Departamentu Stanu „do promocji celów politycznych poprzez wspieranie równości rasowej i społeczności wrażliwych”.

To dążenie do promocji „sprawiedliwości i równości rasowej” stało się kamieniem węgielnym dyplomacji Blinkena, próbującej podburzyć różne niezadowolone grupy społeczne w „krajach autorytarnych”, by obaliły rządy.

BLM ma symbolizować – w zamierzeniu Departamentu Stanu – walkę nie tylko z rasizmem, ale w innych regionach świata także walkę z „opresją policji”, „białą supremacją”, zakazem aborcji, walkę z wszelkimi ograniczeniami „praw” mniejszości seksualnych, walkę o czyste powietrze itp.

Sekretarz Blinken nie dawno sugerował w mediach, że walka o „prawa człowieka” na świecie znów może pomóc Ameryce stać się „wiarygodną potęgą”, ale tylko wtedy, gdy sama Ameryka zmierzy się z „realiami rasizmu i nienawiści u siebie”.

Konkretnym wyrazem wsparcia tej polityki zagranicą jest wywieszenie symbolu ruchu wszelkich mniejszości seksualnych i sugestia ambasady USA w Warszawie, jakoby homoseksualiści w naszym kraju byli dyskryminowani i stygmatyzowani jak w Iranie.

Na walkę z „systemowym rasizmem” nacisk położyła także Komisja Europejska. Jej szefowa, Ursula von der Leyen wyjaśniła 19 marca, że rasizm „przejawia się w dyskryminacji osób pochodzenia romskiego. Jest w teoriach spiskowych przeciwko Żydom. To przemoc i nieufność wobec migrantów i uchodźców”, a przede wszystkim to „walka z dyskryminacją w Europie, zwłaszcza wszelkich mniejszości seksualnych”.

Bruksela podeszła do problemu kompleksowo i w zeszłym roku przyjęła pierwszy w historii Plan działania UE na rzecz zwalczania rasizmu. – Zainspirowało nas wielu Europejczyków, którzy wyszli na ulice, krzycząc, że „Czarne życie ma znaczenie”. Także tutaj w Europie Black Lives Matter było wezwaniem do działania. Sprawiło, że spojrzeliśmy w lustro i zastanowiliśmy się, kim jesteśmy i kim chcemy być jako społeczność wolnych ludzi. Wtedy zdecydowaliśmy się przedstawić Plan działania UE na rzecz walki z rasizmem – kontynuowała von der Leyen. KE przenosi tę kwestię na „wyższy poziom, mobilizując wszystkie dostępne narzędzia”.

W marcu zorganizowano pierwszy w historii Europejski Szczyt Antyrasistowski w przededniu Międzynarodowego Dnia Walki z Dyskryminacją Rasową. Niedawno powołano nowego koordynatora ds. walki z rasizmem – Michaelę Moua. Bruksela planuje wprowadzić istotne zmiany w prawie karnym. Jeszcze w tym roku ma się pojawić nagroda dla „europejskiej stolicy różnorodności i integracji”.

Propagowanie haseł BLM i plan zwalczania rasizmu na lata 2020–2025 zakłada współpracę z administracją Bidena i eliminację nie tylko „uprzedzeń” opartych na stereotypach. „Oprócz religii lub przekonań rasizm można również łączyć z dyskryminacją i nienawiścią z innych powodów, w tym płci, orientacji seksualnej, wieku i niepełnosprawności, ale także działania przeciwko imigrantom” – czytamy w unijnym Planie zwalczania rasizmu. Dodano w nim, że „należy to uwzględnić poprzez „skorelowane podejście”, by „zbudować prawdziwą unię równości”.

Biden buduje globalną koalicję antyrasistowską

7 listopada 2020 roku prezydent-elekt Joe Biden, nawiązując do teorii głoszonych przez czarnoskórego protestanta Martina Luthera Kinga ogłosił, że jego administracja „przywróci duszę Ameryki”. Oświadczył, że wyborcy dali mu mandat „do osiągnięcia sprawiedliwości rasowej i wykorzenienia systemowego rasizmu” w USA i że planuje wykorzystać „przywrócone moralne przywództwo narodu do stworzenia międzynarodowego konsensusu wokół wartości amerykańskich, wezwać inne narody i instytucje międzyrządowe do przyjęcie antyrasistowskich programów”.

Ekipa Bidena chce wykorzystać Radę Praw Człowieka ONZ i system sankcji oraz szeroko pojmowany ruch BLM do wzniecania buntów w „krajach autorytarnych”, by zająć się problemem wszelkiej  dyskryminacji, ksenofobii, antysemityzmu, islamofobii, homofobii itp. Walka z rasizmem ma pomóc zmienić globalny układ sił, uderzając w Chiny.

Co ciekawe, strategia Białego Domu wydaje się być nawet dobrze przemyślaną –  i przynajmniej obecne – konsekwentnie realizowana. Ekipa Bidena wyraźnie czyni ustępstwa wobec Niemiec, które mają jej pomóc w zdyscyplinowaniu europejskich sojuszników, w polityce wobec Rosji, którą pragnie się odciągnąć od Chin.

Wyrazem tego jest traktowanie Polski i zniesienie w maju sankcji wobec gazociągu Nord Stream 2, chociaż zarówno sekretarz stanu, a nawet sam Biden zapewniali wcześniej, że nie dopuszczą do jego ukończenia.

Jeśli wierzyć doniesieniom „Washington Post” co do sankcji wobec Rosjan w sprawie rurociągu istnieje różnica zdań między sekretarzem stanu i wyższymi urzędnikami obecnej dyplomacji amerykańskiej, którzy mieli naciskać na więcej ograniczeń wymierzonych w rurociąg a prezydentem USA i „głównymi doradcami Rady Bezpieczeństwa Narodowego”, którzy nie zgodzili się na nie, „argumentując, że ruch ten zaogni stosunki z Niemcami, kluczowym sojusznikiem, który traktuje próbę zablokowania rurociągu jako naruszenie swojej suwerenności”.  

Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest głównym forum prezydenta do podejmowania decyzji w zakresie bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej wraz z jego wysokimi doradcami ds. bezpieczeństwa narodowego i urzędnikami gabinetu oraz głównym ramieniem prezydenta do koordynowania tej polityki w agencjach federalnych.

Stałymi gośćmi NSC są: wiceprezydent, sekretarz stanu, sekretarz skarbu, sekretarz obrony, sekretarz energii, Prokurator Generalny, sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego, ambasador USA przy ONZ, Administrator Agencji Rozwoju Międzynarodowego USA, Szef Sztabu Prezydenta i Asystent Prezydenta ds. Bezpieczeństwa Narodowego, Przewodniczący Połączonych Szefów Sztabów, dyrektorzy jednostek wywiadowczych i bezpośredni doradcy prezydenta.

Sullivan i jego wizja polityki USA

Bezpośrednim doradcą Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego jest Jake Sullivan, absolwent Yale Law School, który szlify dyplomatyczne zdobywał w Departamencie Stanu Hillary Clinton. Był zastępcą szefa sztabu sekretarz Clinton. Biden zlecił mu przedefiniowanie pojęcia bezpieczeństwa narodowego, by obejmowało ono „pandemie, kryzys gospodarczy, klimatyczny, zakłócenia technologiczne, zagrożenia dla demokracji, niesprawiedliwość rasową i nierówność we wszystkich formach”.

Chociaż prezydent USA od samego początku deklarował chęć zjednoczenia spolaryzowanego społeczeństwa amerykańskiego, to dalej eskaluje napięcie, wypowiadając wojnę „trumpizmowi”, tzw. terroryzmowi krajowemu i wszelkim „ekstremistom”. Przekonuje, że chce stworzyć „w pełni zróżnicowane oraz integracyjne społeczeństwo” i dlatego walczy z homofobią, transfobią, rasizmem, seksizmem itp.

Sullivan podkreśla, że Stany Zjednoczone muszą mieć silną demokrację i sprzyjająca tak zwanemu „włączeniu społecznemu”, a także zróżnicowaną, by móc lepiej promować swoje interesy zagranicą. Jest fascynatem socjotechnik i reform społecznych. Były sekretarz stanu Mike Pompeo oceniając Sullivana i jego kolegów, zaznaczył, że „żyją w trochę fantastycznym świecie” i praktykują „multilateralizm w celu miłego spędzenia czasu z kumplami na fajnym koktajlu”. Jednak sam Sullivan zaznaczył, że jest zdeterminowany zbudować globalny zarząd zdrowia publicznego, odbudować dawne sojusze i partnerstwa oraz walczyć z pomocą sojuszników z korupcją, kleptokracją i „systemami autorytarnego kapitalizmu”.

Po szczycie Biden-Putin Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA wypowiedział wojnę „terrorystom krajowym”

Dzień po szczycie Biden-Putin w Genewie, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego ogłosił, że trzeba podjąć zdecydowaną walkę z „terrorystami krajowymi” w Stanach Zjednoczonych, by odpowiedzieć na domniemane kampanie zagranicznych krajów i grup terrorystycznych podżegających do przemocy.

Wcześniej w ten ton uderzył premier Mateusz Morawiecki, organizując tajne obrady Sejmu.

Ostrzeżenie w USA pojawiło się po publikacji w środę Narodowej Strategii Przeciwdziałania Terroryzmowi Wewnętrznemu, opisanej przez administrację Bidena jako pierwszą w swoim rodzaju.

Koordynator Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ds. Antyterroryzmu, John Cohen przekonuje – wbrew doniesieniom wywiadowczym – że istnieje silny związek między „terrorystami wewnętrznymi a ośrodkami zagranicznymi podżegającymi do przemocy. Wskazał na „państwa narodowe” i „organizacje terrorystyczne”. – Widzimy wspólne narracje, które wydają się rezonować z osobami o ekstremistycznych przekonaniach ideologicznych, które służą jako usprawiedliwienie dla przemocy wprowadzanej przez obce państwa narodowe, przez zagraniczne organizacje terrorystyczne – komentował Cohen.

– Istnieją aktorzy stanowiący zagrożenie, czy to zagraniczne rządy, takie jak Rosja, Iran czy Chiny, czy liderzy myśli ekstremistycznej lub grupy terrorystyczne, które wykorzystują ten gniew i polaryzację naszego społeczeństwa – stwierdził.

Cohen wypowiedział wojnę wolności słowa w sieci, mówiąc, że to właśnie w środowisku wirtualnym rozwijają się silne więzi między „ekstremistami” z różnych krajów.

– To nie jest zagrożenie, które możemy zbadać lub złagodzić po prostu patrząc na aktywność fizyczną osób, które mogą być zaangażowane w przygotowania do przeprowadzenia zamachów. Musimy lepiej zrozumieć, w jaki sposób ekstremistyczni liderzy myślą. Ci, którzy pracują w strukturach ruchu oporu bez przywódcy będą wykorzystywać te prywatne i publiczne platformy internetowe do szerokiego rozpowszechniania narracji w nadziei, że wpłyną one na zachowanie zniechęconych, społecznie odłączonych, wściekłych jednostek – wyjaśniał.

W ramach nowej strategii urzędnicy zobowiązali się znaleźć sposoby „przeciwdziałania polaryzacji często napędzanej przez dezinformację i niebezpieczne teorie spiskowe w internecie, wspierając środowisko informacyjne, które sprzyja zdrowemu demokratycznemu dyskursowi”.

Urzędnicy zauważają również, że Waszyngton dołączył do Christchurch Call to Action to Eliminate Terrorist and Violent Extremist Content Online – inicjatywy drastycznie ograniczającej wolność słowa w sieci pod pretekstem walki z terroryzmem i ekstremizmem, nawiązując do zamachów w Nowej Zelandii, gdzie skrajny ekologista zmartwiony przeludnieniem świata, zamordował 51 osób w dwóch meczetach w 2019 roku, a premier Nowej Zelandii lansowała narrację, jakoby był to „skrajnie prawicowy ekstremista”. Między innymi natychmiast zablokowała dostęp w sieci do jego manifestu.

W USA – po słynnej „szarży na Kapitol” zwolenników Trumpa wymieszanych z prowokatorami – już 500 osób trafiło do aresztu. Zdaniem Cohena tych wszystkich ludzi, którzy nie byli związani z żadną grupą, miała zjednoczyć „dezinformacyjna narracja”. – Między innymi wszyscy zostali zachęceni do przybycia tutaj przez dezinformacyjną narrację, że wybory były sfałszowane i zostały skradzione, i że ich obowiązkiem było działać – komentował.

Urzędnicy bezpieczeństwa obawiają się, że rozprzestrzenianie się i wpływ dezinformacji może wkrótce się nasilić, gdy przeciwnicy USA, czy to kraje, czy w końcu siatki przestępcze lub terrorystyczne, uzyskają dostęp do sztucznej inteligencji zdolnej generować na niewyobrażalną skalę materiały dezinformacyjne, wzbudzając niepokój w kraju i zagranicą.

Ataki hakerskie i tajne obrady Sejmu

Działania amerykańskie wpisują się także w politykę polską i ostatnie tajne obrady Sejmu. Z doniesień niektórych posłów wyłania się obraz, jakoby rząd od wielu miesięcy pracował nad ustawą o cyberbezpieczeństwie, mającej pod pretekstem zwalczania dezinformacji, znacznie ograniczyć wolność w sieci.

Rząd obawia się również ujawnienia szeregu informacji „prawdziwych” pomieszanych z „nieprawdziwymi” w najbliższym czasie w ramach wielkiej akcji dezinformacyjnej. Tajne obrady i nacisk na ochronę cybernetyczną teraz – chociaż już na początku grudnia ub. roku wiadomo było o potężnym ataku hakerskim Solar Winds, który dotknął także polską infrastrukturę i najważniejsze instytucje w państwie – budzi poważne obawy o prawdziwy cel podejmowanych działań, mających ograniczyć swobody, w tym wolność wypowiedzi.

Ponad pól roku temu było wiadomo, że globalny atak hakerski za pośrednictwem programu Orion SolarWinds, przeprowadzony najprawdopodobniej z Rosji na szereg przedsiębiorstw i organów państwowych w USA, Europie, Azji i na Bliskim Wschodzie wskutek słabego zabezpieczenia oprogramowania, z którego korzysta wiele agend rządowych, w tym polskie MSWiA, może mieć nieobliczalne skutki.

Nie ma praktycznie bazy danych ani modelu wdrażania IT, do którego firma z Austin w Teksasie nie zapewniałaby pewnego poziomu monitorowania lub zarządzania. Monopolizacja rynku stała się obecnie obciążeniem dla korporacji po tym, jak wyszło, że ich oprogramowanie do zarządzania siecią – Orion – ma poważne luki.

Orion został wykorzystany przez hakerów jako kanał do rozległej międzynarodowej operacji cyberszpiegowskiej. Hakerzy mieli umieścić złośliwy kod w aktualizacjach oprogramowania Oriona, które zostały rozesłane do prawie 18 tys. klientów. Hakerzy mieli więc dostęp np. do Departamentu Skarbu, Handlu, czy Pentagonu w USA.

Analitycy ds. cyberbezpieczeństwa już wtedy sugerowali, że rozmiar szkód możemy poznać w okresie późniejszym. Tak zwana pandemia była „idealnym momentem na idealną burzę” – komentowała Kim Peretti z kancelarii prawnej Alston & Bird z Atlanty.

Oprogramowania Orion SolarWinds używa Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, które ogłosiło chociażby w listopadzie przetarg na „Wsparcie  dla systemu Orion SolarWinds na okres 36 miesięcy”.

W USA hakerzy mieli dostęp – poza Departamentami Skarbu i Handlu także do Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Departamentu Stanu oraz części Pentagonu. Atlantic Council sugeruje, że hakerzy „uciekli z ogromnymi cennymi danymi, zanim włamanie zostało wykryte”.

Trey Herr, dyrektor inicjatywy Cyber ​​Statecraft w Scowcroft Center for Strategy and Security, Erica Borghard, starszy dyrektor w wyznaczonej przez Kongres Amerykańskiej Komisji ds. Cyberprzestrzeni i starszy pracownik w New American Engagement Initiative w Scowcroft Center komentowały skutki ataku hakerskiego.

Herr uznała go za „jeden z najbardziej znaczących incydentów cyberbezpieczeństwa, jaki kiedykolwiek miał wpływ na rząd federalny”. Szacowała, że ekipa Bidena co najmniej przez pierwsze dwa lata urzędowania wprowadzi głębokie zmiany w zakresie cyberbezpieczeństwa, tworząc nowe plany i prowadząc śledztwo w tej sprawie. Jej zdaniem, hakerzy mogli mieć wgląd w podejmowanie strategicznych decyzji i wcześniejsze ostrzeżenie o sankcjach, nie mówiąc o innych bardzo wrażliwych informacjach.

Według niej „zamiast atakować jedną agencję rządową, osoby atakujące mogą wykorzystać luki w powszechnie używanym oprogramowaniu, uzyskując dostęp do wielu agencji jednocześnie”. I każdy ze stosowanych programów używanych przez agencje rządowe „może stać się przysłowiową szczeliną w amerykańskiej cyber-zbroi”.

– Oprogramowanie takie jak Microsoft Word lub system operacyjny samolotu bojowego integruje mniejsze fragmenty oprogramowania, które wymagają regularnych aktualizacji; całe to oprogramowanie tworzy łańcuch dostaw. Grupy przestępcze i państwa, takie jak Rosja, Chiny, atakują te łańcuchy dostaw, aby siać spustoszenie – dodaje.

Wydaje się, że zmarnowano setki milionów dolarów na poprawę bezpieczeństwa. Ataki hakerskie nasiliły się w ciągu ostatniej dekady i dokonują się poprzez aktualizacje oprogramowania. Ostatni cyberatak służył do długoterminowego gromadzenia informacji wywiadowczych, a nie do wyrządzania spektakularnej szkody dla systemu. Stąd jego skutki możemy poznać w przyszłości.

Dlaczego jednak tak spektakularne akcje polski rząd podejmuje obecnie? Czy dotarło do decydentów, że administracja Bidena z pomocą m.in. Berlina może chcieć doprowadzić do jego upadku, jak pozbyto się sojusznika Trumpa w Izraelu? Czy zmotywowały ich słabe wyniki w wyborach uzupełniających? A może to pretekst do większej akcji kneblowania wolności słowa, o której dowiemy się już niebawem?

Z dotychczasowej ujawnionej przez media korespondencji e-mail wynika, że ci, którzy umożliwili „przeciek” są bardziej zainteresowani skompromitowaniem ekipy rządzącej, jakoby ta chciała użyć wojska do pacyfikacji protestów przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. To oczywiście mogłoby sugerować, że bardziej chodzi o obalenie ekipy rządzącej. Ale o tym się przekonamy niebawem. 

Trudno nie zauważyć również podejmowania skandalicznej próby światowej lewicy, by pozbawić wpływu konserwatystów. W USA były sekretarz stanu Mike Pompeo, który powołał komitet ds. działań politycznych przed wyborami śródokresowymi w 2022 r., by pomóc Republikanom odzyskać kontrolę nad federalnymi i stanowymi organami ustawodawczymi, podkreślił, że uruchomił CAVPAC, aby do kongresu dostali się „prawdziwi konserwatyści” i zablokowali ustawę HR1 „For the People Act”, zmieniającą zasadniczo system wyborczy.

Pompeo od miesięcy ostrzegał Republikanów, że projekt H.R.1, który jest obecnie w Kongresie ułatwiłby głosowanie pocztą elektroniczną i wymogi rejestracji, stwarzając możliwości do licznych oszustw wyborczych. Dodał, że ustawa „mogłaby wbić sztylet” w konserwatywne wysiłki na rzecz demontażu „agendy lewicy”. Były sekretarz stanu zaznaczył, że odmowa prawodawców stanu Georgia, Arizona, Michigan i Pensylwania zakwestionowania zwycięstwa prezydenta Joe Bidena w zeszłym roku jest dowodem na to, iż GOP (kierownictwo Partii Republikańskiej) musi „kontrolować te ciała ustawodawcze” albo „ryzykujemy, że Ameryka padnie ofiarą agendy lewicy”. Uznał on też Zielony Nowy Ład za zagrożenie dla konserwatystów w całych Stanach Zjednoczonych.

Agnieszka Stelmach

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie