Kiedy mówimy o sektach i przewodzących im zwodzicielach, często słyszymy o czynionych przez nich znakach, uzdrowieniach. Jak oceniać tego rodzaju sytuacje i jaka jest w tym rola złych mocy? Pytanie powraca wraz z emitowanym na HBO Max serialem „Niebo, rok w piekle”, opartym na relacji osoby, która znalazła się sekcie. Co mówi nam przypadek „Zboru Leczenia Duchem Świętym” – sekty założonej przez Bogdana Kacmajora?
Jak zauważył Grzegorz Kasjaniuk, gość red. Łukasza Karpiela na kanale PCh24TV, wprawdzie mówiąc o zborze „Niebo”, mówimy w kategoriach sekty, ale de facto nie ma poprawnego prawnie sformułowania w pełni oddającego czym był twór Kacmajora. Określenie „sekta” celnie nadaje jednak temu zjawisku pejoratywne skojarzenia oraz porządkuje i opisuje pewną strukturę i właściwość.
– Kacmajor przedstawiał się jako prorok, uzdrowiciel, narzucał członkom tego zboru nowe imiona, np. Anioł Rowerowy, Tęcza Atomowa. Decydował o małżeństwach, życiu intymnym, codziennych sprawach. I to wszystko prowadziło do nadużyć takich jak aranżowanie związków z nieletnimi, głodówki, kary czy izolacja od świata zewnętrznego – podkreślił Kasjaniuk.
Wesprzyj nas już teraz!
Jak przypomniał, w latach dziewięćdziesiątych sekta zaczęła wzbudzać kontrowersje. Zaczęło dochodzić do konfliktów z lokalną społecznością, a to zwróciło uwagę na grupę. Nie brakowało kradzieży uzasadnianych religijnie. Były też podejrzenia o śmierć noworodków podczas porodów bez opieki medycznej.
– Były tutaj wyroki sądowe. W 1997 roku Sąd Rejonowy w Lubartowie skazał Kacmajora za bezprawne przetrzymywanie jego czternastoletniego syna, a w roku 2000 ponowił wyrok o podobnej sprawie. Były też inne zarzuty jak handel dziećmi czy nakłanianie do samobójstw. Nie zostały one udowodnione. Śledztwa umorzono, ponieważ członkowie tego tak zwanego zboru, tej sekty, dołączali do niej dobrowolnie – dodał Grzegorz Kasjaniuk.
Sekta została ostatecznie rozbita w latach 2002-05. Po interwencji policji i służb socjalnych odebrano dzieci Kacmajora. Dzieci ze zboru umieszczono w domach dziecka lub w rodzinach zastępczych. Budynek sekty, mieszczący się w Majdanie Kozłowieckim, popadł w ruinę, gdyż grupa (z biedy) wyprzedawała z niego wszystko co można.
– W pewnym momencie zasady funkcjonowania w tej sekcie były bardzo rygorystyczne i radykalne. Dochodziło do tego, że nawet ciągnik został sprzedany za dziesięć jajek, a samochód za worek ziemniaków. To pokazywało w jakiej strukturze i w jakiej biedzie przyszło tam ludziom funkcjonować – zauważył.
Grzerzorz Kasjaniuk, odnosząc się bezpośrednio do serialu, ocenił, że pokazana w nim historia jest niezwykła, bo ukazuje rzeczywistość, która jest, która nie zniknęła, która funkcjonuje i która ma swoje jakieś erupcje. Jak ocenił, zaskakuje, że choć za produkcję odpowiada duża firma, to nie ma w niej typowego dla takich dzieł rażącego „skażenia”.
– Scenariusz powstał na podstawie książki. To są wspomnienia osoby, która była w tej sekcie i ona jest narratorem i bohaterem tego filmu. W serialu zostały zmienione fakty. Książka różni się trochę od ekranizacji i w swojej warstwie narracyjnej, w jakimś sensie, ma ona duch katolicki. W serialu – z tego co na razie widzę – twórcy starają się jakby nie brać żadnej strony. Może to dobrze, bo pseudoduchowość sekty jest ukazana właściwie – zauważył gość Łukasza Karpiela.
A z kolei – jak podkreślił – ukazana w serialu porada duchowa (bo to chyba nie jest spowiedź), jest duchowym rdzeniem dla tych, którzy się zastanawiają dlaczego ludzie przystępują do sekty i jak to się dzieje, że się udaje im się od niej uwolnić.
Niebezpieczna moc zwodzicieli
Z pewnością, jak zauważył red. Karpiel, tego typu opowieści, gdzie pojawiają się uzdrowiciele, opisywana jest ich działalność, pojawia się pytanie o to, czy rzeczywiście dochodziło tam do uzdrowień i – kiedy mówimy o zwodzicielach – czy tego rodzaju rzeczy mogą się dziać z pomocą złego ducha.
– Takie historie znamy z Pisma Świętego, przecież były takie przypadki – nie związane z prorokami, a z tymi, którzy zwodzą. Tak było, magami… Więc ta historia już w Starym Testamencie jest zapisana. Ale tak, jestem o tym przekonany, zajmując się zagrożeniami duchowymi i obserwując te przestrzenie – ocenił Kasjaniuk.
Jak ocenił, z pewnością księża egzorcyści mają w swoim doświadczeniu wiele takich przypadków, że były „uzdrowienia”, efekty placebo, idące z tej złej strony – i to jest możliwe. Kasjaniuk odwołał się tu do pisma Brulion, gdzie przed laty pojawił się wywiad z Kacmajorem, w którym sąm guru mówił o tym dlaczego uzdrawia i jak to wygląda. Mówił o tym też związany z „Niebem” Zbigniew Sajnóg (to wspomniany Anioł Rowerowy).
– Są tam bardzo mocno i bezpośrednie pytania i dotyczą też wątków satanistycznych. One też się tam pojawiają, skąd ta moc idzie, skąd jest. Więc to uzdrowienie również może iść tą drogą – przypomniał Grzegorz Kasjaniuk. A jak ocenił, patrząc ogólnie na tego rodzaju zjawiska, można jednoznacznie uznać, że nie ma w nich żadnego elementu chrześcijańskiego. – Jest tylko nadużywanie Imienia Pańskiego – dodał.
Zobacz całą rozmowę z Grzegorzem Kasjaniukiem na PCh24TV: