W budżecie Rzeszowa zarezerwowano 100 tysięcy złotych na demontaż „Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej” z Placu Ofiar Getta. Rzeźba z cokołu trafi do muzeum, a dekoracyjne płyty zostaną wyeksponowane w formie lapidarium na cmentarzu wojskowym.
Decyzja o likwidacji pomnika zapadła kilka lat temu, ale dopiero teraz w miejskiej kasie znalazły się pieniądze na jego usunięcie. 100 tysięcy złotych ma wystarczyć na demontaż i wywiezienie konstrukcji. Urzędnicy zastrzegają przy tym, że to nie będzie prosta rozbiórka, a formalności zajmą co najmniej kilka miesięcy.
Wesprzyj nas już teraz!
– Trzeba wybrać specjalistyczną firmę, która zajmie się demontażem. Potrzebna jest też dokumentacja techniczna, ponieważ płaskorzeźby przymocowane w dolnej części pomnika chcemy wywieźć i zamontować w formie lapidarium na cmentarzu żołnierzy radzieckich przy ul. Lwowskiej. Natomiast rzeźba z cokołu trafi do jednego z muzeów, które gromadzą tego typu pamiątki – powiedział Artur Gernand z kancelarii prezydenta Rzeszowa.
„Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej” stoi na Placu Ofiar Getta od 1951 roku. U jego podstawy 15 lat później umieszczono tablicę z kuriozalnym napisem głoszącym, że jest to symbol 1000-letniej walki o wolność i niezawisłość narodową. Pod pomnikiem symbolicznie złożono też ziemię z miejsc straceń i męczeństwa mieszkańców Rzeszowszczyzny.
Monument ma formę prostopadłościennego obelisku o wysokości ok. 8,5 metra. Na płaskorzeźbach uwieczniono m.in. postacie marszałka Iwana Koniewa i gen. Karola Świerczewskiego, sceny batalistyczne oraz motywy „braterstwa broni” i „pracy pokojowej”. Na szczycie znajduje się statua kobiety z dzieckiem.
Radni Rzeszowa przyjęli uchwałę o usunięciu pomnika w 2018 roku, powołując się na ustawę dekomunizacyjną. Historycy z rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej mówili wprost, że pomnik gloryfikuje system totalitarny i nie powinien znajdować się w przestrzeni publicznej miasta. Wieloletni prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc sprzeciwiał się rozbiórce utrzymując, iż monument… jest świadectwem historii, a koszt operacji może sięgnąć nawet 3 milionów złotych.
Podobną „powściągliwość” wykazywał początkowo jego następca, Konrad Fijołek. Kwestia usunięcia monumentu powróciła do debaty publicznej po agresji zbrojnej Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Prezydent Fijołek porozumiał się z IPN w sprawie ostatecznego rozwiązania problemu. Ustalono wówczas, że elementy pomnika zostaną przeniesione na cmentarz przy ul. Lwowskiej, a IPN sfinansuje demontaż.
Dopiero po czterech latach od tych deklaracji do tematu wrócili radni i na ostatniej sesji zarezerwowali w budżecie kwotę, która ma uruchomić proces demontażu pomnika.
Źródła: PAP, PCh24.pl
RoM