Piractwo komputerowe to nie tylko włamania do baz danych czy inwigilacja, lecz wszelkie naruszenie cudzej własności intelektualnej. Jest nią również nielegalne ściąganie plików z sieci: książek, muzyki, czy filmów. Twórcy dzieła należy się bowiem uczciwa zapłata za korzystanie z niego.
Wraz z rozwojem internetu pogłębił się problem wyznaczenia granicy wartości intelektualnej. Dotyczy on wszystkich dóbr niematerialnych dostępnych w sieci, czyli treści, które mogą podlegać ochronie przez prawa autorskie, takich jak książki, filmy, czy muzyka. Niniejszy artykuł koncentruje się na filmach, ale omawiane zagadnienia i zasady odnoszą się również do pozostałych dóbr niematerialnych dostępnych w internecie.
Jeszcze dwadzieścia lat temu, aby obejrzeć film w domu, konieczne było posiadanie jego fizycznego nośnika – kasety wideo lub płyty. Osoba, która nabywała płytę z filmem, miała prawo do wykonania jednej kopii zapasowej na wypadek zniszczenia oryginału i tylko w takiej sytuacji mogła z niej korzystać. Mogła oczywiście pożyczyć oryginał innej osobie, jednak w tym czasie sama traciła możliwość korzystania z niego. Dopuszczalne było także zorganizowanie seansu dla większej liczby osób, o ile nie wiązało się to z osiąganiem korzyści majątkowych. Innymi słowy, zakup płyty oznaczał posiadanie jednego egzemplarza, którym można było dysponować – używać go, pożyczyć lub odsprzedać – lecz bez prawa do jego kopiowania na potrzeby innych użytkowników.
Wesprzyj nas już teraz!
Zasada ta wynika z praw autorskich, których celem jest zapewnienie sprawiedliwego wynagrodzenia twórcom własności intelektualnej. Autorzy ponoszą określony wysiłek, nakłady finansowe, poświęcają czas oraz wykorzystują swoje umiejętności, dlatego mają prawo do czerpania korzyści z tego, co stworzyli. Jeżeli chcemy korzystać z efektów ich pracy, ciąży na nas moralny obowiązek uiszczenia stosownej opłaty. Większa popularność dzieła, a co za tym idzie – wyższa sprzedaż, przekłada się na większe zyski finansowe twórców. Stanowi to dla nich istotną motywację do kreatywności i tworzenia rzeczy wartościowych. Wysoka sprzedaż często (choć nie zawsze) bywa również postrzegana jako wyznacznik jakości danego dzieła. Sprawiedliwe jest zatem, aby wraz z jej wzrostem zwiększały się korzyści finansowe autorów.
Dlatego nielegalne kopiowanie nośników jest piractwem medialnym. Ma ono miejsce w sytuacji posługiwania się własnością intelektualną bez zgody autora lub producenta i bez uiszczenia odpowiednich opłat. Kiedy bowiem tworzymy nielegalną kopię płyty z filmem, jak choćby „przegrywając” ją od znajomego, który posiada oryginał, wtedy nie oddajemy twórcom filmu i aktorom należnej im zapłaty. Korzystanie z nielegalnych kopii dóbr intelektualnych stanowi formę kradzieży, a zatem jest przestępstwem w świetle prawa cywilnego i karnego, za które mogą grozić kary finansowe lub odpowiedzialność prawna.
Ponieważ piractwo komputerowe jest kradzieżą, jest również grzechem. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi bowiem jasno: „Wszelkiego rodzaju przywłaszczanie i zatrzymywanie niesłusznie dobra drugiego człowieka, nawet jeśli nie sprzeciwia się przepisom prawa cywilnego, sprzeciwia się siódmemu przykazaniu” (KKK 2409). Tymczasem w dokumencie watykańskim „Etyka w Internecie” z 2002 roku wskazano, że sfera cyfrowa nie pozostaje poza oceną moralną, a poszanowanie praw własności intelektualnej dotyczy również internetu. Czy w przypadku piractwa w internecie można mówić o grzechu ciężkim? Generalnie nie, chyba że mówimy o bardzo dużej wartości szkody (np. łączna szkoda rzędu setek lub tysięcy złotych), przy założeniu pełnej świadomości czynu oraz dobrowolności działania.
Choć problem wyznaczenia granicy legalności korzystania z własności intelektualnej istniał od dawna, to wraz z rozwojem internetu uległ jeszcze większemu skomplikowaniu. Obecnie niekonieczne jest już posiadanie fizycznego nośnika, ponieważ pliki multimedialne są powszechnie dostępne w sieci. Rodzi to pytania o ich pochodzenie i legalność: kto je tam udostępnił oraz czy użytkownik ma prawo swobodnie je pobierać i wykorzystywać?
W przypadku korzystania z platform streamingowych sprawa wydaje się prosta. Opłacony abonament lub jednorazowy zakup daje użytkownikowi dostęp do określonego zbioru filmów, a zarządca platformy płaci za możliwość ich udostępniania. Również filmy dostępne na bezpłatnych serwisach wideo najprawdopodobniej są legalne, ze względu na stosowaną na takich platformach kontrolę antypiracką. Zyski w tym przypadku pochodzą zapewne z wpływów od reklamodawców, których reklamy są emitowane w trakcie wyświetlania filmu.
Darmowy dostęp możliwy jest również do plików znajdujących się w domenie publicznej. Trafiają tam dzieła po upływie określonego czasu od śmierci autora, a także materiały, do których twórcy udzielili nieograniczonego zezwolenia na korzystanie. W takich przypadkach można je pobierać legalnie, jednak nie wolno czerpać z nich korzyści majątkowych.
Problem staje się bardziej złożony, gdy na przypadkowej stronie natrafimy na materiał „do pobrania” o nieznanym pochodzeniu. Często są to nagrania telewizyjne, na których widoczny jest znak stacji, lub pliki ze zmienioną prędkością odtwarzania bądź podzielone na części – wszystko po to, by uniknąć wykrycia przez systemy antypirackie. W takich sytuacjach należy przyjąć, że materiał został udostępniony nielegalnie. Podobnie wygląda sprawa, gdy ktoś przesyła nam plik multimedialny nieznanego pochodzenia lub gdy pobieramy go z portalu do udostępniania plików.
Zarówno osoba, która umieszcza w internecie materiał w sposób nielegalny, jak i ta, która z takiego materiału korzysta, grzeszy przeciwko siódmemu przykazaniu: „Nie kradnij”. Oba czyny godzą w prawo autora do sprawiedliwego wynagrodzenia za jego pracę i wkład twórczy. Takie działanie niekorzystnie wpływa na cały przemysł filmowy i kulturę – szczególnie dla mniejszych twórców, niezależnych producentów czy lokalnych kin, które tracą wpływy z powodu piractwa. Co więcej, jak powiedział papież Benedykt XVI w jednej z katechez: „Drobne nieuczciwości stopniowo znieczulają sumienie i przygotowują grunt pod większe przestępstwa”.
Często pojawiają się argumenty mające usprawiedliwiać korzystanie z nielegalnych kopii filmów. Niektórzy tłumaczą się, że „i tak by nie zapłacili, więc nikt nic nie traci”, ale taka postawa nie czyni kradzieży akceptowalną. Jeśli przecież ktoś wejdzie do sklepu i weźmie towary, mówiąc: „i tak bym ich nie kupił”, to nielegalne zachowanie nadal jest kradzieżą. Z dobrami niematerialnymi jest podobnie. Kolejnym argumentem bywa usprawiedliwianie się, że „wszyscy tak robią”, jednak powszechność danego czynu nie oznacza przyzwolenia na jego popełnianie. Również tłumaczenie się, że „to tylko jeden raz”, nie stanowi usprawiedliwienia. Chrystus powiedział bowiem: „Kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w bardzo małej sprawie jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie” (Łk 16,10). Wreszcie hipokryzją jest oczekiwanie wysokiej jakości produkcji filmowych przy jednoczesnym okradaniu wytwórni.
Aby grzech piractwa internetowego został odpuszczony, potrzebne są nie tylko żal za grzechy i szczera sakramentalna spowiedź, lecz także zadośćuczynienie, czyli zwrot przywłaszczonej własności. Jak pisał św. Augustyn w Liście do Macedoniusza: „Dopóki człowiek nie zwróci tego, co przywłaszczył, jego grzech nie jest odpuszczony”.
W jaki sposób możemy zadośćuczynić autorowi dzieła za film, który kiedyś obejrzeliśmy nielegalnie? Najprostszym sposobem jest dokonanie legalnego zakupu lub wypożyczenia takiej pozycji i jej natychmiastowe usunięcie – prosta zasada: nie zapłaciłeś kiedyś – zapłać teraz. W przypadkach trudnych, złożonych lub jeśli nie pamiętamy dokładnie, co zostało obejrzane nielegalnie, powinniśmy oszacować wartość tych materiałów najlepiej, jak potrafimy. „Kiedy rzecz zabrana nie może być przywrócona w równoważnej wartości, należy zrekompensować ją w miarę możliwości” – wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu (ST II-II q. 62, a. 2, ad. 1). Zadośćuczynienie można wówczas zrealizować na przykład poprzez wykupienie abonamentu na platformie streamingowej odpowiadającego tej kwocie i niekorzystanie z niego. A jeśli w ogóle nie ma możliwości zadośćuczynienia – np. gdy sprawa tyczy się pirackich gier komputerowych, których zakup jest już niemożliwy, wtedy można złożyć równoważną ofiarę na cel charytatywny.
Ktoś mógłby zapytać, po co w ogóle poświęcać temu zagadnieniu uwagę. Św. Paweł pisał jednak: „Godzien jest robotnik swojej zapłaty” (1 Tm 5,18). Twórcom własności intelektualnej należy się wynagrodzenie, a korzystanie z efektów ich pracy powinno odbywać się w sposób legalny. Problem staje się szczególnie istotny w dobie internetu, który oferuje niezwykłą łatwość dostępu do filmów, muzyki, książek i innych dzieł niematerialnych. Nie trzeba nawet wychodzić z domu – wystarczy jedno kliknięcie przycisku „pobierz”, by stać się użytkownikiem pliku, znajdującego się w sieci legalnie bądź nie. Choć w ostatnich latach wykrywanie pirackich materiałów stało się skuteczniejsze, problem nie zniknął całkowicie. Co więcej, w sieci istnieje większe poczucie bezkarności, co powoduje pokusę korzystania z materiałów w sposób piracki.
A przecież katolik powinien korzystać z cudzych dzieł uczciwie, mając na uwadze, że sam za wykonaną pracę chciałby otrzymać sprawiedliwe wynagrodzenie. O potrzebie sprawiedliwości w społeczeństwie nauczał też Chrystus, mówiąc: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mk 12,17).
Adrian Fyda