Dzisiaj

Stanowski. Dlaczego przestał być teflonowy?

(Fot.Dominika Zarzycka / Zuma Press / Forum)

Krzysztof Stanowski coraz częściej staje się obiektem brutalnej krytyki. I coraz trudniej jest mu tę krytykę odpierać. Dlaczego ktoś, kto przez tyle lat wydawał się niezatapialnym szermierzem mediów społecznościowych, teraz coraz częściej przechodzi do defensywy?

W znakomitym serialu Downton Abbey scenarzyści wyśmienicie wręcz pokazali konstrukt psychiczny człowieka poszukującego swojej tożsamości. Oto jeden z bohaterów Tom Branson, irlandzki katolik i socjalista, wżenia się w angielską arystokrację. I choć po pewnym czasie zostaje w jej szeregach zaakceptowany a nawet ceniony jako sprawny zarządca i praktyczny człowiek, nigdy tak naprawdę nie czuje się „u siebie”.

Ze Stanowskim było trochę podobnie. Wszechobecność (i niezatapialność) zapewniła mu rola błazna, którą chętnie na siebie wziął. Nie jest to bynajmniej zarzut. To rola z jednej strony trochę niewdzięczna, bo choć błazna zasadniczo się ceni za ukazywanie rzeczywistości w krzywym zwierciadle, to przecież nikt nie traktuje go do końca poważnie.  Ważne jednak, iż była to rola nader wygodna, wszak wiele wpadek i błędów wizerunkowych Stanowski ogrywał drwiną, żartem, pozą.

Wesprzyj nas już teraz!

To zaczęło się zmieniać niedługo po tym, gdy założył Kanał Zero. Już w pierwszym wywiadzie, jaki ukazał się w nowym medium Stanowskiego, widać było u niego pewne zagubienie. Starał się zachować wizerunek figlarza, odważnie szermującego ironią, ale przecież siedział naprzeciwko prezydenta Andrzeja Dudy i obok jednego z najlepszych w Polsce dziennikarzy politycznych, Roberta Mazurka. W tym gronie jego popisy, siłą rzeczy, nie zasługiwały na szacunek a co najwyżej na nieco protekcjonalne uśmiechy. To, co zachwycało wielu użytkowników Twittera czy widzów YouTube’a, niekoniecznie dawało prestiż Stanowskiemu w tzw. poważnym towarzystwie, w którym siłą rzeczy musiał się odznaleźć, gdy założył ambitny kanał na YouTube.

Dlatego w trakcie wyborów prezydenckich zdecydował się wybrać i stopniowo stawiać na wizerunek poważnego dziennikarza, który porzucił palenie książek i obśmiewanie celebrytów, na rzecz poruszania tematów naprawdę ważnych. Nadal rzecz jasna korzysta z narzędzi sardonicznego zgrywusa, ale jest to już inny Stanowski niż ten, którego znamy z Kanału Sportowego. Nie komentuje już właściwie piłki nożnej, stał się społecznym alarmistą, rzecznikiem zdrowego rozsądku, skupionym na polityce i sprawach społecznych a nie piłce nożnej i popularnej rozrywce.

Złapany na wykroku

Stanowski przez pewien czas był zatem na swoistym pograniczu dwóch tożsamości: poważnego publicysty prowadzącego debaty na forum ekonomicznym w Krynicy i kpiarza, który w ramach drwiny z celebrytów postanowił spróbować kariery w Bollywood. Obydwie te tożsamości – nie ma co ukrywać – były nie do pogodzenia. Zazwyczaj takie rozdarcie powoduje w człowieku niezdrowe napięcie, wszak ani tu, ani tu nie jest u siebie. Kpiarze widzą w nim człowieka w garniturze, który zaprzedał się mainstreamowi, a „poważni ludzie” spoglądają z przymrużeniem oka, bo co też wesołek może wiedzieć o świecie.

I kiedy spokojnie, zdawało się, przechodził Stanowski z działki „rozrywka” do działki „polityka” został złapany na wykroku i uderzony mocno między oczy. Mam na myśli aferę wokół wywiadu, jakiego udzielili Kanałowi Zero Kamraci. Można nawet przyjąć wyjaśnienia samego Stanowskiego, że wywiad nagrano bez jego wiedzy, ale kto – u licha – kazał mu go emitować? Dlaczego ten sam człowiek, który kilka miesięcy wcześniej spuścił po kiju snującego prorosyjskie narracje kandydata na prezydenta, Macieja Maciaka, bezczelnie przerywając z nim wywiad po kilku minutach programu, teraz ugiął się pod presją członków, marginalnej przecież, grupy fanów dwóch patostreamerów? Wszystko to dlatego właśnie, że uwierzył w swoją nową tożsamość poważnego człowieka, lidera Kanału Zero, czyli medium sprzedawanego jako niezależne, niecenzurowane i radykalnie antymainstreamowe. Ironią losu jest zatem, iż Stanowski, emitując wywiad z Kamratami opatrzony stosownymi sprostowaniami, dał się zapisać do mainstreamu, z którym wcześniej deklaratywnie walczył. Takie postępowanie natychmiast skojarzyło się wielu internautom z metodami popularnymi na Woronicza czy na Wiertniczej a nie z niezależnym, idącym po prąd kanałem na YouTube.

Stanowski – jak nigdy wcześniej – długo musiał tłumaczyć się z takiej decyzji. Nie był w stanie jednak – jak to miał drzewiej w zwyczaju – zamknąć jej jednym Twittem. Nie wystarczyło hasło: „to tyle, gońcie się, jadę na wakacje”. Tym razem bowiem wakacji nie było.

„Pierwszy Stanowski” nie działa

Nie było ich także niedługo potem, gdy Kanał Zero emitując materiały Marii Wiernikowskiej z Rosji, wpadł w nowe koleiny. Prędko, rzecz jasna, Stanowski musiał zmierzyć się z kolejnymi zarzutami o promowanie „ruskiej propagandy”, a nawet związki z rosyjskim biznesem (sic!), czego dowodem miał być rzekomy „atak” jaki portal zero.pl przypuścił na koncerny tytoniowe.

Tu również proste metody z czasów „pierwszego Stanowskiego” nie działały. „Stanowski drugi” jest już bowiem innym człowiekiem. Wszedł do gry poważnych ludzi, siedzących przy głównym stoliku w kasynie. Pojawia się u boku prezydenta Karola Nawrockiego w niezupełnie dla mnie jasnej roli, mówi o tematach, które wbijają się niczym drzazga w gałki oczne wielu polityków, kłując ich i uwierając. To już nie jest zabawny producent rozrywki, pojawiający się przed kamerą w koszulce Lionela Messiego. To były kandydat na prezydenta, uczestnik licznych debat, twórca kanału YT (a od niedawna także portalu), który miał realny wpływ na przebieg prezydenckiej kampanii wyborczej w 2025 roku.

Stanowski świadomie zdrapuje pokrywający go teflon, zrzuca maskę błazna, bo zależy mu na prestiżu w nowym „towarzystwie”. Nie zabiega już o względy trenerów piłkarskich czy sympatię szatni piłkarskiej, lecz prezydenta, ministra, profesora, czy oczytanego publicysty. To w tej drugiej grupie Stanowski chce być teraz kimś. I płaci za to coraz wyższą cenę. Wszedł na ring, gdzie walka toczy się o naprawdę wysoką stawkę. Czy uda się go ostatecznie zatopić? Pamiętajmy przecież, że słonia mogą zabić miliony mrówek.   

Tomasz Figura

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(12)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie