Węgierski lider uniofilskiej partii Tisza, Péter Magyar zapowiedział ekstradycję polskich polityków przebywających nad Balatonem. W wypadku wyborczego zwycięstwa polityk chce pozbyć się z państwa Zbigniewa Ziobro i Marcina Romanowskiego. Program, jakim lider partii opozycyjnej chce przekonać elektorat do głosu obejmujue „zakończenie korupcji” i bardziej liberalny kurs państwa. Nie brak obaw, że w rzeczywistości będzie on brutalnie zwalczał przeciwników politycznych.
Węgierscy konserwatyści ostrzegają, że Magyar, który niedawno spotkał się z Tuskiem i obiecał ekstradycję dwóch polskich polityków korzystających z ochrony międzynarodowej przyznanej przez rząd Orbána, doprowadzi do ograniczenia swobody środowisk prawicowych. Zgodnie z ich obawami jeśli lider Tisz-y zwycięży, sięgnie po nachalne metody walki z wrogami politycznymi na wzór rządu Donalda Tuska.
Do dyskusji włączył się były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który ostrzegł Węgrów przed „scenariuszem moskiewskim”, który mogłaby wdrożyć ekipa Magyara. Były szef Suwerennej Polski sądzi, że dojście opozycji do władzy może oznaczać w praktyce „cenzurę internetu, represje wobec opozycji, koniec niezależnych sądów”.
Wesprzyj nas już teraz!
Podobnie, wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, któremu Budapeszt przyznał azyl, zanim sąd w Warszawie uchylił Europejski Nakaz Aresztowania, zażartował, że Węgrzy mogliby „przedawkować biały proszek wypaczonej wyobraźni”. To aluzja do skandalu narkotykowego, w jaki uwikłany jest lider opozycji na Węgrzech.
Jeden z prawników Ziobry zauważył natomiast, że „decyzję o ekstradycji na Węgrzech podejmuje sąd, a nie polityk”.
Przed kwietniowymi wyborami na Węgrzech zaostrzyła się walka polityczna. Premier Orbán w sobotę mówił do członków swojej partii, że prawdziwym zagrożeniem dla kraju przed wyborami jest UE, a nie Rosja.
12 kwietnia wyborcy zdecydują, czy Orbán i jego partia Fidesz utrzyma władzę przejętą w 2010. Zgodnie z danymi sondażowymi, Fidesz traci kilka punktów procentowych w stosunku do Tiszy Pétea Magyara. Przewaga Tiszy zmniejszyła się nieco po skandalu obyczajowo-narkotykowym.
Orbán w sobotnim przemówieniu porównał UE do represyjnego reżimu sowieckiego, który dominował na Węgrzech przez ponad 40 lat ubiegłego stulecia. Twierdził ponadto, że prezydent Rosji Władimir Putin – mimo sugestii wielu europejskich liderów – nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa kontynentu.
– Musimy przyzwyczaić się do myśli, że ci, którzy kochają wolność, powinni bać się nie Wschodu, ale Brukseli – przekonywał. – Straszenie Putinem jest prymitywne i niepoważne. Bruksela jest jednak namacalną rzeczywistością i źródłem bezpośredniego zagrożenia. To gorzka prawda i nie będziemy jej tolerować – dodał.
Węgierski lider przedstawia Tiszę jako marionetkę stworzoną przez UE w celu obalenia jego rządu i służenia zagranicznym interesom. Magyar obiecuje naprawić relacje z Brukselą, pobudzić gospodarkę, rozprawić się z korupcją i przywrócić rządy prawa.
Orbán natomiast sugeruje, że międzynarodowe korporacje, takie jak banki i firmy energetyczne, które mają czerpać zyski z wojny na Ukrainie, spiskują z opozycją polityczną, aby obalić jego rządy. – Jest absolutnie oczywiste, że na Węgrzech biznes naftowy, świat bankowości i brukselskie elity przygotowują się do utworzenia rządu. Potrzebują na Węgrzech kogoś, kto nigdy nie odmówi żądaniom Brukseli – mówił.
Lider Fideszu obiecał, że będzie dążył do uwolnienia Węgier od podmiotów, które naruszają suwerenność kraju. Dodał, że prezydent USA Donald Trump, który poparł go przed wyborami, stworzył warunki, pozwalające na wydalenie „fałszywych organizacji pozarządowych oraz przekupnych i opłaconych dziennikarzy, sędziów i polityków”.
– Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych zbuntował się przeciwko globalnej sieci biznesowej, medialnej i politycznej liberałów, zwiększając w ten sposób nasze szanse. My również możemy wiele zrobić i wypędzić z Węgier zagraniczne wpływy wraz z ich agentami, którzy ograniczają naszą suwerenność – przekonywał, sugerując, że „brukselska machina represji nadal działa na Węgrzech” i trzeba z nią „zrobić porządek” po wyborach.
We wtorek niemiecki sąd nakazał platformie Elona Muska, X, udostępnienie badaczom danych dotyczących zbliżających się wyborów na Węgrzech.
Chodzi o udostępnienie danych członkom organizacji Democracy Reporting International, która tropi „mis-, mal- i dezinformację” w czasie wyborów. Pierwotnie w listopadzie ub. roku Musk odrzucił jej wnioski.
Organizacja wykorzystała cenzorski unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA), który zobowiązuje duże platformy do udzielania zewnętrznym „badaczom” dostępu do danych w celu określenia, w jaki sposób platformy radzą sobie z ryzykiem systemowym, w tym z ingerencją w wybory. W grudniu Komisja Europejska nałożyła na X grzywnę w wysokości 40 milionów euro za domniemane naruszenie tego obowiązku.
W zeszłym roku Democracy Reporting International przegrało podobną sprawę przed sądem w Berlinie, gdy domagało się dostępu do danych dotyczących wyborów w Niemczech. Obecny wyrok może mieć precedensowy charakter i zachęcać inne „zaufane podmioty sygnalizacyjne” do wtrącania się w wewnętrze wybory w innych państwach UE.
Źródła: europeanconservative.com, politico.eu, washingtontimes.com
AS