Dzisiaj

Francja na zakręcie? Islamo-lewica, gangi i nowe układy w miastach

Francuskie wybory samorządowe przynoszą niepokojące sygnały. W wielu miastach władzę przejęli politycy radykalnej lewicy, wspierani przez środowiska aktywistyczne, a w tle pojawiają się wątki wpływów przestępczości zorganizowanej i napięć kulturowych. Czy to tylko lokalne zjawisko, czy zapowiedź głębszych przemian społecznych i politycznych nad Sekwaną?

22 marca odbyła się II tura wyborów samorządowych we Francji, ale już po I turze w wielu miejscowościach do władzy doszli radni i merowie skrajnej lewicy. Partia Zbuntowana Francja (LFI) oparła się na wielu radykałach i otworzyła furtkę samorządową dla najdziwniejszych skrajnych grup lewackich. Zresztą nie ma się czemu dziwić, bo jej lider Jean-Luc Melenchon niedawno oświadczył, że „nie zostawimy naszych towarzyszy”, mając na myśli uczestników linczu w Lyonie na studencie, kojarzonym z prawicą. Linczu dokonała bojówka o nazwie „Młoda Gwardia Antyfaszystowska” założona przez posła tej partii Arnaulta, a wśród bijących studenta był m.in. asystent parlamentarny tego posła.

W I turze w podparyskim, dawniej królewskim mieście Saint-Denis, wygrał kandydat LFI, mający korzenie w Mali, muzułmanin, były koszykarz, Bally Bagayoko. Miasto zostało opanowane już dawno przez migrantów i ich potomków i ta niegdyś robotnicza miejscowość, gdzie zresztą przez lata rządzili komuniści, ma obecnie „nową klasę proletariatu”. Bagayoko obiecywał w swoim programie bezpłatny transport, pokrywane przez miasto ubezpieczenia społeczne dla każdego, darmowe wypożyczalnie rowerów. Już teraz jest nazywany „merem – wszystko za darmo”. Nie wiadomo kto w Saint-Denis zapłaci spory rachunek za obietnice nowego burmistrza z LFI, ale z pewnością miejscowość ta stanie się enklawą prawdziwej strefy bezprawia. Mer obiecał też przy okazji rozbroić m.in. miejską policję. Popiera go jego partia LFI, która też twierdzi, że nie chce „poddać się logice opartej wyłącznie na względach bezpieczeństwa”.

Wesprzyj nas już teraz!

Bally Bagayoko zaproszony po wyborze do TV France 2, powtórzył swój zamiar rozbrojenia policji miejskiej w nadchodzących miesiącach. Przypomniał, że przed 2020 rokiem policja miejska była nieuzbrojona. Od tego czasu poziom bezpieczeństwa w mieście znacznie się jednak zmienił.

To wszystko w mieście, które nie ma pieniędzy z podatków, a 40% tutejszych mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa. Ci którzy inwestowali jeszcze w Saint-Denis już przebąkują, że chcieliby stąd uciec. Właściciele domów i mieszkań nie mają wątpliwości, że kosztowne „programy” socjalnego rozdawnictwa, merostwo będzie chciało sfinansować podniesieniem np. podatków od nieruchomości. „Miasto królów” jest pierwszą ponad 100-tysięczną gminą, która wpadła w ręce obozu Jeana-Luca Mélenchona.

W radzie miasta są obecnie nawet aktywiści „Permanentnej Rewolucji”, organizacji „blisko barykad”. Elsa Marcel, radna miasta Saint-Denis z ramienia Révolution Permanente na pierwszej sesji zgłosiła wniosek: „Jeśli Zgromadzenie Narodowe uczci minutą ciszy neonazistę, tutaj, w Radzie Miasta Saint-Denis, musimy oddać hołd ofiarom policyjnej przemocy, powtarzając: bez sprawiedliwości nie ma pokoju!”. „Neonazista” to Quetnin, zamordowany student z Lyonu, a „ofiara policyjnej przemocy” to Nahel Merzouk, zabity podczas ucieczki przed policją w 2023 roku swoim „mercedesem” 17-latek, podejrzewany o handel narkotykami. Nie trzeba dodawać, że radni „minutą ciszy” tą postać uczcili.

Na północy Francji, w Roubaix, po II turze też pojawił się nowy mer z partii La France Insoumise, David Guiraud. Miasto jest uważane za jedno z najbardziej niebezpiecznych we Francji. Nowy mer oznajmił, że po objęciu urzędu utworzy „jednostkę prawną, która będzie ścigać tych, którzy szargają nasze miasto i jego reputację”. W wywiadzie dla mediów mówił, że „miasto bardzo cierpi z powodu rasizmu i Roubaix jest celem islamofobicznej, rasistowskiej i ksenofobicznej retoryki”. Także w tym mieście, według INSEE (Instytut Statystyki) liczącym blisko 100 tys. mieszkańców, niemal połowa populacji żyje poniżej granicy ubóstwa. Według mediów, jest to miejsce rozwoju „fundamentalizmu islamskiego”.

Saint-Denis czy Roubaix to nie odosobnione przypadki władz miejskich, gdzie wrogiem jest policja. Media zauważają zresztą, że w wyborach do samorządów w 2026 widać rosnący wpływ handlarzy narkotyków na głosowanie. Korupcja, zastraszanie, wsparcie, także finansowe – w taki sposób sieci handlarzy narkotyków budują powoli wpływy w miastach i dzielnicach, gdzie chcą sobie zapewnić „biznesowy” spokój. Portal Atlantico pisze o groźbach wobec radnych, ale też o znacznie bardziej efektywnej korupcji. Zauważa się, że ten biznes to „finansowa siła”, która wynosi około 7 miliardów euro. Przestępczość zorganizowana obejmuje szersze spektrum niż tylko handel narkotykami, obejmując również inne rodzaje działalności.

Portal dość eufemistycznie stwierdza, że „demokracja francuska umożliwia osobom z imigranckich środowisk integrację i dostęp do odpowiedzialnych stanowisk, co jest pozytywnym zjawiskiem. Podobnie jak w przeszłości, obecnie obserwujemy awans społeczny i polityczny osób z klasy robotniczej lub imigranckich, które uzyskują dostęp do lokalnych lub krajowych urzędów elekcyjnych. Jednak niektórzy z wybieralnych urzędników mogą pochodzić z obszarów, na których działają sieci przestępcze. W takich kontekstach osobiste relacje, przyjaciele z dzieciństwa i sąsiedzi mogą wywierać presję czasami nieformalną, a czasami bardziej natarczywą”.

Takie przypadki są już znane. W Canteleu, niedaleko Rouen, handlarze narkotyków wywierali bezpośrednią presję na burmistrz i jej pierwszego zastępcę. Mogą również występować naciski związane z kręgiem społecznym lub pochodzeniem radnych, np. przez presję otoczenia i członków rodzin. W przypadku wyborów lokalnych chodzi o „terytoria”, na których działają gangi. Dla handlarzy narkotyków terytorium pozostaje kwestią priorytetową i starają się je kontrolować. W naturalny sposób będą przeciwni politykom zapowiadającym „przywracanie porządku” i likwidację „stref bezprawia”. Mieszkańcy takich dzielnic poddawani są więc pewnej presji na rzecz wyboru opcji „tolerancji”, niszczy się plakaty polityków prawicy, zakłóca ich wiece. Sieci przestępcze niekoniecznie dążą do przejęcia bezpośredniej kontroli nad merostwami. Wystarcza im wpływ pośredni, tolerancyjna polityka typu „róbta co chceta”, „rozbrajanie policji”, jak w przypadku Saint Denis i kilku miast rządzonych do niedawna przez polityków Zielonych, czy ograniczenia systemów miejskiego monitoringu (taki postulat obiecał spełnić nowy mer Saint Denis).

Eksperci z portalu Atlantico zauważają, że „obecnie rośnie świadomość strategicznego ryzyka, jakie przestępczość zorganizowana stwarza dla funkcjonowania Republiki”. Nic dziwnego, bo nawet lewicowy tygodnik „Le Canard enchaîné” pisał niedawno o możliwych związkach handlarzy narkotyków z lokalną kampanią wyborczą w Saint-Denis. Philippe Vénère, były komisarz policji z czterdziestoletnim doświadczeniem, stwierdził na portalu Atlantico, że „w niektórych wrażliwych społecznie dzielnicach panują złożone realia. Część populacji jest pochodzenia obcego i niekoniecznie podziela te same odniesienia kulturowe co średnia krajowa. Populacje te, wywodzące się z różnych środowisk, mogą ulegać wpływom form komunizmu i skłaniać się do popierania pewnych radnych, postrzeganych jako ich przedstawiciele”. I dodaje: „w szczególności istnieje społeczność muzułmańska, czasami określana jako bardziej rygorystyczna w swoich praktykach. Są to pełnoprawni obywatele francuscy, którzy prawdopodobnie będą popierać swoich kandydatów, a niektóre partie polityczne chcąc mobilizować tych wyborców doprowadzają do wzmocnienia ich reprezentacji na szczeblu miejskim lub departamentalnym. (…) wdrażane są strategie mobilizacji wyborczej, których celem jest zdobycie głosów, także w tych grupach społeczeństwa, których orientacje mogą być postrzegane jako dalekie od zasad republikańskich”.

Wydaje się jednak, że nie tylko o wpływy umocowanych w środowiskach imigranckich mafii narkotykowych tu chodzi, ale mamy do czynienia z konsekwencjami polityki całej lewicy, która wspierając imigrację dąży do złamania tradycyjnej tożsamości francuskiej, likwidacji Francuzów jako narodu z korzeniami cywilizacji chrześcijańskiej i zastąpienia ich „nowym społeczeństwem”. Mer Bagayoko wstępujący na schody ratusza i pokazujący przeciwnikom politycznym „gest Kozakiewicza” to tylko „jaskółka nowej rewolucji”. Trzeba tu przypomnieć, że obecne wybory lokalne to tylko przygrywka do wyborów prezydenckich zaplanowanych za rok, a z tyłu głowy gdzieś kołacze się jeszcze związana z tymi wyborami fabuła profetycznej powieści Michela Houellebecqa „Uległość”.

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 77 260 zł cel: 500 000 zł
15%
wybierz kwotę:
Wspieram