Dzisiaj

Adwokat Rafał Dorosiński o wyroku NSA: To nie zmiana prawa, ale istotny krok w lewicowej agendzie walki z instytucją małżeństwa

(Oprac. PCh24.pl)

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego to powtórzenie już utartych ścieżek, wypracowanych przez lewicę w krajach zachodnich – w Stanach Zjednoczonych, we Francji, Niemczech i innych krajach. I Polska postępuje zgodnie z tym „podręcznikiem” lewicowego aktywisty i polityka. W tym podręczniku tego typu wyroki odgrywają istotną rolę – podkreśla adw. Rafał Dorosiński z zarządu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

  

Panie Mecenasie, co w praktyce oznacza ostatni wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie uznawania w Polsce zawieranych za granicą tak zwanych związków partnerskich?

Wesprzyj nas już teraz!

Przede wszystkim mamy do czynienia z wyrokiem, który jest wiążący tylko wobec jednego, konkretnego Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie. Nie jest to zatem zmiana ustawy czy jakaś inna modyfikacja przepisów, obligująca wszystkie urzędy stanu cywilnego w Polsce. O tym trzeba pamiętać, bo w debacie na temat tego wyroku ta podstawowa informacja gdzieś umyka. Niektórym wydaje się, że doszło do zmiany prawa, a tak się nie stało.

To też jest istotne o tyle, że Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok, natomiast nie podjął w tej sprawie uchwały. Tymczasem to poprzez uchwały Naczelny Sąd Administracyjny może formułować zasady prawne, czyli już pewne wiążące dla sądów administracyjnych sposoby interpretowania przepisów. Tutaj tak się nie stało.

To oczywiście nie znaczy, że ten wyrok nie ma znaczenia. Polega ono zasadniczo na tym, że będzie, już jest, instrumentalnie wykorzystywany w debacie publicznej na temat związków partnerskich, na temat małżeństwa. I będzie przywoływany w przez zwolenników instytucjonalizacji związków jednopłciowych w innych tego typu sprawach.

Co w całej sprawie kluczowe – to rozstrzygnięcie jest jednoznacznie sprzeczne z podstawowymi normami konstytucyjnymi. Przede wszystkim – z artykułem 18., który wskazuje, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, a tym samym wyklucza tego typu orzeczenia, jakie wydał właśnie NSA. Zresztą, sami twórcy Konstytucji otwarcie i wprost deklarowali takie właśnie intencje stojące za takim brzmieniem art. 18. Mało tego, takie właśnie rozumienie artykułu 18. – przekreślające możliwość wydawania tego typu wyroków – zostało potwierdzone przez szereg werdyktów Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i samego Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sądy i Trybunał regularnie, odkąd tylko pojawił się pomysł instytucjonalizacji związków jednopłciowych, wskazywały, że ten przepis stoi na przeszkodzie wyrokom i zmianom prawa, które w jakikolwiek sposób uznawałyby związki jednopłciowe za tożsame bądź za podobnie usytuowane w polskim porządku prawnym jak związek kobiety i mężczyzny.

Mało tego, ten wyrok jest sprzeczny z artykułem 1. Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Wskazuje on wprost, że małżeństwo może zostać zawarte wyłącznie przez (jednocześnie obecnych) mężczyznę i kobietę. To jest o tyle istotne, że nie mamy tu do czynienia ze zwykłą ustawą, lecz z kodeksem, czyli swego rodzaju metaregulacją. I to orzeczenie jest sprzeczne także i z tym przepisem.

Interesujący jest fakt, że Naczelny Sąd Administracyjny w ogóle zadał pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Bo, przypomnijmy, ten wyrok jest konsekwencją zadanego wcześniej przez NSA do TSUE pytania prejudycjalnego. NSA pytał czy przepisy krajowe, które nie pozwalają na uznanie „małżeństwa” osób tej samej płci zawartego w innym kraju Unii, ani na wpisanie tego typu związku do rejestru stanu cywilnego, są sprzeczne z prawem Unii Europejskiej.

Chodzi tutaj o sytuację, w której polscy obywatele zawarli w Niemczech związek nazwany tam Niemczech „małżeńskim” i później chcieli dokonać jego transkrypcji (przenieść) do polskiego rejestru stanu cywilnego. Otóż Naczelny Sąd Administracyjny wcale nie musiał pytać Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czy powinien to uczynić, czy nie. Kwestie stanu cywilnego przynależą bowiem do wyłącznych kompetencji państw członkowskich.

Mógł natomiast, gdyby miał jakieś wątpliwości, w trybie art. 193 Konstytucji, zadać Trybunałowi Konstytucyjnemu pytanie prawne co do zgodności aktu normatywnego z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi. Mógł też skierować sprawę do rozstrzygnięcia przez siedmioosobowy skład Naczelnego Sądu Administracyjnego. Nie zdecydował się tego zrobić.

Trzyosobowy skład NSA przesłał pytanie do TSUE, zadając je przy tym w sposób, który niejako sugerował chęć przełamania obecnej, jednolitej linii orzeczniczej polskich sądów. Więcej nawet, zrobił to w sposób całkowicie tendencyjny. Zgodnie z art. 94 Regulaminu TFUE11 sąd pytający zobowiązany jest także do wskazania istotnego dla sprawy orzecznictwa sądów krajowych. Pytanie zadane przez NSA w ogóle nie zawierało omówienia orzecznictwa czy też argumentacji w przedmiocie transkrypcji aktów małżeństw homoseksualnych, choć argumentacja była ta była szeroko przytaczana we wcześniejszym wyroku WSA. I już sam ten fakt zasługuje na krytyczną ocenę.

 

Czy jest jakaś droga do „odkręcenia” tego wyroku, zniesienia jego skutków i przywrócenia w warszawskim USC porządku zgodnego z Konstytucją, skoro to orzeczenie narusza tak istotne przepisy?

Pamiętajmy, że NSA wyznaczył warszawskiemu USC termin 30 dni na wykonanie wyroku, liczony od chwili zwrotu akt sprawy. W praktyce realizacja tego obowiązku nie jest jednak możliwa bez uprzedniej zmiany rozporządzenia określającego wzory aktów stanu cywilnego. Obecnie formularze zawierają rubryki „mężczyzna” i „kobieta”, co wyklucza wpisanie pary jednopłciowej. Ministerstwo Cyfryzacji prowadzi prace nad projektem rozporządzenia (nr z wykazu: MC 37), który przewiduje zastąpienie tych określeń sformułowaniami „małżonek pierwszy” i „małżonek drugi”. Projekt zakłada jednak aż 8-miesięczne vacatio legis, co w praktyce uniemożliwia wykonanie wyroku w terminie wskazanym przez NSA.

Aby jednak całkowicie uniemożliwić jego wykonanie należałoby w pierwszej kolejności złożyć do Trybunału Konstytucyjnego wniosek zakresowy o stwierdzenie niekonstytucyjności podstawy prawnej wyroku NSA. Wniosek taki, zgodnie z art. 191 Konstytucji, może złożyć m.in. grupa 50 posłów. I, z tego, co mi wiadomo, taka grupa posłów już się zebrała i zapowiedziała złożenie wniosku.

Możemy się więc spodziewać, że za jakiś czas Trybunał Konstytucyjny podejmie tę sprawę tak, aby jednoznacznie i finalnie rozstrzygnąć niekonstytucyjność interpretacji, którą przedstawił Naczelny Sąd Administracyjny. Będzie to też okazja do tego, żeby ponowić wskazywaną już wcześniej przez Trybunał Konstytucyjny zasadę pierwszeństwa polskiej ustawy zasadniczej nad przepisami EU.

Ciągle musimy bowiem pamiętać o obecności w tle regulacji unijnych. One były w ogóle powodem tego wyroku. Trybunał już wcześniej wskazywał, że względem prawa UE Konstytucja jest prawem nadrzędnym. I przy okazji tej sprawy zapewne będzie okazja, żeby to powtórzyć. Nie jest zresztą to żadna kontrowersyjna teza. Takie orzeczenia przyjmowały Trybunały Konstytucyjne innych krajów, między innymi w Hiszpanii, Niemczech czy w Czechach, gdzie tamtejszy Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma charakter ultra vires, to znaczy wykracza poza kompetencje TSUE.

Nasz Trybunał Konstytucyjny nie byłby więc odosobniony, wydając tego typu orzeczenie. Mam nadzieję, że do tego właśnie dojdzie.

 

Polska mówiąc półżartem, „odstaje” w stosunku do Zachodu w kwestii wprowadzania rozwiązań dotyczących legalizacji związków jednopłciowych i nadawania im statusu równego małżeństwom. Oby tak już zostało na zawsze, proszę jednak powiedzieć, czy można dopatrywać się w przykładach innych państw analogii w próbach przeprowadzenia tego, co zamierza zrobić lewica w Polsce, i do czego małym krokiem miałby być ostatni wyrok NSA. Stworzenie pewnego precedensu, „wstawienie nogi w drzwi” i później szukanie kolejnych wyłomów w systemie prawnym, żeby przeprowadzić realizację tego zamiaru „okrężną drogą”.

To sformułowanie „wstawienie nogi w drzwi” dobrze obrazuje pewną metodologię, która została przyjęta przez lewicę nie tylko w Polsce, ale właśnie na całym Zachodzie. Więc to, co obserwujemy w Polsce, nie jest żadnym novum.

Jest to powtórzenie już utartych ścieżek, wypracowanych przez lewicę w krajach zachodnich – w Stanach Zjednoczonych, we Francji, Niemczech i innych krajach. I Polska postępuje zgodnie z tym „podręcznikiem” lewicowego aktywisty i polityka. W tym podręczniku tego typu wyroki odgrywają istotną rolę.

To są rozstrzygnięcia precedensowe, które zmieniają – wyrok po wyroku – rozumienie traktatów międzynarodowych dotyczących praw człowieka. Dobrze wiemy, że na przykład w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka nie jest zawarte żadne „prawo do sformalizowania związku jednopłciowego”. Wręcz przeciwnie – konwencja mówi o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny. W kontekście małżeństwa posługuje się sformułowaniem „kobieta i mężczyzna”, a nie robi tego w żadnym innym kontekście. Więc brzmienie konwencji stoi w sprzeczności z żądaniami tęczowego lobby.

Natomiast właśnie takie wyroki jak ten NSA, jak wyrok TSUE, jak wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, są narzędziami, które niejako zmieniają interpretację tych aktów prawa międzynarodowego. Więc jest to istotny element strategii lewicy zmierzającej finalnie do redefinicji małżeństwa, jego podważenia, a w konsekwencji degradacji.

Ale oczywiście obok tego mamy próby, które na Zachodzie bardzo często okazują się skuteczne. Chodzi o zmiany przepisów prawa wprost dokonywane przez parlamenty poprzez wprowadzenie takich instytucji jak „związek partnerski”, a w dalszej kolejności redefinicję prawną małżeństwa. I tu, także na tym gruncie widzimy podobną strategię przyjętą w Polsce.

Przecież aktualnie jesteśmy w środku dyskusji na temat tzw. osoby najbliższej w związku. Czyli jak dobrze wiemy, formuły, która jest swego rodzaju przykrywką dla związków partnerskich.

Aktualnie w parlamencie znajduje się projekt dotyczący takiego statusu. A równolegle w tle coraz głośniej wybrzmiewają postulaty redefinicji samego małżeństwa. Przecież taki projekt ustawy też istnieje i czeka na swoją kolej. Teraz jesteśmy na etapie związków partnerskich, ale przecież przyjdzie czas na kolejne etapy. Więc to, co obserwujemy, jest dobrze znanym scenariuszem. Mam nadzieję, że będziemy mądrzejsi raczej przed szkodą niż po szkodzie, i na tyle mądrzy, żeby wyciągnąć wnioski z porażek, których doświadczyły kraje zachodnie.

 

Ta cała kampania zmierzająca do zmiany stanu prawnego odbywa się mając w tle potężną operację propagandową. W największych mediach notorycznie dokonuje się z jednej strony deprecjonowanie małżeństwa, a z drugiej strony – promocja związków jednopłciowych, tak zwanych konkubinatów, zdrad, rozwodów i wszelkiego rodzaju patologii uderzających w rodzinę. Czy zatem – rozważając hipotetycznie – z prawnego zagwarantowania w Konstytucji ochrony małżeństwa i innych przepisów można na bazie rzetelnych analiz medioznawczych wywieść możliwość wniesienia pozwu przeciwko konkretnym mediom, które robią to metodycznie?

 

To nie jest prosta sprawa. My oczywiście obserwujemy tę kampanię antynatalistyczną, antyrodzinną. To już w zasadzie stało się tak powszechne, że istnieje szeroka zgoda co do faktu, iż mamy do czynienia z jakimś zaplanowanym, metodycznie realizowanym planem zohydzania małżeństwa, rodziny, dzietności. Regularność, z jaką pojawiają się tego typu publikacje, nie pozwala nie wyciągnąć tego typu wniosków.

Natomiast próba zablokowania takiego zjawiska nie jest zadaniem łatwym, aczkolwiek myślimy o tym, jak to zrobić. Oczywiście na przeszkodzie pewnie stałoby tutaj regulacja dotycząca wolności słowa – również wartości konstytucyjnej, której regularnie staramy się bronić.

Natomiast można myśleć oczywiście o takim zaklasyfikowaniu tego typu praktyk, ujęciu ich, zdefiniowaniu w sposób, który pozwalałby uznać te wszystkie działania antynatalistyczne za bezprawne. W kontekście kryzysu demograficznego Polski należałoby oceniać je jako wyjątkowo szkodliwe praktyki uderzające w podstawy egzystencji państwa polskiego. Bądź co bądź, populacja, liczebność narodu jest podstawowym warunkiem jego istnienia. Więc prawdopodobnie można myśleć o pójściu w tę stronę.

Rozmawiał Roman Motoła

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie