Dzisiaj

Nie ma pokoju bez sprawiedliwości. Wizja, która wyprzedziła epokę

(Oprac. PCh24.pl)

„Przyszedł Jezus … i rzekł do nich: Pokój wam!”(J 20, 19). To główne przesłanie zmartwychwstałego Naszego Pana Jezusa Chrystusa nie jest powszechnie słyszalne i aprobowane. W świecie, ogarniętym wojnami i różnymi nieprawościami, niezmiennie toczy się większa walka między siłą duchową i pozaludzką, między Bogiem i szatanem. I chociaż to Bóg ostatecznie zwycięży, to jednak doczesna społeczność musi zmagać się z niesprawiedliwością na co dzień. Zadaniem Kościoła katolickiego jest więc wychowanie ludzkości zdolnej do życia w pokoju. Cenne wskazówki w tym zakresie dają wybitni polscy prawnicy związani z Akademią Krakowską, prekursorzy prawa międzynarodowego.

Już wcześniej przedstawiliśmy na łamach portalu PCh24.pl koncepcję wojny sprawiedliwej, rozwiniętą przede wszystkim przez Stanisława ze Skarbimierza. Teraz pochylmy się nad kwestią wojny i pokoju, prawa narodów rozwijaną przez Pawła Włodkowica (1370-1436), jednego z głównych obrońców polskiej racji stanu na Soborze w Konstancji w XV wieku, najważniejszym forum międzynarodowym w owym czasie.  

Pochodzący z ziemi dobrzyńskiej prawnik, który kształcił się w Krakowie, Pradze i Padwie, bywał także w kurii rzymskiej, Pizie i Bolonii. Rektor Akademii Krakowskiej i kustosz oraz kanonik katedry krakowskiej przez lata służył jako dyplomata króla polskiego, przedstawiając na przykład w 1410 r. w Bolonii sprawę Żmudzinów papieżowi Aleksandrowi V, w 1412 r. uczestniczył w Budzie w postępowaniu przed Zygmuntem Luksemburskim jako rozjemcą w sporze Polski z Krzyżakami, nie mówiąc o reprezentowaniu sprawy polskiej na Soborze w Konstancji (1414-1418) w związku z niekończącymi się bataliami z członkami Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Krakowski profesor był pełnomocnikiem księcia Janusza Mazowieckiego i przede wszystkim samego króla Władysława Jagiełły. Uczestniczył w negocjacjach międzypaństwowych i przygotowywał stosowne akty np. unii w Horodle.

Wesprzyj nas już teraz!

Pokój to najcenniejszy dar

Włodkowic wskazywał, że najcenniejszym darem, jaki Chrystus przyniósł na ziemię jest pokój. Z powodu jednak rozbudzania w ludziach – przez złego ducha – chciwości i pychy, i prowadzenia przez to do ubóstwienia dóbr materialnych oraz potęgi wynikają wojny zdobywcze i fałszywa dyplomacja.

Odnosząc się do obserwacji faktów (to szczególna kategoria prawna u Włodkowica), jak i Pisma Świętego oraz prawa Kościoła stanowiącego, że wojny co do zasady są zakazane – chyba że zaistnieje konieczność bezpośredniego odparcia ataku – opowiadał się za załatwianiem wszelkich sporów na drodze prawnej, z pomocą trybunału. Zaznaczył przy tym, że jeśli wyroku najwyższego trybunału, który miałby przywrócić sprawiedliwość, nie można wyegzekwować w inny sposób jak tylko w drodze wojny, wówczas przyjmuje się, że jest ona sprawiedliwa. 

W owym czasie – w sporze dotyczącym wyższości władzy: duchowej czy cesarskiej, Włodkowic opowiadał się za wyższością tej pierwszej. Dlatego, w jego mniemaniu, najwyższą instancją rozstrzygającą w kwestiach wojny i pokoju powinna być władza papieska.

Civitas maxima

Jednak i ona jest ograniczona przez prawa natury (chodzi o prawo naturalne właściwe dla wszystkich ludzi, wynikające z przyrodzonej godności każdego człowieka, niezależnie od jego stanu, pochodzenia itp., które każdy jest w stanie rozpoznać dzięki rozumnej naturze), prawa narodów (będącego odgałęzieniem prawa naturalnego) i prawa Boskiego.

Papież jako osoba wyposażona w wielki autorytet moralny i duchowy, posiadający odpowiednie kompetencje prawne miałby stać na czele międzynarodowego trybunału będącego zgromadzeniem reprezentantów wszystkich narodów, w tym także niechrześcijańskich, strzegąc przestrzegania prawa i ładu. Pracę papieża wspierałaby kuria rzymska, która zdaniem Włodkowica, wymagała reformy.

Na Soborze w Konstancji polski uczony postulował ustanowienie nowych zasad porządku międzynarodowego, gwarantującego bezpieczeństwo wszystkich narodów, w tym także niechrześcijańskich, by starać się wykluczyć niesprawiedliwe wojny i wojny prowadzone w celu nawracania pogan na chrześcijaństwo. Istnienie międzynarodowego trybunału nie podważałoby suwerenności państw. Tworzyłyby one coś w rodzaju federacji suwerenów. Przy czym wszystkich, bez wyjątku, obowiązywałyby wyroki trybunału. To ów trybunał decydowałby w sprawach międzynarodowych sporów, starając się eliminować agresję jednych państw przeciw drugim i rozstrzygając spory terytorialne w razie konfliktu. Trybunał na czele z papieżem musiałby prowadzić postępowania procesowe i orzekać w oparciu o kodeks prawa międzynarodowego. Ten z kolei musiałby opierać się o podstawowe zasady prawa naturalnego, to jest przede wszystkim o zasadę: „Nie czyń innym, czego nie chciałbyś, aby czyniono tobie i czyń innym to, co chciałbyś, aby tobie czyniono”.

Ta koncepcja civitas maxima, zarysowana przez prof. Włodkowica, to pewien wyidealizowany wzorzec – przypominający nawet współczesną Organizację Narodów Zjednoczonych, tyle że na jej czele bynajmniej nie stoją cieszące się powszechnym autorytetem moralnym osoby – ułożenia stosunków międzynarodowych, który wymagałby zgody rządzonych, zgody innych suwerennych państw, co jak się można domyślać mogłoby się okazać niezwykle trudne do przeforsowania.

Oddać trzeba krakowskiemu prawnikowi – i co dzisiaj również powinno być respektowane – iż podkreślał on, że nie można narzucać wszystkim państwom jednego modelu władzy, jednego wzorca rozwoju, jednego sposobu administracji, zarządzania sprawami ludzi.

Wielość i suwerenność państw

W swoim drugim traktacie skierowanym przeciwko krzyżackiemu teologowi Falkenbergowi, polski prawnik wyraźnie wskazał, że chociaż ideałem byłaby jedna monarchia na świecie, to jednak ten ideał wydaje się, że nie jest do osiągnięcia z powodu ludzkich grzechów. Stąd Bóg więcej ustanowił monarchów. I skoro monarchia powszechna wychodzi na szkodę i zgubę rzeczypospolitej oraz dobra publicznego, skoro jej nie można mieć, stosownie by było, żeby prawnie przestała istnieć. Odniósł się w ten sposób do forsowanej przez Falkenberga tezy o podległości innych państw cesarzowi, co z kolei miałoby służyć zasadzie zachowania jedności władzy papieża. Polski prawnik nie miał wątpliwości, że godziło to w uznanie samodzielności królestw i tego nie aprobował. Sprzeciwiał się cesarstwu jako systemowi politycznemu i za przewodem angielskiego uczonego Ockahma powtarzał, że stan faktyczny jest niezgodny ze stanem prawnym. Uniwersalizm można było akceptować w dziedzinie kościelnej, a w politycznej istniały samodzielne państwa i ich ewentualne zjednoczenie to była kwestia niezwykle odległa.

Włodkowic akcentował kwestię przyjęcia właściwej hierarchii praw i wielokrotnie podkreślał, że niechrześcijanie, po prostu poganie, mogą mieć swoje państwo i sposób rządzenia. Nikt nie ma prawa zakłócać ich spokoju, chyba że sami zakłócają spokój innych. Polski uczony wykluczał – można by dziś powiedzieć – wojny imperialne, zaborcze, cywilizacyjne. Sprzeciwiał się napadaniu na inne państwo pokojowo współżyjące.

Prawo naturalne i prawo narodów

Przypomniał, że wszystkich obowiązuje prawo naturalne (ius naturale), uznając, że prawo do życia jest fundamentalne i wymaga poszanowania ze strony wszystkich. Z niego wywodzi prawo narodów (ius gentium). Świat jest tak pomyślany, że „własność, rzeczy, władztwo i posiadłości mogą godziwie bez grzechu należeć do niewiernych”, ponieważ „te rzeczy są urządzone dla każdej rozumnej istoty przez Boga, który sprawia, że słońce wschodzi nie tylko nad dobrymi, ale także nad złymi i żywi wszystkie ptaki i daje pokarm wszelkiemu ciału”.

„Prawo, które nazywa się naturalnym – przypomina Włodkowic – wspólne jest nam i wszystkim innym stworzeniom”, a „co naturalny rozum ustanowił między wszystkimi ludźmi, to u wszystkich narodów jest przestrzegane i nazywa się prawem narodów”.

Prawnik odrzucał jakiekolwiek napadanie na inne narody, bo godzi to w miłość bliźniego. Obowiązek miłości rodzi powinność sprzeciwu wobec zła, praktykowania cnót i świadczenia dobra.

Przeciw omnipotencji państwa i władzy

Włodkowic sprzeciwia się także omnipotencji państwa i władzy, niesprawiedliwemu prawu. Przypomina, że władca/rządzący nie może zawierać umów wiążących jego poddanych, bez ich zgody, dlatego, że podstawą władzy człowieka nad człowiekiem jest wola Boża, wyraźnie objawiona ludziom w jakiś sposób, a nie – jak tłumaczył to badacz i znawca dzieł Włodkowica, prof. L. Ehrlich – „późniejsza doktryna tak zwanego boskiego prawa królów, na którą powoływali się monarchowie do XX wieku, aby uzasadnić władzę najczęściej nie opartą na zgodzie ludności”.

Krakowski prawnik powiązał to później z zakazem pozbawiania ziemi i własności spokojnych pogan.

Każda władza, w tym także papieska ma swoje granice, co wynika z zasady poszanowania godności ludzkiej. Dlatego też „co czyni mający władzę (…) poza granicami tego, co należy do jego urzędu, nie jest prawomocne”. I dalej, „władca, który działa w sposób szkodliwy dla królestwa, działa jako osoba prywatna, bo przekracza granice swej władzy. Działanie jego jest zatem nieważne, stanowi naruszenie prawa publicznego, a tego król nie może naruszać, ponieważ jest nim związany”.

Zaznaczył, że władza jest ograniczona co do pewnej jurysdykcji i na przykład król „nie jest właścicielem poszczególnych rzeczy, choć jest panem zbiorowości co do ochrony”. W teorii Włodkowica, król jest sprowadzony do roli administratora i obrońcy integralności terytorialnej całego królestwa. Akt królewski „szkodliwy dla praw królestwa uznaje się za akt przeczący dobrym obyczajom i dlatego nieważny”. Król nie może działać na szkodę królestwa.

Ograniczeniem dla władzy są prawa przyrodzone człowieka, w tym fundamentalne prawo do życia, wolności, bezpieczeństwa osobistego, szeroko pojęte prawo do obrony, w tym sądowej, ale także prawo do własności, nawet wolności badań naukowych w celu dochodzenia do prawdy. 

Polski teoretyk wskazywał jednocześnie, że ludzie mają „prawo odparcia gwałtu fizycznego siłą fizyczną”, co wynika „z zasady ogólniejszej dającej każdemu prawo bronienia się właściwymi środkami”.

Warto zwrócić uwagę na stosunek Włodkowica do własności, co prawda zaznacza, że nie jest to pierwotne prawo, ale „pożyteczne i konieczne”, ponieważ „jest rzeczą naturalną, iż rzeczy wspólne są zaniedbywane i wspólnota rodzi niezgodę”.

Przeciw niesprawiedliwemu pokojowi

Wskazując, że nie można napadać na państwa pogańskie, jeśli chcą one żyć w pokoju z sąsiadami, kwestionuje także niejako sztucznie zawarty pokój oparty na „zgniłym kompromisie”, czyli taki , który jawi się jako niesprawiedliwy. Tego typu porozumienie jest z mocy prawa nieważne. Nie uznaje pokoju narzuconego siłą. Prawo staje ponad siłą i jej dyktatem. Ale w sytuacji, gdy nie można uzyskać sprawiedliwości na drodze prawa cywilnego czy politycznej, a obrona jest instytucją prawa naturalnego, to należy się odwołać do prawa naturalnego.

Należy zastrzec, że Włodkowic mówił o tym w kontekście agresywnych ataków Krzyżaków, którzy nie przestrzegali prawa i nie słuchali ani cesarza, ani papieża. Tym samym krakowski prawnik pokazuje, że nie należy się poddawać i tolerować zbrodniczych aktów, lecz jeśli zawiodą wszelkie pokojowe środki rozstrzygania sporów, obrona przed agresją jest po prostu prawem naturalnym.

Istotna w myśli Włodkowica jest kwestia struktury porządku prawnego i kategorie „faktu”, jej relacji z prawem, „doktryna” i jej odniesienie do prawa. Nie godzi się krakowski prawnik na sankcjonowanie „faktów dokonanych”, podkreślając, że nie można legalizować bezprawnych działań, nawet w sytuacji uzyskania zgody poszkodowanego. Pisze, że „o faktach można wiedzieć w drodze sprawiedliwości, której postępowanie jest prawnicze, na podstawie prawowitych dowodów, przy zachowaniu tego, co należy zachować i zastosowaniu należytych formalności prawnych. To zaś poznanie prawnicze następuje na podstawie poszczególnych okoliczności czynu, które ten czyn usprawiedliwiają, obciążają albo nie”. Prawo utworzone pod naciskiem „pseudo” faktów jest po prostu nieważne.

Polski teoretyk prawa przeciwstawia się – można by powiedzieć – tworzeniu fałszywej narracji i propagandy usprawiedliwiającej agresję lub inne bezprawne działania względem państw. Włodkowic bowiem konsekwentnie stoi na stanowisku, że „fakt wojny sprawiedliwej” musi być dowiedziony w odpowiednim postępowaniu. Wojna, jako że wiąże się z zabójstwem, które samo przez się jest złe i sprzeczne z wszelkim prawem naturalnym, boskim i ludzkim, jest zakazana. Gdy mamy do czynienia z faktem złym i bezprawnym z samej swojej natury, „domniemanie przemawia za jego potępieniem i jedynie szczególne okoliczności sprawy, prawem przewidziane i wymagające udowodnienia mogą ten fakt usprawiedliwiać i uwolnić od kary oraz winy”.

Ten, który wywołuje wojnę niesprawiedliwą musi naprawić całe zło z nią związane. Musi oddać to, co zrabował i zadośćuczynić za wyrządzone krzywdy.

Włodkowic wyraźnie wskazuje, że sposób rządzenia innych, w tym pogan, powinien być rozpatrywany przez pryzmat prawa naturalnego, bo tylko takie obowiązuje wszędzie i wszystkich. Dlatego niewierni mają prawo posiadać własne państwo, własność, mają prawo do obrony, odzyskania niesłusznie odebranych uprawnień, prawo do sprzymierzania się w sprawiedliwych dążeniach z chrześcijanami itp.

Prawo do obrony jest fundamentalną instytucją prawa naturalnego, które jednak dla skuteczności wymaga spełnienia kilku warunków, to jest należytego wezwania, wysłuchania racji drugiej strony, uwzględnienia przedstawionych przez nią dowodów, przyznania oskarżonemu domniemania niewinności itd.

Nie obowiązuje prawo ustanowione wbrew ustawie, konstytucji lub dobrym obyczajom

Wszelkie zawierane porozumienia i ustanawiane prawa, które są wbrew ustawie, konstytucji lub dobrym obyczajom nie mają żadnej mocy. Sprawujący władzę, także papież, muszą działać w granicach swojej jurysdykcji, w granicach swoich kompetencji.

Prawo narodów w koncepcji Włodkowica opiera się na rozumie naturalnym i obowiązuje wszędzie oraz jest ważne dla wszystkich.

Rektor Akademii Krakowskiej nie opowiada się za pokojem za wszelką cenę, podkreślając, że pokój jest wtedy, gdy przywróci się sprawiedliwość.

Wolność i tolerancja religijna

Dla Włodkowica niezwykle ważną kwestią była sprawa wolności, która przysługuje człowiekowi od początku istnienia. Nie jest to „kategoria historyczna”. Wolność jest ważniejsza od własności, zaliczanej właśnie do „kategorii historycznej”. Ani niewolnictwo, ani poddaństwo nie jest naturalne, jest czymś sztucznym wprowadzonym przez ludzi. Wolność przynależy się każdemu człowiekowi i pociąga za sobą odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale także za innych.

Prawnik zaznacza, że człowiek jako istota racjonalna i wolna jest w stanie rozpoznać porządek metafizyczny i swoje w nim miejsce. Jest w stanie zrozumieć własną naturę i normy moralne z niej wynikające. Dysponuje „wolnością wnętrza”, w tym wolnością myśli, której nie wolno nikomu naruszać i wolnością zewnętrzną.

Chrześcijanie są zobowiązani znać prawo Boże, a ich spaczone sumienie nie usprawiedliwia nieprawości, jakiej się dopuszczają.

Włodkowic opowiadał się za tolerancją religijną i harmonijnym współżyciem katolików z niechrześcijanami. Chociaż był orędownikiem wolności słowa – chętnie z tego prawa korzystał na Soborze w Konstancji ku niezadowoleniu wielu możnowładców – to jednak przestrzegał katolików, by zawsze pamiętali o VIII przykazaniu Dekalogu.

Polski prawnik to w pewnym sensie wyraziciel wolnościowej mentalności Polaków, który pokazywał inne niż w owym czasie podejście do władzy. Ciekawe w tym względzie wydaje się spostrzeżenie Andrzeja Niesiołowskiego, który z okazji 500-lecia śmierci krakowskiego profesora, w 1935 r. pisał: „[…] przede wszystkim jednak dochodzi tu do głosu postawa, która była istotą struktury psychicznej nie samego Włodkowica, ale całego narodu polskiego. Postawą tą była tolerancja. I tu leży właśnie ta najistotniejsza różnica psychiki polskiej i niemieckiej, a może nawet słowiańskiej i germańskiej. Trudno o bardziej charakterystyczne wyrazy tej różnicy, jak wnioski, które polski myśliciel z jednej, a jego krzyżaccy partnerzy z drugiej strony wysnuwają z namiestnictwa Bożego, względnie prawa cesarza do władzy nad światem. Włodkowic akcentuje obowiązki opieki nad owymi ‘owcami nie z tej owczarni’ (pod którymi rozumie pogan), a Falkenberg podkreśla ich obowiązek podporządkowania się pod władzę zwierzchników; Włodkowicowi chodzi o dobro poddanych, Falkenbergowi wyłącznie o interes rządzących. Jaskrawą ilustracją tej brutalnej, zaborczej i krwiożerczej mentalności jest wygłoszona przez Falkenberga zasada, że ferro sananda sunt vulnera, quae beneficjum non recipiunt meedicinae (żelazem leczyć należy rany, które nie przyjmują lekarstwa)”. Autor dodaje, że tego typu mentalność bynajmniej nie była wyłącznie specjalnością krzyżacką, lecz wyrastała z mentalności wieków średnich, a ta była „przedziwnym amalgamatem wrodzonej wojowniczości i zaborczości ludów germańskich z mocno spaczonym duchem Ewangelii”.

Włodkowic bronił godności człowieka i wynikającej z niej wolności. „Germańskiej zasadzie siły i podporządkowania wojennego przeciwstawia się ideologia Włodkowica – głosząca miłość jako wartość najwyższą, a tolerancję jako zasadę współżycia, opartego nie na przymusie, lecz na wolności. Tezie Falkenberga, że słuszna jest każda wojna, o ile została formalnie wypowiedziana, przeciwstawia Włodkowic postulat dostatecznego uzasadnienia moralnego, która bez tego nie jest wojną sprawiedliwą i stanowi ciężką zbrodnię”, wyjaśnia Niesiołowski.

Polski prawnik, reprezentujący króla na Soborze w Konstancji, nie tylko odrzucał z całą mocą zasadę, że cel uświęca środki, ale także ślepe posłuszeństwo wobec władzy, która nie potrafi uzasadnić swojego działania. Interes rządzonych nie utożsamiał z interesem rządzących. Władza ma swoje granice: musi działać w ramach swoich kompetencji, sprawiedliwie i dla dobra rządzonych. Władza musi mieć legitymizację, rządzący muszą wyrazić na nią zgodę.

Tolerancja, o której pisze Niesiołowski, także ma swoje granice. Zaznacza bowiem Włodkowic za św. Hieronimem, że można wypędzić żydów i saracenów, i pozbawić ich dóbr, bo „skoro Kościół toleruje [ich] ze względu na pobożność i łaskę […] to jeśli będą tego nadużywać, to zasługują wtedy na to, by im odebrać przywilej jako niewdzięcznym. Jak pokazuje to przykład służebnicy i syna […]. Zaiste, jak powiedziałem [wszystko to] jest możliwe, jeśli tylko nie żyliby w pokoju lub siali zgorszenie”.

Rektor Akademii Krakowskiej nie tylko wyprzedzał swoją myślą o całe wieki innych teoretyków władzy i państwa w owym czasie, ale potwierdził, jak ważna jest właściwa hierarcha praw, akcentując znaczenie prawa naturalnego i wynikającego z niego prawa narodów niezbędnego dla poprawnego ułożenia relacji między państwami. Nie zakładał, że pokój zapanuje na zawsze, bo natura ludzka jest skażona i toczy się nieustanna walka między siłą Boską a szatanem, ale zaproponował pewne rozwiązania, które miałyby zniwelować problem napastniczych wojen i związanych z nimi nieprawości. Nie pozwalał na uzasadnianie wojen względami religijnymi, uznając to za obrazę Bożą i podkreślając, że każdy ma prawo się bronić. Włodkowic wskazywał na potrzebę zagwarantowania wszystkim równości wobec prawa i kładł nacisk na procedury prawne.

Nawet władca, który zastanawiał się nad tym, czy wszcząć wojnę musiał przeprowadzić proces. Sędziowie zaś powinni byli zachować bezstronność – chociaż nie neutralność wobec zbrodni, przemocy i bezprawia. Sędzia miał dążyć do poznania prawdy i ukarania zła, rozstrzygając w oparciu o obowiązujące prawo, a nie samowolnie.

Włodkowic, podobnie jak inni krakowscy i zachodni myśliciele owych czasów wskazywał, że pokój jest stanem naturalnym i wojna może być prowadzona jedynie w celu ustanowienia i utrwalenia pokoju, który zapanuje wówczas, gdy przywróci się sprawiedliwość.

Podstawową zasadą, od której wywodzi swoje teorie polski prawnik jest fundamentalny nakaz natury: „Czyń drugiemu, co chciałbyś, aby tobie czyniono”. Bez pokoju nie jest możliwe normalne życie i doskonalenie człowieka. Wojna niszczy i deprawuje. Uzasadnienie dla dążenia do pokoju wynika nie tylko z prawa naturalnego – właściwego dla wszystkich ludzi, wszystkich obejmującego – ale także z prawa Bożego. Wszak Pan Nasz Jezus Chrystus mówił: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam”. Jest to dobro wyższe, które należy chronić. Wojna zawsze pozostaje złem koniecznym. Nie zawsze da się ją wykluczyć, jednak zawsze musi być traktowana jako ostateczność.

Włodkowic idzie dalej i sugeruje, że nie wystarczy nawet spełnienie pięciu podstawowych warunków wojny sprawiedliwej, lecz trzeba jeszcze udowodnić na drodze sądowej, że jest sprawiedliwa. Nie wystarczy domniemywać, że taka może być, chociażby miało się słuszną przyczynę.

Krakowski uczony potępił wojny zaborcze i ludobójstwo. Wzywał do ich ścigania oraz karania.

Wojna sprawiedliwa a posłuszeństwo

Chociaż wskazuje, że wszyscy muszą szanować władzę, to jednak wyznacza granice posłuszeństwa i w przypadku wojny rycerz lub wasal mógł odmówić w niej udziału, jeśli miał pewność lub wierzył, że wojna jest niesprawiedliwa. Jego obowiązkiem było rozstrzyganie w sumieniu kwestii słuszności podejmowanej wojny przez władzę. Obawa o utratę dóbr nie mogła usprawiedliwiać udziału w walkach, jeśli wiedział lub wierzył, że wojna jest niesprawiedliwa.

Włodkowic przypominał, że rządzący decydujący się na wojnę ponosi odpowiedzialność nie tylko za czyny swoich walczących rycerzy, ale także za wszelkie negatywne konsekwencje wojny wyrządzone jego poddanym na miejscu.

Rektor Akademii Krakowskiej pisze wprost, że nawet jeśli jest upoważnienie, sprawiedliwa przyczyna i prawy zamiar, to w celu rozpoznania charakteru wojny konieczny jest „dowód z prawa”, poprzedzony postępowaniem sądowym. „Jest wymagany dowód z prawa albo co do faktu. Dowodu zaś z prawa nie można mieć inaczej jak przez drogę sprawiedliwości, mianowicie przez dowód w prawie przeprowadzony albo przez wyrok, i w konsekwencji prawowitą deklarację, a co do tego jest wiele norm prawnych […]. Przeto z mocy konieczności prawnej na to, aby nastąpiło należyte rozpoznanie sprawy tego rodzaju, musi poprzedzić postępowanie dowodowe, a w konsekwencji jakieś postępowanie prawne”. To jest między innymi wkład Włodkowica do koncepcji wojny sprawiedliwej.

Dla autora tego teksu chyba najcenniejszym wkładem krakowskiego uczonego dla potomności pozostaje teoria na temat prawa naturalnego i wynikające z niego przyrodzone prawa każdego człowieka, w tym fundamentalne prawo do życia i wolności, tak umiłowanej przez tyle pokoleń Polaków i tak bardzo niezrozumiałej dla wielu sprawujących władzę, utożsamiających własny interes z interesem państwa.

Agnieszka Stelmach

 

Tekst powstał na podstawie publikacji: L. Ehrlich, Paweł Włodkowic i Stanisław ze Skarbimierza, Narodowe Centrum Kultury/Teologia Polityczna, Warszawa 2017; Paweł Włodkowic, Stanisław ze Skarbimierza, Benedykt Hesse, Mateusz z Krakowa, Prawo ludów i wojna sprawiedliwa, Narodowe Centrum Kultury/Teologia Polityczna, Warszawa 2018 r.; S. Bełch, J. Domański, T. Graff i inni, Paweł Włodkowic i polska szkoła prawa międzynarodowego, Narodowe Centrum Kultury/Teologia Polityczna, Warszawa 2018.

O wojnie sprawiedliwej i polskiej szkole prawa międzynarodowego

Koncepcja „trwałego i sprawiedliwego pokoju” papieża Benedykta XV

Kiedy wojna jest sprawiedliwa? Odpowiadają Doktorzy Kościoła

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie